SHORTS: Crashing Waves

shorts_crashing-waves

Osiedlowy taniec rozbijających się fal emocji, trzy minuty walki z uczuciami. Opowieść bez słów. Etiuda choreograficzna w reżyserii Emmy Jane Gilbertson, nominowana do tegorocznej nagrody Iris Prize, dla najlepszych krótkometrażówek brytyjskich 2018.

Więcej vimeowych krótkich metraży wygrzebanych przez qpop.

NETFLIX: La casa de las flores ★★★½

la-casa_01

Jedno zdjęcie (powyższe) mówi więcej, niż tysiące słów. Ale spróbuję.

Familia de la Mora prowadzi Najlepszy Salon Kwiatowy w Meksyku. Najlepszy. Właściwie nie tyle familia, co jej matrona Virginia, brawurowo zagrana przez legendę latynoamerykańskich tasiemców, Verónicę Castro. Dzieło jej życia, kwiatowy pałac, symbol blichtru i dobrobytu idealnej rodziny, będzie za chwilę uroczyście świętować półwiecze działalności – nikt ani nic nie może zakłócić pozorów idylli, jaka kreuje się każdego dnia za progiem rodowej posiadłości.

O tym, że baśń z okładek magazynów to całkowita fikcja, przekonać się możemy już w pierwszych minutach serii, kiedy podczas innej uroczystości – urodzin męża Virginii – nad ladą kwiaciarni zawiśnie w samobójczym akcie jego kochanka, z którą ten (nie tylko on, i nie tylko z nią) prowadził podwójne życie. Ukrycie świeżych zwłok przed zgromadzonymi w ogrodzie licznymi gośćmi bardzo szybko stanie się dla kwiaciarzy najmniejszym problemem, zwłaszcza wobec przyjazdu policji i nie odwołania zespołu mariachi.

Już za chwilę nieboszczka zza grobu z rozbawieniem ale i czułością obserwować będzie miotaninę, wśród której jeden po drugim na światło dzienne wyskakiwać będą kolejne sekrety, a ekran szybko zaludnią: czarnoskóry chłopak córki (w nieodpowiednich butach!), nieujawniony syn-gej i jego starszy kochanek oraz – co gorsza – rozwydrzona dziewczyna, małżonek-malwersant, striptizerzy i drag queens z rewii, a na dokładkę – zięć po zmianie płci. Życie więzienne męża, seks-taśmy syna, kazirodcza fascynacja córki i pogrzeb w kabarecie, nieślubne dzieci i wścibskie przyjaciółki, podchody konkurencji, własne romanse z przeszłości, handel narkotykami – naszą heroinę kolejno dotykać będą wszelkie telenowelowe kataklizmy.

Nic dziwnego, że nie tylko Virginia ale też inni członkowie rodziny lądują koniec końców u zaprzyjaźnionego psychoterapeuty, z którym będą rozmawiać za pośrednictwem skarpecianego Czesia. Który – jak się okaże – też ma swoje trzy grosze do wtrącenia. Terapeuta, nie Czesio.

La Casa de las Flores to rasowa telenowela, garściami żonglująca doskonale znanymi trikami i konwencjami, tyle tylko, że w tempie i konfiguracjach, których nie powstydziłby się Mistrz Almodovar, gdyby przyszło mu do głowy zrobić coś dla telewizji. Wszechobecny sarkazm na wskroś przesiąknięty queerującą atmosferą, wyraziste charaktery, żywe dialogi, jaskrawobarwne kadry, chwytliwa muzyka i zaskakujące – mimo wszystko – zwroty akcji: Dom kwiatów cieszy zmysły, bawi i wciąga w konwencję. Żongluje postaciami i wydarzeniami nieco swobodnie i chwilami niedbale (niektórzy bohaterowie znikają z ekranu na kilka odcinków, by przypomnieć się w chwili najbardziej dogodnej scenarzystom), ale i to jest przecież chwyt doskonale z takich produkcji znany.

Mimo tempa, natłoku zdarzeń, rewelacji i skrzywionych życiorysów, opowieść nie jest histeryczna, nie wywołuje bezmyślnych salw śmiechu i nie traci z oczu swoich bohaterów, których twórcy traktują wyraźnie ciepło i z wyrozumiałością. W momentach lirycznych czy wręcz dramatycznych, lepiej niż czarna komedia sprawdza się jako serial obyczajowy o poszukiwaniu tożsamości, którą w dwulicowych unikach i matactwach większość z członków rodziny gdzieś zgubiła, na przemian odpychając się i przyciągając, wyklinając, ale też się lgnąc. Wszyscy chcą dla wszystkich dobrze, a robi się coraz gorzej…

Tytułowa kwiaciarnia staje się symbolem – mimo że coraz bardziej się pogrąża i przysparza problemów, matka i córki walczą o jej utrzymanie, przyszłość i schedę. Nie inaczej dzieje się w podrzędnym, kabaretowym Domu Kwiatów z jego drugą, bardziej otwartą i wyzwoloną rodziną – marna to pociecha, że podobne problemy dotykają także tych z wielkiej posiadłości. Pragnienie wsparcia i akceptacji, ale też samorealizacji i życia własnym życiem doskwiera wszystkim tak samo. Zrozumie to wreszcie także Virginia, rzucając w finale wszystko na jedną szalę. Swoją.

Choć niektóre epizody są nieco nierówne, całość jest równo zagrana, dzięki czemu mimo ciągłych krętactw i podchodów, bohaterowie opowieści budzą życzliwość i sympatię. Obok Veróniki Castro świetnie wypadają Juan Pablo Medina, Aislinn Derbez (czy tylko mnie wciąż kojarzy się z Jodą Foster?), Paco León, Dario Yazbek Bernal (tak, z tych Bernali, z cudowną sceną comingoutu) czy Cecilia Suárez jako rozsądna Paulina, próbująca utrzymać lunatyków z obu domów w ryzach (nawet czy też: zwłaszcza kosztem własnego szczęścia) – jej sposób mówienia i wyrażania się zrobił taką furorę, że naśladowanie jej urosło do rangi czelendżu.

Jeśli więc nie macie planów na coraz dłuższe, jesienne wieczory, zerknijcie co u familii de la Mora: dają się polubić, a trzynaście odcinków przelatuje jak z bicza trzasnął i naprawdę poprawia humor. Zwłaszcza z taką promocją…

la-casa_02

la-casa_03

 

OUTFILM: Skala szarości ★★★½

skala-szarosci_00

Bruno jest 35-letnim, niezależnym, nagradzanym architektem. Po 11 latach małżeństwa wyprowadził się od żony i syna do warsztatu dziadka w poczuciu, że w jego z pozoru udanym życiu czegoś brakuje. Zlecenie na projekt budowli, która miałaby stać się nowym symbolem stolicy, daje nadzieję na przełamanie impasu zawodowego. W poszukiwaniu inspiracji po mieście oprowadza go Fer, historyk-zapaleniec i zadeklarowany gej, który nie ukrywa swojego zauroczenia Brunem. Ten odkrywa w sobie tłumione instynkty i stanie przed wyborem nie tylko koncepcji na projekt, ale także na dalsze życie.

Ocena Queerpop ★★★½

Spokojnie opowiedziana, pięknie sfotografowana opowieść o odkrywaniu własnej tożsamości w wieku dojrzałym. Niekoniecznie odkrywcza, zyskująca jednak na autentyczności dzięki dobrze rozpisanemu scenariuszowi z kilkoma elementami zaskoczenia, naturalności dialogów oraz odtwórców głównych ról. Dyskretne, niemal melancholijne studium zderzenia temperamentów i postaw w obliczu pogłębiającego się uczucia, rozdarcia głównego bohatera wobec konieczności wpisania się w prosty podział „czarne-białe”.

skala-szarosci_03

Czytaj dalej „OUTFILM: Skala szarości ★★★½”

WFF: ‚Zostań ze mną’ vs. ‚Za murami’

kadr z filmu ‚Za murami’

W sobotni wieczór na Warszawskim Festiwalu Filmowym miał miejsce podwójny seans LGBT. Nie wiemy, czy aż tak nie zwróciliśmy uwagi, czy faktycznie tego roku ta ‚sekcja’ imprezy była dużo skromniejsza. Tym chętniej wybraliśmy się na branżowe double feature, zwłaszcza że jednym z pokazywanych tytułów był głośny ‚Zostań ze mną’, okrzyknięty już gdzieniegdzie następcą ‚Zupełnie innego weekendu’, o ile nie samego ‚Brokeback Mountain’. Festiwalowy pokaz miał być jednocześnie przedpremierowym – Tongariro Releasing wprowadza ten film na polskie ekrany już w najbliższy piątek.

I jak to w takich objawionych wypadkach bywa, potwierdziły się obawy, powzięte po obejrzeniu zwiastuna:

Film wpada niestety w większość pułapek fabuł z cyklu ‚moje życie z człowiekiem uzależnionym’, skompilowanych w wariancie tragicznym ‚trzeba zabić tę miłość’. Dramat rozmywa się gdzieś w impresjach kontemplowania miasta i chwil relaksu przy herbacie, zdarzeń mimo dramatyzmu sytuacji jakoś mało dramatycznych.

To jeszcze pewnie nie stanowiło by aż takiego problemu, gdyby nie chybiona obsada głównej postaci – niestety, Thure Lindthardt nie jest aktorem klasy, która pozwoliła by na przykrycie mielizn, czy nadanie rozterkom Erika dramatycznej głębi. A na nim właśnie spoczywa ciężar całości.

Zamiast rozdarcia na ekranie dominuje zestaw stałych grymasów i jojczenie. Paul jest ujmujący w swym niewzruszonym pięknie, niestety, jako że jego ćpuński dramat rozgrywa się głównie poza kamerą, także i on niezbyt wzrusza. Nawet odważne sceny seksu nie są w stanie tchnąć życia w niemrawą opowieść. Zdecydowanie najlepiej broni się muzyka Arthura Russella.

Wszystkie te słabości jeszcze dobitniej ujawnia zestawienie z drugim filmem wieczoru. Belgijskie ‚Za murami’ oparte jest na podobnym motywie – para poznaje się, szaleńczo zakochuje, a potem jeden z kochanków popełnia głupi błąd, który kończy się więzieniem i kosztuje obu bolesną rozłąkę. Ta próba okaże się ponad wytrzymałość szalonego uczucia, i mimo, że obaj nadal się kochają, będą musieli pójść oddzielnymi drogami.

W tym filmie są soczyste sytuacje i krwiste, pełnowymiarowe postaci, ewoluujące wraz z uczuciem, charakterologiczne niuanse pięknie wypunktowane aktorskimi kreacjami. Wygłupy zakochanych śmieszą do łez, a beznadzieja nawoływań pod ceglanym murem chwyta za serce.

Tu także reżyser skupia opowieść na tym, który czeka, ale w tym wydaniu to czekanie namacalnie dojmujące. Tu też jest jeszcze szansa, i jest bolesna decyzja. Jednak rozstanie nie zostanie skwitowane stwierdzeniem ‚zostawiłem u ciebie kaszmirowy sweter, zostaw go u portiera’. Tu po prostu brakuje słów.

O ile tylko czas pozwoli, napiszemy o tym filmie dużo więcej.

SHORTS: Caught

Nie, nie zapomnielismy o naszym cyklu krótkometrażowym.
Cały czas czeszemy sieć w poszukiwaniu źródeł. Okazuje się, że sporo znaleźć można na Dailymotion, o wiele mniej restrykcyjnym od jutuba w zakresie praw autorskich. Tam niedawno odkryliśmy jedną z naszych ulubionych swego czasu krótkometrażówek, Caught, wydaną w roku 2002 na kompilacji Boxer Shorts.

Historia ograna do cna: romantyczny chłopiec poznaje przystojnego chłopca, który jak się okazuje – ma faceta. Wspólny kurs tańca i tak ich do siebie zbliża, następują uniesienia, długie rozmowy, potem czekanie na każdą chwilę intymności, desperackie zatrzymywanie kochanka, który koniec końców i tak wybierze swoją małą stabilizację:

Nic nowego pod słońcem, jednak ogląda się dobrze (nawet w tej mizernej technicznie kopii) – rzecz jest bowiem zgrabnie napisana i dobrze zagrana. Całość spaja postać Jamiego o ujmującym spojrzeniu – Chad Lindsey hipnotyzuje swoją łagodnością która z wiekiem jeszcze tylko wyszlachetniała…

OUTFILM: Sierpień ★★★½


Jonathan wkrótce obchodzić będzie 30 urodziny. Od dłuższego czasu żyje w związku z Raulem, wciąż jednak nie może się zdecydować na mieszkanie razem. Tymczasem po dwóch latach nieobecności do miasta powraca jego były, Troy, który swego czasu rzucił go, by wyjechać do Hiszpanii. Szybko okazuje się, że stara namiętność nie wygasła, i cała trójka będzie musiała zmierzyć się z plątaniną własnych przeżyć, przeszłych i obecnych emocji i pretensji.

zwiastun filmu | źródło wideo

Ocena Queerpop ★★★½
Casus ‚kiedy wraca seksowny były, nawet najtrwalsze związki drżą w posadach’. Upalne lato pełne namiętności, ale i niespełnienia. Niespieszne studium zawirowań uczuciowych trzech mężczyzn z jednego trójkąta. Kino chwilami nieco zbyt kontemplacyjne, nie pozbawione jednak dramatyzmu i autentyczności. Doskonała obsada, piękne zdjęcia, zmysłowe ciała, szczypta erotyki i egzotyczna muzyka dopełniają całości.

Pojawienie się facetów takich jak Troy nie wróży nic dobrego. W sile wieku, acz niedojrzali emocjonalnie, niby zrównoważeni, a zmienni, kapryśni i manipulatywni, seksowni i odpychający jednocześnie, sami określają się mianem wiecznych kawalerów, ale kochają kroczyć swoją niezależną ścieżką po złamanych sercach. Dosadnie rzecz ujmując: skurwiele, którym nie sposób się oprzeć.

Kiedy więc Troy przylatuje z Hiszpanii do L.A. po dwóch latach nieobecności, rzekomo wiedziony tęsknotą za starymi stronami, z domniemanym zamiarem powrotu (film otwiera jego rozmowa kwalifikacyjna o pracę) – nie tylko upał, o którym w filmie słyszymy bez przerwy, sprawia, że na samą myśl o jego obecności w mieście wielu osobom robi się robi się gorąco.

W narastającym skwarze niepokój wręcz skrapla się w powietrzu, i powoli poznajemy jego przyczyny. Przed wyjazdem Troy przez trzy lata tworzył piękną parę z młodszym Jonathanem, by w imię nie-wiedzieć-czego zerwać z nim i zniknąć. Pod jego nieobecność Jonathan odnalazł się i stworzył kolejny, udany związek z seksownym i wyrozumiałym Raulem (o wciąż niepewnym statusie imigranta), jednak tak naprawdę nigdy do końca nie wyleczył się z namiętności do Troya. Kto wie, może podświadomie czekał wciąż na jakieś rozstrzygnięcia, skoro nigdy nie podjął decyzji o wspólnym mieszkaniu z nowym facetem?

Karty zostają rozdane już przy powitalnym spotkaniu po latach, w niegdyś ulubionej kafejce: zbyt długi dotyk dłoni na plecach, zbyt powłóczyste spojrzenie, zbyt słabo ukrywane rozczarowanie krótkością widzenia, melancholia niedoszłego pocałunku. Bohaterowie dramatu, podobnie jak widzowie, przeczuwają już wszystko, na szczęście nawet jeśli kolejne stacje podobnych opowieści są doskonale znane (i mocno przewidywalne), to mogą wieść do nich różne drogi.

Reżyser i scenarzysta Sierpnia wybrali nieco bardziej zawiłą, ukazując historię w porządku achronologicznym, co wzbogaca opowieść, gdy znając sceny z przeszłości, dużo lepiej rozumiemy bieżące motywacje i przeżycia postaci. Jednocześnie jednak ich historię poznajemy szczątkowo, na wyrywki. Mimo to, i nawet w chwilach, gdy twórcy obierają bardziej utarte szlaki, udało się zachować psychologiczną wiarygodność bohaterów: wiarygodna jest rozedrgana poczuciem winy, nawracająca fascynacja Jonathana Troyem, jak i pozorna bierność i ustępliwość Raula, który ostatecznie jednak w swoim ojczystym języku wyznaczy rywalowi granicę, i od razu da mu okazję do jej przekroczenia.

Mimo buchających z ekranu namiętności, akcja toczy się w sierpniowym upale powoli, jakby od niechcenia, punktowana z pozoru nie przystającą od tej opowieści egzotyczną muzyką z motywami arabskimi. Aktorzy, prowadzeni pewną ręką, nie przesadzają z ekspresją, grając na niższych rejestrach – jednym słowem, spojrzeniem, mową ciała, w każdym detalu zarejestrowaną w pięknych, barwnych, panoramicznych kadrach. Relacje trzech postaci przepełnione są czułością, namiętnością, ale też doprawioną solidną porcją wzajemnych pretensji i niespełnienia.

Troy będzie musiał wysłuchać wszystkiego, przed czym uciekał, a po co być może mimowolnie wrócił. Mimo że z jego ust padnie ‚przepraszam’, nie wygląda, by sprawiło mu to jakąkolwiek różnicę – faceci tacy jak on przychodzą i odchodzą. To apatyczni, dobrze ułożeni chłopcy pokroju Jonathana – bezwolni, ulegli – zostają po raz kolejny złamani, popełniają błędy, których mimo pełnej świadomości, uniknąć nie sposób. Raul zmierzyć się będzie musiał za to ze zwątpieniem, w walce o swoje zaryzykuje wszystko. I choć triumfujący, raz zmaterializowanych wątpliwości się w ten sposób nie pozbędzie. Zwycięstwo jest pyrrusowe.

Sierpień jest rozwinięciem nagradzanej krótkometrażówki Post Mortem z 2005 roku, tego samego reżysera, z tą samą parą głównych aktorów. Adaptacja najwyraźniej udana, skoro także jako film długometrażowy zdobywała nagrody i wyróżnienia na branżowych festiwalach. W stosunku do wersji 15-minutowej dopowiada zbyt wiele, ale z drugiej strony – na szczęście nie wszystko. Dokładnie tyle, ile trzeba na frapujący film o tym, że owszem, do tej samej rzeki można wchodzić wiele razy. Po takiej kąpieli nic już nie będzie takie samo. Może poza upałem, o wiele bardziej doskwierającym, gdy opadną gładkie maski.

Galeria fotosów z filmu:








Sierpień (August
)
★★★½ 
dramat, USA 2011, 94′
reżyseria: Eldar Rapaport
scenariusz: Brian Sloan, Eldar Rapaport

wystepują: Murray Bartlett, Daniel Dugan, Adrian Gonzalez, Hillary Banks
Polska premiera: maj 2012 (outfilm), DVD (bearbook.pl)
 dla seriwsu OutFilm, oprócz standardowej oceny w skali 1-5 gwiazdek, wprowadziliśmy oznaczenie specjalne: 3 –  koniecznie | 2 – warto | 1 – niekoniecznie

OUTFILM: W pułapce pożądania ★★★½


Młody chłopak, przedstawiający się jako Alex, przychodzi na płatny seks do mieszkania klienta w starej kamienicy. Okazuje się, że dla tamtego będzie to pierwszy raz, mężczyźni zwierzają się sobie z przeżyć młodości. Gdy ‚Alex’ wychodzi, spotyka na korytarzu Leona, który ‚rozpoznaje’ w nim swojego dawnego przyjaciela i zaprasza do siebie na imprezę. Przy kolejnej próbie opuszczenia budynku, zaczepia go kolejny mężczyna, sfrustrowany młody małżonek o tłumionych skłonnościach homoseksualnych. To niebezpieczne spotkanie nie będzie bynajmniej ostatnim tej nocy, w domu który coraz bardziej zaczyna przypominać pułapkę.


zwiastun filmu | źródło wideo

Ocena Queerpop ★★★½
Oniryczna opowieść o chłopaku-prostytutce. Przyprowadzony przez klienta do budynku, po którym błądzi przez całą noc, spotyka jego kolejnych mieszkańców. Wypadki stają się coraz dziwniejsze, a wędrówka przez mroczniejące korytarze okazuje się drogą do własnego wnętrza. Niekoniecznie nowatorska, nieco teatralna opowieść z cyklu ‚każdy potrzebuje ciepła i miłości’, której głównym atutem jest ujmujący główny bohater, oraz niepokojący klimat, wykreowany zdjęciami, muzyką oraz przekonującą grą aktorską.

Czytaj dalej „OUTFILM: W pułapce pożądania ★★★½”

OUTFILM: Ten jedyny ★★★



Tommy jest młodym prawnikiem, po latach przypadkowo natyka się na Daniela, w któym podkochiwał się na studiach. Zagaduje do niego, po wspólnym popołudniu spędzają razem noc. Rano Daniel oznajmia, że jest zaręczony z Jen, którą wkrótce mu przedstawia. Pod pretekstem zlotu klasowego Tommy wywabia Daniela na weekend do domu rodzinnego, gdzie po kolejnej nocy wyznaje mu miłość. Romantyczny epizod wciąga Daniela, jednak nie wpływa na decyzję o ślubie. Znajomość Tommy’ego i Jen pogłębia się, podobnie jak frustracja Daniela, który nie wyobraża sobie życia poza stereotypowo rozumianą rodziną.


zwiastun filmu
Ocena Queerpop ★★★☆☆
Trójkąt on-on-ona w wydaniu zaprzyjaźnionych trzydziestolatków. Przypadkowe spotkanie z natarczywym adoratorem uświadamia młodemu małżonkowi tłumiony homoseksualizm. Z chwilą gdy dojrzeje, by to przyznać przed sobą i kochankiem, żona ogłasza, że jest w ciąży. Rozdarty między nowo odkrytymi potrzebami a głęboko wpojonymi zasadami, wydaje się pozostawiony samemu sobie. Zaskakująca mieszanka komedii romantycznej z dramatyczną wariacją na temat samoakceptacji. Mimo niedociągnięć scenariuszowych i ułomności niskiego budżetu, historia uwiarygodniona udaną obsadą i grą aktorską, nie grzęznąca w mieliznach ogranego tematu.

Czytaj dalej „OUTFILM: Ten jedyny ★★★”

SHORTS: Self Service

Drugie wydanie shortów, sprowokowane wrzutką Queerty.

Jak każdy short, Self Service zrobił w 2008 roku rundkę po branżowych festiwalach, zdobywając w rodzimym Tel Awiwie nagrodę. To najbardziej wdzięczna i niewdzięczna cecha krótkiego metrażu – bywają genialne, nawet doceniane, ale zapominamy o nich tuż po seansie. Poniższy – całkiem niezły – przypomniał nam o innym izraelskim krótkim metrażu z prywatnych zasobów, który być może niedługo tu wrzucimy, o ile zmożemy bariery techniczne.

Przy okazji doniesiemy uprzejmie, że także rodzimy dystrybutor, Tongariro Releasing dostrzega potencjał zestawów typu Boy Shorts 1-10 i wszelkich pokrewnych, i zapowiada wprowadzenie gatunku na polski rynek jeszcze tej wiosny, w postaci złotej kolekcji Bavo Defurne, belgijskiego reżysera m.in. znanego Campfire.

Tymczasem krótki instruktaż samoobsługi, i niekoniecznie chodzi o laundromaty (swoją drogą od dawna ubolewamy nad ich nieobecnością w Polsce):

Self Service שרות עצמי from doron alon on Vimeo.

[źródło wideo] [queerpop na vimeo]