REDALERT: Kevin Adrian Thompson

Tak się dziwnie składa, że jak już rudy, to najczęściej i brodacz, lub ryża broda nawet nie u takiego rudego (takie zawiłości odcieni zarostu męskiego). Do tego zwykle po irlandzku rumiani i krzepcy, takich to panie teraz na pęczki!

A są przecież i ci drudzy: ognistowłosi a gładcy, prędzej bladolicy, mniej lub bardziej wychudzeni. Czy to queerpopowe fiksacje na modelu brodatym, czy faktycznie tych drugich jakby ostatnio mniej, to temat do oddzielnych badań.

By jednakowoż uniknąć posądzeń o wciskanie hipsterki w każdy dostępny zakątek bloga, dziś coś dla koneserów typu B-B-B jak „Bardzo Bez Brody” względnie „Bardzo. Bez Brody”.

I nie, nie mam takiego podkatalogu w komputerze.

Profil i portfolio Kevina Adriana na models.com.

BEARDY/ART PIECE: Aaron Smith

Aaron Smith mieszka z mężem i psiakami w Silver Lake w Kaliforni. Ukończył Art Center College w Pasadenie, wystawiał w galeria w LA, Chicago i Nowym Jorku. Był pierwszym artystą-rezydentem w Muzeum J. Paula Getty’ego.

Ważniejsze dla naszego kącika, że zawsze fascynowały go ery wiktoriańska i edwardiańska i ich wzorcowy, kulturowo narzucony obraz męskości: od lat kolekcjonuje dagerotypy i zdjęcia portretowe „z epoki”, przedstawiające strojnych brodaczy (bo rzadko zdarzali się panowie gładkolicy), nierzadko maskujących sztywnymi pozami swoją niepewność.

Smith trawestuje te portrety na swoich obrazach, kontestując je szerokimi pociągnięciami, grubą i barwną kreską, podkreślającą, a jednocześnie kontrapunktującą przesadę archetypicznych wizerunków męskości.

Patrząc na zdjęcia autora trudno nie dostrzec pewnych podobieństw i potwierdzenia, że oto historia męskiego zarostu zatoczyła hipsterskie koło. Nie, żebym narzekał, queerpopowe beardy pojawiły się długo, zanim to koło w pełni się zamknęło.

Więcej prac brodatych i nie tylko na stronie artysty.

VINTAGE SCREEN CRUSH: Harrison Ford

Jak na standardy hollywodzkie, Harrison przebił się na dobre do pop-panteonu kina dosyć późno, bo w wieku trzydziestu pięciu lat jako Han Solo, by przypieczętować świeżą sławę jako Indiana Jones w 1980.

Pierwsze/czwarte „Gwiezdne wojny” przypadły na początek mojej podstawówki, do dziś pamiętam kolejki do premierowych kin: komuna nie komuna, ale Kino Nowej Przygody z impetem przebiło się na także na polskie ekrany, wiele z ówczesnych tytułów oglądało się na dużym ekranie po kilka razy (na przykład siedem).

Wraz z kolejnymi częściami jednej i drugiej sagi, Ford ze swoim szelmowskim uśmieszkiem i niedbałym zarostem na dobre zagościł w queerpopowym serduszku – kilka egzemplifikacji jego uroku osobistego na załączonych obrazkach. Dziś aktor, jak większość moich ulubieńców, dobiega osiemdziesiątki, co mówi samo za siebie, cieszmy się więc zakurzonymi zdjęciami idoli, zanim wszyscy w końcu trafimy wreszcie do zakurzonego kącika vintage.

ART PIECE: Jean Cocteau / Jonathan Icher

Jean Cocteau opublikował swoją Białą książkę w 1928 roku anonimowo i długo odżegnywał się od jej autorstwa – z uwagi na autobiograficzną treść odkrywającą jego zmagania z homoseksualizmem. Niezależnie od tego jednak, kolejne wydanie z roku 1930 opatrzył dodatkowo swoimi ilustracjami, dziś należącymi już do emblematycznych klasyków gatunku.

Jonathan Icher, paryski artysta kreujący zdjęcia cyfrowe, poświęcił Cocteau swój projekt The White Book z 2017 roku, wizualizując na swój sposób dynamiczną, abstrakcyjną kreskę rysownika.

Na pierwszy rzut oka efekt przypomina nieco mniej poważne eksperymenty, doskonale jednak wpisuje się w stylistykę innych dzieł autora, z upodobaniem operującego surrealizmem i zaskakującym zestawieniami.

Icher nie tylko tworzy swoje własne światy, częstokroć zaludnione sklonowanymi, poszatkowanymi i odrealnionymi ciałami gwiazd filmów erotycznych. Współpracuje także z magazynami mody i designu (sam studiował sztuki użytkowe i modę). Od dekady firmuje też inny swój projekt, muzyczny, działający pod nazwą Queen Mimosa.

Jonathan Icher: strona www | Instagram | Facebook
wywiad z artystą i przegląd prac w magazynie INTOmore

BEARDY: Arthur Gillet

Studiował sztuki piękne i taniec współczesny w Rennes, po długim pobycie we Włoszech zamieszkał w Paryżu. W 2015 zdobył nagrodę dla młodych talentów za instalację o znamiennym tytule Siedem erekcji. Jest artystą, performerem, modelem fotograficznym, malarskim, występuje też w teledyskach. Gra w krótkometrażówkach, filmach niezależnych, a ostatnio pojawił się jako Poséidon w komedii Krewetki w cekinach.

Próbki lokowanej bródki z podkładem muzycznym i bez – poniżej.

John Maybury and Arthur Gillet – Segesta, 2015

Anthur Gillet: strona www | Instagram | Vimeo |Projekt Fallos [NSFW]

BEARDY | CLIP DNIA: Romero Ferro

Dzisiejszy Brodatek pochodzi z Brazylii, ma niespełna 30 lat, od kilkunastu lat mieszka w Recife. Kultywuje nie tylko swoją pasję do śpiewania (dla której rzucił studia), ale też tradycję miejsca i związanej z karnawałem Recife muzyki frevo – to z jego inicjatywy powstał projekt Frevália, którego druga edycja odbędzie się w 2020.

Na swojej drugiej płycie z ubiegłego roku (Ferro) porusza się sprawnie, acz z wrodzonym melancholijnym wdziękiem, w brzmieniach retro-elektronicznych, ale jak pokazuje przykład powyżej, doskonale czuje się też w romantycznych balladach, idealnych na aktualną jesienno-nijaką, styczniową pogodę. Jak z kolei widać poniżej, nie odżegnuje się też od deklaracji światopoglądowych, z tej samej płyty pochodzi nagrany z innymi artystami kawałek Tolerância Zero.

Ferro w internecie: Youtube | Instagram | Spotify

BEARDY: Nightswimming by ArnoooPhoto

autor: Arnoldas Kubilius, Luxemburg | model: Karim Oriam

Okej, może przy ciulowo-mżawkowej pogodzie na zewnątrz należałoby wrzucić coś w stylu ogień-trzaska-w-kominku albo inne ciepłe herbatki, ale dziś przypasowało mi akurat nocne pływanie uwiecznione przez Arnooo. Jak już się pluskać, to na całego!

SCREEN CRUSH: Patrick Gibson

Drugi sezon netflixowego The OA pozostawił spore uczucie niedosytu. To jedna z tych produkcji, które z czasem coraz bardziej irytują, tracą fokus i rozłażą się szwach, starają się za bardzo, ale mają też przebłyski geniuszu na tyle regularne, że trudno się od nich oderwać. Oh, well…

Jeden z najjaśniejszych punktów obsady – z naciskiem na sezon pierwszy, bo w drugim bohaterowie z poprzedniego traktowani są mocno po macoszemu, to jeden z zarzutów – stanowi młody irlandzki aktor, Patrick Gibson.

Ok, wiadomo. Perkaty, rudy, grubo ciosany (choć jeszcze bez brody) – więc jak najbardziej w qpopowym guście – ale też wyróżniający się aktorsko. Obsadzony w roli szkolnego prześladowcy, rozsadzanego gniewem nastolatka w typie alpha male, który w zetknięciu z OA przechodzi wewnętrzną przemianę, oddaje ewolucję postaci niezwykle przekonująco.

Obok The OA zdążył też pojawić się w serialach Tudors, Biała księżniczka, czy Guerilla, w pierwszowojennym, 5-odcinkowym dramacie BBC Dzwony wojny, a kinowo w Tolkienie oraz romantycznej komedii In a Relationship. Z pewnie nadrobię, poniżej mała galeria i dwa krótkie klipy z aktorem, a na przyszłość na pewno będę obserwować, bo warto.

Wiadomo, rudy…

źródła zdjęć: GQ Italy, Vulcan Magazine (Joseph Sinclair), Entertainment Weekly, The Last Magazine, Thread, Justin Griffiths Williams

PIECE OF ART: José Pedro Godoy

José Pedro Godoy pochodzi z Chile, urodził się w 1985 roku, jest absolwentem sztuki na Katolickim Uniwersytecie Pontyfikalnym w Chile. Specjalizuje się w przedstawieniach natury, egzotycznych roślin, zwierząt, an bazie których zaprojektował wzory do kolekcji odzieży Roberto Cavalli PreFall2019, a także (przeważająco) męskich aktów i scen erotycznych, maluje zarówno w formach małych, jak i panoramicznych scenach rodzajowych. Oprócz Chile wystawiał także w USA, Hiszpanii, Panamie i Argentynie.

Więcej prac artysty: josepedrogodoy.com | Instagram

BEARDY: Troy Schooneman

Troy Schooneman, The Night Watch

Styczeń-plecień, bo przeplata… polskie zimy to już dawno nie czas na futra, sztuczne czy naturalne, ale nawiązanie do niechlubnie zakończonej Gry o tron zgrabne, a broda jeszcze piękniejsza.

Malarskie fotoportrety Troya Schoonemana odwołują się do wzorców klasycznych, greckich z przyległościami. Australijski artysta ubolewa nad seksualizacją i tabuizacją wizerunków płci oraz jak bardzo współczesna sztuka odwróciła się od aktu męskiego jako istotnego środka wyrazu, zatem on stara się przywrócić męskie ciała na salony. Po apollińsku zdrowe i piękne, ale jednocześnie – wbrew medialnemu wizerunkowi faceta-zdobywcy – w swym całkowitym odsłonięciu kruche. Oprócz ciepłych barw Schooneman nasyca swoje prace smutkiem, melancholią i niepewnością, przebijającą z ócz modeli, którzy mimo brodzisk, tatuaży i muskułów od pierwszego wejrzenia budzą uczucia czysto tacierzyńskie. Nie, żebym narzekał…


Poniżej jeszcze kilka zarośniętych przykładów, po inne warto zajrzeć na stronę i profil Artysty.