VINTAGE CORNER: Casa Susanna

vintage_casa-susanna_00

150 akrów wolności: w latach 50. ubiegłego stulecia, gdy obnaszanie się mężczyzn w damskim przebraniu w wielu stanach USA podpadało pod paragrafy, gejów traktowano prądem i wciąż osadzano w aresztach i więzieniach, w miasteczku Hunter w górach Catkills,  z dala od wielkomiejskiego zgiełku i opinii publicznej, powstała oaza swobody: bungalows & spa dla transwestytów.

Casa Susanna (a wcześniej poprzedni przybytek, Chevalier D’Eon Resort), prowadziło małżeństwo z Nowego Jorku: Tito i Marie Valenti. Ona była właścicielką sklepu z perukami przy 6th Avenue, on – tłumaczem sądowym, według innych źródeł także radiowcem i pisarzem. Prywatnie znany był właśnie jako Susanna, która wspólnie z żoną prowadziła kursy ubioru, obycia i makijażu dla transwestytów, regularnie pisała też felietony do „branżowego” magazynu Transvestia.

vintage_casa-susanna_03

Z czasem nawet spory apartament w mieście okazał się za mały dla rozrastającej się działalności, przejęli więc więc wiejski,  wakacyjny ośrodek-enklawę, do której – już pod nazwą Casa Susanna – zapraszali na weekendy mężczyzn, spragnionych wytchnienia i miejsca, w którym (za ówczesne 25 dolarów opłaty) mogli wziąć lekcje elegancji, makijażu i obycia, swobodnie wyrazić swoje alter ego „wewnętrznej dziewczyny”, czy wreszcie i przede wszystkim – spędzić czas wśród podobnych sobie dam.

vintage_casa-susanna_01.jpg

Pod koniec lat 60. Susanna Valenti nosiła się z zamiarem rezygnacji z innych zajęć i prowadzenia ośrodka przez okrągły rok, wtedy też podjęła decyzję o funkcjonowaniu wyłącznie jako kobieta, co stało w niejakiej sprzeczności z wcześniejszym przekonaniem o dwoistości natury transwestytów. Rok 1969 uznaje się jednak za finałowy sezon działalności pensjonatu, sama Susanna ostatni felieton napisała w roku 1970. Od tego momentu brak dokładnych informacji o jej dalszym losie.

vintage_casa-susanna_02

Casa Susanna została ponownie „odkryta” w 2004 r., gdy na pchlim targu na Manhattanie pojawiło się obszerne archiwum zdjęć autorstwa Andrei Malick – zaufanej fotografki, dokumentującej codzienność sekretnego przybytku, której prywatne zbiory przekazane w nieodpowiednie ręce niefortunnie wylądowały na śmietniku. Nowy nabywca zebrał zdjęcia w album książkowy, w 2015 zbiór zakupiony został przez galerię sztuki w Ontario.

Niezwykłym pensjonatem i jego bywalcami (wśród których siłą rzeczy znalazły się także prekursorki ruchu legalizacji transwestytyzmu) zainteresowali się badacze studiów gender, a gotowym materiałem na scenariusze także film i scena – w 2014 roku na Broadwayu odbyła się premiera komediodramatu Casa Valentina, autorstwa Harveya Fiersteina.

więcej o Casa Susanna:
ChronogramNYTimes / Time Photo Archives / Design Observer / Vintage Everyday / Widewalls / Anothermag / The Guardian

VINTAGE CORNER: RuPaul (Selfportrait, 1981)

vintage-rupaul_1981

Mama Ru. Instytucja. Ikona. Showbiz. Kontrowersja. DQ. Emmy. Netflix (jak wszystko w dzisiejszych czasach). Rok 2018 jest zdecydowanie dobry dla Ru Paula. Jak słusznie zauważył niegdyś Queerty: osobowości tej rangi nie rodzą się ot tak, z dnia nadzień, ale wyrastają przez długie lata – w dużym skrócie fotograficzno-jutubowym przedstawione tu.

Na qpop. tymczasem minigaleria zdjęć tak starych (tak, znów mowa o latach osiemdziesiątych!), że ze świecą ich szukać na oficjalnych kontach myspace.com (o dziwo, ciągle jeszcze istnieją!), czy na innych stronach tak starych, że wyglądają jak klejone z bibuł na starych internetowych powielaczach.

 

BEARDY: Mathu Andersen


Dzisiaj brodacz ‚z okładki’ – jak widać przekomponowaliśmy nieco bloga, który teraz zwieńczony jest czymś, co w erze fejsbuka nie da się nazwać inaczej, jak cover photo (wcześniejsze zdjęcia z tej sekcji do obejrzenia tutaj).

Mathu Andersen to brodacz nietypowy, bowiem w jego przypadku broda, włosy i ostry makijaż to wyraz kreacji, bardzo często genderowej. I tak, kto skojarzył malunki na jego twarzy z przerysowanymi makijażami Amandy Lepore, Sharon Needles czy wreszcie – w wersji stonowanej – z tapetą RuPaula, nie jest bynajmniej w błędzie. Mathu jest współproducentem, makijażystą i konsultantem artystycznym Drag Race.

Uderzające zresztą, że sam siebie kreuje podobnie jak RuPaula – drobniutcy, mizerni wręcz panowie, teraz już w średnim wieku, których alter ego rosłe divy, do których pasuje tylko inne modne obecnie słowo cudzoziemskie – fierce.


Poszperaliśmy trochę w poszukiwaniu portretów mniej ucharakteryzowanych, i okazuje się, że także z całkiem regularnym zarostem Mathu jak najbardziej do twarzy. Nas po przejrzeniu zdjęć bardziej prywatnych (także na blogu) uderzyła powaga ich bohatera, na niektórych z jego oczu bije przenikliwy smutek.

Czyżby kolejny szaleniec sceniczny, który po zdarciu warstw makijażu i misternie utrefionych peruk (czy sztuczne brody to także peruki?) okazuje się cichym, z pozoru nudnym, zahukanym mizerotą, którego nikt nie podejrzewałby o nocne szaleństwa w charakterze brodatej drag queen z białymi szkłami kontaktowymi?

Andersen prawdziwie godny swego nazwiska…


Kilka kolejnych autoportretów Mathu po kliknięciu na ‚ciąg dalszy posta’. Jeszcze więcej – na jego fotoblogu.






VINTAGE CORNER: Mr. Glory Hole


Nie wiedzieć czemu, słowo pageant zawsze nas trochę śmieszyło (chociaż przy okazji właśnie odkryliśmy świadectwo zmieniających się czasów).
Zastanawiające tylko, jakie inne tytułu przyznawane były w tym konkretnym konkursie. Kilka podpowiedzi poniżej, o ile zdjęcie pochodzi z tego samego źródła…

VINTAGE CORNER: Summertime in the 1940s

Lato w rozkwicie, najbliższe dni wciąż z perspektywą ponad 40 stopni w słońcu – rzetelna pogoda wakacyjna, chociaż do nieklimatyzowanych pociągów czy autobusów wsiadać niebezpiecznie. Z tej okazji, na pół gwizdka, wrzucamy garść amerykańskich zdjęć okołourlopowych z lat czterdziestych ubiegłego stulecia.
Niestety, nasza skleroza nie podsuwa nam wspomnienia, z jakiego adresu pełnego setki podobnych obrazów kiedyś je ściągnęliśmy.


Jeszcze więcej zdjęć po kliknięciu na ‚ciąg dalszy posta’.





VINTAGE CORNER: Maryam Şahinyan

Zdjęcie wykonane w 1947 r. w Stambule, w fotostudio Galatasaray, prowadzonym nieprzerwanie przez 60 lat XX wieku przez jego założycielkę, Maryam Şahinyan. Jej zakład fotograficzny był specyficzny: Maryam była kobietą-fotografką, imigrantką z Armenii, innowierczynią, cechowała się otwartością, właściwą życzliwym obserwatorom świata. Do końca pracowała na czarno-białych kliszach i staromodnych aparatach.

Przed jej obiektyw trafiała specyficzna klientela wielokulturowego miasta, głównie klas średnich i niższych; artyści, sportowcy, duchowni, imigranci, Żydzi, Grecy, przedstawiciele najróżniejszych ‚mniejszości’. Szczególnie dużo fotografowała kobiet, które nabrały do niej zaufania jako do portrecistki.

Pozostawiła po sobie 200.000 zdjęć dokumentujących zwyczaje, ubiory, typu ludzkie, przemiany kulturowe tureckiej stolicy na przestrzeni dziesięcioleci. Archiwum Maryam zostało właśnie dzięki zabiegom antropologa miasta i artysty, Tayfuna Serttaşa, skatalogowane, odrestaurowane i zdigitalizowane. Po dużej wystawie zdjeć fotografki, całość zbiorów zostanie wkrótce udostępniona online. Nie zachowało się archiwum atelier, stąd nieznane są okoliczności powstania romantycznego zdjęcia pana z panem, już teraz jednego ze znaków rozpoznawczych kolekcji.

Paradoksalnie, po samej Maryam pozostały ledwie portrety dowodowe i wiadomo o niej jeszcze mniej, niż o jej modelach. Ciekawe eseje na temat jej dorobku znaleźć można tutaj.

VINTAGE CORNER: Man’s County

Gdyby ktoś pytał: panowie powyżej, ubrani w luźne stroje sportowe, umawiają się zapewne na powtórkę wspólnego treningu na ulubionej siłowni czy saunie, bo to przecież na jedno wychodzi. Jak choćby ta na Manhattanie, jedna z najsłynniejszych, z traktorem w charakterze rekwizytu erotycznego, która doczekała nawet reklamy telewizyjnej (acz bez traktora):


[źródło wideo] [queerpop na youtube]

Filia przybytku w Chicago działa do dziś, brukowa plotka głosi, że w latach 1990. w jej progach bywać miał sam… prezydent Obama (to znaczy nie sam, ale we własnej osobie), gdzie napastować miał starszych białasów – chyba tak to się teraz mówi. A u nas czepiają się, że ten czy inny ma w domu kota. No doprawdy…

Poniżej prezentujemy kolejny przykład typowego stroju sportowego z epoki, a na niesfornym QueerPeep [link NSFW] –  jeszcze jeden, mniej zobowiązujący (lub bardziej, zależy co kogo do czego zobowiązuje).