Premiera CD: Dark Was The Night (Red Hot Compilation)

Dzisiaj premiera najnowszej składanki z serii Red+Hot. To projekt popkulturalny, który propaguje świadomość AIDS, a komercyjnie – zbiera środki na walkę z tą chorobą. Przez piętnaście lat działalności, corocznie wydawana jest płyta CD powstają towarzyszące programy telewizyjne, koncerty oraz eventy. Każdej edycji towarzyszy motyw przewodni, np. postać Cole’a Portera, muzyka country czy karnawał w Rio. Wszystko to z udziałem znanych i wielkich artystów: muzyków, reżyserów, malarzy, grafików, aktorów.

Muzycznie na składankach Red+Hot udzielali się już m.in. Badalamenti, Beastie Boys, Mary J. Blige, Bowie, Cash, Eno, Erasure, Melissa Etheridge, Everything But The Girl, Cesária Évora, Bebel Gilberto, Herbie Hancock, Debbie Harry, Lauryn Hill, Kelis , R. Kelly, kd lang, Lennox, Madonna, Marsalis, Curtis Mayfield, Sarah McLachlan, George Michael, Moby, David Morales, Nirvana, Dolly Parton, Iggy Pop, Lou Reed, Nile Rodgers, The Roots, Sade, Seal, Smashing Pumpkins, Patti Smith, Sonic Youth, Stereolab, Sting, U2, Waits oraz Wu Tang Clan.

Tegoroczny album organizacji nosi tytuł Dark Was The Night. To dwupłytowe wydawnictwo zawiera nowości i covery w wykonaniu śmietanki muzyki niezależnej, m.in. Blonde Redhead, Grizzly Bear, Dirty Projectors, The National (którego członkowie są jednocześnie producentami całości), Yeasayer, The Decembrists, Spoon, Arcad Fire, Beirut, Kronos Quartet, Iron & Wine, Feist czy Buck 65. Szczegółowa tracklista na stronie firmowej. My zamieszczamy poniżej niewielką próbkę, kawałki w wykonaniu Davida Byrne’a, Anonego Hegarty oraz Sufjana Stevensa.

http://darkwasthenight.com/widget/widget.swf?myLoad1=http://darkwasthenight.com/widget/download.php?fid=klu8gknottypine&myTitle1=Knotty%20Pine&myArtist1=Dirty%20Projectors%20+%20David%20Byrne&myLoad2=http://darkwasthenight.com/widget/download.php?fid=azvjfiwasyoungwhenilefthome&myTitle2=I%20Was%20Young%20When%20I%20Left%20Home&myArtist2=Antony%20+%20Bryce%20Dessner&myLoad3=http://darkwasthenight.com/widget/download.php?fid=umdgyouaretheblood&myTitle3=You%20Are%20The%20Blood&myArtist3=Sufjan%20Stevens

HIT STYCZNIA: Antony & the Johnsons – The Crying Light

premiera: 21 stycznia 2009, wytwórnia: Secretly Canadian

Antony Hegarty należy do Artystów. Przez duże A., co oznacza, że nie działa działają pod presją czasu i producentów, nie wypuszcza masowo singli, by za wszelką cenę podtrzymać zainteresowanie i świeżo zdobytą sławę (vide: lady Gaga, która już szykuje kolejną epkę). Tamci to wykonawcy, wokaliści, gwiazdy. Artyści natomiast podążają własną ścieżką, we własnym tempie, ciężko pracują na swoich wielbicieli, za co ci z kolei są skłonni odpłacić im kilkoma latami cierpliwości.

Opłaca się czekać sześć lat na nowy album Kate Bush. Opłaca się czekać 4 lata na czterdziestominutowe wydawnictwo Antonego. Już w 2008 roku w wyniku różnych kooperacji uraczył nas kilkoma perełkami: muzyką dla Prady, wokalizami u Herculesa i My Robot Friend, czy wreszcie mini-zapowiedzią nowej płyty. Ale to na nią właśnie, na autorską wypowiedź, czekali jego wielbiciele.

Z tego oczekiwania wyrosły też wygórowane wymagania, jakie stawia się Prawdziwym Artystom. The Crying Light wywołało mieszane reakcje – od ‚dzieła‚, po ‚cała para poszła w gwizdek‚. Na pewno poczuli się rozczarowani ci, którym apetyty zaostrzyły zapowiedzi ‚rewolucji’ czy różnorodne stylistycznie muzyczne ‚skoki na boki’ wokalisty.

Nowy Antony to Antony, jakiego doskonale znamy sprzed lat, tyle że łagodniejszy, spokojniejszy, wyciszony, bardziej optymistyczny, choć nie mniej romantyczny w wyrazie i optyce pojmowania rzeczywistości. Muzyczne brzmienia poszerzono o orkiestracje, użyte jednak rzec by można ascetycznie dla podkreślenia dramaturgii utworów, opartych głównie konstrukcji fortepian – głos.

Synalizuje to już pierwszy kontrapunkt – mroczne pociągnięcia wiolonczeli zamykające pierwszą balladę, Her Eyes Are Underneath the Ground. Sekcja smyczkowa, towarzysząca wokaliście w łagodnych frazach, przeradza się na koniec w żałobne dudnienie. Zaraz potem następuje jednak kolejny zwrot: zaczyna się jednak folkowy walczyk, Epilepsy is Dancing.

Na tej niedługiej płycie następuje kilka takich wolt stylistycznych. Toczące się niespiesznie melodie nabierają różnorodności: jazzujące One Dove poprzedza Kiss My Name, którego nie powstydziłby się pewnie któryś z naszych krakowskich artystów, gdyby tylko dysponował takim głosem. Aeon to niemal rockowy blues, a urokliwy Dust and Water, w którym Antony eksperymentuje z angielszczyzną, oparte zostało na motywach paraafrykańskich. Zamykające album Everglade przywodzi za to na myśl ckliwe, hollywodzkie kompozycje Johna Barry, co znów mogłoby stanowić zarzut, gdyby nie ten głos.

Kompozycyjnie w centrum albumu znalazły się tytułowe The Crying Light oraz znane już z ubiegłorocznego singla, Another World. Wybór zapewne nieprzypadkowy, punktujący ideę całości. W warstwie tekstowej nowe piosenki obracają się wokół kluczowych dla Antony’ego kwestii. Pochyla się nad losem ginącego znanego świata, operując motywami czysto przyrodniczymi (ptaki i pszczoły, woda, kurz, słońce, drzewa).

Jednocześnie snuje też rozważania nad kwestią przemijania, symbolicznie wciąż przywołując opozycję życia i śmierci – najdoskonalej zobrazowanego zdjęciem na okładce. Kazuo Ohno stał się dla Antonego nie tylko mentorem artysty niezwykle intymnego, ale także poddanego próbie starości: tancerza, który w wieku 102 lat nie może już ani się poruszać, ani mówić. Podobnie jak on, Hegarty staje w punktowym strumieniu światła i opowiada o jasności i ciemności, o świadomości umierania w momencie narodzin, o przemijających pokoleniach (motyw matki w Her Eyes… czy ojca w Aeon), by paradoksalnie wydobyć z tej opozycji mnóstwo optymizmu. Dodać należy, że zaraźliwego.

Jeśli już formułować zarzuty wobec tej płyty, to jest ona z pewnością bardziej ‚popowa’, łatwostrawna w warstwie muzycznej, co wynika z faktu, że w mniej osobistej perspektywie niż na poprzedniej płycie, w szerszym spojrzeniu na świat, Antony nieco wypogodniał. Jest mniej ekspresyjny, świadom narzędzi, którymi operuje. Nie porusza ewidentnymi chwytami, lecz niuansami, mikro-eksperymentami, świadomymi zabiegami, które albo się wysłyszy, albo pozostanie na nie do końca głuchym. Jego ‚ten świat odchodzi’ nie nosi znamion apokalipsy, za to – o ile się dotrwa do tego momentu – można usłyszeć jego prawdziwy krzyk zupełnie gdzie indziej.