L-FILES: Somebody Told Me for BBC6

Cykl L-FILES poświęcony Annie Lennox zdechł w ubiegłym roku po dwóch miesiącach, głównie z takiego powodu, że okazał się mocno czasochłonny i dla samego autora zaskakujący. Przygotowywanie kolejnych postów przypominało z wolna lekturę powieści szkatułkowej, ilość nieznanego materiału obaliła przekonanie, że o Ance wiemy już wszystko. Well, we don’t.

Z drugiej strony takie odkrycia utwierdziły nas w swoim dla Anki zachwycie, który wobec jej aktualnych dokonań muzycznych przygasł dosyć znacznie (pozamuzyczne wciąż budzą nasz podziw). Powrót do źródeł przypomniał. za co się w połowie lat 1980. Eurythmics uwielbiało i uwielbiać powinno.

Jako że zachował się jeszcze konspekt cyklu, możliwe że będziemy do niego wracać. Póki co reaktywację czynimy z uwagi na kolejne przecieki, które po trzydziestu latach ujawniane są internetowej publiczności. Oto BB6 Music nadało sesję, jaką Annie i Dave poczynili wówczas w ich studio latem 1982 roku.

Po raz kolejny okazało się, że pierwsze ich płyty można by zapewne wydać w całkowicie alternatywnych wersjach, oto bowiem coś, co na krążku Sweet Dreams brzmiało ciężko i przygnębiająco, ujawniło się alternatywnej, przyjemnej dla ucha, dużo lżejszej w wyrazie wersji:

W ramach bonusa bonusów dostaliśmy też do ręki legendarny kawałek 4/4 in Leather, w lepszej nawet i dłuższej wersji, niż zespół opublikował oficjalnie na reedycji swoich płyt w 2005 roku.

Wobec powyższego trudno nie zastanowić się poważnie nad domysłami, jakie też cudeńka kryją jeszcze archiwa muzyczne Eurythmics, studiów nagraniowych czy radiowych, o których i które – należy mieć nadzieję – usłyszymy.

FLASHBACK: Lubiewo, Zombie Boy, Bell Soto, Madonna, Weir, AIDES, Erasure, Florence, Lynch, Young, R.E.M., Wolf

[Post archiwalny, zawierający odnośniki i podlinkowane elementy, z których część nie jest już dostępna w sieci.]


Okoliczność do podsumowania przedświateczna, stąd zaczynamy wielce romantyczną w wyrazie fotką z Powązek – w takim stanie zastaliśmy z Szotem nagrobek międzywojennej skandalistki lezbijskiej, Zofii Sadowskiej. W nawiązaniu do poprzednich homowarszawskich spacerów zadusznych, tym razem zapraszamy na oględziny połączone z konkretniejszym oporządzaniem nagrobka – szczegóły tutaj.
Tymczasem zanim spotkamy się wśród pomników, katakumb i szeleszczącego pod stopami listowia, oto zestawienie nachwytliwszych pedalskich tematów z naszego fejsowego fanpejdżyka z ostatnich dwóch tygodni:

Jedną z jutubowych sensacji stał się natychmiast reklamowy klip kosmetyczny, popełniony przez Zombie Boya na rzecz prodktów, kryjących blizny, tatuaże i wszelkie inne przebarwienia na skórze. Jak widać – bardzo skutecznie, zwłaszcza przy udziale kilku speców od make-upu i wizażystów:

Ponadto zaroiło się ostatnio od nowości muzycznych:

Zachowaliśmy na koniec naszą cichą faworytkę, która pewnego poranka wprawiła nas swoim trashowym klipem, dyskotekową melodią i powerem w głosie w całkiem filuterny nastrój. Więc – przed melancholijnym świętem – zapodajemy:

Spokojnego przedłużonego weekendu!

CLIP DNIA: Benny Benassi – Satisfaction (Granny Remake)

Nie upadliśmy na głowę na tyle, żeby w ramach aktualności przypominać megahiciora sprzed siedmiu lat z okładem. Oryginalny klip wzbudzał w równym stopniu uwagę, co oburzenie obrończyń i obrońców kobiecych wdzięków i godności. Teraz wzięli go na tapetę także obrońcy równości kobiet – australijska inicjatywa Equal PayDay (który wyznaczono na 25 marca), przygotowała bardziej realistyczną wersję teledysku:

Posunięcie o tyle słuszne, że parodia z poważnym przesłaniem już rozpezła się viralowo po sieci, przemawiając na pewno dużo sugestywniej, niż nudnawa strona internetowa tego szlachetnego przedsięwzięcia. W związku z nim Grześ przypomniał nam na fejsie, że to nie pierwsza przeróbka seksistowskiego teledysku – swego czasu zaistniała również wersja męska (niestety, również dość realistyczna), przygotowana przez kreatywny duet Mindshake:

Skoro już sięgnęliśmy po temeaty około-ósmomarcowe, to jeszcze jedna reklamówka, która wczoraj ujrzała światło dzienne, tym razem przygotowana przez koalicję organizacji na rzecz kobiet, We Are Equals? pod auspicjami Annie Lennox. Dwuminutowy filmik wykorzystuje do uświadomienia nierówności płci wizerunek Jamesa Bonda w ostatnim ucieleśnieniu Daniela Craiga, z narracją jego zwierzchniczki, M., rzecz jasna głosem Damy Judi Dench:

Inicjatywa jak i filmik powstały z okazji stulecia ustanowienia Dnia Kobiet. Stosownie do okoliczności, klip wyreżyserowała kobieta i wyprodukowała kobieta (ta od Bonda, inaczej nie można by użyć jego wizerunku). I nawet Bond stał się w nim na chwilę kobietą. Prawie jak nasz Pacewicz. Chociaż ‚prawie’, jak wiadomo…

Swoją drogą miło, że do tak zacnych celów  używa się tak seksistowskiej dotąd w wyrazie postaci-symbolu, jak Bond. I co by nie mówić o Craigu jako odtwórcy roli 007 – jako kobieta ma cholernie zgrabne nogi 🙂

Z okazji dzisiejszego święta, paniom życzymy lepszego. Bo jak stwierdza Dench swoim cudownym głosem na zakończenie filmiku Equals?: until the the answer is ‚yes’, we’ll never stop asking.

L-FILES: Who’s That Girl?

Jeśli wraz z sukcesem Sweet Dreams można było uznać Eurythmics za sensację sezonu, to wkrótce dowiedli także, że są niezwykle płodni i sensacja potrwa nieco dłużej. Idąc za ciosem w tym samym, 1983 roku, duet wypuszcza kolejny longlplay, Touch, rojący się od pomysłów, które – w połączeniu z mnogością kawałków niepublikowanych – spokojnie wystarczył by na 80 minut dzisiejszej płyty CD. Wtedy, w czasch dwustronnego winylu, dziewięć utworów obejmowało standardowe czterdzieści parę minut. Singlem zapowiadającym płytę została elektroballada, Who’s That Girl?

W klipie do piosenki Eurythmics jeszcze bardziej rozbujali genderową huśtawkę, kreując tak żeńskie wcielenie wokalistki (wizualnie) żywcem wyciągniętej z lat 60., jak i jej męskie alter ego. Jakby tego było mało, obie postaci w finale zwierają usta w pocałunku. Wśród towarzystwa, otaczającego wianuszkiem Dave’a – tu upozowanego na bawidamka, przewinęły się równie niejednoznaczne indywidua, z Marylin, transseksualnym wokalistą i kumplem Boya George’a na czele (dzięki kilkusekundowemu udziałowi w tym klipie rozpoczęła się jej/jego kariera solowa).

Trik zadziałał. Jaskrawe makijaże, nastroszone fryzury, niejednoznaczne role seksualne, klimat współczesnego kabaretu w warstwie wizualnej, wsparte muzycznie ubranymi w smutną, elektroniczną muzykę przeciągłymi melodramatycznymi frazami Annie, podtrzymały zainsteresowanie zespołem. Wkrótce okazać się miało, że na ikonicznej okładce płyty Lennox pokaże się w skórzanej masce z sex-shopu. Dziś to może śmieszyć, wtedy – intrygowało.

Jak w przypadku wielu innych kawałków z elektronicznego okresu duetu, z czasem okazało się, że sprawdzają się równie dobrze w instrumentarium bardziej akustycznym (co dobitnie pokazują koncertowe wersje AD 1987 i 1995). My – jak zwykle podsuwamy przeróbki: udany, klimatyczny cover przeboju w wykonaniu dziewczyńskiego duetu She is Danger, a po kliknięciu na ‚czytaj więcej’ – dwa remiksy.

Kliknij ‚czytaj więcej’, aby zobaczyć więcej zdjęć duetu z tego okresu i posłuchać remiksów piosenki.


Dwa nieco odmienne podejścia do Who’s That Girl? – wersja glamour na potrzeby pokazu mody oraz bliższa klimatycznie oryginałowi, nieco przyciężka i mroczna, minimalistyczna przeróbka Equanda z 2010 roku.

http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F11084939%3Fsecret_token%3Ds-OCnAI&show_comments=false&auto_play=false&color=ccddbb
Equand vs Eurythmics – Who’s That Girl? (2010)

Zobacz pełen wykaz postów z cyklu L-FILES.

L-FILES: Sweet Dream Never Dies

Rzecz jasna hit na miarę Sweet Dreams jest zbyt wielki, by skończyć o nim na jednym wpisie.

W momencie, gdy singiel wystrzelił jak rakieta na parkiety i listy przebojów, w centrum uwagi znalazł się sam duet i jego nowy wizerunek. Dave wciaż jeszcze grzecznie zaczesany i w garniturku, ale Annie to nagle zupełnie inna Annie. Zrzuciła sukienkę na rzecz męskich spodni, ostrzygła włosy, których rudość stała się bardziej jaskrawa. Z większą gotówką w ręku, poczuli potrzebę wykreowania spójnej warstwy wizualnej. Ujednolicone okładki, konsekwentna koncepcja graficzna, intrygujące podteksty i niedopowiedzenia.

Na niejednoznaczność Annie odpowiedzią były reakcje takie jak na kreacje Boya George’a: facet to, czy dziewczyna? On sam przyzna potem we wspomnieniach, że Lennox była wtedy jego odbiciem, the tomboy to his tomgirl. Teledysk do wznowionego naprędce Love Is A Stranger jeszcze bardziej podbija piłeczkę, i – dziś trudno w to uwierzyć – ma problemy z cenzurą raczkującej MTV, dla której jest zbyt… ostry (prostytutka nieokreślonej płci bohaterką clipu?). Także teksty robią swoje – w USA Sweet Dreams w kontekście okładek dwóch pierwszych albumów ze skórzanymi maskami z sekshopu, zyskał (nie)sławę, jako pochwała praktyk zaprawionych sadomasochizmem.


Krótki sukces w USA. Ogólnie Eurythmics nie przypadną do gustu Amerykanom poza Nowym Jorkiem.

Sweet Dreams to dziś już kult i klasyk. Nie tylko przyswojony do mieszczańskiej popkultury (patrz poprzedni odcinek), ale wciąż królujący na parkietach – co kilka sezonów powracający triumfalnie w remiksach i mashupach z aktualniejszymi hitami. Naszym ulubionym jest krzyżówka Eurythmics z bondowskim tematem Madonny, Another Sweet Dream Dies:

Kliknij czytaj więcej, aby obejrzeć zdjęcia z tego okresu i posłuchać playlisty remiksów, mashupów i coverów Sweet Dreams z udziałem m.in. Jasona Derulo, Phats & Small, Giorgio Morodera oraz Lady Gaga.



Heaven – tu koncertują, kręcą teledyski. Stąd powstanie pierwszy zapis występów na żywo.

Jako się rzekło, mimo pozorów prostego, tanecznego kawałka, Sweet Dreams rzadko kiedy wypada ciekawie w przeróbkach, mało bowiem komu udaje się oderwać od oryginalnego rytmu, wyznaczonego zdecydowanym uderzeniem pięści (ale my w ogóle jesteśmy dziwni, bo do oryginału też nie tańczymy). Do klasyki należy przeróbka Giorgio Morodera (która pojawiła się także na oficjalnej reedycji singla w roku 1989), nam podoba się też wersja na Ibizę oraz frapująca analiza pod niewiele mówiącym tytułem Bootleg Remix.

Listę uzupełnia kilka przykładów podejścia do tematu przez różnych – niekoniecznie znanych – wykonawców. Tu różnorodność jest większa, głównie z uwagi na konieczność zmierzenia się z wokalem Annie. Na osłodę jeszcze dwa mashupy – całkiem niezły Jason Derulo, którego usłyszeć można przez chwilę także w krzyżówce z Just Dance Lady Gagi, autorstwa Divide & Kreate. 

http://www.box.net//static/flash/box_explorer.swf?widget_hash=v508opg8jq&v=1&cl=0&s=0

Że to nie koniec, a młodzież pamięta, niech zaświadczy taka oto propozycja.

Zobacz pełen wykaz postów z cyklu L-FILES.

L-FILES: Sweet Dreams (Are Made of This)


Czy bez światowego sukcesu, jaki Eurythmics niespodziewanie odnieśli singlem Sweet Dreams (Are Made of This) znaleźli by jeszcze w sobie siłę na dalszą współpracę? Ann i Dave balansowali przemiennie na skraju depresji, zmęczeni sobą osobiście, bez wymiernych sukcesów, które mogłyby motywować do dalszych wysiłków. Na szczęście nastąpił przełom.
Minimalistyczny tekst, powstały jako wyraz frustracji oraz klasyczna już dziś linia basu, uzyskana przez pomyłkowe puszczenie wspak taśmy, złożyły się na megahit, który nie dość, że z dnia na dzień wyniósł duet na szczyty po obu stronach oceanu, to wyrył się wszystkim w głowach na tyle wyraziście, że przez długi czas mało kto potrafi coś z nim zrobić, oprócz powielenia. Niejaki wyłom nastąpił w 1995 roku, gdy piosenka ponownie stała się hitem, tym razem za sprawą Marilyna Mansona, który swoją mroczą interpretacją dał jej nowe życie. Od tego momentu obowiązują przynajmniej dwie szkoły wykonywania tego utworu.

Eurythmics w programie Top of the Pops – z nowym image

Sami twórcy wydają się wobec siły jego oddziaływania dość bezradni. O ile większość swoich hitów przearanżowywali na potrzeby koncertów wielokrotnie, to Sweet Dreams zwykle wykonywali według parkietowego wzorca numer jeden. Niestety, jego najbardziej wyraziste atuty: falujący bas i taktujące wejścia perkusji (w teledysku zobrazowane uderzeniem pięści o stół) w wydaniu live wypadają z reguły ociężale i monotonnie. Nieco świeżej podeszła do utworu Annie podczas występu w Sopocie (1995), kiedy zaryzykowała aranż w stylu reaggae, ale na następnych koncertach powróciła do tradycyjnej syntezatorni.
Trudno się zresztą dziwić – kombinacja dwóch zimnych elementów: wyrazistej elektroniki i sterylnego, wielowarstwowego wokalu, wsparta oryginalnym wizerunkiem, to właśnie wyróżniki, które sprawiły, że do Sweet Dreams odwołują się i składają mu hołdy kolejne generacje wykonawców, tak różnych jak: Kelis, Badi Assad, Pink, Leona Lewis, Mika czy Tori Amos (słuchaj poniżej). W Polsce w studio z piosenką Eurythmics zmierzył się nie tak dawno elektroniczny duet Mosqitoo:

Odważnych nie brak, kawałek jest kultowy i spróbować może każdy – w końcu przynajmniej dwa zespoły zrobiły już na nim karierę. Do podejść bardziej udanych zaliczyć należy wersję holenderskiego trio, Diesel Disko. Niemała w tym zasługa entuzjazmu chłopaków:

pobierz mp3 tego utworu
W nowym tysiącleciu – być może z nadejściem twórców nie przywiązanych aż tak do oryginału, a może dlatego, że popkultura musi czymś doprawiać własny ogon, który tak zachłannie pożera – pojawiły się interpretacje, wydobywające ze Sweet Dreams nieco więcej (czasem nawet za dużo), jednocześnie ostatecznie nobilitując piosenkę do rangi Klasyka Muzyki Pop. Bo przecież tylko klasyki swinguje się na salonach (vide Thomas Anders poniżej), nie mówiąc już o przemieleniu na papkę godną włoskiej telewizji, jak ta w ‚wykonaniu’ powabnego terceciku Appassionante:


Czegóż tu nie ma: orkiestra symfoniczna, latynoskie gitary, operowe zaśpiewy, podrygujące bioderka w śnieżnobiałych gorsetach. Istny groch z kapustą. Na szczęście nie brak też interpretacji bardziej jednorodnych – aby posłuchać wersji Thomasa Andersa, Señora Coconut, Nouvelle Vague, Tori Amos i Dave’a Levenbacha – kliknij na ‚czytaj więcej’.

Thomas Anders na swingująco, obejrzyj także jazzującą wersję Le Petit Comité

Señor Coconut na egzotycznie

Nouvelle Vague koncertowo

Tori Amos introwertycznie
Na deser zostawiliśmy wykonanie równie ciekawe, co poruszające. Hit parkietów sprzed trzech dekad wypada co najmniej frapująco w wykonaniu prawie siedemdziesięcioletniego pana o bogatej szołbiznesowej przeszłości w latach 1970. Choć pochodzi z Holandii, popularny głównie we Francji, wielokrotnie już powracał na scenę, nie kryjąc się ze swoim życiowym partnerem, z którym związany jest już ponad 40 lat. Ladies and gentlemen: Wouter Otto Levenbach, artysta znany jako Dave:
http://www.box.net/embed/70j5s5kvenf864h.swf
Klip pochodzi z programu Nighting Eighties, który dobitnie dowodzi, dlaczego warto utrzymywać takie kanały jak Arte czy Kultura (dla przykładu: powód nr 1, powód nr 2). W podobnym klimacie Sweet Dreams zinterpretowała Delilah & Friends.
A żeby nie kończyć w aż tak filozoficznym nastroju: oto co z ‚klasykiem’ wyprawiają w dzisiejszych czasach w domu po kryjomu (acz do kamery) na wpół roznegliżowani, powabni młodzieńcy:

Chłopiec ma wyraźną słabość do lat 80. i – sądząc po oglądalności – sporą liczbę netowych fanów 🙂
W następnych częściach: Sweet Dreams ciąg dalszy – najlepsze remiksy i mashupy.
Zobacz pełen wykaz postów z cyklu L-FILES.

L-FILES: I Want U (Love Is A Stranger)

Rok 1982. Pisaliśmy ostatnio, że czas na przełom po mało udanych początkach istnienia Eurythmics? Jeszcze nie do końca.

Owszem, drugi singiel z tego roku, Love Is A Stranger, jest dziś Klasykiem Klasyków, ucieleśnieniem etapu, który niektórzy w działalności duetu cenią najbardziej: chwytliwa, acz nie zawsze łatwa elektronika, gender-benderowy wizerunek: Dave – początkowo jako wycofany pan w garniturkach i okularkach, potem – szalony naukowiec, a Ann – cóż, ona zmieniała wtedy płcie i twarze jak rękawiczki, w niektórych klipach z ujęcia na ujęcie.

Tymczasem jednak, gdy późniejszy hit po raz pierwszy ujrzał światło dzienne, równie szybko przepadł – niezauważony. Pomysł jego ponownej promocji powrócił po sukcesie Sweet Dreams w roku 1983 – piosenkę okraszono już wtedy intrygującym teledyskiem, ugruntowując pozycję Eurythmics jako sensacji roku.

My z przekory oczywiście nie pokażemy oryginału (który wszyscy znają?), za to wrzucimy klip do jednej z najświeższych przeróbek autorwstwa Paula Harrisa, z 2010 roku (swoją drogą zestawienie tych dwóch wersji dobitnie pokazuje, jaką drogę przez ostatnie 30 lat przeszła popkultura – nie tyle już w wymiarze muzycznym i technicznym, co wizualnym):

Można też rzecz jasna całkiem inaczej (takich przykładów w przyszłości znajdzie się więcej) – oto wykonanie nie dość, że męskie, to jeszcze akustyczne, które skromny wykonawca o pseudonimie Wingsurfer nazywa wariacją:
http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F5652204&show_comments=false&auto_play=false&color=ccddbb
Wingsurfer – Love Is A Stranger (Eurythmics Cover)

Kliknij ‚czytaj dalej’, by obejrzeć więcej zdjęć, posłuchać hipnotycznego Monkey/Monkey (druga strona singla) oraz mniej znanych utworów eksperymentalnych.


‚okładkowe’ zdjęcie singla


na zaproszeniach na koncerty (tak, to były czasy POWIELACZY) pisano wtedy jeszcze „Annie Lennox – ex-Tourists”


małe studio na ramiarnią – 1982, przed przeprowadzką do Kościoła.

To co w ostatecznym kształcie brzmiało jako nowatorskie zastosowanie elektroniki, w dużej mierze było też dzieckiem ciągłych poszukiwań (te same kawałki nagrywane w skrajnie różnych aranżacjach) ale przede wszystkim: eksperymentów dźwiękowych Dave’a.

Sporą ich część Eurythmics zresmasterowali na potrzeby reedycji swojej dyskografii w 2005 roku, dzięki czemu w nieskazitelnej jakości posłuchać można było dotychczasowych ‚rarytasów’ z początków działalności – jak np. psychodeliczny Heartbeat Heartbeat (tu z amatorskim teledyskiem hiszpańskich studentów) czy  ABC (Freeform) (1983). W tym ostatnim – zgodnie z podtytułem – Annie bełkocze nieistniejący alfabet, natomiast w innym – You Take Some Lentils (And You Take Some Rice) recytuje przepis kulinarny.

Sporo nagrań do dziś krąży jako nieofcjalne, nie gasną też oczekiwanie na kolejne – w internecie co i raz to wypływają kolejne przykłady, a fama głosi, że jeszcze przynajmniej drugie tyle z tego okresu pozostaje nieujawniona. My znaleźliśmy fanowski teledysk do jednego z mniej znanych ‚eksperymentów’ duetu, w którym Annie szprecha po dojczersku. Słuchamy na własne ryzyko:

Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi. Teraz to już musimy napisać o Sweet Dreams

Zobacz pełen wykaz postów z cyklu L-FILES.

L-FILES: The Walk

Pięć lat po pierwszych nagraniach (jako The Catch), trzech płytach wydanych z The Tourists oraz debiutanckiej jako Eurythmics, Ann i Dave przestali już tworzyć parę prywatnie, a i w kwestiach muzycznych popadali w coraz większe zwątpienie. Jak głosi legenda, na nagranie kolejnej płyty całkowicie się zadłużyli w banku na zakup sprzętu, nagrywali w udostępnionym po przyjacielsku studio w budynkach pewnego kościoła, odczekując z rejestrowaniem kolejnych partii wokalnych, aż na dole ustaną pracy remontowe. Frustracja znajdzie ujście w kawałku, który już za chwilę wyniesie ich na szczyty, ale o tym jeszcze nie wiedzą.

Pierwsze dwa single z nowej (drugiej) płyty duetu przechodzą w 1982 roku kompletnie bez echa, choć świetnie pokazują fuzję wokalu z elektroniką, która już za chwilę stanie się wizytówką duetu: funkujący, wyrazisty This Is The House oraz klimatyczne, rozpisane na głosy The Walk, z histeryczną solówką trąbki przepadły po premierze jak kamień w wodę. Do tego drugiego powstał nawet klip promocyjny, zdaje się jednak że nigdzie nie pokazywany (ciekawych zapraszamy do dalszej lektury posta), my pokażemy za to impresję pewnego fotografika, który w 2008 roku nagrał swoją własną wersję tego utworu:

kliknij, aby pobrać plik mp3 z tą wersją utworu

Dla tych, którzy już przytupują pod stołem w oczekiwaniu na bardziej znane tytuły – dzisiaj Here Comes the Rain Again, jeden z najczęściej przerabianych ‚klasycznych’ kawałków Eurythmics, w udanej reinstalacji z 2009 roku:

http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F1496673&show_comments=false&auto_play=false&color=ccddbb
Audiohooker – Talk To Me

W następnym odcinku: nareszcie sukces i eksperymentatorskie zapędy Dave’a.

Kliknij na więcej, aby obejrzeć oryginalny teledysk do The Walk, posłuchać alternatywnej wersji utworu oraz obejrzeć kilka archiwalnych zdjęć z tego okresu.

Zobacz pełen wykaz postów z cyklu L-FILES.


okładka singla Belinda z płyty In The Garden (1982)


okładka single This Is The House z płyty Sweet Dreams (1982)

Ostatnie zdjęcie – nieco a la Kate Bush – pochodzi z późniejszego okresu (1986), jednak bardzo nawiązuje do wizerunku, jaki Ann przyjęła na potrzeby ‚teledysku’ do The Walk:

To nie jedyna (muzycznie) wersja tego kawałka , firmowana przez Eurythmics. Na kolejnych singlach ukazały się jeszcze: The Walk, Part II (stanowiący ciąg dalszy utworu) oraz całkiem inne, elektroniczno-minimalistyczne podejście do tej samej kompozycji, opublikowane pod tytułem Let’s Just Close Our Eyes:

http://www.box.net/embed/dskzyygsfnejpgc.swf

Zobacz pełen wykaz postów z cyklu L-FILES.

PLAYLIST: Remixy na jesień

Dawno nie pisaliśmy, co u nas słychać 🙂

Ostatnio największe, bo kilkudniowe poruszenie oraz wymianę sporej ilości komentów na FB, wywołało przedhalloweenowe odkrycie w postaci świeżutkiego remiksu klasyka na tę oraz inne okazje – nieśmiertelnego Thrillera śp. Jacko. Parę dni później, czesząc swój ostatnio ulubiony pod tym względem serwis Soundcloud.com w poszukiwaniu nowych dźwięków, natkęliśmy się na równie chrupiący świeżym ukręceniem remiks tanecznego klasyka naszej ólubionej Anki deLenożanki, Little Bird.

Dorzuciwszy do tego równie sensacyjne Kazaky (także lekko zmiksowane), suitę wyczarowaną z aguilerowego You Lost Me oraz odkrycie ostatnich miesięcy – duet Hurts, zorientowaliśmy się, że właściwie niczego nie słuchamy chwilowo w nużącym oryginale.

Może potrzeba nam na jesień nieco bardziej energetyzujących, parkietowych dźwięków? Też nieprawda, bo część z nich jest raczej bardziej hipnotyczna niż porywająca. Na wszelki wypadek upichciliśmy mały, godzinny zestaw także dla naszych PT Bywalców. Część z nich wrzucaliśmy już zapewne tu i ówdzie, ale co tam. Smacznego 🙂

http://www.box.net//static/flash/box_explorer.swf?widget_hash=rf2n5tquop&v=1&cl=0&s=0
uwaga! kompletna playlista dostępna tylko przez ograniczony czas

PS. Gdyby się ktoś zastanawiał: dancing shoes w kolorach kurteczki MJ z Thrillera naprawdę istnieją – model uwieczniający wokalistę z datami jego życia wypuściła na rynek firma Sole Brothers. Komu zbyt sportowo – polecamy model na bardziej eleganckie wyjścia.

EVENT DNIA: Dolce & Gabbana ft. Annie Lennox

(a) Lubimy ładnych panów w ładnych ciuszkach – bez ciuszków zresztą też.
(b) Lubimy Annie Lennox – nawet akustycznie (a czasem zwłaszcza akustycznie).
Jednak tym razem (a) + (b) zdecydowanie nie równa się (c).
Pomysł, by najnowszy pokaz D&G, Spring/Summer Collection 2011 podczas Milan Fashion Week (którym para obchodziła zresztą 20-lecie swojej działalności), uświetniła naczelna walkiria muzyki pop, niestety… ekhm… nie zagrał. La Lennoxa, uzbrojona na tę uroczystą okoliczność w zawiesistą kolię, wybębniła poruszające wersje swoich hitów: No More I Love You’s, WhyWhiter Shade of Pale, There Must Be An Angel i Little Bird.
I owszem, były poruszające. I kolekcja była poruszająca. Niestety, nie poruszały się nawzajem. Zastępy umięśnionych ciał maszerujące rytmicznie do wokalno-klawiszowych improwizacji, wyglądały kuriozalnie. Proponujemy się więc zapoznać z zapisem filmowym dwa razy: najpierw ze ściszonym dźwiękiem, potem z zamkniętymi oczami.
Jednoczesne słuchanie i oglądanie grozi schizofrenią.

druga część występu na Youtube

http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12692228&server=vimeo.com&show_title=1&show_byline=1&show_portrait=0&color=&fullscreen=1
całość pokazu na vimeo

oficjalna strona, poświęcona pokazowi.
kampania reklamowa nowej kolekcji – zdjęcia Stevena Kleina.