PLAYLISTA: Lato 2010

To miał być miły zestaw wiosenny, ale oczywiście, zanim się wszystko dograło, zestawiło, ułożyło w odpowiednim porządku – nastało lato. No i zastało nas z przedziwną mieszanką staroci i nowości; megahitów i rzeczy nam samym ledwo znanych, a jednak lubianych. O sporej części z nich pisaliśmy w tym miejscu.

Zaczynamy jak zwykle wpół kroku, potem robi się przytupnie, by mniej więcej od połowy powoli pauzować i się wyciszać. Całość zamyka się w przepisowych siedemdziesięciu minutach, które dają bezproblemowo wypalić się na tradycyjnej płycie audio. Tylko kto w dzisiejszych czasach wypala płyty? Prosimy o kontakt, będzie bodziec do zaprojektowania okładki 🙂

Póki co zostawiamy Was sam na sam z Dido, Kylie, Robyn, Boyem, Tracey i innymi przyjemnymi osobami, co to grają i śpiewają. Niech się nam to lato leci 🙂

http://www.box.net//static/flash/box_explorer.swf?widget_hash=lxsji3jhoc&v=1&cl=0

Playlista w całości dostępna będzie w tym miejscu tylko przez określony czas.
A komu się spodobało, zapraszamy do pobrania całości tutaj (archiwum ZIP, 110MB).

HITY I KITY: Dido vs. Liza vs. SATC2

…czyli hity i kity dnia.

Kinowa wersja Seksu w wielkim mieście (zagramanicą pieszczotliwie skracanym do SATC) już sama z siebie jest sporą pomyłką. Zarobiła swoją kasę, więc musiała doczekać części drugiej. Najwierniejsi fani i tak polecą obejrzeć, więc nie będę zniechęcał. Przy okazji filmu rzecz jasna zmarketingowano po raz pięćsetny pomysł „muzyka z filmu, inspirowana filmem oraz nie mająca z nim nic wspólnego, ale hej, każdy chce podpiąć się pod dojną krowę”.

I jeśli mówić w ogóle o jakichkolwiek pozytywach tego plastikowego przedsięwzięcia, to niewątpliwie jest nią najnowsza muzyczna propozycja Dido, piosenka, która od kilku dni konsekwentnie nie chce mi wyjść z głowy…

Do tego samego filmu powstała też rzecz zupełnie niepotrzebna: cover megahitu Beyonce w wykonaniu Lizy Minelli, z impetem powracającej na rynek, niestety, niekoniecznie w swoim repertuarze:

Sześćdziesięcioparoletni głos Lizy nadaje się być może do długich, musicalowych fraz, w szybkim staccato niestety rozjeżdża się na wszystkie strony, i to w wersji studyjnej. Standard Cole’a Portera Ev’rytime We Say Goodbye wypadł siłą rzeczy ciut lepiej.

Swoją drogą strach pomyśleć, co będzie dalej, Minelli zaanonsowała bowiem także swoją nową płytę, która ukaże się jeszcze w tym roku. Nauczeni powyższym powinniśmy chyba złośliwie zauważyć, że okładka jest ładna.