ANTONY & THE LOVE AFFAIR


Nie rozpieszcza ostatnio Antony Hegarty fanów w Polsce. Od kilku miesięcy nie wiadomo, czy i w kiedy w końcu zawita w Kongresowej. Jednak skoro w tym czasie nagrywa nową płytę oraz udziela się w projektach pokroju Hercules & Love Affair – wybaczamy!
To ostatnie przesięwzięcie Andrew Butlera (na zdjęciu z prawej) zyskało już sławę właśnie dzięki udziałowi wokalisty The Johnsons, który po raz kolejny urzeka zmysłowym głosem, tym razem jednak w rytmie… disco. Nowojorski producent zgrabnie nawiązuje do muzyki złotej ery lat 70., dyscyplinując rozbujanego zwykle w długich frazach Antony’ego tanecznymi rytmami.
Europejska premiera albumu wyznaczona została na 10 marca, już teraz ze strony Herculesa można pobrać jeden z utworów w formacie mp3, pojawił się też teledysk do utworów „Blind” oraz „Time Will”, właśnie z udziałem Antony’ego.
Dla ułatwienia przygotowaliśmy dla Was zestawienie tych wszystkich cudowności 😀

Blind – wersja oryginalna

Frankie Knuckles Remix

Hercules Club Mix

Time Will

KISS PLEASE


Przynajmniej od czasu występu na konkursie Eurowizji, gdzie odniosła sukces na miarę swojej dynamicznej osobowości, Verka Serduchka znana jest i w Polsce. Ma za sobą duety z divą Pugaczową (której entourage przebija niejedną drag queen), z Michałem Wiśniewskim (także w sukience, jako Renia Pączkowska), oraz kontrowersyjne podskoki z prezydentem Łukaszenką, który najwyraźniej nie orientował się, z jaką płcią ma do czynienia.
Najnowszy teledysk artystki estradowej znów zaśpiewany został po angielsku, piosenka znów trwa eurowizyjne trzy minuty, jednak została poprzedzona dwuminutową scenką rodzajową, przestawiającą przekomarzanki Verki z własną matką, na tle scenografii fitnes centrum, które – jak się szczęśliwie okazuje – posiada także saunę, a w niej półnagi zespół muzyczny w srebrnych gatkach.
Queerpop w ramach inauguracji karnawału z przyjemnością zamieszcze to proste umpa-umpa, nagrane chyba wyłącznie dla zgrywy. A kto ciekaw drugiej strony medalu – stojącego za postacią Verki kompozytora i wokalisty Andrieja Danilko, niech obejrzy także drugi teledysk. Nie wiedzieć czemu też się nam spodobał 😀

Verka Serduchka w najnowszym przeboju

Danilov pokazuje drugą stylistyczną twarz

FILM: Alive and Kicking ****


Tonio jest tancerzem i nosicielem HIV. Otoczony gromadą życzliwych współpracowników, tworzących wspierającą rodzinę, wciąż żyje w cieniu AIDS – przed rokiem zmarł jego partner, teraz na łożu śmierci leży przyjaciel i zawodowy mentor, Ramon. Wkrótce po pogrzebie Tonio spotyka terapeutę Ramona, Jacka, który rozpoczyna starania o jego względy. Tonio nie traktuje poważnie tych zabiegów, skupiony na pracy nad kolejnym spektaklem. Z czasem ulega zalotom upartego Jake’a, wciąż jednak opiera się myśli o poważnym związku, głównie z powodu strachu przed własną przyszłością, naznaczoną widmem choroby.

Film o życiu z wirusem, a właściwie w jego cieniu. O lękach egzystencjalnych i potrzebie bliskości drugiego człowieka.

HIV determinuje codzienność Tonia – jeszcze zdrowego, za to skonfrontowanego z utratą kolejnych bliskich. Zgrany zespół teatralny traci najlepszych wykonawców, sklerotyczna kierowniczka grupy podejmuje decyzje o wskrzeszeniu – być może na koniec działalności trupy – homoerotycznej choreografii sprzed lat, Indiańskie Lato, autorstwa niedawno zmarłego mistrza, Ramona.

Przyszłość jest niewiadomą, nie tylko w wymiarze zawodowym. Tonio popada w desperacje, widmo śmierci przeraża go, unika poważnych zobowiązań w obawie, jak trudne może się w każdej chwili stać jego życie. Tymczasem na jego drodze, niemal niepostrzeżenie, pojawia się Jack. On także wie, czym jest AIDS – jako psychoterapeuta prowadzi zajęcia i sesje z chorymi.

Jack od razu ulega urokowi pięknego i zwiewnego tancerza, wytrwale stara się stać dla niego kimś ważnym. Stanowi jego szare przeciwieństwo, a jednocześnie doskonałą odpowiedź na jego strach przed samotnością i śmiercią: jest oddany, troskliwy, pracowity. Obaj kochankowie doskonale wiedzą, że gdyby nie desperacja jednego i determinacja drugiego, Tonio nigdy nie zwrócił by na Jacka uwagi.

Ich relacje niemal od początku naznaczają różnice charakterów. Chimeryczny Tonio z początku traktuje misiowatego psychologa protekcjonalnie i instrumentalnie. Z kolei Jack ujawnia z czasem własne problemy – alkohol i wybuchowy charakter. A jednak ich znajomość rozwija się w coraz bardziej krzepnący układ. Mimo różnicy temperamentów i własnych słabości, stają się dla siebie prawdziwym wsparciem, by w finale zawrzeć – jak sami mówią – niezbyt romantyczny układ.

Historia autentyczna, w naturalny sposób łącząca życiowy komizm (przyjacielska próba seksu gejowsko-lesbijskiego) z poważną refleksją, jak choćby w krótkiej scenie, gdy zdziecinniała wiekowa dama uświadamia Toniemu, że nie warto dożywać późnej starości, skoro niesie ze sobą niedowład umysłowy. On sam choć naznaczony jest śmiertelną chorobą, to bardziej nawet ponadczasowym pięknem, nie przystającym do szarej i zagraconej rzeczywistości.

Parze bohaterów dane jest doświadczyć tego piękna podczas wypadu do słonecznej, jasnej i spokojnej Grecji. Jednak i tam nie opuszcza ich (i widza) świadomość nieuniknionego. Kiedy Toni wyrzuca do morza prochy zmarłych przyjaciół, chmura popiołu owiewa mu głowę. „Mam Ramona w oku”, powie z melancholijnym uśmiechem. Wkrótce potem będzie się zmagał z tą świadomością podczas występu, który zjedna mu uznanie nawet największego, bo zdrowego, rywala.

Alive and Kicking to wprawnie napisana i wiarygodnie zrealizowana opowieść o poszukiwaniu bratniej duszy. Scenarzysta w porywach sięga po środki nieco melodramatyczne (czy tancerz z niedowładem stóp może wykonać taniec życia…?), ale nigdy nie wpadająca w przesadę. Główna w tym zasługa rzetelnego, brytyjskiego aktorstwa, tak pierwszo, jak i drugoplanowego, uwiarygodniającego złożoność ludzkich zachowań, obaw i namiętności.

Alive and Kicking (tyt. alternatywny: Indian Summer)
Wielka Brytania/USA, dramat 98 min.
reżyseria: Nancy Meckler
scenariusz: Martin Sherman
występują: Jason Flemyng, Anthony Sher, Dorothy Tutin, Anthony Higgins, Bill Nighy

FILM: Plata quemada (Spalona forsa) ****


Argentyna, 1965. Nene i Angel to para gangsterów do wynajęcia. Para nietypowa, bo homoseksualna – od momentu poznania w szalecie nie rozstają się ze sobą na krok. ZIntegrowali się emocjonalnie i wizualnie do tego stopnia, że nazywani są Bliźniakami, i choć okazjonalnie wyzywani od ciot, są cenieni na tyle, że właśnie realizują kolejne zlecenie – skok na konwój bankowy. Niestety, w wyniku strzelaniny ginie dwóch policjantów, ropoczyna się nagonka i czwórka spiskowców musi ewakuować się do Urugwaju. Tam, w całkowitym odosobnieniu, w opuszczonym mieszkaniu, do głosu dochodzą skrajne emocje. Drogi kryminalnych kochanków wydają się rozchodzić na dobre…

Oparty na faktach film gangsterski, a przecież tak naprawdę o miłości. Rozpoczyna się od sekwencji przedstawienia osób dramatu, jak we wszystkich filmach tego typu: skorumpowani urzędnicy, handlarze narkotyków, egzekutorzy i oni – Bliźniacy, romantyczni, czuli, nadzy, piękni ze sobą w tym kryminale. Obserwujemy przygotowania do skoku, kolejne etapy realizacji planu, wpadkę, ewakuację, koszmar odcięcia od świata zewnętrznego, poczucie osaczenia przez policyjne psy. Ale te wszystkie wydarzenia stanowią tło, zapalnik zupełnie innych dramatów: para kochanków u progu kryzysu i zagubienia, które pogłębia się tylko, gdy cały gang zamknie się w pustych, odrapanych ścianach obskurnego mieszkania, gdzie próbują przeczekać medialną nagonkę.

Spalona forsa wciąga od pierwszych kadrów – piękne zdjęcia podparte muzyką z epoki, jakiej nie powstydził by się mistrz Almodovar. Film wystylizowany, kiedy trzeba zainscenizowany z należytym gatunkowi rozmachem (wojskowa mobilizacja policji Montevideo), jednocześnie mocno umowny (scena napadu). Reżysera interesują bowiem nie tyle historyczne fakty, ile zmagania wewnętrzne, ludzie stojący za tymi wydarzeniami, faceci, którzy spalili 7 milionów dolarów.

I tu dochodzimy do sedna: pary głównych bohaterów. Przystojnych, męskich latynosów, zakochanych w sobie na zabój, nie stroniących od gestów czułości i namiętności. Wtulonych w siebie we śnie, wsłuchanych w swoje oddechy, chłonących zapach dłoni, podających papierosa. Scalonych ze sobą od pierwszego płomienia zapałki, aż do brawurowego spalenia walizki pieniędzy. W ich wykonaniu nawet improwizowany zabieg usuwania pocisku z barku nabiera wydźwięku erotycznego. Brawa należą się scenarzyście i reżyserowi za piękne rozpisanie ale i obsadzenie tych dwóch ról.

Gwiazdor argentyńskiego kina, Leonardo Sbaraglia (znany choćby z nieco późniejszego Intacto) dźwiga ciężar odrzucenia z należytą porcją romantyzmu. Do końca trwa przy swoim Nene, gdy ten zapada się w sobie i wsłuchany w natrętne głosy wewnętrzne odrzuca kochanka w imię parareligijnych urojeń. Scena, w której Agel opowiada Giselle, kobiecie u której szuka ukojenia, o swojej miłości do partnera, jest prawdziwie poruszająca. Gdy przyjdzie mu wybierać między tym dwojgiem – decyzja będzie dla niego oczywista, a odrzucona miłość kobiety – niczym w antycznej tragedii – obróci się dla pary kochanków na nieuchronną zgubę, której wcale nie będą się starali uniknąć.

W dokumencie Celluloid Closet Susan Sarandon stawia diagnozę, że homoseksualne uczucia znajdują u ekranowych twardzieli ujście w strzelaninach, i to co kobiety manifesują w filmach czułością, oni pokazują, ruszając ramię w ramię pod ostrzał karabinów, z giwerami w dłoni, bo przecież nie mogą wyciągnąć fiutów (skojarzenie z Butch Cassidy and the Sundance Kid i kilkoma innymi filmami tego gatunku jak najbardziej prawidłowe). Jakkolwiek obcesowo by to nie brzmiało, Plata quemada idzie o krok dalej: tu pod ogniem armii Montevideo zginęli prawdziwi, kryminalni acz romantyczni, naćpani i tragiczni kochankowie. Siłą tego filmu jest, że pokazuje to w sposób przekonujący, a oni pozostają w swoim idealizmie prawdziwie wiarygodni.

A dla niedowiarków pozostaje zawsze druga strona medalu: oparte na faktach. Może i luźno, ale za to jak pięknie.

Romantyczny klip z filmu do muzyki Radiohaead

Spalona forsa (Plata quemada/Burnt Money)
Argentyna/Francja/Hiszpania/Urugwaj 2000 sensacyjny, 120 minut
scenariusz: Marcelo Piñeyro, Marcelo Pigueras
reżyseria: Marcelo Piñeyro
występują: Leonardo Sbaraglia, Daniel Valenzuela, Leticia Brédice, Pablo Echarri, Eduardo Noriega

RICKY GOLUSIEŃKI


O orientacji seksualnej tego pana mówi się z coroczną regularnością, ostatnio poprzedniego lata, gdy wszystkie plotkarskie strony obiegły roznegliżowane zdjęcia z plaży, na której przejawiał więcej niż zażyłe stosunki z innym gołym panem, który ostatecznie okazał się – bodajże – jego własnym bratem. Nie wnikając w intymną sferę pożycia Ricky’ego wypada stwierdzić, że z wiekiem staje się coraz bardziej męski w wyrazie. Filmik rozpoczynający koncerty podczas najnowszego tournee ilustruje tę tezę bardzo obrazowo. Czy musimy dodawać, w których momentach rozlegają się najgłośniejsze piski ekscytacji…? To chyba dwie najbardziej chyba gejowskie minuty w dorobku wokalisty, nic więc dziwnego, że na blogach znów zahuczało od plotek. Choć gdzie mu w tym względzie do Madonny, która podobne efekty uzyskuje kompletnie ubrana.
Poza tym w dzisiejszych czasach, kto wie: może to wszystko dublerka albo efekty specjalne…?

IVRI LIDER – JESSE


Kolejny gładki chłopiec z Izraela. Właściwie już nie chłopiec, bo Ivri urodził się w 1974 roku, ale powierzchowność – cóż… geny.
W ojczyźnie jeden z najpopularniejszych artystów, niejednokrotnie uhonorowany tytułem wokalisty roku, na forum międzynarodowym znany powszechniej przynajmniej od momentu premiery filmu Yossi i Jagger, do którego napisał muzykę. Także w kraju piosenka z soundtracku stała się przebojem. I tak już właściwie zostało: pośród kolejnych, różnorodnych stylistycznie albumówi i kooperacji, Ivri komponował ścieżkę dźwiękową do następnych filmów Foxa: Walk on Water i ostatniego – The Bubble, w któym piosenkarz wykonał balladowy cover gershwinowskiego klasyka, The Man I Love.

FILM: 24th Day (24. dzień) ***


Romans zapowiada się niemal niewinnie lub – jak kto woli – rutynowo: Tom przysiada się w barze do Dana, Tom wpada w oko Danowi, Tom zabiera Dana do domu. Wyraźna nieśmiałość Toma pociąga wyluzowanego Dana, próby fizycznego zbliżenia kończą się jednak unikami. Mniej przyjemnie robi się, gdy Dan orientuje się, że nie tylko był już w tym mieszkaniu, ale właśnie z Danem. Gorzej, że zupełnie nic nie pamięta, podczas gdy Tomowi ich przygodny seks sprzed 5 laty zapadł w pamięć wręcz obsesyjnie. To dopiero początek, bo okazuje się, że ich ponowne spotkanie nie było przypadkowe, a Tom ma radykalne plany: uważa, że tamtej nocy Dan zaraził go HIV, a w konsekwencji zabił także jego żonę i zrujnował życie. Więzi go więc i siłą pobiera krew zapowiadając, że jeśli test na obecność wirusa wypadnie pozytywnie, zabije go. Rozpoczyna się wojna nerwów i kłamstw, z moralnymi dylematami w tle.

Spotkanie niegdysiejszych kochanków rzadko chyba bywa równie dramatyczne. Kiedy wydaje się, że fopa zapomnienia czyjegoś imienia, romansu czy seksu jest największą niezręcznością, jaka może się przydarzyć, okazuje się, że jest dużo gorzej – były kochanek jest psychopatą, pałającym żądzą rozliczenia swoich życiowych tragedii. Stawia przy tym pytania w dobie AIDS fundamentalne: Jak można pamiętać, że po pijaku użyło się kondoma, skoro nie pamięta się nawet miejsca i człowieka? Czy przygodny charakter seksu zwalnia od odpowiedzialności za osobę, z którą poszło się do łóżka po dwóch godzinach znajomości? Czy kłamstwa, wygłaszane na użytek świata i własny są zawsze tak niewinne, jak się wydaje, i nie łączą się z żadnymi konsekwencjami?
24 dzień to psychologiczny thriller o scenicznym rodowodzie, co na ekranie jest doskonale widoczne. Poza migawkami z przeszłości, akcja rozgrywa się niemal wyłącznie w zaniedbanym mieszkaniu po dziadkach, które staje się areną fizycznych starć, szarpaniny, i niewprawnej przemocy, ale przede przede wszystkim życiowych dramatów i rozliczeń przeszłości. One-night-stand przeradza się w psychodramę, w której padają ważkie pytania o odpowiedzialność i przede wszystkim: szczerość.
W tym starciu Tom ma przewagę o tyle, że przygotował się do spotkania. Dużo wie o Danie i kolejno demaskuje jego mistyfikacje, z których największą okaże się pewność siebie i poczucie kontroli nad własnym życiem. Ale nikt – także on – nie ma patentu na ‚prawdę prawdziwą’ (o której obaj od któregoś momentu dużo mówią). Każdy z nich ma swoją własną, i także Tom będzie musiał uświadomić sobie, że obarczanie Dana winą za własne nieszczęścia opiera się na niepewnych przesłankach, ale także mylnym założeniu. To Dan konfrontuje go z jego największą obawą, zadając mu pytanie, przed którym zapewne sam od miesiąca ucieka: a co, jeśli to nie ty zaraziłeś żonę, tylko ona ciebie? Czy możesz być pewny osoby, której ufasz najbardziej?
Podporą nie do końca spójnego filmu i jego podstawowym atutem jest zaskakująco dobry aktorsko udział dwóch młodych gwiazdorów filmowo-telewizyjnych. Mimo sprawnych dialogów, poszarpanego montażu i półmroku, kreujących atmosferę klaustrofobii, obraz grzęźnie na mieliznach, i choć rozmówki o drużynach futbolowych i programach telewizyjnych miały zapewne pokazać bardziej ludzki wymiar i wzajemne zbliżenie obu bohaterów, nie zawsze wychodzą całości na dobre. Paradoksalnie najmniej przekonująca jest sensacyjna warstwa filmu, historia w kilku momentach sprawia wrażenie mocno wydumanej, a jednak broni się jako swoistego rodzaju przewrotny moralitet czasów zarazy.
Pewnie dlatego, że niesie uniwersalne przesłanie: każdy ponosi odpowiedzialność za swoje czyny. A każde kłamstwo może być naszym ostatnim…

zwiastun


24 dzień (24th day)
USA 2004 thriller, 96 minut
scenariusz i reżyseria: Tony Piccirillo

występują: James Marsden, Scott Speedman, Sofia Vergara