SMILEY: Cartoon Called Life by Juraj Straka

cartoon-called-life_001

Okrągłookiego, białego króliczka Bunny trudno przegapić, zwłaszcza na Instagramie, gdzie uzbierał już ponad 25.000 tysięcy obserwatorów, na Facebooku skromniej – niespełna 9.000. Uwielbia brodaczy, wino i pizzę, nie znosi diety, ćwiczeń, a zwłaszcza poniedziałków.

Nic dziwnego, że daje się lubić. Bezlitosną rzeczywistość kwituje obronnie stosowną dozą wrodzonej ironii i sarkazmu, podszytymi jednak marzeniami o niekończących się weekendach w ramionach umięśnionego tatuśka.

Twórcą codziennych przygód białego długoucha jest Juraj Straka, pochodzący ze Słowacji, a zamieszkały w Belgii. Oprócz setek instawrzutek, Bunny doczekał także książkowego wydania swoich perypetii. Jeśli nie wpadliście na niego do tej pory, nadróbcie koniecznie. Niewymuszonym humorem poprawia nastrój natychmiastowo…

Strona komiksu: cartooncalledlife.com
Codzienne porcje króliczych przygód na fejsbuku i instagramie.

 

REDALERT: Jonny Kaye by Lee Faircloth

redalert_jonny-kaye-by-lee-faircloth

źródło: Lee Faircloth na Flickr.

Jeśli to jesień, to najwyższa pora wrócić do naszych rudzielców.
Chociaż akurat ten powyżej jak ulał leży także na półeczce qpop.beardy
Swoją drogą okazuje się, że sporo już oglądałem i podbierałem od tego pana (przykład 1, przykład 2, przykład 3). Bród ci u niego w bród…

Jonny Kaye sam jest fotografem oraz modelem, więcej Jego Rudości na insta.

BEARDY: Mathu Andersen


Dzisiaj brodacz ‚z okładki’ – jak widać przekomponowaliśmy nieco bloga, który teraz zwieńczony jest czymś, co w erze fejsbuka nie da się nazwać inaczej, jak cover photo (wcześniejsze zdjęcia z tej sekcji do obejrzenia tutaj).

Mathu Andersen to brodacz nietypowy, bowiem w jego przypadku broda, włosy i ostry makijaż to wyraz kreacji, bardzo często genderowej. I tak, kto skojarzył malunki na jego twarzy z przerysowanymi makijażami Amandy Lepore, Sharon Needles czy wreszcie – w wersji stonowanej – z tapetą RuPaula, nie jest bynajmniej w błędzie. Mathu jest współproducentem, makijażystą i konsultantem artystycznym Drag Race.

Uderzające zresztą, że sam siebie kreuje podobnie jak RuPaula – drobniutcy, mizerni wręcz panowie, teraz już w średnim wieku, których alter ego rosłe divy, do których pasuje tylko inne modne obecnie słowo cudzoziemskie – fierce.


Poszperaliśmy trochę w poszukiwaniu portretów mniej ucharakteryzowanych, i okazuje się, że także z całkiem regularnym zarostem Mathu jak najbardziej do twarzy. Nas po przejrzeniu zdjęć bardziej prywatnych (także na blogu) uderzyła powaga ich bohatera, na niektórych z jego oczu bije przenikliwy smutek.

Czyżby kolejny szaleniec sceniczny, który po zdarciu warstw makijażu i misternie utrefionych peruk (czy sztuczne brody to także peruki?) okazuje się cichym, z pozoru nudnym, zahukanym mizerotą, którego nikt nie podejrzewałby o nocne szaleństwa w charakterze brodatej drag queen z białymi szkłami kontaktowymi?

Andersen prawdziwie godny swego nazwiska…


Kilka kolejnych autoportretów Mathu po kliknięciu na ‚ciąg dalszy posta’. Jeszcze więcej – na jego fotoblogu.






BEARDY: Del Marquis – Tickle EP


Fizjognomia Del Marquisa to ewidentna (i kolejna) egzemplifikacja teorii o niezaprzeczalnej wyższości brody nad jej brakiem.

Gitarzysta Scissor Sisters przez długie lata prezentował się i utrwalał swój wizerunek z mniej lub bardziej rozbudowanymi bokobrodami, jednak dopiero w bujniejszym zaroście zabłysnął swoją latentną delmarquisowatością w pełnej krasie, najpóźniej w tym klipie dzięki swej dyskretnej gibkości awansując w naszych oczach do rangi Mistrza Drugiego Planu.

Tymczasem właśnie wobec zawieszenia działalności Sióstr, Del wysuwa się na pozycję frontmana: wraz niejakim Xavierem z Nowego Jorku, dysponującym wysokim wzrostem oraz aksamitnym głosem, seksowny kudłacz rozkręca własny projekt, któremu – po jaskółce w postaci nieco surrealistycznego a bardzo pedalskiego klipu – przyjrzeliśmy się z wielkim zainteresowaniem:

Rzecz powyższa jest coverem kawałka sprzed trzydziestu lat, napisanego przez mniej kasowego z braci, Jermaine Jacksuna (pisownia jak najbardziej prawidłowa). Nam osobiście nagromadzenie efektów i stopień pojechania przypomniał jeszcze innego pana z epoki.

Okazuje się, że powyższe promuje epkę Tickle, która w pełnej wersji wisi do pobrania na stronie Del Marquisa już od stycznia, wówczas jej audio-zapowiedzią był równie energetyczny kawałek Say Ooh Damn, traktujący wg słów autora o paleniu trawki i całonocnym seksie:

Miły naszemu uchu ładunek funku w tych tanecznych produkcjach, porządnie osadzonych jedną nogą w złotych latach 80., tłumaczy prawdopodobnie udział koncertowego składu samego Mistrza Prince’a. I chociaż epka Dela & Xaviera na dobre wyparła wreszcie z odtwarzacza ostatni singiel tych panów, to jednego nie możemy mu wybaczyć: co się stało z brodą?


Kolejnych kilka – mniej lub bardziej brodatych ale zawsze włochatych – zdjęć Del Marquisa po kliknięciu na ‚ciąg dalszy posta’.







BEARDY: Moullinex

Moullinex gości na naszym blożku nie po raz pierwszy, zwróciliśmy na niego uwagę najpóźniej od chwytliwego kawałka z udziałem Peaches. Teraz zwróciliśmy uwagę na jego brodę, iście godną jego prawdziwego nazwiska: Luis Clara Gomes, choć jak na nasz gust, przebija spod niej zadziwiająco spora dawka melancholii, zwłaszcza jak na autora takich oto kawałków:

Komu takie funkująco-parkietowe, retrodyskotekowe, daftpunkujące rytmy poprawiają nastrój, ten niech koniecznie zajrzy na soundloudowy profil wytwórni Gomma, gdzie odsłuchać można całą płytę smutnego misiaka, któremu w kilku kawałkach podśpiewuje pani o swojsko brzmiącym nazwisku Iwona Skwarek.


Jeszcze więcej twórczości własnej zamieścił na swoim własnym profilu.

 

BEARDY: Gnam Box


[źródło zdjęcia]
Zupełnie nie wiemy, jak to się stało, że nie trafiliśmy wcześniej na tę stronę, za to na pewno od tej pory odwiedzać ją będziemy regularnie.

Gnam Box to multimedialny, designerski projekt w duchu cooking meets fashion meets art meets people. Niby jest śródziemnomorska, przestronna i jasna kuchnia gdzieś we Włoszech, niby się w niej gotuje, a tak naprawdę to propaganda pewnego stylu życia, w wielu punktach bliska coraz bardziej ostatnio znienawidzonemu hipsterstwu, którego jednym z atrybutów jest akurat broda:

I o ile można się pewnie na samo pozerstwo hipsterstwa zżymać, to na szczęście jest ono bardzo fotogeniczne, co akurat udaje się twórcom Gnam Boxu doskonale uchwycić, tak na zdjęciach, jak i filmikach, których bohaterowie częściej zmieniają stroje i bieliznę, niż narzędzia kuchenne:

[qpop na vimeo]
Szczęśliwym dla bywalców tego kącika zbiegiem okoliczności, po gnamowej kuchni często kręcą się różni brodacze, jak choćby ci dwaj, czy ten, czy jeszcze inny; ba! nawet jada się z brodatej zastawy. Oprócz zarostu wszystkich ich łączy zamiłowanie do grzebania półnago w kuchennych ingredientach przeróżnej konsystencji:

I jak tu nie lubić? Lubimy bardzo. Więcej mniej lub bardziej brodatych, choć zwykle seksownych okazów z gnamowej spiżarki na gnambox.com, facebooku, tumblrze, vimeo oraz pintereście.

Swoją drogą – też tam właśnie zawitaliśmy