NEW ON IMEEM: Miss Fish – Dark Side of the Mirror

Pierwszy dzień saturaturowej imprezy za nami.
Działo się działo, apogeum nastąpiło ok. 2.oo, gdy po scenie wiła się zziajana Petra Flurr, z towarzyszeniem nagiego efeba oraz emopodobnego stworzenia z twarzą starannie zakrytą na fioletowo (jak się w tym na boga oddycha…?). Publika skakała, piszczała, pogowała.
Poza tym grało całkiem przyzwoicie na parkiecie, co Timi przetestował na własnych nogach.
Anyway, dzisiaj ciąg dalszy: w charakterze przedsmaczku pozwalamy sobie przedstawić kawałek, który być może usłyszymy, a wyciągnięty z bezpłatnej płytki, załączonej do biletu.
Przed państwem gwiazda wieczoru: Miss Fish i jej lęki ezgystencjalne.

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=q4kpzhi46u%26node=f_449844202

HIT DNIA: Christina Aguilera – Falling in Love Again

Nie mogę tego nie zrobić, skoro ten kawałek gra u mnie przez pół dnia 😀

Film Spirit jest mizerny. Nie podobał się widzom na całym świecie, a czemu, można sprawdzić tu, tu, tu i tu. Szczęście w nieszczęściu, że na potrzeby filmu, Xtina wzięła na tapetę klasyk piosenki chrypianej (tu: po angielsku), kawałek który wyniósł na szczyty boginię Dietrich w 1929 roku.

Wzięła na tyle skutecznie, że właściwie trudno poznać klasyk, nawet na drugi rzut ucha. Przede wszystkim zrezygnowała z charakterystycznej, melodyjnej zwrotki, pozostawiając li tylko wampowaty refren. Całość zaaranżowano w komputerowe pukanie, jednak z nutką nostalgicznych elektrodźwięków, rodem z filmów sci-fi z lat 50. W drugiej części minimalizm znika, pojawiają się akcenty tradycyjne, jak choćby sekcja smyczkowa, czy rytmy godne Garbage.

Na koniec Krysia starannie wyciszyła swój największy atut, czyli głos jak dzwon. Ale to szemranie, ubrane w płynącą, nieco posępną elektronikę potwierdza tylko, że niektórzy wiedzą, kiedy stonować. W efektcie nawet fakt, że melancholijna suita liczy ponad 8 minut (czyżby czas trwania napisów?), też jakoś niespecjalnie przeszkadza. Na pewno miłe zaskoczenie po tym plastikowym preludium. Cdn…?

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=t3j00nlp81%26node=f_449849434

NEW ON IMEEM: Jay-Jay Johanson – On the Radio

Jay-Jay zwykle smędzi, jest Szwedem z zimnej Szwecji, wygląda mizernie, nadrabia dużą ilością pudru i kolorowymi włosami, więc można mu wybaczyć. Zwłaszcza, że – jak to cherlaki – wykazuje się niezwykłą wrażliwością. Szwedzi i smędzi od ponad dekady, mieszając wymierające nieprzystawalne gatunki, jak jazz, swing, trip-hop i elektro z melodyjną piosenką poetycką. Wszystko to spaja swoim manieryczno-efemerycznym głosem, najczęściej w tonie cierpiętniczym, najlepiej znanym z piosnki, użytej w QAF USA.

W tym zalewie rytmów zdychających z braku tempa ujęła nas piosnka nieco bardziej skoczna, rozbujana, choć wcale przez to nie mniej melancholijna – czego wykonania na żywo dowodzą aż nadto. Tak czy owak, przez przekorę, jako niezupełnie reprezentatywną prezentujemy.

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=xym4tp3pb4%26node=f_438956947

BATTLE ON IMEEM: Dzień czy noc…?

Inaugurujemy niniejszym pojedynki muzyczne pomiędzy gejowskimi artystami.

Zaczniemy od muzyki tanecznej. Wysłuchawszy najnowszego singla australijskiego pięknisia od razu pomyśleliśmy o ubiegłorocznym kawałku sexy didżeja z Niemiec. Obu brak faceta, może z trochę różnych powodów, ale obaj wyrażają to w tych samych rytmach, tyle że porę dnia na zwierzenia wybrali sobie zgoła odmienną. Ale czy nam wszystkim nie chodzi o to samo…?

Tak czy owak do oceny przedkładamy dwie piosenki. Zdecydujcie sami, które łkanie bardziej Wam odpowiada. Można nawet głosować – pod tym adresem.

http://media.imeem.com/m/xyZpsfFNTo/aus=false/

http://media.imeem.com/m/V60gSGKrX2/aus=false/
zobacz całą playlistę POP|DANCE na imeem.com

Głosuj na jedną z piosenek!

HIT DNIA: David Vector – Rainy Day Angel

W ramach przybliżania domorosłych talentów, dzisiaj najnowsza singlowa propozycja Davida Vectora, multiinstrumentalisty i wokalisty, który majstruje swoje płytki we własnym studio. Rainy Day Angel jest świeży na tyle, że twórca zdecydował się opublikować go na swojej stronie w wersji roboczej, jako zapowiedź kolejnej płyty. Czego jak czego, ale miłego głosu i talentu do tworzenia płynących melodii odmówić mu nie można…

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=xx8zc6v6s2%26node=f_449856444

KIT GRUDNIA: Britney Spears – Circus

premiera: 2 grudnia 2008 r, wytwórnia: Jive Records

Cyrk prawdziwy.

Krótko: ostatnia płyta Brit to jakaś kompletna pomyłka. Udawanie, że oto wróciła popowa księżniczka zakrawa na śmieszność, gdy wokalistka zbiera komplementy, że podczas któregoś z występów nareszcie udało jej się zbornie poruszać ciałem i ustami do playbacku. Imeem.com udostępnił listę z płytą Circus na tydzień przed premierą (teraz okrojoną do 30-sekundowych fragmentów), ale szczerze – do dziś nie udało mi się dobrnąć nawet do połowy.

I nie chodzi nawet o to, że każdy utwór zaczyna się identycznie popierdująco-stukającymi dźwiękami. Jeszcze bardziej od warstwy ‘muzycznej’ irytuje tekstowa i mentalna, bo ileż lat dorosła kobieta po przejściach, które dokładnie zna cały świat, może postękiwać bez końca swoje ‘baby-baby’ na emocjonalnym poziomie czternastolatki. Nie mówiąc już o tym, że Circus jest tak wtórny do poprzedniej płyty, że na ucho trudno odróżnić, której się akurat słucha (to także przypadłość najnowszej Madonny, w tym względzie panie idą ramię w ramię).

Britney dała ciała. I nazwiska. I – niestety – głosu. Byle wschodząca gwiazdka 17 edycji albańskiego Idola poradziłaby sobie pewnie z tym samym materiałem dużo lepiej…

http://media.imeem.com/pl/F0FRnof90H/aus=false/

HIT DNIA: My Robot Friend ft. A. Hegarty – One More Try


Nie ustały jeszcze echa komercyjnych sukcesów, jakie Antony Hegharty odniósł wskutek współpracy z Hercules and the Love Affair, a już kolejna niespodzianka. Nie, nie mamy na myśli najnowszej EP ekscentrycznego artysty. Mowa o następnym gościnnym występie w gatunku raczej zgoła odmiennym od rodzimego. Wespół z przedstawicielem nowojorskiego punk-elektro, Antony nagrał miłą uchu piosnkę, One More Try, którą prezentujemy poniżej, jako wycinek z elektrolisty QueerTunes na imeem.com. Na którą oczywiście serdecznie zapraszamy, hehe…

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=ytpp3zf9or%26node=f_449858238

NEWS DNIA: Nominacja dla Sama Sparro

http://youtube.com/v/t9S4ZC9g2TY
Kto nie widział, czas najwyższy się zapoznać: otwarcie gejowski artysta z antypodycznej Australii otrzymał właśnie za powyższy kawałek nominację do Grammy. Stanie w taneczne szranki z nie byle tuzami, bo Madonną (Give It 2 Me) i Rihanną (Disturbia). W razie gdyby ktoś dał się oszołomić li tylko warstwą wizualną klipu objaśniamy, że przekaz kawałka Black and Gold jest dużo głębszy. Tekst traktuje bowiem o zagadkach wszechświata, i możliwości istnienia boga jako siły sprawczej.

“I wrote it in 10 minutes. It just came to me one night when I was feeling lonely and wondering if god exists. I picked up a pen and the first draft of lyrics is what is on the radio!”

source: MTV.co.uk

Żeby nie było, że spłycamy. Może za to te Grammy?

ETO kontratakuje

Dzięki bogu za radia internetowe i wszelkie tego typu wynalazki. Ochłonąwszy nieco po paradowych wrażeniach, odczułem pustkę muzyczną, którą skrupulatnie wypełnił last.fm. O ETO (projekt niemieckiego dj’a Voltaxx) pisałem już tutaj w kontekście gejowskiego teledysku, pokazałem nawet jego tors. Teraz powróciłem do niego w szerszym wymiarze ubiegłorocznej płyty, i przyznam: oderwać mi się trudno. Nowoczesna syntezatornia, czerpiąca co najlepsze z klasyki gatunku (czyli z lat 1980.): sporo w tym Erasure, Commodores, tu i ówdzie Depesze, tam trochę Yazoo, Camouflage, New Order i inne zespoły nowej fali. Ale elektronikę jeszcze trzeba umieć zaprogramować – ETO nie epatuje ewidentnymi rozwiązaniami. Różnorodne kawałki cechuje przede wszystkim melodyjność, ślicznie wyśpiewana miłym i pewnym, nieco matowym głosem, w wyższych partiach przywodzącym czasem na myśl Tracy Horn. Zgodnie z tytułem płyty, Plastic Poetry, teksty lirycznie i zręcznie podchodzą do tematyki relacji uczuciowych, głównie w kontekście niespełnienia, odbiegając mimo wszystko od sztampowych metafor i przemyśleń na poziomie nastolatki w stylu ‚don’t go away’.
Ciekawe tylko, ile w tym wszystkim studyjnej realizacji, a ile natury. Nausznie będą mogli się o tym przekonać uczestnicy zbliżających się parad CSD w Kolonii i Sztokholmie.
http://www.box.net/static/flash/box_explorer.swf?widgetHash=lfr0b6y0oc&v=1