WFF 2011: Weekend, Odlot, Nerwówka, Ostatnia runda


W niedzielę dobiegła końca 27 edycja Warszawskiego Festiwalu Filmowego, który w ubiegłym roku dołączył do ‘Kategorii A’ światowych festiwali, stając się jednym z 14 najważniejszych imprez tego typu obok Berlina, Wenecji, Cannes czy San Sebastian. W tym roku w ramach WFF pokazano łącznie 127 filmów pełno- i prawie 100 krótkometrażowych. Odbyło się 5 konkursów: Międzynarodowy (główny), 1-2, Wolny Duch, Krótki Metraż, Dokument. W konkursie głównym startowało 20 filmów, zwyciężyła produkcja polska, „Róża Wojciecha Smarzowskiego. Festiwal zamknął przedpremierowy pokaz najnowszego filmu Davida Cronenberga, „Niebezpieczna metoda”.
W katalogu 27 edycji WFF nie zabrakło tytułów z wątkami LGBT – w tej ‘sekcji’ pokazano w tym roku cztery filmy fabularne i jeden dokumentalny. Dla porównania: w 2010 mieliśmy okazję obejrzeć 7 tytułów w odwróconych proporcjach – dwa fabularne oraz pięć dokumentalnych i paradokumentalnych, m.in. o sytuacji osób transseksualnych w Bangladeszu, subkulturze miśków w USA i Europie, czy przemianach społeczności LGBT w Nowym Jorku w ciągu ostatnich trzydziestu lat.
Mógł się więc czuć zawiedziony, kto w tym roku oczekiwał podobnej diagnozy społeczno-politycznej sytuacji osób LGBTQ na świecie. Dokumentalny rodzynek o niezręcznym polskim tytule „Orędownik gejowa” należał do kategorii biograficznej – na szczęście jego bohater, Bruce LaBruce, to postać niebanalna i barwna, a jego portret przekrojowo obrazuje drogę, jaką przez ostatnie ćwierćwiecze przeszedł radykalny, artystyczny ruch gejowski.


zwiastun filmu Orędownik gejowa
Znamienne, że właściwie żadna z fabularnych propozycji nie należała do drapieżnych czy konfrontacyjnych – opowiadają historie intymne, indywidualne losy, osadzone w różnych kontekstach społecznych, jednak z rzadka nabierające wymiaru politycznego. Frustracja i bezradność wobec rzeczywistości zastanej najjaskrawiej dochodzi do głosu w słoweńskim „Odlocie”, jednak i tam na ogólnym poziomie społeczno-polityczno-gospodarczym, bez szczególnych odniesień do sytuacji osób nieheteroseksualnych.
Bycie gejem w tegorocznych filmach (dla literek L i T zabrakło niestety miejsca) miało wymiar zmagań osobistych: ze sobą i własnymi uczuciami, z najbliższym otoczeniem. Młody bohater „Nerwówki” (Islandia) przechodzi drogę od odkrycia swojej orientacji do samoakceptacji; para z „Weekendu” (Wielka Brytania) rozprawia o wadze procesu, jakim jest coming-out; gejowski bohater „Odlotu” (Słowenia) nie czyni ze swojej seksualności atrybutu, za to wciąż zmaga się z przeszłością, kiedy był szykanowany w szkole; dojrzali bohaterowie „Ostatniej rundy” (Chile) walczą o przetrwanie uczucia w świecie nie tyle nawet homofobicznym, ile po prostu nieprzyjaznym.
Był więc tegoroczny przegląd kina LGBT w ramach WFF propozycją raczej dla wielbicieli kina obyczajowego i psychologicznego, niż zaangażowanego czy wręcz politycznego. I jako taki nieźle spełnił oczekiwania – najsłabiej w zestawie prezentował się „Odlot”, poczucie niedosytu pozostawić mogła „Nerwówka”, jednak wszystkie filmy prezentowały dość wyrównany poziom realizacyjny i aktorski.


zwiastun filmu Nerwówka
Szczególnie wyczekiwany dla gejowsko-lesbijskiej publiczności kąsek stanowić mogła sensacja tegorocznych festiwali branżowych, brytyjski „Weekend”, który za niecały miesiąc wchodzi w Polsce na ekrany kin studyjnych. Kameralny, niezależny film, przez niektórych okrzyknięty już na wyrost ‚najlepszym filmem gejowskim wszechczasów’. W plebiscycie publiczności WFF zajął siódme miejsce. Z pewnością jeszcze o nim napiszemy, tymczasem po kliknięciu na ‚czytaj więcej’ parę słów o wszystkich propozycjach LGBT 27 Warszawskiego Festiwalu Filmowego.


Orędownik gejowa (The Advocate for Fagdom) Francja 2011
Portret skandalisty, artysty transgresywnego, pornografa undergroundu – Bruce’a LaBruce. Jego twórczość: queerzin, krótkometrażówki, muzyka, zdjęcia, performance, filmy fabularne stanowią mieszankę ostrej erotyki, zabawy kiczem i konwencjami, mocno podlaną radykalną diagnozą sytuacji społecznej i politycznej. Z wywiadów, fragmentów dokumentalnych i fabularnych, wyłania się obraz kanadyjskiego chłopca wychowanego na farmie, który trafiwszy do Toronto w drugiej połowie lat 80., zafascynowany ruchem punk, współinicjuje ‘homocore’, z założenia stojący w opozycji nie tylko do kultury masowej, ale także (i przede wszystkim) do uładzonej ‘kultury gejowskiej’. Przed kamerą – obok samego bohatera – wypowiadają się jego aktorzy, współpracownicy, przyjaciele, wychowankowie i koledzy po fachu. Obok scen z najbardziej znanych filmów reżysera, „No Skin Off My Ass”, „Hustler White”, „The Raspberry Reich”, „Super 8½”, oglądamy także fragmenty występów w telewizji kablowej, w których jako wcielenie Judy Garland  prowokuje gości w studio jak i przechodniów na ulicy, np. dopytując, gdzie można kupić poppersa. Niewiele dowiadujemy się o prywatnym życiu artysty, który sam opisuje je jako nudne i przeciętne, z mężem u boku, dokonując wyraźnego rozdziału na swoje alter ego publiczne i domowe.
„Orędownik gejowa” dokumentuje minioną epokę i ruch artystyczny, nieco na wyrost stawiając LaBruce’a na piedestale obok Gusa van Santa czy Johna Watersa (którzy także wypowiadają się do kamery). Mimo że zaczynali podobnie, Bruce nie odniósł podobnego do nich sukcesu komercyjnego – okazał się zbyt niezależny i niepokorny wobec konserwatywnych wartości, by przedrzeć się do kinowego mainstreamu. W dużej mierze przyczyniła się do tego łatka pornografa, zamykająca drzwi większych studiów filmowych. Z drugiej strony niezbyt się do nich wyrywał – pod ich skrzydłami nie mógłby zapewne kontestować równie swobodnie, jak robi to do dziś…


Ostatnia runda (Mi último round/My Last Round) Chile/Argentyna 2010
Skrzyżowanie klasycznej opowieści bokserskiej z historią kochanków, walczących o przetrwanie w banalnych realiach codzienności. Samotnik Hugo mieszka w małej miejscowości na południu Chile. Właśnie stracił matkę, z którą mieszkał, oraz pracę w barze, którego szef posądził go o romans z córką. Hugo obserwuje ze swoich okien poranny jogging lokalnego championa bokserskiego, Octavio. Wiedziony fascynacją zjawia się w klubie sportowym. Mężczyźni nawiązują romans i coraz bardziej zbliżają się do siebie. Gdy okazuje się, że ze względów zdrowotnych Octavio musi porzucić ring, postanawiają wyjechać do stolicy, i tam spróbować żyć jako para. To okazuje się trudne w obskurnym mieszkanku przy placu rozładunkowym dla tirów. Zwłaszcza, gdy córka szefa sklepu, gdzie pracuje Hugo, zacznie robić mu wyraźne awanse, a Octavio da się skusić lukratywną propozycją powrotu na ring na walkę, której może nie przetrwać.
Już powyższy opis wskazuje, że historia w pewnych aspektach jest więcej niż przewidywalna, jednak wciąga i wzrusza, głównie dzięki przekonującej inscenizacji i aktorom, wiarygodnie rysującym portret pary, która mimo przeciwności losu, trudów i monotonii życia codziennego trwa przy swojej miłości. Pięknie zrealizowany, smutny obraz, w którym para gejów pokazana jest jako niekoniecznie młodzi i atrakcyjni, lecz zwykli, ciężko pracujący ludzie, a wszyscy bez wyjątku fryzjerzy są adeptami i zagorzałymi fanami boksu.


Weekend, USA 2011
Russell jest wycofanym samotnikiem, pracuje jako ratownik na basenie, obraca się w wąskim kręgu heteroseksualnych przyjaciół, w gejowskich klubach bywa okazjonalnie. Jedną z takich piątkowych imprez kończy w łóżku ze świeżo poznanym Glenem, artystą o zadziornym, buntowniczym usposobieniu. Mimo że Russell niewiele pamięta z pijanej nocy i seksu, Glen wymusza na nim intymne zwierzenia do projektu artystycznego, w ramach którego nagrywa swoich kochanków na dyktafon. Na pożegnanie wymieniają się numerami telefonów, raczej bez dalszych intencji, jednak wymiana esemesów sprawia, że spotkają się ponownie tego samego popołudnia. Sobota upływa im na wspólnych posiłkach, długich rozmowach, imprezie, sprzeczkach, seksie, w trakcie których rzecz jasna zbliżają się do siebie, popadając w coraz większą rozterkę wobec faktu, że Glen wyjeżdża w niedzielę do Ameryki na co najmniej dwa lata, a być może nie wróci już nigdy.
Film nie wpada w tony klasycznego kina romantycznego o miłości euforycznej z obowiązkowym happy endem – ta znajomość od początku obarczona jest niemożnością, prowadzącą do wcale niejednoznacznego finału. Intymna historia przełamywania barier nowej znajomości wydaje się nieco schematyczna i popada w zapędy manipulowania widzem, wobec których broni się pięknie skomponowanymi kadrami oraz naturalnymi i przekonującymi kreacjami głównych aktorów, w dodatku wcale przystojnych. Sądząc po wpływach z amerykańskich kin (przez niecały miesiąc już zarobił prawie dwa razy więcej, niż kosztował) – „Weekend” może się podobać.


Nerwówka (Órói/Jitters) Islandia 2010 1/2
Centralną postacią opowieści jest Gabriel, drobny, chłopięcy z wyglądu, dobry duch dawnej paczki ze szkoły – do niego wszyscy dzwonią w środku nocy po wsparcie w kryzysowych sytuacjach. On sam zmaga się z maniakalnie kontrolującą matką, przed którą ukrywa świeży sekret – podczas wyjazdu na kurs językowy do Londynu zbliża się z nowopoznanym Markusem i uświadamia sobie, że jest gejem. Po powrocie do domu przechodzi fazę negacji i kryzys emocjonalny, podczas gdy do głosu dochodzą na ekranie pozostałe, liczne postaci, z których każda przeżywa swój własny dramat: skryta miłość, związek z rosyjskim imigrantem, poszukiwania bezimiennego ojca, zdrada, problemy z alkoholem. Towarzystwo spędza czas na mocno zakrapianych imprezach, po drugiej stronie barykady stoi starsze pokolenie z własnymi obawami, wśród których dominuje poczucie utraty kontaktu z dziećmi. Konfrontacja postaw doprowadzi w końcu do tragedii, po której wszyscy będą musieli ułożyć wszystko zupełnie od nowa, także Gabriel, który ostatecznie postanowi spróbować szczęścia z Markusem.
Film toczy się sprawnie, operuje naturalnymi dialogami, jest świetnie sfotografowany i zagrany przez młodą obsadę. Nadmiar postaci i wątków sprawia jednak, że większość z nich – choć zasługuje na uwagę i rozwinięcie godne serialu – potraktowana jest dosyć pobieżnie. W tym natłoku opowieść Gabriela staje się ledwie klamrą dla całej reszty historii, zdecydowanie zbyt mało wyrazistą. Z drugiej strony dzięki temu natłokowi „Nerwówka” nie traci nerwu i tempa – niezłe kino o wkraczaniu w dorosłość.

 
Odlot (Izlet/A Trip) Słowenia 2011 1/2
Trójka przyjaciół z liceum wyrusza na nadmorską wycieczkę, jak za starych szkolnych czasów. Minęło jednak parę lat i nic nie jest takie jak dawniej:  Gregor przyjeżdża na urlop z wojskowej służby w Afganistanie, Andrej rzucił studia na uniwersytecie, także Živa trwa w zawieszeniu, zniechęcona rzeczywistością dorosłego życia. Atmosfera beztroskiego wypadu od początku podszyta jest niepokojem, który najpełniejsze ujście znajdzie w niespodziewanej demolce samochodu porzuconego na łące. Kumpli łączy brak perspektyw, ideałów, lęk przed przyszłością, jednak – jak łatwo przewidzieć – mają też do załatwienia prywatne zaszłości. Gregor coraz natrętniej narzuca się do Živie, która gnębiona intymnym sekretem na przemian kusi go i odrzuca. U zarania przyjaźni leży homofobiczny incydent w szkolnej szatni – kiedy w kulminacyjnym punkcie prawda o jego przebiegu wychodzi na jaw wydaje się, że dla tej trójki wszystko już stracone.
Jak każdy film z cyklu ‘sentymentalne spotkanie po latach’, tak i ten rozwija się w łatwo przewidywalnym kierunku i – niestety – powiela sporo schematów. Większość spraw pozostaje w sferze niedopowiedzeń, film opiera się więc w dużej mierze na zmiennych nastrojach, grymasach, półsłówkach i pięknych nadmorskich krajobrazach. Początkowo drażniący, potem nieco nużący film broni się dzięki urodzie zdjęć i wiarygodnych kreacjach aktorskich trójki antagonistów, walczących z chwilami nazbyt teatranym tekstem.
[relacja przygotowana dla portalu homiki.pl]

FLASHBACK: GayEye, vimeo, Smolarek, Parada Równości, mowa nienawiści, WhoMadeWho, Parenthetical Girls

cytat tygodnia [źródło grafiki]

Zaniedbujemy się nieco z podsumowaniami tygodnia, ale to tylko dlatego, że zanim się orientujemy, już jest piątek, i tak naprawdę czas na kolejne podsumowanie, a nie na poprzednie 🙂

Tak czy owak tym razem w miarę na czas donosimy, że w ostatnich dniach na fejsowym fanpejdżu pojawiły się m.in. następujące tematy:

W ramach autopromocji trzy razy dziennie do fejsbuka wpadały obrazki z naszego reaktywowanego właśnie foto-archiwum na serwisie tumblr. W ramach wiosennych porządków zmieniliśmy nieco jego wygląd i wystawiliśmy na ogląd pod historyczną, dla niektórych swojsko brzmiącą nazwą GayEye (być może niektórzy wypatrzyli już nowe logo w również przebudowanym panelu po prawej). GayEye by queerpop o propozycja dla wszystkich, stęsknionych kolejnych red alertów i innych galerii ładnych zdjęć i grafik z panami (często również ładnymi). Jest ich w sieci tak dużo, że już zabezpieczyliśmy zbiory na całe miesiące, o czym czasami tutaj będziemy przypominać.

[zobacz oryginalny post na GayEye]

Uruchomiliśmy też konto na serwisie vimeo.com, przeznaczonym bardziej do promocji twórców i ich pracy, niż wrzutek fanowskich. Sporo klipów, filmików, teledysków pojawia się teraz właśnie tam, tak z uwagi na możliwość wgrywania produkcji o wyższych parametrach, jak i z uwagi na brak ograniczeń czasowych, więc znaleźć można na nim także pełne filmy godzinne i dłuższe.

Ciekawych zapraszamy do obejrzenia listy naszych lajksów, z których w ubiegłym tygodniu pokazaliśmy kilka:

Na koniec jeden z hitów ubiegłego tygodnia (tym razem jutubka): zmysłowy klip do najnowszego singla grupy Parenthetical Girls, o stosownym tytule The Pornographer – nie dziw, że pokazał się na GayEye zgodnie z tradycją queerpopowej ‚rudej środy’ 🙂

I to by było na tyle. Ciąg dalszy nastąpi (być może) za tydzień…

FILM: LGBT Film Festival – w realu i w sieci

Kadr z filmu Pod prąd
Dzisiaj rusza druga edycja festiwalu filmów LGBT, zapoczątkowanego przez firmę Imago Film przy okazji ubiegłorocznej europarady w Warszawie. To sprawcy zamieszania pod hasłem Czwartki LGBT w stołecznej Kinotece, które ruszyły następnie ze swoim repertuarem (w dużej mierze zaczerpniętym od dystrybutorów MayFly czy Tongariro Releasing) w tournee po kilku innych miastach. Przeglądy odbywały się m.in. w Gdańsku, Poznaniu, Katowicach, Łodzi.
Tym razem festiwal odbędzie się niemal jednocześnie w różnych miejscach (1-7 kwietnia, nieco później w Łodzi). Przesunięcie terminu zaznacza usamodzielnienie imprezy i oderwanie od idei wydarzenia towarzyszącego paradzie (której losy w ogóle budzą w tym roku sporo emocji). W samej stolicy termin projekcji wypadł o tyle niefortunnie, że w tym samym czasie odbywają się rozchwytywane Warszawskie Spotkania Teatralne (w edycji podwójnej – ubiegłoroczna nie odbyła się z uwagi na katastrofę Smoleńską).
Pozostaje mieć nadzieję, że fanatycy kina gej/les zdołają pogodzić udział w obu imprezach. Nie będzie to aż tak trudne, jako że repertuar tegorocznego festiwalu oparty jest po części na filmach prezentowanych już wcześniej w Polsce (Bańka mydlana, Od początku do końca, Nie potrafię inaczej, Dzieci Boga). Do premier godnych polecenia na pewno zaliczyć można otwierający festiwal Pod prąd czy 80 dni (opisy wszystkich filmów na stronie organizatora), w Warszawie warto zarezerwować czas na niedzielę wieczór, kiedy pokazane zostaną dwa nowe filmy – Braterstwo i Trzy welony.
Kadr z filmu Braterstwo
Komu jeszcze mało, może wybrać się do Łodzi na firmowany przez Tomasza Raczka festiwal Philips Cinema Mundi, gdzie z kolei na odcinku LGBT królować będzie dotychczasowa oferta Tongariro (Nić, Podaj mi dłoń, Zabiłem swoją matkę, Dom chłopców), premierowo pokazany zostanie film Dźwięki ciszy.
Komu zaś nie po drodze do Kinoteki czy innych kin, goszczących festiwale, może po części wynagrodzić sobie tę niemożność w najbliższy weekend, nie wychodząc z domu: w porozumieniu z internetową platformą Iplex.pl LGBT Film Festival 2011 obecny jest także online. Jednakże zaledwie połowa z dziesięciu oferowanych tytułów pokrywa się z programem festiwalu w realu, a z nowości zobaczyć można tylko jeden – Pod prąd. Jako bonus dorzucony został tytuł nigdy jeszcze w Polsce nie pokazywany, 200 dolarów.
Co prawda prezentacja filmu otwarcia festiwalu w tym samym czasie online za darmo trąci nieco strzałem w stopę, ale dla widzów tym lepiej – tym bardziej, że program imprezy to w dużej mierze zapowiedź wydania większości tytułów na DVD (stąd nie tak już zaskakująca obecność na liście Bańki mydlanej czy Od początku do końca, a online – zgranego przez telewizję do cna filmu Maximo Oliveiros rozkwita). Dla Iplexa nadchodzący weekend to z kolei testowa jaskółka, którą firma zmierzyć chce zainteresowanie filmami LGBT – platforma zamierza od jesieni na stałe wprowadzić repertuar gejowsko-lesbijski do swojej oferty.
Kadr z filmu Dzieci boga

FILM TYGODNIA: Inny niż kto? ★★★

Piero jest gejem, od lat związanym z romantycznym Remo. Jest także konserwatystą, zasiadającym w radzie niewielkiego miasteczka, w którym zbliżają się wybory na burmistrza. W wewnątrzpartyjnych prawyborach, koledzy przekornie wystawiają Piero na trzeciego kandydata bez szans wobec lidera i przebojowej Adele. Rywal umiera jednak na zawał serca – między Piero i Adelą dochodzi do ostrych spięć, nawet w momencie, gdy decyzją partyjnych strategów ruszą do wyborów wspólnie. Starania nad wypracowaniem porozumienia zaowocują nieoczekiwanym romansem obojga. I gdy wydaje się, że skanda uda się jednak zażegnać, sprawy komplikują się jeszcze bardziej.

http://www.dailymotion.pl/swf/video/x8oo3r
zwiastun filmu (niestety, bez napisów).

ocena QueerPop ★★★
Obyczajowa komedia pomyłek z elementami farsy, w bardzo staroświeckim znaczeniu tego słowa. Nowoczesne tematy wtłoczone w ramy przegadanych słownych potyczek, zagrywek i dylematów rodem z filmów sławnych par połowy ubiegłego wieku: Dorris Day/ Rock Hudson czy Katharine Hepburn/Spencer Tracy. I podobnie jak one, rozgrywający się w czysto umownych warunkach, mówiących głównie o czasach, w których powstał. Sprawnie zrealizowany i przyjemnie zagrany. Mimo kilku mielizn, gładko dryfuje pomiędzy mniej lub bardziej oczekiwanymi zwrotami akcji, aż do finału, będącego pochwałą nieortodoksyjnej rodziny.

[kliknij czytaj więcej, by zobaczyć pełną recenzję, fotosy i info o filmie]


Kino rozrywkowe w wydaniu włoskim. Które całkiem dobrze się ogląda.
Piero zostaje wytypowany do prawyborów nie z powodu swoich walorów i uznania kolegów. Faktycznie, mimo całego swego uroku i zapału dla szerzenia tolerancji, jest niezbyt lotny, i nie ma bynajmniej walorów przywódcy. Jego nazwisko zostaje wpisane na listę z założeniem, że w przedbiegach odpadnie. Staje się jednak inaczej, i oto staje w szranki ze swoją znielubioną konkurentką, energiczną kobietą po przejściach, seksowną ‚żelazną damą’. Przy każdym ich spotkaniu wióry lecą, więc decyzja, by wystąpili do walki z politycznym konkurentem wspólnie, wydaje się najgorszą z możliwych.
A jednak – jak widz może się spodziewać – te wieczne sprzeczki i przepychanki, na tle światopoglądu i postulatów politycznych, służyć mają tylko piętrzeniu komediowych sytuacji. Przełomowym momentem stają się dla młodego geja i samotnej kobiety – a jakże! – wspólne zakupy, podczas których ta dwójka wpada na pomysł przewrotny: niech każde z nich prezentuje opinii publicznej poglądy drugiego. Ona zacznie więc walczyć o prawa gejów i tolerancję, on – o samotne matki, przedszkola i seniorów.
Strategia przynosi efekty, i para nie do pary szybuje w sondażach łeb w łeb z dotychczasowym burmistrzem, którego jedyną zasługą wydaje się odsłanianie kolejnych murów, które literalnie stanowić mają zaporę przeciw przestępczości.
Para zresztą okazuje się nie taka nie do pary, bo jak wiadomo: kto się czubi, ten się lubi, i po spędzeniu tygodni na dyskusjach politycznych, Piero i Adela spostrzegają, że łączy ich coś więcej. A potem jeszcze więcej. Skonfudowani próbują ukryć świeży romans przed sztabem, Remo, i w dużej mierze przed sobą samymi. Rzecz jasna bez powodzenia, a wobec ich niezdecydowania, rozwiązania wymusza samo życie. Jak to w komedii – tragedii nie będzie 🙂
Owszem, postaci w tej opowiastce są papierowe, a ich świat w dużej mierze umowny, co podkreślają m.in wymyślne kostiumy, zwłaszcza Adele, która w każdym ujęciu prezentuje się w innym żakieciku. Jak to w komedii obyczajowej, nie chodzi bowiem o realia, ale o wywracanie wszystkiego do góry nogami. Punkt wyjścia jest znajomy: zderzyć rywali o odmiennych charakterach i – w tym wypadku – preferencjach. O ile wprawny widz spodziewa się, że ci dwoje muszą się dogadać, to ich romans jest już odwróceniem schematu. Pomysł, że to bisekualność, a nie homoseksualizm głównego bohatera, może być zagrożeniem i źródłem skandalu, jest wywrotowy, a scena, w której Piero próbuje ukryć kochankę przed partnerem – przednia.
Całość odwołuje się w zamyśle do klasycznych filmów komediowych o potyczkach płci, w związku z czym nie skandalizuje ponad poziom kina familijnego. Za to toczy się wystarczająco wartko, by nie drażnić nielogicznościami. Można się rzecz jasna zżymać na niedojrzałość i bezradność bohaterów, ale takie są nieśmiertelne prawa tego typu komedii, która bazuje właśnie na słabości charakterów swoich postaci (malkontentom polecamy konfrontację włoskiego filmu z najświeższym, niemal-oskarowym gniotem „romantycznym” z Meryl Streep i Alekiem Baldwinem w rolach głównych).
We Włoszech film zyskał oficjalny glejt od największej gejowskiej organizacji Arcigay, i w podsumowaniach wylądował ponoć na trzecim miejscu ubiegłorocznego box-office’u. U nas, cóż, możemy dodatkowo uśmiechnąć się na myśl, że główny bohater opowiastki jest homoseskualnym, jawnym przedstawicielem partii konserwatywnej, z gatunku tych, którzy przyjeżdżają do Polski szkolić naszych twardogłowych w podejściu do gejowsczyzny. I jako taki, ukazany jest życzliwie, bez przegięć i w pozytywnym świetle. I mimo, że film skoncentrowany na perypetiach sercowych Piero z kobietą, nie pozostawia na boku partnera Piero – Remo, romantyka i pragmatyka w jednej osobie, który w tej konfiguracji zajmuje pozycję prawowitego (nawet jeśli nieformalnego) małżonka. To on przejmie inicjatywę, i w szczęśliwym zakończeniu zaproponuje rozwiązanie całkiem nieortodoksyjne. Bo ma własne marzenia.

Warto chyba zobaczyć, że tego typu dylematy trafiły gdzieniegdzie do popularnych filmów kinowych, nawet jeśli tak błahych, jak Inny niż kto? I nawet jeśli chwilami wpadały we własne zaprzeczenie. Choćby jako odtrutkę na głupawy chichot, jaki nieodmiennie towarzyszy pojawieniu się gejowskiej postaci w mniej czy bardziej poważnych produkcjach polskich. O perspektywie uczynienia geja głównym bohaterem czegokolwiek poza obleśną miniserią Majewskiego – przemilczmy.

Galeria fotosów z filmu:

Inny niż kto? (Diverso da chi?)
Włochy 2009 komedia, 102 minuty
reżyseria: Umberto Riccioni Cartemi
scenariusz: Fabio Bonifacci

występują: Luca Argentero, Filippo Nigro, Claudia Gerini
język: włoski, polskie napisy: tak
pokaz kinowy w Polsce: 18 lipca 2010 w ramach EuroPride Festiwal

KIT DNIA: Zwolnienie ★★ na EuroFilm Festiwal

Dziś na festiwalu kolejna nowość, nie prezentowana wcześniej w ramach Czwartków LGBT. I niestety, poważna strefa spadku – także frekwencyjnego. Być może zadziałała wczesna pora – premierowy film o godzinie 18.00? – a może po prostu sam film, niestety słaby.
Trochę trudno się dziwić, że ściągnięty do Warszawy – ubiegłoroczny Shank (przewidziany w programie na wtorek, 13 lipca) tego samego duetu reżyserskiego, jak i ta produkcja, hołubione są przez branżowe festiwale. Zwolnienie zapewne za kontrowersyjne tematy, ale okazuje się, że natłok atrakcji z katalogu kontrowersji od A jak Antyklerykalizm, przez E jak Eutanazja, K jak Ksiądz, P jak Pedofilia, W jak Więzienie aż po Z jak Zwolnienie, to za mało, a może w tym wypadku – za dużo.
Oryginalna jest pierwsza scena (a zarazem ostatnia oryginalna), w której zastajemy zaspanych kochanków w porannym uścisku, dopiero po kilku minutach okazuje się, że romansują w więzieniu. Dalej poznajemy rzecz jasna historię osadzonego w celi księdza Jacka, który za kratami zakochuje się nie w kim innym, jak w idealistycznym… strażniku.
Jak można z góry przewidzieć, jest rzecz jasna więzienny gang, manipulacyjny czarny charakter i lodowa pani naczelnik, i młodociany współwięzień w opałach. Przez półtorej godziny czekamy, aż ojciec Jack dozna swego odkupienia, które widz z kolei odkupuje taplaniem się w jego onirycznych wizjach, stertach przewidywalnych schematów, doprawionych nieznośnymi banałami w stylu ‚nasze decyzje determinują kim jesteśmy’ i ‚w największych ciemnościach pojawia się światło’.
Największe wrażenie robi jednak tyrada do obłudnego duchownego, który próbuje wyciszyć więzienny skandal: ‚więc jest ksiądz w stanie zaakceptować, że dokonałem eutanazji, ale nie że mężczyzna kocha mężczynę’. Za tę woltę myślową postanowiliśmy przyznać filmowi drugą gwiazdkę.
Film jest tanio nakręcony i niestety tanio zagrany, ale też przyznać trzeba, że nie bardzo było co grać. Duet reżysersko-scenariuszowy żongluje papierowymi postaciami, które skaczą ruchem konika po społecznie drażliwych tematach. Szkoda tylko, że widzów drażni zupełnie co innego. Na przykład serwowana w nadmiarze muzyka, której fortepianowe brzdąkanie męczy mniej więcej od drugiego kwadransa.

Pełna notka o filmie i recenzja – już wkrótce.

NEWS DNIA: EuroFilm Festival rozpoczęty


kadr z filmu Oczy szeroko otwarte

Jeśli mamy lipiec, to europrajdowe atrakcje czas zacząć… Na rozgrzewkę otrzymaliśmy awanturkę wokół Muzeum Narodowego – najpierw w kontekście wystawy Ars Homo Erotica, potem – na tle rzucania jajek w pedała (sory: w „pedała”). 
Dzisiaj natomiast, mocnym akcentem, rozpoczął się EuroFilm Festival, na którego inaugurację wybrano izraelską przypowieść o miłości zakazanej, Oczy szeroko otwarte, która w połowie miesiąca wchodzi do szerokiej dystrybucji (więcej o tym filmie – w niedzielę).
Czwartkowe pokazy filmów LGBT w Kinotece od kilku miesięcy na dobre wpisały się w filmowy kalendarz gejowsko-lesbijskiej Warszawy. Czy to zadziałała magia renomowanego kina w centrum stolicy, czy repertuar – często popularny i nie do końca zasługujący na miano Kina – trudno zgadnąć. W każdym razie zadziałało: sale wypełniają się niemal po brzegi, przegląd rusza w teren pod nazwą Pion w poziomie (2-8 lipca 2010), a organizatorzy zapowiedzieli już kontynuację cyklu od września.
Program dwutygodniowego festiwalu w dużej mierze wypełniają filmy, które pokazywano już w ramach czwartkowych pokazów – dla jednych okazja do nadrobienia zaległości względnie przypomnienia tytułu, dla innych zbędna powtórka. Program wzbogaciło kilka nieśmiertelnych, dawno nie widzianych na ekranie klasyków (Frears, Jarman) oraz nowości, na szczęście wartych obejrzenia, m.in. wspomniany już Oczy szeroko otwarte czy – zamykająca festiwal, włoska komedia Inny niż kto? – o tym filmie szerzej napiszemy za tydzień.

kadr z filmu Inny niż kto?

Trudno o lepszy przykład rozpiętości tematyki, jaką znaleźć można na festiwalu: od dramatycznego obrazu zakazanej i napiętnowanej miłości męsko-męskiej w ortodoksyjnej społeczności żydowskiej, po komediowe dylematy i zupełnie nieortodoksyjny sposób na życie wyoutowanego włoskiego geja, a jednocześnie – konserwatywnego polityka z szansą na stanowisko burmistrza.
Mniej znane tytuły festiwalu przybliżać będziemy w kolejne filmowe niedziele na Queerpop.pl. Tymczasem, póki czas – zapraszamy do kin w Warszawie i innych miastach – już teraz, do 8 lipca: Kraków, Katowice i Poznań.

NEW ON IMEEM: Miss Fish – Dark Side of the Mirror

Pierwszy dzień saturaturowej imprezy za nami.
Działo się działo, apogeum nastąpiło ok. 2.oo, gdy po scenie wiła się zziajana Petra Flurr, z towarzyszeniem nagiego efeba oraz emopodobnego stworzenia z twarzą starannie zakrytą na fioletowo (jak się w tym na boga oddycha…?). Publika skakała, piszczała, pogowała.
Poza tym grało całkiem przyzwoicie na parkiecie, co Timi przetestował na własnych nogach.
Anyway, dzisiaj ciąg dalszy: w charakterze przedsmaczku pozwalamy sobie przedstawić kawałek, który być może usłyszymy, a wyciągnięty z bezpłatnej płytki, załączonej do biletu.
Przed państwem gwiazda wieczoru: Miss Fish i jej lęki ezgystencjalne.

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=q4kpzhi46u%26node=f_449844202

EVENT: QUEERfestiwal @ Saturator, Warszawa

Żeby na QueerTunes nie było za słodko, oto zapowiedź kolejnej saturatorowej imprezy, ewidentnego dowodu, jak wiele twarzy ma kultura queer.

Tym razem – a nie po raz pierwszy w Saturatorze – będziemy mieli okazję posmakować twórczości spod znaku homo-queer-core. Pod obszernym parasolem tego pojęcia kryją się przeróżne brudy i ścinki dźwiękowo-sceniczne: punk, elektropunk, metal, trash, minimal.

Wystarczy krótki rajd przez majspejsowe profile zaproszonych na to wydarzenie artystów, by przekonać się, z jak skuteczną odtrutką na gładką popkulturę będziemy mieli do czynienia:

Angela Transbury – Dusty Whore (live)

piątek, 6 lutego:
Angela Transbury (Francja) [myspace]
Petra Flurr (Niemcy-Hiszpania) [myspace]
ater:
DJ Blaster Bitches [myspace]

Nuclear Family – Gay is the New Punk

sobota, 7 lutego
Sturmgruppe Marmik (Polska) [myspace]
Nuclear Family (Dania) [myspace]
Miss Fish (Dania) [myspace]
after:
DJ SZUm [myspace]


Miss Fish

Koncerty poprzedzane będą dodatkowymi performansami gości z Berlina: Reverso, Lola von Dage, Mad Kate, Mercurio


Mercurio

Bilety na poszczególne dni: 20 zł Szczegóły u organizatora.

Więcej o samym wydarzeniu – po weekendzie…

NEWS DNIA: Giuseppe Povia – artysta wyleczony

Eurowizja niech się schowa. Impreza z półwiecznymi tradycjami, której nigdy nie podejrzewalibyśmy o tak głęboki, skłaniający do refleksji, charakter, doprowadziła w tym tygodniu do publicznego przesilenia we Włoszech. Do bólu kiczowaty i bezdennie nudny festiwal San Remo pod egidą państwowej telewizji RAI1, wzbudził podczas tegorocznych eliminacji prawdziwą dyskusję społeczną, a to za sprawą piosenci Luca Era Gay (czyli Luca był gejem).

Wyoutowani politycy, europarlamentarzyści oraz organizacje LGBT ruszyły do masowych protestów, gdy okazało się, że muzyczna propozycja Giuseppe Povii opowiada o cudzie uleczenia z homoseksualizmu. W następnej kolejności okazało się, że ponoć chodzi o pedofilię, na którą lekarstwem jest prawdziwa miłość (ponoć rzecz autobiograficzna samego artysty).


Giuseppe Povia: „Miłość jest lekarstwem”. Ale na co?

Kij utkwił jednak w mrowisku głęboko, info o piosence zniknęło ze strony festiwalu, samego utworu nie sposób nigdzie znaleźć (na youtube dostępna jest jedynie parodia). QueerTunes dokopały się do tekstu, ale jako że we włoskim nieuczone, mogą co najwyżej prosić o pomoc 😀

A w Polsce – co nikogo nie dziwi – Rzepa z właściwym sobie upodobaniem do tropienia pedalskich afer, całą sprawę bardzo sprawnie podsumowuje.

My na osłodę zapraszamy do obejrzenia wcześniejszego teledysku Povii, rojącego się od pluszowych zwierzaczków.

NEWS DNIA: Przedfestiwalowo…

Gdyby się kto zastanawiał, czemu ostatnio tak mało w tym miejscu się dzieje, to informuję, że po prostu tak wiele dzieje się gdzie indziej. Na przykład:

Albo na przykład:

Albo jeszcze tak:

Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, to trwa produkcja materiałów reklamowych do Festiwalu.
Wszystkie fakty zebrane pod adresem www.festiwalrownosci.pl. Bierzcie i czytajcie! Program imprezy – jeszcze w tym tygodniu 😀