HIT DNIA: PSD – Hush, Hush; Hush Hush

Moje Wschodzące Słonko twierdzi, że nie słucha śpiewających komputerów. Nie jestem aż tak odporny na nowoczesne technologie, zresztą – kto z popularnych wykonawców nie śpiewa dzisiaj przez komputer?
Tak czy owak: jako świadomy zjadacz popkultury poległem całkowicie, dałem się złapać na wredne zagranie marketingowe, zresztą – ewidentny ukłon w stronę podrygujących na parkietach gejątek (such as myself). Najnowszy singiel jednoosobowego girlsbandu Pussycat Dolls stał się prawdziwym hiciorem od momentu odejścia w remiksach od smętnej ballady do wersji dyskotekowej, z wplecionymi obszernymi cytatami z klasyka epoki gejodisco, I Will Survive (z afrofryzem włącznie). I niestety – na mnie to działa 😀

http://beta.dailymotion.com/swf/x9ogu2_the-pussycat-dolls-hush-hush-hush-h_music&related=0

Jeszcze raz okazuje się, że cokolwiek nawiąże do schematu hitu wszechczasów (vide I don’t need your sympathyyyyy, there’s nothing you can say or do tomeeeeee… sprzed równo dekady), sprzedaje się jak świeże bułeczki. W każdym razie na dancefloorach pedalskich klubów na pewno. A u mnie w domu – w wersji nieocenionego Bimbo Jonesa, bo lubię, jak ibizo-groovuje 😀

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=rxx8ras196%26node=f_449812044

NEWS DNIA: Ertha Kitt zmarła na raka


W styczniu skończyła by 82 lata, była piosenkarką, aktorką, kabarecistką. Nie tylko z racji wieku i profesji, ale pewnie i pewnej wrodzonej niepokory – lub przekory – budzi w Redakcji skojarzenia z rodzimą Stefanią Grodzieńską.

Dała światu figlarną pastorałkę Santa Baby, najsłynniejsza stała się dzięki roli czarnej kociczki – czyli Catwoman – w amerykańskim serialu telewizyjnym o Batmanie z lat 60. Szczególne uwielbienie wśród braci gejowskiej zyskała trudnych latach 80., kiedy to do koszmarnie dyskotekowych rytmów wymrukiwała swoje Where Is My Man i podobne. W Polsce swego czasu mocno lansowana przez radiowego red. Kaczkowskiego, zakochanego w jej słynnym gardłowym ‚rrrr’ .

Występowała do końca. My, w ramach wspomnieniowych remanentów, wygrzebaliśmy piosenkę Cha Cha Heels z 1989 roku nagraną, z towarzyszeniem jednoznacznie zorientowanych Bronski Beat, wtedy już schyłkowych i dawno bez Jimmy’ego Sommervilla.
Niestety, nie jest to teledysk lecz sceniczna aranżacja z playbacku. Utwór pierwotnie wykonywać miała legenda dq, Divine (tekst oparty jest na cytacie z filmu Johna Watersa z jej udziałem), nie bez powodu więc wykonywana była później w ramach przeróżnych drag-shows.

Ale nie dajmy się zwieść eurobeatowym pozorom. Ertha była artystką dużo większej klasy, która – zwłaszcza na żywo – potrafiła dać popis zarówno w repertuarze tanecznym, jak i w klasyce songa, jazzu i swinga. Śpiewała Portera, Brella, Piaf czy Gershwina, każdej z piosenek nadając kabaretową w wyrazie, ale też i życiową interpretację.

O czym niech najlepiej zaświadczy jej przebojowe wykonanie gejowskiego hymnu, I Will Survive, który umiejętnie sprowadziła do podobnego poziomu (potencjałem tej piosenki zajmiemy się zresztą bliżej). Bigbandowa oprawa, decybeladą mogąca równać się z aranżacjami rockowymi, stała się tłem do chyba najagresywniejszej i najsilniejszej w wyrazie interpretacji.

Bo taka też była Ertha. Wyrazista do bólu.

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=yuie9rp7no%26node=f_449855420