PLAYLIST: Polish Beats

qpop2018_playlist-2018-09.png

Wszystko przez Nosowską…

O ile poprzedni kawałek i klip Ja pas orał po mózgu wzdłuż i wszerz, to bardziej stonowany Nagasaki powalił wizualnie i melancholijnie wpasował w jesienne tendencje na tyle, że całkowicie rozbił muzyczne queerpopowe plany upublicznienia zupełnie innej, wrześniowej playlisty, która – niemal gotowa – stała się właśnie listą październikową.

Afronosowska wywołała tak dynamiczną kawalkadę skojarzeń dawnych i całkiem nowych, że składanka skomponowała się lawinowo: od kolejnych produkcji Michała „Foxa” Króla (Natalia Nykiel, Buslav) przez meandry współpracy Baascha, The Dumplings, Xxanaxxów, po weteranki polskiej sceny – Oko za oko v. XV Steczkowskiej z jubileuszowej płyty (z drugim pokrętnie przerobionym klasykiem), Okupnik w niedocenionej produkcji Michała Przytuły, przywołującej echa klasycznych Reni czy Kayah, po samą Jusis z najnowszego krążka.

W elektrozestawie nie mogło zabraknąć retromotywów z Córek Dancingu, w których ścieżce dźwiękowej (tak w wykonaniu dziewczyn z Ballad i Romansów, jak i w interpretacji obsady filmu) zasłuchuję się od momentu dorwania go na Showmax – gdzie na ten moment wylądował w darmowym pakiecie.  Ekspozycja pierwszej sceny przy dźwiękach klasyka disco to majstersztyk, a Kinga Preis – klasa sama w sobie.

Z wysypu przeróbek przebojów z dawnych lat (Jestem kobietą, Supermenka, Aleja GwiazdJeśli wiesz co chcę powiedzieć) możnaby ułożyć oddzielny album, qpopowym faworytem pozostaje rewelacyjna Brodka w wynicowanym przez Agima Dżeljilji repertuarze Izy Trojanowskiej, chociaż w kontekście poprzedniej jutubki sam klip wydaje się nieco wtórny – nawet jeśli lewituje w zupełnie odmiennym, mrocznym klimacie. Wisienką na torcie pozostaje kolaboracja Kory z Jimkiem, którego nieortodoksyjne podejście do klasyka Maanamu doskonale komponuje się z onirycznym klipem.

Oryginalności nie można też odmówić wizualom do kolejnych kawałków z listy – Rysy przebiły się na tyle, że zostały swego czasu iście po amerykańsku splagiatowane.

Daria Zawiałow skręciła na najnowszym singlu w alejkę psychodelicznej elektroniki.

Baasch zagrał na sentymentach do VHS.

Rzadko sięgam do polskich produkcji. Jeśli już, to wolę te śpiewane po polsku (chociaż od niektórych tekstów młodzieży lekko bolą zęby), a spostrzegawczy słuchacz utwierdzi się także, że w qpopowej elektronice dominują panie. Tak czy owak – oddaję czym prędzej do odsłuchu, bo lista wciąż niebezpiecznie się rozrasta i jak tak dalej pójdzie, nieprędko doczeka się ukończenia i publikacji. Jako się rzekło – wszystko przez Kaśkę.

Smacznego!

HIT DNIA: Monarchy ft. Dita von Teese – Disintegration


Od razu trzepniemy się porządnie w pierś, bo jakim cudem od dwóch lat umykało nam takie cudo, jak Monarchy, nie potrafimy zgadnąć. Jedyne – acz mizerne – wytłumaczenie stanowić może pojawienie się mniej więcej w tym samym okresie Hurtsów, którzy jak z tego wynika, mieli dużo lepszą promocję.

Nadrabiamy więc szybciutko, bo to co tajemnicza, zamaskowana para wypichciła w kooperacji z Boską Ditą, zmiotło nas, że od dwóch dni pozbierać się nie możemy:

Dla uściślenia – co oni tam konkretnie razem wypichcili, to na dobrą sprawę nie wiadomo, bo remiks powyżej jest li tylko zajawką singla, który oficjalnie ukaże się bodajże 14 stycznia 2013 roku. Ale już teraz lekkie sylwestrowe pokrzyki, rytmiczne poklaski, operowe zaśpiewy wokalisty i nonszalanckie szepty Dity doskonale poprawiają nam samopoczucie.

A w ramach wstydliwego nadrabiania zaległości z poprzedniej płyty, zapodamy kawałek, ulubiony (zwłaszcza od 3:15):

Tkliwa, staroświecka melodyka w elektronicznej oprawie – to lubimy. Nieco więcej muzyki duetu na ich oficjalnym profilu soundcloudowym.

BEARDY: Moullinex

Moullinex gości na naszym blożku nie po raz pierwszy, zwróciliśmy na niego uwagę najpóźniej od chwytliwego kawałka z udziałem Peaches. Teraz zwróciliśmy uwagę na jego brodę, iście godną jego prawdziwego nazwiska: Luis Clara Gomes, choć jak na nasz gust, przebija spod niej zadziwiająco spora dawka melancholii, zwłaszcza jak na autora takich oto kawałków:

Komu takie funkująco-parkietowe, retrodyskotekowe, daftpunkujące rytmy poprawiają nastrój, ten niech koniecznie zajrzy na soundloudowy profil wytwórni Gomma, gdzie odsłuchać można całą płytę smutnego misiaka, któremu w kilku kawałkach podśpiewuje pani o swojsko brzmiącym nazwisku Iwona Skwarek.


Jeszcze więcej twórczości własnej zamieścił na swoim własnym profilu.

 

HIT DNIA: My Robot Friend ft. A. Moyet – Waiting

My Robot Friend to idealna odpowiedź na głód prostych, elektronicznych brzmień z początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Na poprzedniej płycie wspomógł go wokalnie Antony Hegarty, na drugim – Alison Moyet. Skojarzenie jak najbardziej oczywiste wobec jej wczesnego dorobku z Vincem Clarkiem w duecie Yazoo – któż, także współcześnie, nie zna tych dramatycznych okrzyków, czy tej prostej ballady?

Alison próbowała też potem sił na polu poprocka z całkiem udaną płytą i singlem Hoodoo), ale prosty kawałek, który dziś prezentujemy, potwierdza niezbicie, że jej ciepły, matowy głos idealnie nadaje się do wrzucenia na mniej lub bardziej syntetyczne podkłady, z którymi doskonale się nawzajem uzupełniają:

Poniżej jeszcze mały przykładzik całkiem udanego utaniecznienia tego kawałka, a kto ciekaw, może posłuchać też jakże odmiennej w klimacie wersji balladowej, tym razem opartej na głosie męskim (tak, tak, jak na Queerpop przystało, lubimy takie zakrętasy międzypłciowe).

http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fsoundcloud.com%2Fmyrobotfriend%2Fwaiting-juan

A komu jeszcze mało Alison (gdzież ja upchnałem jej płyty?), uprzejmie donosimy, że już we wrześniu Yazoo przypomną się fanom oficjalnym wydawnictwem ze swoich koncertów w 2008 roku. Bo jak pokazuje życie, ich żywot jako duetu mimo że króciutki, okazał się wielce znamienny dla muzyki pop.

HIT DNIA: Kylie Minogue – All the Lovers

Na spokojnie, nie wdając się w przepychanki między gigantkami: LaGugą i Xpertiną, powraca ikona gejowska w najbardziej plastikiczowatym wcieleniu, Kylie. Trzy lata od poprzedniego albumu, wkrótce zaprezentuje kolejny, o znamiennym tytule Aphrodite, przy którym paluszki umaczali m.in. Stewart Price, Jake Shears i Calvin Harris. Póki co w ciągu ostatniego tygodnia piosenka, do której teledysk dopiero jest nagrywany, zatoczyła w blogosferze pełne koło. Melodyjne All the Lovers ma w sobie potencjał nowego Slow, łączy w sobie najlepsze popowe tradycje, ubrane w nieprzesadnie nowoczesne dźwięki, toczy się spokojnie, narasta i wygasa łagodnie.  Stosownie dobrze nastrajający kawałek na poranną drogę do pracy. I doskonały materiał wyjściowy do remiksów, o czym zapewne wkrótce się przekonamy…

CLIP DNIA: Lady GaGa – Bad Romance

Dziś nie sposób napisać o czymś innym.
Niezależnie od tego, co myślimy o nowym kawałku lady G. od strony muzycznej, wideo jakie do niego zaprezentowała bije wszelkie transowo-dragowo-queerowo-glamowo rekordy, jest przegięty w stopniu, którego nie sposób nie docenić.
Na blogach już sypią się dane i zachwyty, ile tysięcy kostiumów, detale na paznokciach, feeria pomysłów, kunszt wykonania. My też ostatecznie wymiękliśmy w połowie czwartej minuty na widok złoto-zielonego kostiumu, rodem z szalonej ilustracji dziecięcych książek w stylu najlepszych radzieckich tradycji.
Co się nawet o tyle zgadza, że w klipie stworzenie, którym jest Gaga, zostaje zlicytowana na własność przez złotoszczękiego przedstawiciela rosyjskiej mafii (sory kto nie zgadł, Guga sama tak rozpowiada w wywiadach).
Nie najlepiej się to dla niego zresztą kończy, bo nawet jeśli gładkolicego samca nie wykończyły płomienie z ostatnich sekwencji, to jak pokazuje finał, i tak spłonął w zetknięciu ze śmiercionośną bielizną.

I niech nie będzie, że tylko ja to widzę: czy w 3’18” clipu, zaraz po ujęciu, na którym Gadze dynda na czarnym dessous kryształowy krzyż, ta wariatka faktycznie wplotła w katatoniczną choreografię znak krzyża, czyli się przeżegnała? Bo po piętnastym odtworzeniu sam już mam wątpliwości…

Tak czy owak, trudno o lepsze entrance przed wypuszczeniem na rynek reedycji multisprzedawalnej płyty The Fame (premiera 23.11), przygotowanej równie starannie, jak teledysk: oprócz przemianowania na adekwatne The Fame Monster, GaGa dorzuciła w ramach bonusa caluśkie osiem nowych kawałków, w tym ten powyżej.
I jednego jej odmówić nie można – w niespełna rok po aferze kto od kogo ściąga (Aguillera vs. Gaga), młoda piosenkarka osiągnęła tyle, że pisze się o niej niemal jeszcze częściej, niż o Madonnie, o której pisze się codziennie.
Jeśli nawet nie jest li tylko potworem żądnym sławy, to na pewno demonem pracy. Jak jej poprzedniczka.

HIT DNIA: Dick4Dick ft. A. Patrini – Wszystko czego dziś chcę

Niektórym się sentymentalnie kojarzy stare Eurythmics, a za to przypominają mi o innych nieśmiertelnikach. Izka Trojanowska powstała niedawno z martwych w warszawskim Hard Rock Cafe, zachwycając kolczykami oraz biustem starych oraz świeżych fanów, zaprezentowała też po części nowy materiał.

Ja jednak, podobnie jak muzyczna młodzież, sięgnę za przykładem mojego rozmówcy po prawdziwego klasyka, Wszystko czego dziś chcesz (ciekawych, za co polscy geje uwielbiają Izę do dziś, zapraszam do sprawdzenia wersji oryginalnej).
Tymczasem dziś przed państwem wariaci z Dick4Dick, z gościnnym wokalnym udziałem połowy równie pokręconego duetu Skinny Patrini. Nieśmiertelnik w wersji, która ukazała się w ramach coverowego projektu Euroradia z 2008 r.:

PS. Jak tę samą piosenkę przebojowo wyprać ze wszystkiego, można sprawdzić tutaj, u panięki, która skromnie opisała klip na tubce tagiem ‚lady gaga’. Lub raczej zrobiła to jej wytwórnia – słowo jak najbardziej na miejscu.
Gratulujemy.

CLIP DNIA: Eto – Time Is a River

O tym panu pisaliśmy już parokrotnie, oraz obficie.
Jak to się stało, że przegapiliśmy premierę epki Time Capsule latem tego roku – cóż zdarza się. Może to zresztą i lepiej, bo melancholijna elektronika niemieckiego didżeja o wiele lepiej nam się jakoś komponuje z aktualną jesienną coraz-bardziej-szarugą.
Kawałek Time Is A River toczy się rytmicznie acz niespiesznie na bazie czterech linijek tekstu, i choć opiera się na charakterystycznych etowych popierdywaniach w basie, trąci też na szczęście melodyjną nutą retro. W teledysku niemiaszka gibie się zalotnie.
Sam teledysk na stronie artysty opatrzony jest w tagach taką ilością słów pedalskopokrewnych, że nie sposób było go nie zamieścić.
Co czynimy z niekłamaną przyjemnością 😀

KIT DNIA: Whore’s Mascara – Monogamous

Tak naprawdę Whore’s Mascara to trio – tu dwóch panów od czapy, bo mi się dobrze skadrowali 😀 W ogóle – jak widać – stopniem wyretuszowania równające co najmniej do sławetnego Alcazara i wszelkich podobnych, a stopniem wymalowania – znacznie ich wszystkich razem przewyższają.

Muzycznie jednak niewiele mają zdaje się do powiedzenia. Poniższy kawałek nawiązywać miał zapewne koncepcyjnie do złotej epoki lat osiemdziesiątych, problem w tym, że każdą epokę, nawet tak pstrokatą i powierzchowną, trzeba poczuć. Kompozycja przynudna, melodyka – niezapamiętywalna, wokale – ekhm (sy-tu-ej-szon), kontrowersje – po Scyzorach mogą się schować.
No, ale jakby ktoś pragnął więcej: voila…! Chociaż ostrzegamy – już na stronie wejściowej dowiedzieć się można, że mamy do czynienia z twórczością przełomową. Bluźnią też coś, że mogliby być nieślubnym dzieckiem, zmajstrowanym po pijaku przez Pet Shop Boys z Madonną. You wish! Whore’s masakra.