SHORTS: The Grind


Pięć minut na temat randkowania w świecie aplikacji, oczami studentów Central Florida University.
Etiuda bierze udział w CampusMovieFest – największym światowym festiwalu filmów studenckich.



Nie wiemy, jak wy, według nas takie misie powinny być pod nieustającą ochroną…

CLIP DNIA: Max Barskih – Хочу танцевать


Max kontratakuje. Niespełna rok temu ujął wszystkich romantycznym acz nowoczesnym albumem „По Фрейду/On Freud” (parę słów na ten temat), a już w listopadzie powrócił do tanecznych rytmów kawałkiem „Хочу танцевать/I Wanna Dance” (nie mylić z tym densem). Nowy rok 2015 przywitał w ukraińskiej tv coverem rosyjskojęzycznego klasyka z przełomu wieków, Снегом Стать.

Przyszedł czas na klip do najnowszej produkcji, w którym wprawdzie snuje się ta sama rusałka, ale ze zdecydowanie odmiennym emploi: po ciuchy rodem z lat 80. i 90. ekipa pofatygowała się do second-handów w Berlinie. Dla pogłębienia efektu reżyser Alan Badoev nakręcił teledysk prehistoryczną kamerą S-VHS. Efekt jest stosowny:


Łezka się w oku kręci na widok niektórych kreacji (okulary!), nie tylko dlatego, że wróciły szeroką, post-ironiczną falą do wielkomiejskiej mody. Muzycznie kawałek jest odpowiednio chwytliwy, wizualnie ujmujący, do czego zapewne przyczyna się fakt, że Max pokazuje się w nim z muffinkami i pizzą w miejscach intymnych.

I tylko z tyłu głowy telepie się myśl: pół Ukrainy w stanie wojny, a rynek muzyczny – uroczo się kręci, jak gdyby nigdy nic.

PLAYLIST: Плохие Мальчики czyli Bad Boys

[Post archiwalny, zawierający odnośniki i podlinkowane elementy, z których część nie jest już dostępna w sieci.]


Zaczęło się od Maxa i jego powrotu z pięknie nastrojową płytą (po części po ukraińsku), która poszybowała w rosyjskojęzycznych iTunesach na szczyt tuż przed wydarzeniami Majdanu. Wtedy też pojawił się jeden z konsekwentnych klipów do tej płyty, która najwyraźniej zostanie sfilmowana w całości:


To była ożywcza odmiana po bombastycznych produkcjach, do których kręcono klipy, próbujące rozmachem przebić Thriller Jacksona – o ile udało się to inscenizacyjnie (zombie sprzed 30 lat naprawdę były nieszkodliwe), to muzycznie Max eksplorował przeludnione niższe półki zachodniej muzyki dance. Nowa płyta jest ludycznie nastrojowa, spójnie pomyślana, tak dźwiękowo jak i wizualnie, dobrze zaśpiewana, a przy tym nowocześnie wyprodukowana – kto ma czas, zachęcamy.
Potem już poszło z górki. Zafrapowani, co też jeszcze produkuje się za wschodnimi granicami, rozpoczęliśmy eksplorację portali ’empetrójkowych’ (szcególnie polecamy półoficjalny zajcev.net ze świetną apką na Androida) a na jutubie – muzycznego kanału Ello (rosyjskiego odpowiednika Vevo), gdzie wydłubać można przedstawicieli wszelkich nurtów: ociężałe minogi, udane morcheeby, ciekawe taneczne negliże lub zdolnych i niebrzydkich panów:

[brakujący klip youtube]

Efektem orania wśród nagrań sentymentalnych, wsiowatych, estradowych oraz żenujących (niektóre opinie o rosyjskiej muzyce popularnej się jak najbardziej potwierdzają), jest dzisiejszy, pierwszy zestaw piętnastu debeściaków, od tygodnia okupującym naszą empetrójkę oraz umysły (za wkład w układ i inne takie serdecznie dzięki kierujemy do M.). Pełna playlista dostępna w serwisie Podsnack, a my nieraz pewnie jeszcze wracać będziemy do ciekawych rosyjskojęzycznych młodych wykonawców (spora ich część zresztą nagrywa również po ukraińsku).

A zanim popadniemy w niewesołe refleksje (artykułowane tu także w ubiegłym tygodniu) o korelacjach kultury i muzyki popularnej z kwestiami i sympatiami politycznymi, zarzucimy na deser parę minut odmóżdżającego dragu i męskiej golizny. Bo nie zapominajmy – Conchita Conchitą, a na Eurowizji były już przed nią nie tylko egzotyczna Dana International, ale także swojska Verka Serduchka.


PS. W roli Julii w nagłówka naszego posta wystąpił nieoceniony Pavel Petel.

PLAYLISTA: Summer Nights

[Post archiwalny, zawierający odnośniki i podlinkowane elementy, z których część nie jest już dostępna w sieci.]

Lipiec rozpoczynamy ze stosownymi temperaturami 30+, po ostatnim meczu Euro 2012 wymiotło już ze stolicy, więc amtosferę a-la-Ibiza zapewniamy sobie sami. Początek wakacji, dzięki któremu na słoneczko wyroiło wysypem oswobodzonej a jeszcze niewyjechanej braci uczniowskiej, uczcimy stosownie gorącym zestawem muzycznym.

Jak zwykle wrzucamy do jednego worka, co nam tam po plejerach najróżniejszych ostatnio śmiga: od ostatniego odkrycia, Florrie, przez nieco przegapiony cover obfitoustej Lany Del Rey w wykonaniu TYP, dwa kawałki z udziałem Penguin Prison, wyimek z Adama Lamberta aż po miluśnego Bright Light Bright Light i ostatniego Jimmy’ego Somerville.

Uwadze P.T. Słuchaczy polecamy także enigmatyczną, w mleku kąpaną Queer of Hearts (na playliście w innym remiksie), której w tym wydaniu nie bez racji przypisuje się podobieństwo do produkcji Goldfrapp:


Z podobnie dusznych, spocononocnych kawałków odsyłamy do klipu niejakiego Blake’a McGratha, na współczesną modłę w konwencji scenicznego glamour parafrazującego klasyka Frankie Goes To Hollywood.

To view this music player you need to have Flash Player 9 or newer installed and JavaScript enabled. PodSnack is a flash MP3 player that allows you to create music playlists and integrate them into your website or blog.

Ale do rzeczy – poniżej początek przeważająco tanecznego zestawu, całość dostępna na stronie PodSnack.

EPKA TYGODNIA: Florrie – Late

[Post archiwalny, zawierający odnośniki i podlinkowane elementy, z których część nie jest już dostępna w sieci.]


Eteryczne dziewczę o urodzie i kroku modelki kryje w sobie niejeden talent-niespodziankę.

Nie dla ozdoby pojawia się w teledyskach za bębnami – Florrie to etatowa perkusistka słynnego tandemu producenckiego Xenomania. W stajni Briana Higginsa nabierała szlifów kompozytorskich i realizacyjnych, skończyła stosowne studia realizacji dźwięku i w 2010 roku zabrała się wreszcie za własną karierę.

Zaczęła z półki niezależnej, uderzając – nie bez racji – do internetu, gdzie do dziś dwie swoje pierwsze epki, Introduction i Experiments oferuje za darmo. Obydwie zdobyły jej już zagorzałe grono wielbicieli. Ostatnio zapowiedziała kolejną, zwiastowaną takim oto klipem:

Shot You Down świetnie podsumowuje realizacyjny pazur dwudziestodwulatki. Gęste bity, soczyste basy, elektroniczne smaczki a przede wszystkim – chwytliwe melodie. Kawałek zgrabnie łączy w spójną całość kilka pozornie dramatycznie nieprzystających do siebie wątków – to także znak rozpoznawczy Florrie, którego która z równą wprawą miesza gatunki w innym efektownym kawałku z epki, Every Inch, ale także na poprzednim singlu:

Muzyka Florrie to niewymuszony melanż współczesnych realizacyjnych smaczków z elektronicznymi brzmieniami lat osiemdziesiątych i gitarowymi szarpnięciami rodem z lat pięćdziesiątych; europejska muzyka dance i rock-pop podkręcona francuskim ambiance (kto jeszcze pamięta Vanessę Paradis pod dyktando Kravitza?).

Mimo niekoniecznie powalających umiejętności wokalnych, Florrie doskonale się realizuje w różnorodnym repertuarze i wypracowuje własny styl, z upodobaniem robiąc demonstracyjne brzmieniowe wycieczki na tereny koleżanek: przeróżnych girlsbandów, Lady G. czy Rihanny, by chwilę później pokazać, że to tylko zabawa konwencją.

Z trzech epek zebrałby się już materiał na całkiem przyzwoity, niebanalny album debiutancki wschodzącej gwiazdy, w niewielkiej części przystający do wizerunku dziewczęcia z epoki, kiedy reklamowała perfumy

‚Debiutancki krążek’ będzie jednak zupełnie inny – Florrie pracuje właśnie nad pełnowymiarowym albumem dla jednej z wielkich wytwórni. EP Late jest jej podsumowaniem okresu ‚niezależnego’. Zanim dowiemy się, jaką artystką za chwilę się okaże, warto cofnąć się do wcześniejszych – oto nasze TOP5 z dwóch starszych epek:

Pozostałe kawałki z wszystkich wydawnictw, włącznie z najnowszym, do odsłuchania i pobrania na stronie Florrie.

SHORTS: Caught

Nie, nie zapomnielismy o naszym cyklu krótkometrażowym.
Cały czas czeszemy sieć w poszukiwaniu źródeł. Okazuje się, że sporo znaleźć można na Dailymotion, o wiele mniej restrykcyjnym od jutuba w zakresie praw autorskich. Tam niedawno odkryliśmy jedną z naszych ulubionych swego czasu krótkometrażówek, Caught, wydaną w roku 2002 na kompilacji Boxer Shorts.

Historia ograna do cna: romantyczny chłopiec poznaje przystojnego chłopca, który jak się okazuje – ma faceta. Wspólny kurs tańca i tak ich do siebie zbliża, następują uniesienia, długie rozmowy, potem czekanie na każdą chwilę intymności, desperackie zatrzymywanie kochanka, który koniec końców i tak wybierze swoją małą stabilizację:

Nic nowego pod słońcem, jednak ogląda się dobrze (nawet w tej mizernej technicznie kopii) – rzecz jest bowiem zgrabnie napisana i dobrze zagrana. Całość spaja postać Jamiego o ujmującym spojrzeniu – Chad Lindsey hipnotyzuje swoją łagodnością która z wiekiem jeszcze tylko wyszlachetniała…

EPKA TYGODNIA: Mollyhaus – Red Shoes

Oj, nieczęsto zdarzają się elektroobjawienia tej skali (wychodzi, że raz na pięć lat), takie co to uwolnić się nie sposób. Mollyhaus rzuciło się nam już na uszy pierwszym kawałkiem, który czem prędzej włączyliśmy do jednej z poprzednich playlist. Niedawno wypuścili kolejny klip do epki Red Shoes, która już zapowiada, że Mollyhaus to trio nie pozostanie formacją jednego przeboju. Przynajmniej na parkiecie:

Dziwnym zbiegiem okoliczności, zarówno przywołany już wcześniej ETO jak i didżejski duet The Snoopy Lads, odpowiedzialny za warstwę muzyczną Mollyhaus (na tym zdjęciu z jakąś inną panią), tworzą i działają na scenie berlińskiej. O ile jednak ten pierwszy wyśpiewywał, co mu w duszy gra samodzielnie, o tyle panowie zaprosili do nowego projektu przezdolną wokalistkę, Little Neve White (takoż nie stroniącą bynajmniej od klubowo-queerowych klimatów).
Trafili w dziesiątkę z wybuchowym efektem.

Mimo jednorodnie elektronicznego instrumentarium, kawałki różnią się od siebie temperamentem: energetyczne Love Machine i Widow Maker sąsiaduje z bujanym Liar Liar, ociężałym, tytułowym Red Shoes czy przelirycznym Russian Boy. W tej rozpiętości znajduje ujście talent Little Neve, która czasem szepcząc, chwilami z jazzowa wokalizując, czasem prawdziwie dudniąc, a najczęściej lawirując ciągle gdzieś pomiędzy skrajnościami, daje prawdziwy popis swoich możliwości.

Całość podszyta jest nutką tak przez nas ulubionej, chwilami patetyzującej melancholii, która nadaje elektronice stosownie ludzki wymiar, a jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że Little Neve się w tym swoim zaśpiewaniu świetnie bawi, a to co robi, przychodzi jej niemal bez trudu. Także panowie starają się, by aranże brzmiały różnorodnie, nie przesadzając jednak z realizacyjnymi fajerwerkami.

Po występach w gejowskim Schwuz czy Chantal w Berlinie, niemiecki miesięcznik Maenner przyrównał te zabawy do produkcji Williama Orbita czy Goldfrapp, jako przedstawiciele starszego pokolenia skojarzyliśmy bluesowe zaśpiewy tytułowego Red Shoes z elektronicznymi początkami Eurythmics (nie bez powodu chyba zmiksowanymi z kolei  przez pewnego pana z kawałkiem Goldfrapp).

Tak czy owak w tym kółeczku Mollyhaus ląduje w doborowym towarzystwie. Komu mało, na profilu Soundcloud grupy znajdzie remiksy do Red Shoes oraz Love Machine. My z niecierpliwością czekamy ciągu dalszego…

REDALERT: Jör


Kolejny wpis z gatunku ‚swego nie znacie’.
Piotr Grabowski vel Jörmungarden lub po prostu Jör, właściciel rzetelnie ognistej brody powyżej oraz poniżej, od kilkunastu lat działa jako artysta wieloraki w obszarach sceny, muzyki, teatru, multimediów, pracuje jako fotograf, stylista a czasem też – model. Na przełomie wieków realizował swoje projekty w Łodzi (m.in na Łódzkich Spotkaniach Teatralnych), ostatnio pojawił się też w stolicy, dając upust swym fascynacjom tantrycznym, pracą ciałem i nad ciałem oraz przełożeniem stanu tegoż na kondycję psychiczną i relacje międzyludzkie.

O ile przedsięwzięcie Papá de bambú zorientowane jest na relaks i rozwój osobisty jako taki, o tyle projekt „Jednorożce” skierowany jest już jednoznacznie do braci gejowskiej. Jak pisze Piotr:

Projekt rozwoju osobistego zogniskowany tematycznie na życiu, relacjach i związkach gejów „śni” mi się od kilku lat. Praca z ciałem, counseling i wyprawy w obszar duchowości są nieodłączną częścią mojego życia. Sam mam za sobą wyboistą drogę. Ujawnienie i osadzanie się w ukrywanej przez lata stronie mojej tożsamości poprzedziły próby spełnienia powszechnych norm społecznych. Dzięki temu jestem rodzicem dwójki dzieci, mierzę się ze skutkami i odpowiedzialnością za wcześniejsze wybory oraz otwarcie dzielę się osobistym doświadczeniem.

Niejako w nawiązaniu do uruchomienia działalności relaksacyjno-poradniczo-terapeutycznej, Jör przypomniał o sobie także w wymiarze artystycznym – w jego przypadku te dzidziny wydają się ze sobą nierozerwalnie powiązane. Premiera klipu Sharpened lines miała miejsce w ubiegłym tygodniu w powiślańskim klubie 1500m2 do wynajęcia:

Zgrabne oku, miłe uchu, kojące i wyciszające, a jednocześnie zmysłowe. Zakładamy, że celowo tak zwięzłe – w celu uzyskania pełnego wyciszenia i równowagi psychofizycznej należy zapewne odwiedzić Casa De Bambú, przybytek, który Piotr prowadzi na Mokotowie z bratem-bliźniakiem. Nota bene – raperem.
A uprzedzając ewentualne zastanowienia: w klipie u boku Piotra wziął udział Piotr Kopertowski, którego nieco więcej tutaj. Z kolei nieco więcej piotra po kliknięciu na ‚czytaj więcej’.







[z Pawłem Sołodkim]
[źródło zdjęć: facebook]

OUTFILM: W pułapce pożądania ★★★½


Młody chłopak, przedstawiający się jako Alex, przychodzi na płatny seks do mieszkania klienta w starej kamienicy. Okazuje się, że dla tamtego będzie to pierwszy raz, mężczyźni zwierzają się sobie z przeżyć młodości. Gdy ‚Alex’ wychodzi, spotyka na korytarzu Leona, który ‚rozpoznaje’ w nim swojego dawnego przyjaciela i zaprasza do siebie na imprezę. Przy kolejnej próbie opuszczenia budynku, zaczepia go kolejny mężczyna, sfrustrowany młody małżonek o tłumionych skłonnościach homoseksualnych. To niebezpieczne spotkanie nie będzie bynajmniej ostatnim tej nocy, w domu który coraz bardziej zaczyna przypominać pułapkę.


zwiastun filmu | źródło wideo

Ocena Queerpop ★★★½
Oniryczna opowieść o chłopaku-prostytutce. Przyprowadzony przez klienta do budynku, po którym błądzi przez całą noc, spotyka jego kolejnych mieszkańców. Wypadki stają się coraz dziwniejsze, a wędrówka przez mroczniejące korytarze okazuje się drogą do własnego wnętrza. Niekoniecznie nowatorska, nieco teatralna opowieść z cyklu ‚każdy potrzebuje ciepła i miłości’, której głównym atutem jest ujmujący główny bohater, oraz niepokojący klimat, wykreowany zdjęciami, muzyką oraz przekonującą grą aktorską.

Czytaj dalej „OUTFILM: W pułapce pożądania ★★★½”