TUNE OF THE WEEK: Brokatowe damy – 2 x spódnica 2 x spodnie

Jeśli do tej pory nie zetknęliście się z działalnością kolektywu Brokatowe Damy (czy to w Poznaniu, czy na ten przykład w Szczecinie podczas imprez marszowych), to najwyższy czas się zainteresować, bo oto swoje zwieńczenie znalazł ich projekt #2xS2xS. O jego założeniach – za internetem – kilka słów poniżej, tymczasem włączam klip po raz entynasty tego popołudnia.

Bo wyszło przezajefajnie, w każdym aspekcie.

Prosty, podstępnie przyswajalny tekst oparty na nośnej linijce refrenu, która skutecznie oswaja nieheteronormatywną naturę jako zwykłą, jak każdą inną. Ubrana w melodyjną frazę, która natychmiast wpada w ucho i do głowy, by zakorzenić się w niej na dobre. W tle aranż i instrumentacja klasycznie jazzująca i nowoczesna jednocześnie łącząca brzmienia akustyczne z elektroniką, w tym wykonaniu budzące w pierwszych przesłuchaniach jak najlepsze skojarzenia (akustyczna Jusis z czasów Iluzjonu podlana dyskretnie Tori Amos, to tak na początek). Na tym tle stonowany wokalny duet pięknie splecionych wokali wybrzmiewa z odpowiednią mocą.

Jeśli dorzucić do tego stylowy klip pełen najróżniejszych i pięknych w swej niepowtarzalności osób, kreacji i postaci, otrzymujemy znakomity kawałek w znakomitej oprawie, prawdziwie subtelny i poruszający, a jednocześnie poruszający w swej kameralnej konwencji (i poprzez nią) prawdziwie istotne kwestie, dotyczące codzienności swoich bohaterów.

Na takie projekty warto czekać, ale mam nadzieje, że Brokatowe damy nie dadzą nam czekać zbyt długo…

[edit: polecam obszerny artykuł na Queer.pl, poświęcony twórcom i teledyskowi oraz jego premierze]

źródło: jtbcollectiveproduction (QOx / Queer Open Showcase)

Kolektyw Brokatowe Damy jest inicjatywą łączącą artystów z różnych środowisk poznańskiej sceny muzycznej, tworzących muzykę integrującą rozmaite gatunki. Wykonują przede wszystkim autorskie utwory oraz covery we własnych aranżacjach. Headlinerem i pomysłodawcą jest poznańska drag queen Lelita Petit – profesjonalny wokalista, autor tekstów i melodii. Twórcami aranżacji są Mewa Toploska (instrumenty klawiszowe, śpiew) oraz Sebastian Polus (produkcja, elektronika, perkusja). Każdy z członków projektu pochodzi z innego środowiska i wnosi do brzmienia inne zaplecze. Rezultatem jest zróżnicowana mieszanka dusz, światów i kolorów, od bezwstydnego, porywającego popu, przez jazzowe naleciałości aż po eksperymentalne poszukiwania.

Spotify | Youtube| Facebook

O teledysku (za polakpotrafi.pl)

Teledysk do „2xS 2xS” ma na celu przedstawienie różnorodności środowiska LGBT+ oraz podjęcie tematu niebinarności, czyli szerokiego spectrum tożsamości płciowych, które wychodzą poza kategorie męskie – kobiece. Uważamy, że nasz przekaz jest ważny, ponieważ często niebinarność bywa nierozumiana.

VINTAGE CORNER: Casa Susanna

vintage_casa-susanna_00

150 akrów wolności: w latach 50. ubiegłego stulecia, gdy obnaszanie się mężczyzn w damskim przebraniu w wielu stanach USA podpadało pod paragrafy, gejów traktowano prądem i wciąż osadzano w aresztach i więzieniach, w miasteczku Hunter w górach Catkills,  z dala od wielkomiejskiego zgiełku i opinii publicznej, powstała oaza swobody: bungalows & spa dla transwestytów.

Casa Susanna (a wcześniej poprzedni przybytek, Chevalier D’Eon Resort), prowadziło małżeństwo z Nowego Jorku: Tito i Marie Valenti. Ona była właścicielką sklepu z perukami przy 6th Avenue, on – tłumaczem sądowym, według innych źródeł także radiowcem i pisarzem. Prywatnie znany był właśnie jako Susanna, która wspólnie z żoną prowadziła kursy ubioru, obycia i makijażu dla transwestytów, regularnie pisała też felietony do „branżowego” magazynu Transvestia.

vintage_casa-susanna_03

Z czasem nawet spory apartament w mieście okazał się za mały dla rozrastającej się działalności, przejęli więc więc wiejski,  wakacyjny ośrodek-enklawę, do której – już pod nazwą Casa Susanna – zapraszali na weekendy mężczyzn, spragnionych wytchnienia i miejsca, w którym (za ówczesne 25 dolarów opłaty) mogli wziąć lekcje elegancji, makijażu i obycia, swobodnie wyrazić swoje alter ego „wewnętrznej dziewczyny”, czy wreszcie i przede wszystkim – spędzić czas wśród podobnych sobie dam.

vintage_casa-susanna_01.jpg

Pod koniec lat 60. Susanna Valenti nosiła się z zamiarem rezygnacji z innych zajęć i prowadzenia ośrodka przez okrągły rok, wtedy też podjęła decyzję o funkcjonowaniu wyłącznie jako kobieta, co stało w niejakiej sprzeczności z wcześniejszym przekonaniem o dwoistości natury transwestytów. Rok 1969 uznaje się jednak za finałowy sezon działalności pensjonatu, sama Susanna ostatni felieton napisała w roku 1970. Od tego momentu brak dokładnych informacji o jej dalszym losie.

vintage_casa-susanna_02

Casa Susanna została ponownie „odkryta” w 2004 r., gdy na pchlim targu na Manhattanie pojawiło się obszerne archiwum zdjęć autorstwa Andrei Malick – zaufanej fotografki, dokumentującej codzienność sekretnego przybytku, której prywatne zbiory przekazane w nieodpowiednie ręce niefortunnie wylądowały na śmietniku. Nowy nabywca zebrał zdjęcia w album książkowy, w 2015 zbiór zakupiony został przez galerię sztuki w Ontario.

Niezwykłym pensjonatem i jego bywalcami (wśród których siłą rzeczy znalazły się także prekursorki ruchu legalizacji transwestytyzmu) zainteresowali się badacze studiów gender, a gotowym materiałem na scenariusze także film i scena – w 2014 roku na Broadwayu odbyła się premiera komediodramatu Casa Valentina, autorstwa Harveya Fiersteina.

więcej o Casa Susanna:
ChronogramNYTimes / Time Photo Archives / Design Observer / Vintage Everyday / Widewalls / Anothermag / The Guardian

NEWS DNIA: Ertha Kitt zmarła na raka


W styczniu skończyła by 82 lata, była piosenkarką, aktorką, kabarecistką. Nie tylko z racji wieku i profesji, ale pewnie i pewnej wrodzonej niepokory – lub przekory – budzi w Redakcji skojarzenia z rodzimą Stefanią Grodzieńską.

Dała światu figlarną pastorałkę Santa Baby, najsłynniejsza stała się dzięki roli czarnej kociczki – czyli Catwoman – w amerykańskim serialu telewizyjnym o Batmanie z lat 60. Szczególne uwielbienie wśród braci gejowskiej zyskała trudnych latach 80., kiedy to do koszmarnie dyskotekowych rytmów wymrukiwała swoje Where Is My Man i podobne. W Polsce swego czasu mocno lansowana przez radiowego red. Kaczkowskiego, zakochanego w jej słynnym gardłowym ‚rrrr’ .

Występowała do końca. My, w ramach wspomnieniowych remanentów, wygrzebaliśmy piosenkę Cha Cha Heels z 1989 roku nagraną, z towarzyszeniem jednoznacznie zorientowanych Bronski Beat, wtedy już schyłkowych i dawno bez Jimmy’ego Sommervilla.
Niestety, nie jest to teledysk lecz sceniczna aranżacja z playbacku. Utwór pierwotnie wykonywać miała legenda dq, Divine (tekst oparty jest na cytacie z filmu Johna Watersa z jej udziałem), nie bez powodu więc wykonywana była później w ramach przeróżnych drag-shows.

Ale nie dajmy się zwieść eurobeatowym pozorom. Ertha była artystką dużo większej klasy, która – zwłaszcza na żywo – potrafiła dać popis zarówno w repertuarze tanecznym, jak i w klasyce songa, jazzu i swinga. Śpiewała Portera, Brella, Piaf czy Gershwina, każdej z piosenek nadając kabaretową w wyrazie, ale też i życiową interpretację.

O czym niech najlepiej zaświadczy jej przebojowe wykonanie gejowskiego hymnu, I Will Survive, który umiejętnie sprowadziła do podobnego poziomu (potencjałem tej piosenki zajmiemy się zresztą bliżej). Bigbandowa oprawa, decybeladą mogąca równać się z aranżacjami rockowymi, stała się tłem do chyba najagresywniejszej i najsilniejszej w wyrazie interpretacji.

Bo taka też była Ertha. Wyrazista do bólu.

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=yuie9rp7no%26node=f_449855420

HIT DNIA: RuPaul – Santa Baby

RuPaul wciąż na fali wznoszącej. Po ubiegłorocznym filmie fabularnym Starrbooty, za chwilę (w lutym) wystartuje z nowym telewizyjnym reality-show dla swoich przyszłych następczyń, RuPaul’s Drag Race. Promocja rozkręca się w najlepsze, czego dowodem niekonwencjonalna świąteczna pocztówka powyżej. Mniej zorientowanym objaśniamy, że Ru wcielił się na niej jednocześnie w prezydenta-elekta, Obamę, oraz jego pierwszą damę.

Jako że wciąż jeszcze przedświątecznie, przypominamy starsze dokonania queerowej artystki, pastisz jednej z najbardziej znanych amerykańskich pastorałek, Santa Baby. W porównaniu z teledyskiem do Starrbooty wygląda nieomalże zgrzebnie… 😀

http://www.logoonline.com/player/embed/newnownext

więcej: oficjalna strona artystki – RuPaul na Myspace

KISS PLEASE


Przynajmniej od czasu występu na konkursie Eurowizji, gdzie odniosła sukces na miarę swojej dynamicznej osobowości, Verka Serduchka znana jest i w Polsce. Ma za sobą duety z divą Pugaczową (której entourage przebija niejedną drag queen), z Michałem Wiśniewskim (także w sukience, jako Renia Pączkowska), oraz kontrowersyjne podskoki z prezydentem Łukaszenką, który najwyraźniej nie orientował się, z jaką płcią ma do czynienia.
Najnowszy teledysk artystki estradowej znów zaśpiewany został po angielsku, piosenka znów trwa eurowizyjne trzy minuty, jednak została poprzedzona dwuminutową scenką rodzajową, przestawiającą przekomarzanki Verki z własną matką, na tle scenografii fitnes centrum, które – jak się szczęśliwie okazuje – posiada także saunę, a w niej półnagi zespół muzyczny w srebrnych gatkach.
Queerpop w ramach inauguracji karnawału z przyjemnością zamieszcze to proste umpa-umpa, nagrane chyba wyłącznie dla zgrywy. A kto ciekaw drugiej strony medalu – stojącego za postacią Verki kompozytora i wokalisty Andrieja Danilko, niech obejrzy także drugi teledysk. Nie wiedzieć czemu też się nam spodobał 😀

Verka Serduchka w najnowszym przeboju

Danilov pokazuje drugą stylistyczną twarz