SHORT: Hallelujah – A Circus/Queer Film

A Film by MATTHEW RICHARDSON | @circusspinner
Director of Creation + Concept + Choreography
DAMIAN SIQUEIROS | @damiansiqueirosphoto
Creative Producer | Production Director | Artistic Advisor
GUILLAUME PAQUIN + ARTHUR MOREL VAN HYFTE
Featured Artists + Choreography MAX MACHADO
Cinematographer GUILLERMO CASTENELLOS
Assistant Camera + BTS AZIZ ZOROMBA
Assistant Camera + BTS ROMAIN RABASA Grip

Układ choreograficzny sfilmowany w Montrealu, w kościele Church of Saint-Pierre-Apôtre, jedna z pierwszych produkcji Matthew Richardsona i jego CircusQueer Art.

Opowieść o zmaganiach z tożsamością, miłością, rozterkami, religią. Właściwie – bez komentarza.

SHORTS: Crashing Waves

shorts_crashing-waves

Osiedlowy taniec rozbijających się fal emocji, trzy minuty walki z uczuciami. Opowieść bez słów. Etiuda choreograficzna w reżyserii Emmy Jane Gilbertson, nominowana do tegorocznej nagrody Iris Prize, dla najlepszych krótkometrażówek brytyjskich 2018.

Więcej vimeowych krótkich metraży wygrzebanych przez qpop.

CLIP DNIA: Max Barskih – Хочу танцевать


Max kontratakuje. Niespełna rok temu ujął wszystkich romantycznym acz nowoczesnym albumem „По Фрейду/On Freud” (parę słów na ten temat), a już w listopadzie powrócił do tanecznych rytmów kawałkiem „Хочу танцевать/I Wanna Dance” (nie mylić z tym densem). Nowy rok 2015 przywitał w ukraińskiej tv coverem rosyjskojęzycznego klasyka z przełomu wieków, Снегом Стать.

Przyszedł czas na klip do najnowszej produkcji, w którym wprawdzie snuje się ta sama rusałka, ale ze zdecydowanie odmiennym emploi: po ciuchy rodem z lat 80. i 90. ekipa pofatygowała się do second-handów w Berlinie. Dla pogłębienia efektu reżyser Alan Badoev nakręcił teledysk prehistoryczną kamerą S-VHS. Efekt jest stosowny:


Łezka się w oku kręci na widok niektórych kreacji (okulary!), nie tylko dlatego, że wróciły szeroką, post-ironiczną falą do wielkomiejskiej mody. Muzycznie kawałek jest odpowiednio chwytliwy, wizualnie ujmujący, do czego zapewne przyczyna się fakt, że Max pokazuje się w nim z muffinkami i pizzą w miejscach intymnych.

I tylko z tyłu głowy telepie się myśl: pół Ukrainy w stanie wojny, a rynek muzyczny – uroczo się kręci, jak gdyby nigdy nic.

HIT DNIA: Monarchy ft. Dita von Teese – Disintegration


Od razu trzepniemy się porządnie w pierś, bo jakim cudem od dwóch lat umykało nam takie cudo, jak Monarchy, nie potrafimy zgadnąć. Jedyne – acz mizerne – wytłumaczenie stanowić może pojawienie się mniej więcej w tym samym okresie Hurtsów, którzy jak z tego wynika, mieli dużo lepszą promocję.

Nadrabiamy więc szybciutko, bo to co tajemnicza, zamaskowana para wypichciła w kooperacji z Boską Ditą, zmiotło nas, że od dwóch dni pozbierać się nie możemy:

Dla uściślenia – co oni tam konkretnie razem wypichcili, to na dobrą sprawę nie wiadomo, bo remiks powyżej jest li tylko zajawką singla, który oficjalnie ukaże się bodajże 14 stycznia 2013 roku. Ale już teraz lekkie sylwestrowe pokrzyki, rytmiczne poklaski, operowe zaśpiewy wokalisty i nonszalanckie szepty Dity doskonale poprawiają nam samopoczucie.

A w ramach wstydliwego nadrabiania zaległości z poprzedniej płyty, zapodamy kawałek, ulubiony (zwłaszcza od 3:15):

Tkliwa, staroświecka melodyka w elektronicznej oprawie – to lubimy. Nieco więcej muzyki duetu na ich oficjalnym profilu soundcloudowym.

CLIP DNIA: Studio Killers – Ode to the Bouncer


Czy to Madonna i jej disco-rytmy z lat 90.? Czy to Beth Ditto i jej pulchne nóżki? Czy to Gorillaz i ich animowane Frankensteiny?
Wszystkiego po trochu. Studio Killers to tajemniczny, duńsko-fińsko-brytyjski twór producencki, póki co kryjący się wzorem Damona Albarna & Co. za kreskówkowymi postaciami: dittoidalnej wokalistki o krągłych kształtach i sprężystych piersiach, której towarzyszą niezidentyfikowane futrzaki za konsoletą, ani chybi teleportowane do XXI wieku z Nowego Jorku złotej ery house.
Prawdziwi twórcy i wykonawcy mają się ponoć ujawnić, o ile tylko ktoś prawidłowo zgadnie ich tożsamość. Nam nie będzie to spędzać snu z powiek, w przeciwieństwie do debiutanckiego singla grupy, który od wczoraj wieczór nie schodzi z naszej playlisty. Muzycznie i wizualnie klip przywodzi mnóstwo pozytywnych skojarzeń, a refren przetykający rapowane zwrotki po prostu powala.
A komu nie w smak takie klimaty muzyczne, niech doceni chociaż urok animacji o ostatecznym starciu postemancypacyjnej bojowniczki w kapelutku z robotycznym bramkarzem ulubionego klubu:

CLIP DNIA: Zverev vs. Kazaky

Jak tak dalej pójdzie, to ogłosimy Tydzień Popkultury Krajów Byłego Związku Radzieckiego. Choć bardziej jednak chyba ‚osiągnięć’ tamtejszej chirurgii plastycznej. Tylko nam się wydaje, czy na rosyjskiej scenie rozrywkowej jarmarczny przepych przelewa się równie bogato jak jad kiełbasiany? Anyway, here comes Sergey Zverev – niegdyś fryzjer, teraz Pan Stylista, a generalnie – jak sam się określa – superstar, co śpiewa, tańczy, prowadzi programy telewizyjne, a wszędzie nieodmiennie błyszczy. W kwestii poprawiania sobie urody niewątpliwie przoduje, dorównując największym freakom tego świata, które też ledwie poruszają ustami, jak choćby Cher, Pete Burns czy Amanda Lepore. Dowody rzeczowe: numer 1, numer 2.

Drugą pasją Sergeya – obok doprowadzania swojej urody do perfekcji – jest umiłowanie luksusowych marek i przepychu – swego czasu popełnił nawet niestrawny hymn na cześć kombinatu Dolce & Gabbana. Dzięki swoim ekstrawaganckim poczynaniom osiągnął tyle, że jest sławny z tego, że jest sławny – kreacja udała się na tyle, że nie wiadomo do końca ile ma lat (z niedokładnością co do dekady!). Skutkiem ubocznym Sergey stał się także ulubionym pośmiewiskiem ludu. W najnowszym teledysku z końca ubiegłego roku pokazuje się na szczęście mało, za to zza jego wydatnych ust widać sporo innych atrakcji. Zalecamy odtwarzanie bez fonii:

W ostatnich dniach na youtube powróciła też taneczna sensacja z Ukrainy – chłopcy z grupy Kazaky (pisaliśmy w październiku) przypomnieli się nowym hitem o znamiennym tytule Love. Ich pokazujemy z dużo większą przyjemnością, bo przy napakowanych wargach i byczkach Zvereva wyglądają młodzieńczo i nieomal naturalnie. To zapewne złudzenie względnie kwestia wieku: są jeszcze młodzi – po dekadach poprawiania wygląda się dużo potworniej. Zestawienie ze starszym uświadamia w sposób dobitny przykrą prawdę – nie wystarczy pozbyć się wieku i krzywych zębów, by wyglądać dobrze.

Ale co my wiemy, nie jesteśmy gwiazdami pop.

CLIP DNIA: Boris Moiseev – Ya ne mogu tebya teryat’

Legalnej parady w Moskwie nie będzie (więc nie będzie jej zapewne wcale), co zasadniczo nie powinno nikogo dziwić, bo przecież zmiana burmistrza nie oznacza w Rosji zmiany podejścia. Postanowiliśmy zatem wyszukać jakieś pozytywne sygnały zza wschodniej granicy.
Przede wszystkim z początkiem lutego ruszyła w internecie kampania a-propos-hiv, po raz pierwszy skierowana bezpośrednio do rosyjskich gejów, pod znamiennym hasłem Доверяй и надевай! (czyli: zaufaj i zakładaj). Oto jedna z jutubek (druga jest bardziej jednoznaczna, ale też bardziej łopatologiczna):

Jako druga nawinęła nam się ostatnio piosnka pod wiele mówiącym tytułem Я не могу тебя терять (Nie mogę ciebie stracić) dinozaura rosyjskiej sceny, Borisa Moiseeva.

Niepokorne, artystyczne dziecko czasów komunizmu (urodził się w więzieniu i ukończył szkołę baletową), migrował po kolejnych republikach ZSRR – przy stopniu swojej ekstrawagancji nie bardzo potrafił wpasować się w najbardziej liberalne nawet wizje ówczesnej urawniłowki (już w młodości wydalony został z Konsomołu). Ciepły kąt znalazł w latach 70. u boku nie kogo innego, jak u carycy Ałły Pugaczowej, dla której tańczył ze swoją grupą baletową Expression.Potem wyjechał za granicę, dokazywał na scenach w USA i w telewizji RAI. Do Rosji wrócił – a jakże – po przewrocie 1989, i wtedy dopiero rozpoczął prawdziwą karierę sceniczną i popową w rodzimym kraju (ciekawych ciekawych szczegółów odsyłamy tutaj).

Linkowaliśmu już kiedyś do jednego z wcześniejszych jego sexy reklipów w satyrycznym programie ukraińskim, teraz czas na najnowszą propozycję muzyczną Borisa:

Cóż, że sam ‚wokalista’ wygląda w tym klipie, jakby jego postać – zwłaszcza twarz – wygenerowana została komputerowo (vide fotka u góry posta), a muzyka reprezentuje typowy dla rosyjskiego popu poziom umcykalności, skoro Boris przejawia tak wyśmienity gust w doborze ‚wykonawców’ do swojego klipu. Wszak fonię zawsze można wyłączyć…
Miłego weekedu!

CLIP DNIA: Chris Salvatore – It Gets Better (We Party Remix)

Jako że nie oglądaliśmy szesnastej trzeciej części wybitnej filmowej sagi Eating Out, możemy tylko domniemywać, że ślicznooki i pięknozęby Chris jest równie marnym aktorem, jak piosenkarzem. Do jakigo poziomu potrafi podkręcić auto-tunes i popierdujące perkusje posłuchać można tu albo tu.

Niedawno Chris – jak wszyscy inni Amerykanie, nie chcący uchodzić za pruderyjnych dupków zatroskani o losy młodzieży LGBTQ – przyłączył się do projektu It Gets Better. Jako rasowy Muzyk przekuł swój message na język budującej, sześciominutowej ballady. Szczęśliwie szybko powstała wersja taneczna w miksie Carlosa Gallardo, dzięki któremu ckliwe jęki stały się nieco strawniejsze, a nawet jakby sexy:

Miło się ogląda, niezobowiązująco słucha, radośnie podryguje, przesłanie też jak najbardziej słuszne – czegóż więcej chcieć w sobotnią noc. Idziemy za to o zakład, że wobec urody i figury młodzieńca, wielu zapewne zastanawia się, jak wygląda bez przydużej koszulki. A najlepiej – w ogóle bez niczego.

Nie ma za co. Za to też nie.

PLAYLIST: Remixy na jesień

Dawno nie pisaliśmy, co u nas słychać 🙂

Ostatnio największe, bo kilkudniowe poruszenie oraz wymianę sporej ilości komentów na FB, wywołało przedhalloweenowe odkrycie w postaci świeżutkiego remiksu klasyka na tę oraz inne okazje – nieśmiertelnego Thrillera śp. Jacko. Parę dni później, czesząc swój ostatnio ulubiony pod tym względem serwis Soundcloud.com w poszukiwaniu nowych dźwięków, natkęliśmy się na równie chrupiący świeżym ukręceniem remiks tanecznego klasyka naszej ólubionej Anki deLenożanki, Little Bird.

Dorzuciwszy do tego równie sensacyjne Kazaky (także lekko zmiksowane), suitę wyczarowaną z aguilerowego You Lost Me oraz odkrycie ostatnich miesięcy – duet Hurts, zorientowaliśmy się, że właściwie niczego nie słuchamy chwilowo w nużącym oryginale.

Może potrzeba nam na jesień nieco bardziej energetyzujących, parkietowych dźwięków? Też nieprawda, bo część z nich jest raczej bardziej hipnotyczna niż porywająca. Na wszelki wypadek upichciliśmy mały, godzinny zestaw także dla naszych PT Bywalców. Część z nich wrzucaliśmy już zapewne tu i ówdzie, ale co tam. Smacznego 🙂

http://www.box.net//static/flash/box_explorer.swf?widget_hash=rf2n5tquop&v=1&cl=0&s=0
uwaga! kompletna playlista dostępna tylko przez ograniczony czas

PS. Gdyby się ktoś zastanawiał: dancing shoes w kolorach kurteczki MJ z Thrillera naprawdę istnieją – model uwieczniający wokalistę z datami jego życia wypuściła na rynek firma Sole Brothers. Komu zbyt sportowo – polecamy model na bardziej eleganckie wyjścia.

HIT DNIA: Kazaky – In the Middle

Od momentu premiery dwa tygodnie temu klip tajemniczego ukraińskiego projektu Kazaky zrobił już niezłą rundkę w internecie, zamieszanie na FB, blogach i forach. Niespełna dwie i pół minuty wypełnione podrygami czterech giętkich młodzieńców do nieskomplikowanego, acz nośnego podkładu elektronicznego. Z początku upozowany na młodzieżowo-tekstylnie, mniej więcej w połowie filmiku, kwartet niespodziewanie wdziewa szpilki do nagich torsów – efekt zaskoczenia zapewniony:

Całość nieskomplikowanie przyjemna dla oka, co bardziej wybredni wyłączają na wszelki wypadek fonię. My mamy odwrotnie – asocjacja z rytmicznie gibaną wizją sprawia, że – o zgrozo! – słuchamy już In the Middle dla samych dźwięków, ba: nie możemy doczekać się klubowego weekendu, w trakcie którego tego kawałka zapewne nigdzie nie doczekamy.


źródło: fanpage na FB

Żądnych szczegółów na temat tajemniczych Kozaków: Olega, Artura, Stasa i Cyryla (których połowa – powyżej), zapraszamy przede wszystkim na fanpejdż grupy – już teraz zawiera więcej, niż jej oficjalna strona internetowa. Swoją drogą: pozazdrościć Ukrainie takich przegiętych projektów (o innym całkiem udanym już też kiedyś pisaliśmy). U nas, jak już przeginka, to w stronę wsi z czerwonymi włosami i na koturnach, i koniecznie z coraz to inną żoną. Czemu nasze Utopijki czy CandyAndianki do spółki z EDS nie wypichcą kiedyś czegoś takiego?

A komu mało – ekhm – muzyki, oto dosyć udane rozwinięcie powyższego:

http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F6215023&show_comments=false&auto_play=false&color=ccddbb

Dance, dance with me bb.