M-Dolla rulz


Maddy pokazała w ubiegłym tygodniu oficjalnie swoją nową twarz i dała posłuchać piosenek (nowy hit pobrzmiewa w migawkowej reklamie Sunsilk, której – tak, tak – udzieliła swej twarzy).
Dzięki bogu, bo ilość przecieków najróżniejszej maści przyprawiała już niejednego fana o schizofrenię. Wokalistka prezentuje się ponętnie w znajomym rozkroku w pancernym pasie-trofeum, na którym podpisana została nota bene M-Dolla.
Na robieniu zamieszania medialnego Madonna zna się wyśmienicie, najwyraźniej jednak nie ma szczęścia do filmów. Decyzja o udostępniania debiutu Filth & Wisdom tylko w necie mówi wszystko. Firmowany przez nią dokument o problemach krajów afrykańskich nakręcił oddelegowany do tego zadania asystent i ogrodnik gwiazdy.

BRIAN KENT – I’M NOT CRAZY

Jak widać na zdjęciu, mamy nareszcie do czynienia z prawdziwym samcem, rosłym, dorosłym i zarosłym. Ale jeśli dopisać, że zaczynał karierę w jeździe figurowej na lodzie, potem przeszedł przez widowisko Naked Boys Singing, i ma za sobą epizody striptizerskie, zyskujemy nieco inny ogląd tego przytulnego pana. Muzycznie – jak to miś – obraca się w prostych, tanecznych rytmach, na szczęście okraszonych ciepłym głosem, o niezłych, jak na densowy gatunek, możliwościach.
Pierwszy singiel z ubiegłorocznej płyty, Breathe Life, jest przystępny i przytupny, plumkający beztrosko gitarkami, lekkością nawiązujący do najlepszych wzorców, choćby George’a Michaela w numerze Flawless. Teledysk epatuje migawkami nagich par (równopłciowych), na przemian z profesjonalnymi wygibasami tancerzy oraz nadspodziewanie kociego w ruchach wokalisty. Widzowie branżowej telewizji LOGO docenili urok pana i jego scenografię, wyklikując klipowi nominację do najlepszego teledysku AD 2007.

ANTONY & THE LOVE AFFAIR


Nie rozpieszcza ostatnio Antony Hegarty fanów w Polsce. Od kilku miesięcy nie wiadomo, czy i w kiedy w końcu zawita w Kongresowej. Jednak skoro w tym czasie nagrywa nową płytę oraz udziela się w projektach pokroju Hercules & Love Affair – wybaczamy!
To ostatnie przesięwzięcie Andrew Butlera (na zdjęciu z prawej) zyskało już sławę właśnie dzięki udziałowi wokalisty The Johnsons, który po raz kolejny urzeka zmysłowym głosem, tym razem jednak w rytmie… disco. Nowojorski producent zgrabnie nawiązuje do muzyki złotej ery lat 70., dyscyplinując rozbujanego zwykle w długich frazach Antony’ego tanecznymi rytmami.
Europejska premiera albumu wyznaczona została na 10 marca, już teraz ze strony Herculesa można pobrać jeden z utworów w formacie mp3, pojawił się też teledysk do utworów „Blind” oraz „Time Will”, właśnie z udziałem Antony’ego.
Dla ułatwienia przygotowaliśmy dla Was zestawienie tych wszystkich cudowności 😀

Blind – wersja oryginalna

Frankie Knuckles Remix

Hercules Club Mix

Time Will

KISS PLEASE


Przynajmniej od czasu występu na konkursie Eurowizji, gdzie odniosła sukces na miarę swojej dynamicznej osobowości, Verka Serduchka znana jest i w Polsce. Ma za sobą duety z divą Pugaczową (której entourage przebija niejedną drag queen), z Michałem Wiśniewskim (także w sukience, jako Renia Pączkowska), oraz kontrowersyjne podskoki z prezydentem Łukaszenką, który najwyraźniej nie orientował się, z jaką płcią ma do czynienia.
Najnowszy teledysk artystki estradowej znów zaśpiewany został po angielsku, piosenka znów trwa eurowizyjne trzy minuty, jednak została poprzedzona dwuminutową scenką rodzajową, przestawiającą przekomarzanki Verki z własną matką, na tle scenografii fitnes centrum, które – jak się szczęśliwie okazuje – posiada także saunę, a w niej półnagi zespół muzyczny w srebrnych gatkach.
Queerpop w ramach inauguracji karnawału z przyjemnością zamieszcze to proste umpa-umpa, nagrane chyba wyłącznie dla zgrywy. A kto ciekaw drugiej strony medalu – stojącego za postacią Verki kompozytora i wokalisty Andrieja Danilko, niech obejrzy także drugi teledysk. Nie wiedzieć czemu też się nam spodobał 😀

Verka Serduchka w najnowszym przeboju

Danilov pokazuje drugą stylistyczną twarz

FILM: Alive and Kicking ****


Tonio jest tancerzem i nosicielem HIV. Otoczony gromadą życzliwych współpracowników, tworzących wspierającą rodzinę, wciąż żyje w cieniu AIDS – przed rokiem zmarł jego partner, teraz na łożu śmierci leży przyjaciel i zawodowy mentor, Ramon. Wkrótce po pogrzebie Tonio spotyka terapeutę Ramona, Jacka, który rozpoczyna starania o jego względy. Tonio nie traktuje poważnie tych zabiegów, skupiony na pracy nad kolejnym spektaklem. Z czasem ulega zalotom upartego Jake’a, wciąż jednak opiera się myśli o poważnym związku, głównie z powodu strachu przed własną przyszłością, naznaczoną widmem choroby.

Film o życiu z wirusem, a właściwie w jego cieniu. O lękach egzystencjalnych i potrzebie bliskości drugiego człowieka.

HIV determinuje codzienność Tonia – jeszcze zdrowego, za to skonfrontowanego z utratą kolejnych bliskich. Zgrany zespół teatralny traci najlepszych wykonawców, sklerotyczna kierowniczka grupy podejmuje decyzje o wskrzeszeniu – być może na koniec działalności trupy – homoerotycznej choreografii sprzed lat, Indiańskie Lato, autorstwa niedawno zmarłego mistrza, Ramona.

Przyszłość jest niewiadomą, nie tylko w wymiarze zawodowym. Tonio popada w desperacje, widmo śmierci przeraża go, unika poważnych zobowiązań w obawie, jak trudne może się w każdej chwili stać jego życie. Tymczasem na jego drodze, niemal niepostrzeżenie, pojawia się Jack. On także wie, czym jest AIDS – jako psychoterapeuta prowadzi zajęcia i sesje z chorymi.

Jack od razu ulega urokowi pięknego i zwiewnego tancerza, wytrwale stara się stać dla niego kimś ważnym. Stanowi jego szare przeciwieństwo, a jednocześnie doskonałą odpowiedź na jego strach przed samotnością i śmiercią: jest oddany, troskliwy, pracowity. Obaj kochankowie doskonale wiedzą, że gdyby nie desperacja jednego i determinacja drugiego, Tonio nigdy nie zwrócił by na Jacka uwagi.

Ich relacje niemal od początku naznaczają różnice charakterów. Chimeryczny Tonio z początku traktuje misiowatego psychologa protekcjonalnie i instrumentalnie. Z kolei Jack ujawnia z czasem własne problemy – alkohol i wybuchowy charakter. A jednak ich znajomość rozwija się w coraz bardziej krzepnący układ. Mimo różnicy temperamentów i własnych słabości, stają się dla siebie prawdziwym wsparciem, by w finale zawrzeć – jak sami mówią – niezbyt romantyczny układ.

Historia autentyczna, w naturalny sposób łącząca życiowy komizm (przyjacielska próba seksu gejowsko-lesbijskiego) z poważną refleksją, jak choćby w krótkiej scenie, gdy zdziecinniała wiekowa dama uświadamia Toniemu, że nie warto dożywać późnej starości, skoro niesie ze sobą niedowład umysłowy. On sam choć naznaczony jest śmiertelną chorobą, to bardziej nawet ponadczasowym pięknem, nie przystającym do szarej i zagraconej rzeczywistości.

Parze bohaterów dane jest doświadczyć tego piękna podczas wypadu do słonecznej, jasnej i spokojnej Grecji. Jednak i tam nie opuszcza ich (i widza) świadomość nieuniknionego. Kiedy Toni wyrzuca do morza prochy zmarłych przyjaciół, chmura popiołu owiewa mu głowę. „Mam Ramona w oku”, powie z melancholijnym uśmiechem. Wkrótce potem będzie się zmagał z tą świadomością podczas występu, który zjedna mu uznanie nawet największego, bo zdrowego, rywala.

Alive and Kicking to wprawnie napisana i wiarygodnie zrealizowana opowieść o poszukiwaniu bratniej duszy. Scenarzysta w porywach sięga po środki nieco melodramatyczne (czy tancerz z niedowładem stóp może wykonać taniec życia…?), ale nigdy nie wpadająca w przesadę. Główna w tym zasługa rzetelnego, brytyjskiego aktorstwa, tak pierwszo, jak i drugoplanowego, uwiarygodniającego złożoność ludzkich zachowań, obaw i namiętności.

Alive and Kicking (tyt. alternatywny: Indian Summer)
Wielka Brytania/USA, dramat 98 min.
reżyseria: Nancy Meckler
scenariusz: Martin Sherman
występują: Jason Flemyng, Anthony Sher, Dorothy Tutin, Anthony Higgins, Bill Nighy

WILL & GRACE


Will i Grace poznają się na studiach, tworzą parę, nawet się zaręczają. Kłopot w tym, że Will jest gejem i postanawia to wyjawić w przeddzień ślubu. Skandalu nie ma, ale ich drogi rozchodzą się do czasu, gdy – już jako prawnik i dekoratorka wnętrz – przypadkiem wpadają na siebie w supermarkecie. Grace próbuje sobie ułożyć życie – za chwilę ma podjąć drugą próbę wyjścia za mąż. Jednak spotkanie z Willem uświadamia jej, że to znów nie jest to. Zrywa zaręczyny, tym samym lądując w kłopotliwej sytuacji: musi naprędce znaleźć jakieś lokum. Nowo odnowiona przyjaźń zostaje wystawiona na próbę: wydaje się, że wspólne zamieszkanie to idealne rozwiązanie.

To nieledwie początek serialu, a właściwie jego prehistoria. Pierwsze odcinki ukazują właśnie początkowy okres wspólnego życia, jakie zafundowali sobie na powrót niegdysiejsi narzeczeni. Rzecz jasna do głosu dochodzą różnice gustów i temperamentów, ale – jak to w sitcomie bywa – nigdy nie prowadzą do tragedii trwających dłużej niż dwa odcinki.

Will i Grace to para pierwszoplanowa, ale czymże byłby serial komediowy bez efektownego tła: drugie (a chwilowo pierwsze) skrzypce gra inny duet. Przyjaciel Willa, Jack, najczęściej bezrobotny, z odcinka na odcinek odkrywający w sobie nowe talenty i powołanie, wielbiciel Cher, idealne wcielenie pedaliny, żyjącej życiem barwnego ptaka, bardzo szybko znajduje wspólny język z asystentką Gracie – Karen. ‚Asystentka’ to słowo na wyrost, Karen jest bowiem śmiertelnie bogata, pracę podjęła z nudów, przy czym przez ‚praca’ rozumie rozsiewanie w biurze swojego uroku w dowolnych, wyznaczonych własnym widzimisię godzinach.

Z chwilą premiery w 1998 roku, ten błyskotliwy sitcom stanowił przedsięwzięcie przełomowe: dwie gejowskie postaci w rolach głównych, to jak na tamte czasy było nie lada wyzwanie, nawet dla publiczności przywykłej już do wyczynów Ellen de Generes (bo na kobiety się heterykom, jak wiadomo, spokojniej patrzy). Chaotyczna czwórka zdobyła jednak sympatię widzów i uznanie krytyki. Serial ponad sto razy nominowany był do najróżniejszych nagród (w tym także gejowsko-lesbijskich), był jednym z nielicznych, którego wszyscy główni wykonawcy zdobywali kilkakrotnie złote statuetki. Rzecz jasna doczekał udziału wielu znanych osobistości (patrz lista poniżej).

Dziś, z perspektywy ośmiu sezonów i uznania jakie znalazł, można przyjąć, że to właśnie ten serial utorował drogę innym telewizyjnym produkcjom, coraz bardziej otwarcie traktującym o gejach i lesbijkach. Bez nich nie byłoby prawdopodobnie „QAF”, „L-word”, „Dante’s Cove”, telewizji here! ani Logo. Zwłaszcza, że w odróżnieniu od nich, może być pokazywany w niekodowanych telewizjach w weekendy, w godzinach wczesnopopołudniowych.

Poza tym – przegięta czy nie: ta czwórka jest autentycznie zabawna. Dialogi skrzą się błyskotliwymi ripostami, po części zrozumiałymi głównie przez gejów i lesbijki. Wyczyny Jake’a jako rasowej drama queen budzą niekłamane uznanie, Karen – którą tak uwielbia – nie pozostaje daleko w tyle. Rzecz jasna trudno przez niemal dekadę utrzymać równy poziom artystyczny, ale Will i Grace nigdy nie nużą. Więc choć nieraz wytykano go palcami za powielanie pedalskich stereotypów, to panie i panowie: czapki z głów.

W Polsce serial pokazywany był przez nieistniejącą platformę Wizja1, obecnie nowa stacja, Foxlife funduje nam prawdziwie przyspieszony kurs, pokazując dziennie po kilka odcinków pierwszego i drugiego sezonu.

trudno zrobić geja z heteryka

muzyczne momenty wesołej ferajny


Will i Grace (Will & Grace)
sitcom USA, 196 odcinków, 1998-2006
reżyseria: James Burrows (186 odcinków)
pomysłowawcy: David Kohan & Max Mutchnick
występują: Eric McCormack, Debra Messing, Megan Mullally, Sean Hayes, Shelley Morrison,
gościnnie m.in.: Debbie Reynolds, Harry Connick Jr., Matt Damon, Alec Baldwin, Woody Harrelson, John Cleese, Minnie Driver, Sydney Pollack, Edward Burns, Jeff Goldblum, Eric Stolz, Jennifer Lopez, Cher, Kevin Bacon, Gene Wilder, Rosanna Arquette, Tim Carry, Lily Tomlin, Sharon Stone, Michael Douglas, Madonna, Glen Close, Demi Moore, Britney Spears, Joan Collins, Janet Jackson

FILM: Plata quemada (Spalona forsa) ****


Argentyna, 1965. Nene i Angel to para gangsterów do wynajęcia. Para nietypowa, bo homoseksualna – od momentu poznania w szalecie nie rozstają się ze sobą na krok. ZIntegrowali się emocjonalnie i wizualnie do tego stopnia, że nazywani są Bliźniakami, i choć okazjonalnie wyzywani od ciot, są cenieni na tyle, że właśnie realizują kolejne zlecenie – skok na konwój bankowy. Niestety, w wyniku strzelaniny ginie dwóch policjantów, ropoczyna się nagonka i czwórka spiskowców musi ewakuować się do Urugwaju. Tam, w całkowitym odosobnieniu, w opuszczonym mieszkaniu, do głosu dochodzą skrajne emocje. Drogi kryminalnych kochanków wydają się rozchodzić na dobre…

Oparty na faktach film gangsterski, a przecież tak naprawdę o miłości. Rozpoczyna się od sekwencji przedstawienia osób dramatu, jak we wszystkich filmach tego typu: skorumpowani urzędnicy, handlarze narkotyków, egzekutorzy i oni – Bliźniacy, romantyczni, czuli, nadzy, piękni ze sobą w tym kryminale. Obserwujemy przygotowania do skoku, kolejne etapy realizacji planu, wpadkę, ewakuację, koszmar odcięcia od świata zewnętrznego, poczucie osaczenia przez policyjne psy. Ale te wszystkie wydarzenia stanowią tło, zapalnik zupełnie innych dramatów: para kochanków u progu kryzysu i zagubienia, które pogłębia się tylko, gdy cały gang zamknie się w pustych, odrapanych ścianach obskurnego mieszkania, gdzie próbują przeczekać medialną nagonkę.

Spalona forsa wciąga od pierwszych kadrów – piękne zdjęcia podparte muzyką z epoki, jakiej nie powstydził by się mistrz Almodovar. Film wystylizowany, kiedy trzeba zainscenizowany z należytym gatunkowi rozmachem (wojskowa mobilizacja policji Montevideo), jednocześnie mocno umowny (scena napadu). Reżysera interesują bowiem nie tyle historyczne fakty, ile zmagania wewnętrzne, ludzie stojący za tymi wydarzeniami, faceci, którzy spalili 7 milionów dolarów.

I tu dochodzimy do sedna: pary głównych bohaterów. Przystojnych, męskich latynosów, zakochanych w sobie na zabój, nie stroniących od gestów czułości i namiętności. Wtulonych w siebie we śnie, wsłuchanych w swoje oddechy, chłonących zapach dłoni, podających papierosa. Scalonych ze sobą od pierwszego płomienia zapałki, aż do brawurowego spalenia walizki pieniędzy. W ich wykonaniu nawet improwizowany zabieg usuwania pocisku z barku nabiera wydźwięku erotycznego. Brawa należą się scenarzyście i reżyserowi za piękne rozpisanie ale i obsadzenie tych dwóch ról.

Gwiazdor argentyńskiego kina, Leonardo Sbaraglia (znany choćby z nieco późniejszego Intacto) dźwiga ciężar odrzucenia z należytą porcją romantyzmu. Do końca trwa przy swoim Nene, gdy ten zapada się w sobie i wsłuchany w natrętne głosy wewnętrzne odrzuca kochanka w imię parareligijnych urojeń. Scena, w której Agel opowiada Giselle, kobiecie u której szuka ukojenia, o swojej miłości do partnera, jest prawdziwie poruszająca. Gdy przyjdzie mu wybierać między tym dwojgiem – decyzja będzie dla niego oczywista, a odrzucona miłość kobiety – niczym w antycznej tragedii – obróci się dla pary kochanków na nieuchronną zgubę, której wcale nie będą się starali uniknąć.

W dokumencie Celluloid Closet Susan Sarandon stawia diagnozę, że homoseksualne uczucia znajdują u ekranowych twardzieli ujście w strzelaninach, i to co kobiety manifesują w filmach czułością, oni pokazują, ruszając ramię w ramię pod ostrzał karabinów, z giwerami w dłoni, bo przecież nie mogą wyciągnąć fiutów (skojarzenie z Butch Cassidy and the Sundance Kid i kilkoma innymi filmami tego gatunku jak najbardziej prawidłowe). Jakkolwiek obcesowo by to nie brzmiało, Plata quemada idzie o krok dalej: tu pod ogniem armii Montevideo zginęli prawdziwi, kryminalni acz romantyczni, naćpani i tragiczni kochankowie. Siłą tego filmu jest, że pokazuje to w sposób przekonujący, a oni pozostają w swoim idealizmie prawdziwie wiarygodni.

A dla niedowiarków pozostaje zawsze druga strona medalu: oparte na faktach. Może i luźno, ale za to jak pięknie.

Romantyczny klip z filmu do muzyki Radiohaead

Spalona forsa (Plata quemada/Burnt Money)
Argentyna/Francja/Hiszpania/Urugwaj 2000 sensacyjny, 120 minut
scenariusz: Marcelo Piñeyro, Marcelo Pigueras
reżyseria: Marcelo Piñeyro
występują: Leonardo Sbaraglia, Daniel Valenzuela, Leticia Brédice, Pablo Echarri, Eduardo Noriega

RICKY GOLUSIEŃKI


O orientacji seksualnej tego pana mówi się z coroczną regularnością, ostatnio poprzedniego lata, gdy wszystkie plotkarskie strony obiegły roznegliżowane zdjęcia z plaży, na której przejawiał więcej niż zażyłe stosunki z innym gołym panem, który ostatecznie okazał się – bodajże – jego własnym bratem. Nie wnikając w intymną sferę pożycia Ricky’ego wypada stwierdzić, że z wiekiem staje się coraz bardziej męski w wyrazie. Filmik rozpoczynający koncerty podczas najnowszego tournee ilustruje tę tezę bardzo obrazowo. Czy musimy dodawać, w których momentach rozlegają się najgłośniejsze piski ekscytacji…? To chyba dwie najbardziej chyba gejowskie minuty w dorobku wokalisty, nic więc dziwnego, że na blogach znów zahuczało od plotek. Choć gdzie mu w tym względzie do Madonny, która podobne efekty uzyskuje kompletnie ubrana.
Poza tym w dzisiejszych czasach, kto wie: może to wszystko dublerka albo efekty specjalne…?