HIT DNIA: Sufjan Stevens – Vesuvius

Zupełnie nie wiemy, czemu do tej pory u nas nie zagościł…
Widocznie musiała nastać jesień.
Najtrafniejszą rekomendację znaleźliśmy ostatnio u Mariusza Grzegorzka:

Ten zgwałcony skaut, schizoidalny patriota, mistrz freak country tworzy muzykę, która jest zaskakująco czarowna, przecudownie melodyjna i słodka, a jednocześnie przejmująco osobista i smutna. Z zachwycającą dezynwolturą łączy przeciwieństwa: lirykę i patos, tradycję i eksperyment, pop i awangardę. Sam komponuje, gra na dziwnych instrumentach, no i dysponuje superoryginalnym wokalem. W tym miesiącu wypuszcza nowy krążek The Age of Adz (z podsłuchu w sieci: rewelacja!). Mój osobisty psychoterapeuta.
źródło: Rzeczpospolita

Płyta ukazała się 12 października, Vesuvius to tylko jej mała próbka:

http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F5782129%3Fsecret_token%3Ds-2IKRT&secret_url=false

Całość do posłuchania tu.

CLIP DNIA: Patrick Wolf – Vulture

Wielbiciele ekscentrycznego multiinstrumentalisty i oryginała mody przytupują już nóżkami z niecierpliwości. Wczoraj na stronie MySpace artysty miał premierę teledysk do Vulture, kawałka promującego najnowszy krążek, The Bachelor. Przeładowany solowymi inscenizacjami z pogranicza s/m klip okazał się zbyt ostry dla muzycznych telewizji (ciekawe, co by powiedzieli na to!), w związku z czym wróżymy mu raczej pantoflową popularność internetową.

Więc jakże by inaczej: voila, nie zabraknie i u nas:

http://mediaservices.myspace.com/services/media/embed.aspx/m=54218559,t=1,mt=video,searchID=,primarycolor=,secondarycolor=

HIT DNIA: Antony & the Johnsons – Epilepsy is Dancing

Jeszcze wracamy do nowego Antonego.
W niejakim nawiązaniu do omówienia ostatniej płyty, odsyłamy do świeżego teledysku do drugiego utworu na krążku, pogodnego (w warstwie muzycznej), acz markotnego (w warstwie tekstowej) Epilepsy is Dancing.
Nam wizje wokalisty sączącego kwiatki z ust, otoczonego bajkowymi postaciami, przywodzi na myśl rozwinięcie ostatnich sekwencji oscarowego Marzyciela, w których niejako „ożyła” Nibylandia, stając się zresztą tym samym parabolą do śmierci suchotliwej heroiny romansu.
Ale może to tylko queertunsowa poetyka dalekich skojarzeń. W każdym razie podoba nam się sarenka.

HIT STYCZNIA: Antony & the Johnsons – The Crying Light

premiera: 21 stycznia 2009, wytwórnia: Secretly Canadian

Antony Hegarty należy do Artystów. Przez duże A., co oznacza, że nie działa działają pod presją czasu i producentów, nie wypuszcza masowo singli, by za wszelką cenę podtrzymać zainteresowanie i świeżo zdobytą sławę (vide: lady Gaga, która już szykuje kolejną epkę). Tamci to wykonawcy, wokaliści, gwiazdy. Artyści natomiast podążają własną ścieżką, we własnym tempie, ciężko pracują na swoich wielbicieli, za co ci z kolei są skłonni odpłacić im kilkoma latami cierpliwości.

Opłaca się czekać sześć lat na nowy album Kate Bush. Opłaca się czekać 4 lata na czterdziestominutowe wydawnictwo Antonego. Już w 2008 roku w wyniku różnych kooperacji uraczył nas kilkoma perełkami: muzyką dla Prady, wokalizami u Herculesa i My Robot Friend, czy wreszcie mini-zapowiedzią nowej płyty. Ale to na nią właśnie, na autorską wypowiedź, czekali jego wielbiciele.

Z tego oczekiwania wyrosły też wygórowane wymagania, jakie stawia się Prawdziwym Artystom. The Crying Light wywołało mieszane reakcje – od ‚dzieła‚, po ‚cała para poszła w gwizdek‚. Na pewno poczuli się rozczarowani ci, którym apetyty zaostrzyły zapowiedzi ‚rewolucji’ czy różnorodne stylistycznie muzyczne ‚skoki na boki’ wokalisty.

Nowy Antony to Antony, jakiego doskonale znamy sprzed lat, tyle że łagodniejszy, spokojniejszy, wyciszony, bardziej optymistyczny, choć nie mniej romantyczny w wyrazie i optyce pojmowania rzeczywistości. Muzyczne brzmienia poszerzono o orkiestracje, użyte jednak rzec by można ascetycznie dla podkreślenia dramaturgii utworów, opartych głównie konstrukcji fortepian – głos.

Synalizuje to już pierwszy kontrapunkt – mroczne pociągnięcia wiolonczeli zamykające pierwszą balladę, Her Eyes Are Underneath the Ground. Sekcja smyczkowa, towarzysząca wokaliście w łagodnych frazach, przeradza się na koniec w żałobne dudnienie. Zaraz potem następuje jednak kolejny zwrot: zaczyna się jednak folkowy walczyk, Epilepsy is Dancing.

Na tej niedługiej płycie następuje kilka takich wolt stylistycznych. Toczące się niespiesznie melodie nabierają różnorodności: jazzujące One Dove poprzedza Kiss My Name, którego nie powstydziłby się pewnie któryś z naszych krakowskich artystów, gdyby tylko dysponował takim głosem. Aeon to niemal rockowy blues, a urokliwy Dust and Water, w którym Antony eksperymentuje z angielszczyzną, oparte zostało na motywach paraafrykańskich. Zamykające album Everglade przywodzi za to na myśl ckliwe, hollywodzkie kompozycje Johna Barry, co znów mogłoby stanowić zarzut, gdyby nie ten głos.

Kompozycyjnie w centrum albumu znalazły się tytułowe The Crying Light oraz znane już z ubiegłorocznego singla, Another World. Wybór zapewne nieprzypadkowy, punktujący ideę całości. W warstwie tekstowej nowe piosenki obracają się wokół kluczowych dla Antony’ego kwestii. Pochyla się nad losem ginącego znanego świata, operując motywami czysto przyrodniczymi (ptaki i pszczoły, woda, kurz, słońce, drzewa).

Jednocześnie snuje też rozważania nad kwestią przemijania, symbolicznie wciąż przywołując opozycję życia i śmierci – najdoskonalej zobrazowanego zdjęciem na okładce. Kazuo Ohno stał się dla Antonego nie tylko mentorem artysty niezwykle intymnego, ale także poddanego próbie starości: tancerza, który w wieku 102 lat nie może już ani się poruszać, ani mówić. Podobnie jak on, Hegarty staje w punktowym strumieniu światła i opowiada o jasności i ciemności, o świadomości umierania w momencie narodzin, o przemijających pokoleniach (motyw matki w Her Eyes… czy ojca w Aeon), by paradoksalnie wydobyć z tej opozycji mnóstwo optymizmu. Dodać należy, że zaraźliwego.

Jeśli już formułować zarzuty wobec tej płyty, to jest ona z pewnością bardziej ‚popowa’, łatwostrawna w warstwie muzycznej, co wynika z faktu, że w mniej osobistej perspektywie niż na poprzedniej płycie, w szerszym spojrzeniu na świat, Antony nieco wypogodniał. Jest mniej ekspresyjny, świadom narzędzi, którymi operuje. Nie porusza ewidentnymi chwytami, lecz niuansami, mikro-eksperymentami, świadomymi zabiegami, które albo się wysłyszy, albo pozostanie na nie do końca głuchym. Jego ‚ten świat odchodzi’ nie nosi znamion apokalipsy, za to – o ile się dotrwa do tego momentu – można usłyszeć jego prawdziwy krzyk zupełnie gdzie indziej.

NEWS DNIA: Antony znów (i nareszcie!) w Polsce


Kazuo Ohno (1977) na okładce nowego albumu Antony’ego

Jak donosi na swych stronach agencja New Music Art Production (a za nimi media), po dwóch latach oczekiwania nareszcie doczekamy w Warszawie Antony’ego Hegarty z zespołem The Johnsons. Poprzedni koncert w Kongresowej nie odbył się z uwagi na problemy zdrowotne genialnego wokalisty, po czym jego wielbicielom przyszło czekać na dobre wieści przez kilkanaście miesięcy.

Koncert w ramach promocji styczniowego albumu, Crying Light, odbędzie się w ramach światowego tournee, w Teatrze Wielkim w Warszawie, 29 kwietnia 2009 roku. Już dzisiaj ruszyła sprzedaż biletów na to Wydarzenie. Zachowane bilety na poprzedni, odwołany koncert zachowują ważność, procedura ich wymiany na nowe ogłoszona zostanie 5 stycznia.