CLIP DNIA: Kamon!!! – Метросексуал (Metrosexual)

…czyli zjeść kaczuszkę i mieć kaczuszkę na Ukrainie, która nie tylko Wierką Serduchką stoi.
O ile wierzyć jakimkolwiek oficjalnym opisom, cyberpunkowy duet KAMAN!!! tworzą siostry Ksyusha i Alisa o nieziemskim nazwisku Kosmos. Ponoć wzięły się i wymyśliły same, i po pierwszych dwóch kawałkach, Kаблы, KAMON!!! (który także polecamy uwadze) oraz Брюнетка, zawojowały nie tylko rodzime parkiety. Nie dalej, jak miesiąc temu, uświetniły swą obecnością otwarcie gejowskiego klubu w samym Sankt-Petersburgu. Czyżby tam właśnie powstał teledysk to chwytliwej piosenki, Метросексуал?

HIT DNIA: Nigel Kennedy ft. Boy George – River Man

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, Boy George nawiedzi Warszawę w połowie lipca, w ramach wydarzeń wokół EuroPride 2010. Wystąpi w klubie M25, jednak nie jako piosenkarz, a dj. Praca za dekami to ostatnio jego główne zajęcie, często pojawia się ze swoimi setami na imprezach prajdowych. Jednym z ostatnich jego dzieci jest remiksowy singiel Amandy Lear oraz zapowiadana na ‚wkrótce’ płyta, Extraordinary Alien (szczegóły na Facebooku).

Na całe szczęście, Boy nie zarzucił jednak śpiewania (jak dowodzą upublicznione kawałki Brand New, czy singlowe Amazing Grace).

Ostatnie tygodnie obfitują także w efekty współpracy z innymi artystami, z rozpiętością gościnnego wokalu u rapera Titchy (gdzie sparafrazował swoje najsłynniejsze do you really want to hurt me…), aż po rzewną balladę, gościnnie zaśpiewaną na najnowszym krążku Nigela Kennedy, Shhh!

Najwyraźniej Boy wychodzi na prostą po ostatnich perypetiach kryminalno-sądowych. Idzie dalej, krokiem zdecydowanie tanecznym, co cieszy. My posłuchamy go na żywo z przyjemnością…

PRASA: Chylińska wyważyła drzwi

Tak zwana „kwestia Chylińskiej” wciąż rozgrzewa stołowe dyskusje do czerwoności. Ja coraz bardziej utwierdzam się w oglądzie, który swego czasu zaprezentowała Paulina Wilk na łamach Rzeczpospolitej:

Radykalny ruch Chylińskiej może dobrze wpłynąć na cały polski pop. Wysadziła w powietrze stare przyzwyczajenia i pokazała, że istotą współczesnej w muzyki jest dynamika: łączenie gatunków, uciekanie od kategoryzacji, przekraczanie granic. Jej przeskok w klubowe rytmy byłby tylko manifestacją, gdyby nie fakt, że wywiązała się z najważniejszego zadania – nagrała bardzo dobry album. Zdała test wokalny (…) w muzyce klubowej nie ma miejsca na piosenkarską pychę. Jest dyscyplina – trzeba śpiewać jak najprościej, podporządkować się rytmowi, ustąpić pola pulsującym bitom i pauzom, które tworzą napięcie. Chylińska to potrafi, więcej – pokazuje, że umie śpiewać ładnie i subtelnie, choć nie jest ckliwa. Tu i ówdzie przebija się charakterystyczna chrypa, surowy ton. Wokalistka wiruje na parkiecie, ale nie straciła wyrazu. Na płycie jest rockowa energia, pazur i werwa, tylko wyrażona w zupełnie nowy sposób, dzięki innym instrumentom.

Całość do przeczytania tutaj.
W tekście pojawia się też kontrapunktowe stwierdzenie faktu: że inne, niegdyś wiodące i wyraziste popowe wokalistki, Steczkowska, Kayah, Kowalska, od dekad kręcą się w kółko. Co się stało z pazurem Steczkowskiej? Gdzie się podziały ambientowe zakusy Kayah? Rockowe zacięcie Kowalkiej? Nawet Nosowska się ostatnimi czasy – mam wrażenie – zapętla.
Rynek poszufladkował i wygładził wszystko, dlatego tak wdzięczny jestem dwóm wywrotówkom tego roku: Reni Jusis i Chylińskiej, które stać było na pokazanie dotychczasowej publiczności, że one wciąż szukają. Że się nie zasklepiły.
Ich nowe propozycje nie muszą mi się do końca podobać. Za to podoba mi się, że wciąż szukają.

CLIP DNIA: Frankie Goes to Hollywood – Relax 2009

Chyba już wiem, czego nie znoszę w nostalgii do lat 80.
Nie żebym nie lubił tamtej muzyki, w sporej części ówczesne hiciory naprawdę stały się klasykami. Problem w tym, że klasyki – jak to klasyki – nie powinny być bezmyślnie unowocześniane, nawet jeśli przez ludzi, którzy oryginalnie je nagrali.

Przykład najświeższy: przy okazji premiery debestofu Frankie Goes to Hollywood, Holly Johnson osobiście dokonał liftingu sztandarowego kawałka tej grupy – Relax. Cóż otrzymaliśmy w charakterze odgrzewanego kotleta? Przyspieszony beat, dzięki czemu pierwotnie hipnotyczny utwór, dało się skrócić o całe 45 sekund. Wizualnie zaś – mnóstwo młodych, prężących się ciał, latających biustów, a na okrasę (po trzeciej minucie) także striptiz w wykonaniu zgrabnego murzynka oraz ułamek sekundy męsko-męskiego pocałunku.

Jak to się ma do szokującego wyuzdania pierwotnie wyklętej wersji subkulturowej – szkoda gadać. Pedalstwo stało się jednym z ornamentów współczesnej pazłotkowej popkultury, bardziej dodatkiem bardziej pieprznym, niż skandalizującym. Gdyby przełożyć na środki wyrazu epoki QAF ówczesny przekaz, zapewne zostałby tak samo skazany na niebyt, telewizja wbrew pozorom nie stała się bynajmniej dużo mniej pruderyjna.

Zobaczmy zatem jeszcze raz:


najlepiej wypada… okładka

HIT DNIA: PSD – Hush, Hush; Hush Hush

Moje Wschodzące Słonko twierdzi, że nie słucha śpiewających komputerów. Nie jestem aż tak odporny na nowoczesne technologie, zresztą – kto z popularnych wykonawców nie śpiewa dzisiaj przez komputer?
Tak czy owak: jako świadomy zjadacz popkultury poległem całkowicie, dałem się złapać na wredne zagranie marketingowe, zresztą – ewidentny ukłon w stronę podrygujących na parkietach gejątek (such as myself). Najnowszy singiel jednoosobowego girlsbandu Pussycat Dolls stał się prawdziwym hiciorem od momentu odejścia w remiksach od smętnej ballady do wersji dyskotekowej, z wplecionymi obszernymi cytatami z klasyka epoki gejodisco, I Will Survive (z afrofryzem włącznie). I niestety – na mnie to działa 😀

http://beta.dailymotion.com/swf/x9ogu2_the-pussycat-dolls-hush-hush-hush-h_music&related=0

Jeszcze raz okazuje się, że cokolwiek nawiąże do schematu hitu wszechczasów (vide I don’t need your sympathyyyyy, there’s nothing you can say or do tomeeeeee… sprzed równo dekady), sprzedaje się jak świeże bułeczki. W każdym razie na dancefloorach pedalskich klubów na pewno. A u mnie w domu – w wersji nieocenionego Bimbo Jonesa, bo lubię, jak ibizo-groovuje 😀

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=rxx8ras196%26node=f_449812044

CLIP DNIA: Jason Antone – To the Limit

Tego pana polubiliśmy jakiś rok temu, jego hiciorek, Love’s Gonna Lead You Back, przez długi czas gościła w naszej sekcji Now playin… Teraz wrzucamy kolejny singiel, zapowiedź najnowszej płyty, Start to Move, której obszernych fragmentów posłuchać można na stronie wokalisty.

Warto, bo obok pięknej łysiny, kociego ruchu i spojrzenia, Jason może pochwalić się melodyjnymi, tanecznymi kawałkami, zaśpiewanymi mocnym, męskim głosem, kreatywnie, acz bez zbędnych popisów. Miła odmiana w densowej odmianie muzyki klubowej, gdzie zwykle dominują wielkie kobiety o głębokich głosach.

CLIP DNIA: Colton Ford – Loosing My Religion

Swego czasu Abiekcik skwitował muzyczne dokonania Coltona Forda krótkim „wolę, jak się j…bie, niż śpiewa”. W wypadku singla promującego nową płytę z coverami w wykonaniu masywnego porno(ekhm)modela, trudno się z tym zdaniem nie zgodzić. Michael Stipe, gdyby nie żył, to by się pewnie teraz w grobie przewracał, a tak może przynajmniej się pogibie, bo przynajmniej rytmicznie jest…

NEW ON IMEEM: Pet Shop Boys – Yes (CD)

Do poniedziałkowej, europejskiej premiery najnowszego dziełka PSB pozostało jeszcze kilka dni, a już całość przeciekła, jak zwykle. Na naszym ulubionym imeem.com, autor bloga Amen.Praise.Jesus umieścił cały krążek, który można sobie na bieżąco przestreamować.

Bierz i słuchaj, kto ciekaw, póki nie usuną (Love etc. na liście QueerTunes zablokowano jako utwór… jeszcze nie opublikowany). A jeśli się spodoba – zamawiaj. Dostępne rzecz jasna w przedsprzedaży, w kilku, mniej lub bardziej eksluzywnych wersjach…

HIT DNIA: Freemasons ft. Bextor – Heartbreak Make Me A Dancer

Dzisiejszy hit dnia, to nagranie, które wywołuje spore zamieszanie w umysłach fanów Sophie Ellis Bextor (czy wspominaliśmy już, że jesteśmy jej oddanymi słuchaczami?).
Otóż Heartbreak… to piosenka, którą napisał dla niej tandem didżejski Freemasons, właściwie stara, miała promować ostatni krążek wokalistki z 2008 r., ale jakoś nie wyszło. Podczas gdy ona rodziła kolejne dziecko, Freemasons wzięli tenże kawałek ponownie na tapetę, i teraz publikują go jako własną epkę, li tylko z jej udziałem.
Wyczekiwana premiera miała miejsce w znaczącym miejscu i czasie, mianowicie podczas gejowsko-lesbijskiego święta, Mardi Gras w Sydney, w ostatni weekend. Przez premierę rozumiemy pierwsze publiczne odtworzenie klubowego remiksu, bo wersja radiowa singla o dziwo jako żywo przypomina tę sprzed roku (słuchaj poniżej i czytaj: nie wysilili się chłopcy, oj wcale).
Wszystko to nie ma zresztą większego znaczenia. Bo właśnie stara wersja, nie przywalona efektami specjalnymi oraz orientalną instrumentalizacją, podoba nam się o niebo bardziej.
Może dlatego, że czasem cenimy zwięzłość, oraz gdy Sophie brzmi bardziej jak Sophie, a nie jak gościnne wokalizy (chociaż – są wyjątki :D).
W tym wypadku mamy do czynienia ze zdrową symbiozą: melancholijne, przestrzenne, taneczne klimaty wolnomasońskie, doskonale skomponowały się z matowym głosem Sophie, wyśpiewującej melodyjne rozpacze na miarę swojego megahitu sprzed lat.
W efekcie przez wielokrotność 4 minut skacze się i duma z jednakowo niesłabnącym zaangażowaniem. Czego i Wam życzymy…

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=0ks0ge7j6i%26node=f_438957371