PORTFOLIO: Parada Równości 2011

[Post archiwalny, zawierający odnośniki i podlinkowane elementy, z których część nie jest już dostępna w sieci.]
zdjęcie tygodnia: Robert Biedroń na czele prozwiązkowego klina na Paradzie Równości

No i przeszła. Zainteresowanie mediów okazało się mniej niż żadne, czemu poniekąd trochę trudno się dziwić, bo od kiedy się na warszawskich paradach uspokoiło z zamieszkami (tym razem brunatne towarzystwo odśpiewało tylko swoje mantry na rozpoczęcie imprezy), przemarsze zaczęły przebiegać podobnie, co moze sprawiać wrażenie, że wszystko zostało już załatwione.

Jak impreza wyglądała od strony maszerujących, opisaliśmy w zbiorowej relacji Homików, Trzyczęściowego garnituru, Abiekta (pod tekstem u tego ostatniego arcyciekawe wypowiedzi!) oraz niżej podpisanego, który ostatecznie dał się rzecz jasna wrobić w niesienie różowego potwora przez całą Marszałkowską. Przedtem zdążyłem jednak pokursować nieco swoim zwyczajem pomiędzy oboma końcami parady, skrajnie odmiennymi. Dla ciekawych oraz potomności – całość tekstu po kliknięciu na ‚czytaj więcej’.


Jedyny póki co dowód na obecność queerpopa na Paradzie

Podsumowując:

In plus zaliczyć można organizatorom, że ostatecznie postawili na postulaty polityczne, jednocześnie dystansując się do dyrdymałów, które tradycyjnie trajkotali politycy z Komitetu Honorowego. Mam wrażenie, że wolta ta wymuszona została przez falę krytyki oraz rozmach, z jakim Miłość nie wyklucza wkroczyła ze swoimi postulatami, jednocząc pod białymi parasolkami osoby, które zwykle trudno posądzić o wspólne stanowisko. Płachtę z jednoznaczymi żądaniami nieśli przedstawiciele wszystkich frakcji działaczowskich. Chwała.

In minus – niska frekwencja, ostatnie platformy snuły się kompletnie bez publiczności. Część osób deklarowała absencję w związku z poczynaniami organizatorów, być może inna część nie przyszła z kolei obawiając się nadmiernego politykowania? Porażką okazał się rządek kilku bezbarwnych stoisk, buńczucznie zapowiadany jako ‚miasteczko równości’ – barwniej wypadł już nawet desant spod krzyża ds. walki z eurosodomą po drugiej stronie placu. Uczestników nie udało się przyciągnąć, nie dało się też zatrzymać. Także oficjalne afterparty Parady świeciło pustkami.

Rzecz jasna wszystko to nie przeszkodziło barwnemu pochodowi przejść radośnie przez miasto. Ze zdjęć, które pojawiły się niemal natychmiast na portalach i na fejsbuku zmontowaliśmy przekrojowe portfolio kilkudziesięciu wybranych. Dla tych co byli i nie byli. Mimo wszystko – jest czego żałować 🙂

Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer

http://www.db798.com/pictobrowser/swfobject.js var so = new SWFObject(„http://www.db798.com/pictobrowserp.swf”, „PictoBrowser”, „540”, „400”, „8”, „#CCDDBB”); so.addVariable(„source”, „album”); so.addVariable(„userName”, „timofieusz”); so.addVariable(„names”, „PortfolioParada2011”); so.addVariable(„albumId”, „5617292896701363569”); so.addVariable(„titles”, „off”); so.addVariable(„displayNotes”, „always”); so.addVariable(„thumbAutoHide”, „on”); so.addVariable(„imageSize”, „original”); so.addVariable(„vAlign”, „top”); so.addVariable(„vertOffset”, „0”); so.addVariable(„colorHexVar”, „CCDDBB”); so.addVariable(„initialScale”, „on”); so.addVariable(„bgAlpha”, „70”); so.write(„PictoBrowser110612161914”);
obejrzyj portfolio w większych rozmiarach. 

autorzy i źródła zdjęć: Agata Kubis (galeria FB), Radosław Cetra dla MNW (galeria FB), Bartosz Dominiak (galeria FB), Kuba Atys (Agencja Gazeta), Magda Dropek (galeria na IS)

PARADA RÓWNOŚCI 2011: ZABAWA I POLITYKA

Tegoroczna Parada Równości była szczególna pod kilkoma względami: jubileuszowa edycja odbyła się w atmosferze coraz intensywniejszej debaty o możliwości (dla niektórych: coraz bardziej oczywistej konieczności) wprowadzenia w Polsce instytucji związków partnerskich. Po raz pierwszy od kilku lat nie była firmowana przez krytykowaną w przeszłości Fundację Równości. Zawiązany do obsługi tegorocznej imprezy Komitet jeszcze przed imprezą zebrał cięgi za dalsze odpolitycznianie imprezy. Na szczęście grupa domagająca się wyartykułowania konkretnych postulatów okazała się silna, zwarta i gotowa, a organizatorzy wyciągnęli z krytyki stosowne wnioski.

Dla organizatorów akcji „Miłość nie wyklucza” Parada rozpoczęła się już o godzinie 12, gdy wraz z SPR i Lambdą Bydgoszcz zjawili się pod Sejmem i ustawili skromny kramik z darmowymi pinsami, pocztówkami, parasolami i transparentami kampanii. W ciągu pół godziny rozeszły się niemal wszystkie materiały, w tym ponad dwa tysiące ulotek dla wolontariuszy, którzy kolportowali je podczas imprezy. Oporniej brano transparenty-patykowce, ale i one w końcu znalazły opiekunów.

Jeszcze kilkanaście minut przed oficjalnym rozpoczęciem kolorowy tłumek nie imponował liczebnością… Niemal tradycyjnie już impreza rozpoczęła się ponad półgodzinnym opóźnieniem – platforma organizatorów była dekorowana na bieżąco, w tym czasie przybywali też kolejni uczestnicy i uczestniczki. Nieopodal, pod pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego, zebrali się narodowcy i neofaszyści w proteście przeciwko galopującej paneuropejskiej sodomii. Ich rytmiczne śpiewy niesione przez wiatr przypominały, że „prawdziwi Polacy” są blisko. Niestety, kolejne pieśni o czystości narodu urozmaicone zostały ciskaniem nie tylko jajek, ale także petard.

W rolę gospodarza platformy organizatorów wcielił się Łukasz Pałucki. Nieco opóźniony start przemarszu rozwlekły dodatkowo liczne acz zwięzłe przemówienia członków i członkiń Komitetu Honorowego imprezy, m.in. profesora Wiktora Osiatyńskiego, Ryszarda Kalisza i Janusza Palikota. Wszyscy podnosili znaczenie imprezy nie tylko dla praw LGBT, ale także dla podstawowych praw człowieka. Zdecydowanym zaskoczeniem dla wielu było odegranie z głośników hymnu narodowego, po którym Jacek Adler wygłosił manifest Parady.

O ile słowa o „tradycyjnej polskiej tolerancji” wywołały rozbawienie i okrzyki protestu, to ciąg dalszy znów zaskoczył. Jacek Adler podziękował za obecność przedstawicielom polskiej politycznej lewicy, by w następnym zdaniu wypomnieć im zaniechania wobec społeczności LGBT. Wezwał do jak najszybszego poparcia idei związków partnerskich, ale nie w obecnym kształcie (formę zawierania związku u notariusza określił jako „marne resztki z pańskiego stołu”). Zasugerował szersze konsultacje ze społecznością LGBT, a nie tylko wsłuchiwanie się w głos kilku osób. W ten sposób przyłączył się do nurtu krytykującego tak projekt ustawy w obecnym kształcie, jak i firmującą go Grupę Inicjatywną. W przeciwieństwie do bogoojczyźnianej, ta część przemówienia Adlera powitana została oklaskami.

Najbardziej przychylne reakcje wzbudziło przemówienie „tęczowego” burmistrza Guziała, który w swojej odezwie zwrócił się do narodowców, zachęcając ich, by w imię miłości przyłączyli się do tęczowego pochodu. Paradę oficjalnie otworzył jej historyczny twórca Szymon Niemiec, błogosławiąc uczestników i uczestniczki. Pokrzepiony hasłami „Polska jest tutaj” czy „Chrystus jest z nami” pochód wystartował.

Od początku obok platform, w większości w tym roku niemrawych i pustych (zdecydowanie najlepiej bawiła się czarna, tłumna, firmowana przez klub Glam), uwagę zwracały mniejsze i większe tęczowe flagi, drag queens i ich barwne stroje. Uwagę fotoreporterów przykuwały wielkie, niesione przez ochotników banery z żądaniem związków partnerskich, firmowane przez akcję „Miłość nie wyklucza”: znany z poprzedniej parady i marszów jedenastometrowy różowy gigant oraz nowy, ze zmodyfikowanym hasłem „Żądamy ustawy o związkach partnerskich (a nie spółki cywilnej)”.

Zaraz po starcie w wąską ulicę Piękną, gdzie do Parady dołączały kolejne wozy, tłum wymieszał się, rozdzielając banery, które jednak wkrótce – dyrygowane przez wprawnych przewodników – nieco „zorganizowały” maszerujących. Nowy baner podążał tuż za otwierającą Paradę platformą organizatorów, tworząc niejako drugie, „ludzkie” czoło marszu. Różowy gigant sunął kilkanaście metrów dalej, tuż białym transparentem „Whatever” Jej Perfekcyjności, rzeczniczki Parady, która znów zrobiła furorę, tym razem stylizacją na Marię Antoninę.

W Alejach Jerozolimskich okazało się, że banery ramię w ramię niosą przedstawiciele i przedstawicielki aż siedmiu organizacji LGBT – SPR, Otwartego Forum, KPH, Lambdy Bydgoszcz, Lambdy Warszawa, Trans-Fuzji i Fundacji Równości. Dopiero na Marszałkowskiej udało się zrealizować pierwotny plan i utworzyć z obu płacht trójkątny klin, u którego wierzchołka szedł Robert Biedroń. Mimo różnych koncepcji realizacyjnych hasło „Żądamy związków partnerskich” połączyło wszystkich i stało najbardziej widocznym postulatem Parady, nawet jeśli nie dla wszystkich znaczy to samo.

Oczywiście nie zabrakło innych transparentów i haseł, wśród których na uwagę i wyróżnienie zdecydowanie zasługują: „Nie, dupy nas nie bolą!” (nawiązanie do „słynnego hasła kontrmanifestantów „A dupy Was nie bolą?”), „Sami sobie chodźcie do notariusza!”, „W Unii żony, w Polsce przyjaciółki – ja długo jeszcze?” oraz „Jestem pedałem i mam obowiązki pedalskie”. Nie zabrakło też największej tęczowej flagi w Polsce przyniesionej przez Lambdę Warszawa. Wśród flag i płacht co chwila migały białe parasolki „Miłość nie wyklucza”. Atmosfera święta udzieliła się maszerującym, wśród których zwyczajowo już znaleźli się rodzice z dziećmi, spacerowicze ze zwierzakami, nie brakowało też męsko-męskich i damsko-damskich par idących za ręce. Jak zwykle też barwny pochód pozdrawiany był z okien, balkonów i zatrzymanych tramwajów – zwłaszcza na ostatnim odcinku nie brakowało gapiów. Entuzjazm gasł nieco na widok ogona Parady, w którym smętnie snuły się ostatnie cztery platformy, otoczone już nie paradowiczami, a szpalerem zamykających kolumnę policjantów.

Huczny korowód bez przeszkód i żwawym tempem dotarł na Plac Bankowy. Tam powitać go miało szumnie zapowiadane Miasteczko Równości, którym okazały się ustawione na skraju placu… cztery namiotowe stoiska: z męską bielizną, organizacją zwierzęcą, książkami Krytyki Politycznej oraz SLD. Piąte, palikotowe, dopiero niemrawo się rozstawiało. Z platformy organizatorów, zamiast muzyki, która mogłaby jeszcze przez chwilę zatrzymać rozgrzany tłum, popłynęły kolejne przemówienia zamykające imprezę, ale też studzące atmosferę. Większe transparenty i banery od razu się zwinęły, przemawiających z platformy mówców słuchało coraz mniej osób – po krótkim czasie oczekiwania na ciąg dalszy, który coraz bardziej się odwlekał, wielu i wiele wybrało emigrację z Placu, który już o wpół do piątej niemal opustoszał.

Tegoroczna Parada nie była niestety wydarzeniem na miarę EuroPride. Podobnie jak w roku ubiegłym zabrakło tłumów, które otoczyłyby wszystkie platformy. Kłuł w oczy brak zagranicznych gości (poza parokrotnie przywołanymi przedstawicielami organizacji LGBT z Białorusi) czy zorganizowanych grup i grupek, które w poprzednich latach zjeżdżały do Warszawy specjalnie na tę okazję. Dziwi też, że organizatorzy nie wygrali w większym stopniu jubileuszowego charakteru tegorocznego marszu – wszak Parada obchodziła w tym roku swoje dziesięciolecie. Cieszy natomiast, że – mimo początkowych zapowiedzi – nie zrezygnowano ostatecznie z postulatów stricte politycznych; nie odebrało to nikomu okazji do zabawy, a radykalizm postulatów dodał dodatkowego smaczku. Szczęśliwie okazało się, że jedno wcale nie wyklucza drugiego. 

Warszawska Parada Równości to zawsze duże wydarzenie – zarówno pod względem medialnym jak i ludzkim. Żadna z manifestacji LGBT nie przyciąga tylu uczestników i uczestniczek. Z tego też powodu chyba nie jest możliwe, by jedna osoba opisała co się działo podczas Parady. Dlatego nasza relacja napisana została przez cztery osoby – różne perspektywy, choć wydarzenie jedno.

Wojciech Szot, Marcin Pietras, Ewa Tomaszewicz, Uschi Pawlik

VINTAGE CORNER: Dr Sadowska na I Dniach Homowarszawy

źródło: CBN Polona [oryginał]

Dziś z cyklu ‚cudzesy palicie, bo swoich nie macie’.

Wiele na temat świadomości polskiej historii lesbijsko-gejowskiej mówi sam fakt, że zamiast fotki jakichś roztańczonych dragów czy innych kabaretowych szaleństw lat międzywojennych, czy choćby 60., prezentujemy znamienite grono nader ubranych panienek z dobrego towarzystwa (założycielek organizacji „Spójnia”, zrzeszającej studentki-Polki w Petersburgu). Zdjęcie pochodzi z roku 1914, a pokazujemy je z uwagi na postać Zofii Sadowskiej (na zdjęciu siedzi pośrodku, w muszce i włosach spiętych w warkocz), pierwszej Polki z wyższym tytułem doktora uzyskanym na uczelni rosyjskiej, która dekadę później miała stać się główną bohaterką skandalu obyczajowego i lesbijskiego procesu sądowego.

Post factum nie dziwi zatem opis, który poświęciła Zofii w swych pamiętnikach jedna z ówczesnych koleżanek:

Niedużego wzrostu blondyna o włosach sięgających pięt (…) ma pełne, niebieskie oczy bez blasku i mdłą twarz o regularnych rysach. W zaciśniętych ustach i wąskich wargach czuć zaciętość i upór. Robi wrażenie zimnej, a może tylko twardej, bezkompromisowej, kto wie, czy pod tym chłodem nie goreje wulkan temperamentu i namiętności nieopanowanych.

O warszawskim skandalu z dr Sadowską w roli głównej szeroko pisała ówczesna prasa, echa rozprawy pojawiają się m.in. u Krzywickiej (nie tylko z uwagi na udział jej własnej ciotki w sprawie, ale także dzięki ogólnie plotkarskiemu zacięciu). Tym kanałem – inna rzecz, że dość nierzetelnym – sprawa przebiła się także do Homobiografii Krzysztofa Tomasika.

Ile podobnych sensacji kryją pamiętniki z epoki, archiwalne roczniki dzienników w bibliotecznych archiwach? Nie dowiemy się, dopóki nie znajdą się narwańcy gotowi to sprawdzić.

Nieprzypadkiem piszemy o tym właśnie dzisiaj – jutro rozpoczyna się pierwsza, dwudniowa edycja Dni Homowarszawy, imprezy wyrosłej na bazie pionierskiego wydawnictwa, która po pierwszych dwóch stołecznych spacerach śladami homiczej historii przepoczwarza się właśnie na naszych oczach w formułę festiwalu. Zaczyna się nieźle, bo wydarzenie już na starcie zyskało patronat miasta, starającego się wszak o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Skoro daje się dzięki temu zyskać dodatkowe wsparcie i rozgłos dla imprez LGBT – tym lepiej.

O ile Homowarszawa była projektem zbiorowym, to z wydarzenia na wydarzenie coraz ewidentniejsze jest, że nie byłoby kolejnych spacerów, akcji, artykułów, odkryć, gdyby nie Abiekt, niestrudzony orędownik odkrywania niehetoseksualnej historii polskiej stolicy: począwszy od ratowania chronologicznie najświeższych wspomnień o latach komuny (to on znalazł rozmówców i przeprowadził godziny wywiadów do książkowego wydania Homowarszawy, w dużej mierze dotąd niepublikowanych), po zapuszczanie się w międzywojnie i dekady wcześniejsze.

Homowarszawa. Przewodnik kulturalno-historyczny siłą rzeczy stanowił kompendium dość ogólnikowe, syntezę całokształtu problematyki, przeszłości z teraźniejszym obliczem miasta, ponadto krótki okres przygotowań nie pozwolił na dogłębniejsze studiowanie źródeł i podążanie mniej znanymi tropami. Tym większa chwała, że jako współautor i wydawca Abiekt nie spoczął na laurach, dotrzymał obietnic, i wciąż szuka nowych faktów, nazwisk, opowieści, które dowodzą, że pedalstwo, ubrane w nowoczesny skrót LGBTQ, nie jest bynajmniej wymysłem współczesnym, niezdrowym wynalazkiem ze zgniłego Zachodu.

zapowiedź Dni w stołecznej Gazecie [kliknij aby powiększyć]

Wiarygodne wróble ćwierkają, że wszystkie te poszukiwania, tygodnie spędzone w archiwach i bibliotekach, zaowocują większym, szeroko zakrojonym wydawnictwem, którego kolejne wrzutki, wyimki i spotkania są ledwie zapowiedzią. Życzmy Abiektowi, ale przede wszystkim sobie, by te zamiary się powiodły. Oby jak najwięcej znalazło się takich zapaleńców, bo ileż można ekscytować się importowanymi listami nazwisk, akcjami typu LGBT History Month, LGBT Heritage Month czy innymi miesiącami i rocznicami w roku, kiedy europejscy i amerykańscy geje i lesbijki z należną uwagą pielęgnują pamięć o przeszłości.

Tego rodzaju poszukiwania, projekty i publikacje (nawet jeśli faktów niewygodnych czy mało eleganckich, przez niektórych chętnie zamiatanych spod szafy pod dywan), budują historyczną bazę, na której oprzeć można współczesną tożsamość. Inicjatywy od rodzimych historyków nie doczekamy w tym względzie zapewne przez następne sto lat, po których nie bardzo będzie już co badać. Dlatego tym mocniej kibicujemy Abiektowi, który szczęśliwie znalazł formułę propagującą perspektywę historyczną w połączeniu z atrakcyjnymi eventami. Chętnych jak dotąd nie brakowało, co pozwala mniemać, że istnieje jednak poczucie luki, którą czym prędzej trzeba wypełnić.

Podczas jutrzejszego spaceru dowiemy się m.in. więcej o sprawie dr Sadowskiej oraz pikietowych zwyczajach pewnego posła na Sejm II Rzeczpospolitej. Start o godzinie 13.00 spod galerii Zachęta.

Całość programu I Dni Homowarszawy dostępna na blogu oraz na facebooku.

Innastrona: Warszawa wyoutowana

Dzisiaj Innastrona.pl opublikowała test Marcina Pietrasa, omawiający wydaną na początku miesiąca książkę „HomoWarszawę – przewodnik historyczno-kulturalny”.

Zapewne jest „HomoWarszawa” dziełem wielce niekompletnym, nosi piętno subiektywizmu i słabości wszystkich prac zbiorowych. Jednak jak trudnym zadaniem okazuje się wyważona prezentacja tęczowej strony stolicy we wszystkich jej niuansach dowodzi ostatni rozdział, w którym znane osoby wypowiadają się na zadany temat: czy Warszawa jest homofriendly? Z odpowiedzi gejów i lesbijek pokroju m.in. Marty Abramowicz, Roberta Biedronia, Rysi Czubak, Żakliny, Jacka Kochanowskiego, Ygi Kostrzewy, Krystiana Legierskiego, Macieja Nowaka, Rafalali, Sławka Starosty, czy Bartosza Żurawieckiego wyłania się obraz niejednorodny, chwilami sprzeczny, i pośrednio potwierdzający tezę, że w takim miejscu się żyje, jakie się sobie samemu stworzy. „HomoWarszawa” należy więc uznać za wizję miasta jako wypadkową siedmiu stołecznych osobowości i ich najbliższego otoczenia. To ich ogląd metropolii, w której jako gejom i lesbijkom przyszło im żyć, a jednocześnie zaproszenie do dyskusji, weryfikacji i uzupełnień, bo przecież nie jest to wizja jedyna.

Całość na innastrona.pl.
Książkę nabyć można w księgarniach (m.in. Matras) oraz tutaj.

HomoSpacer raz jeszcze – filmowo

Powróćmy, jak za dawnych lat…
A właściwie – cofnijmy się o dwa tygodnie 😀
Dzięki uprzejmości Sławka Starosty, Abiekcik wrzucił dziś do sieci fragmenty zapisków pionierskiego spaceru. Oto jeden z nich, nakręcony u wylotu Chmielnej, tuż przed Nowym Światem:

Reszta dostępna tutaj.

HomoSpacer – relacje


foto: Radosław Cetra | homiki.pl

Niedzielny spacer, promujący najnowszą książkę „HomoWarszawa” został szczegółowo obfotografowany (kilka fotek z pietrasem tutaj), tudzież opisany przez współwinnego pietrasa w zwięzłej relacji, którą zamieściły gościnne Homiki.pl, współwydawcy dzieła.
To naprawdę było coś, nawet po tych kilku dniach aż wierzyć się nie chce.
Kto przegapił, niech wygląda wieści o kolejnych przemarszach, a kto woli – niech się książką zadowoli 😀