EUROWIZJA: Maria i Anastazja

Conchita hasłem tygodnia, samymi odsyłaczami do opinii i odgłosów (nie tylko paszczą) zapełnić można pół szpalty. Świeżo wyklute partie polityczne w naszym pięknym kraju nie znajdują lepszej pożywki do swej działalności, jak żądanie od Eurowizji zmiany regulaminu głosowania. Aż szkoda linkować, nie doczytały niepiśmienne misie, że jurorzy kilku krajów faktycznie pogrążyli nasze rodzime cycuszki, ale w niczym nie zaszkodzili „kobiecie z zarostem”, bo ta w głosowaniu publiczności również przeskoczyła konkurentów o dobre 100 punktów (tak, tak, Polacy też na nią esemesowali).

 

Niedorozwój albo raczej postrzeganie wybiórcze, charakterystyczne dla tych panów. Żenów w wykonaniu „osób publicznych” na nieustającym dyżurze komentatorów oderwanych od rzeczywistości też nie warto linkować, bo wcisnęli się ze swoim „nie przy jedzeniu” do każdego kanału. A nawet do telewizji.

Eurokonkurs jest szopką polityczną, muzyka nie liczy się tu od dawna. Dlatego czułem się niezręcznie przed telewizorem oglądając uśmiechnięte siostry Tomalchevy z Rosji, kiedy dostawały kolejne punkty, oczywiście tylko od wasalnych zacofańców, a sala buczała. Miały pecha – przyjechały z całkiem niezłym wykonaniem całkiem fajnej piosenki, no ale czas nie po temu, żeby ich słuchać, a już tym bardziej głosować. Wład Eurowizję jak większość zachodniego cyrku ma w bardzo-bardzo-bardzo głębokim poważaniu, nawet publika rosyjska rzuciła się po konkursie na ajtiunsy by masowo pobierać zwycięski hit brodaczki.


Bliźniaczki mają 17 lat. Koniunkturalistki czy po prostu głupio wdepnęły? Jak to jest jechać na tak wielką imprezę ze świadomością, że nikt cię tam nie chce, wybuczy i wygwiżdże? Osiem lat temu wygrały dziecięcą edycję tego samego konkursu, teraz wracają jako wrogowie publiczni. Jak głęboko niechęć do Wodza P. przekładać się powinna na artystów, zapewne im bardziej widocznych, tym mocniej uwikłanych? Nie temat na bloga, skoro w argumentacji plączą się sami intelektualiści po obu stronach barykady – wróciły czasy bojkotów, odwołanych niesłusznych spektakli, zawieszonych projektów.

Conchita szlochała coraz gwałtowniej, a Maria i Anastazja ślicznie uśmiechały się do końca.

PS. A tak w ogóle pierwszy wpis po tak długiej przerwie miał być na trochę inny temat.

GOSSIP BOY, Week 4: Kanye, Perry i Allen, Brit, Eurowizja

O mało co byśmy zapomnieli, ale oto jest cotygodniowy przegląd. Po dniach pełnych podniosłych, politycznych treści, czas na wieści mniej doniosłe, ale zawsze (para)muzyczne:

  • W tym tygodniu aż dwóch gejowskich wokalistów odważyło się pokazać ze swoimi połówkami. Lider R.E.M. najwyraźniej uznał, że po latach od coming outu już może, a niegdysiejszy finalista amerykańskiego idola (drugi po Kelly Clarkson) uznał, że po pół roku od coming outu już musi. Szok po ujawnieniu po latach spekulacji homoseksualizmu oraz synka zdążył przebrzmieć. Ciekawe, co będzie następne?

  • Za to Kanye West nadal i z zastanawiającym uporem zaprzecza, że jest gejem. Jego własne domniemane słowa, jakoby chętnie zagrał w pornosie, także w układzie z mężczyzną, poruszyły go na tyle, że na blogu zaczął używać samych WIELKICH LITER. Nam najbardziej podoba się apel: Let me be great! No i aha, to gMail jest winny całemu złu.
  • Legendarna Grace Jones nie tylko wciąż nieźle śpiewa, ale też prezentuje się równie niestestosownie dobrze, podobnie jak inne ryczące pięćdziesiątki. I tak z okazji hucznego kambaku, jako ekscentryczna ikona, przyozdobiła okładkę modowego V Magazine. Obok fotek, jest też wywiad.

  • W sieci pojawia się krótki, a mimo to nudnawy, filmik o sesji Madonny dla Vuittona. Jeśli warto go obejrzeć, to dla uroczego Marca Jacobsa, który uroczo ściąga okulary, gdy mówi prosto do kamery, udając, że dysponuje wzrokiem sokoła.
  • Kate Perry i Lilly Alen walczą o uwagę publiki: jedna wyciąga asa i ślubuje rok bez seksu, druga przebija doraźną opowiastką, jak to migdaliła się z parą sióstr-lesbijek. Pasujemy.
  • Brit napisze (lub ktoś za nią) autobiografię na podstawie pamiętników z ostatnich lat. Ponoć wyjdzie z tego seria książek. Można by skwitować, że kto by tam czytał, ale Brit niewiele to chyba obejdzie, bo już zainkasowała 14 milionów bagsów.
  • Znamy i nie znamy 12 wybitnych wykonawców, co powalczą o wyjazd do Moskwy na najbardziej kiczowatą imprezę Europy i Świata. Niestety, przesławna Komisja nie uwzględniła krzyków ludu o discopolową reprezentację. Za to szybko doszła do wniosku, że tefauenowska Skrzynecka wypada, bo zaproponowała staroć sprzed półtora roku.