CLIP DNIA: Kylie & Rufus – Locomotion


Ok. Walczyliśmy ze sobą, żeby tego pokazać, bo to w końcu nie fanowska strona Kylie.
Ale okazja taka jak doroczny koncert w centrum artystycznym Watermill nie nadarza się rzadko, klipy nas ujęły i po prostu nie potrafimy się przemóc. Oto dwie gejowskie divy pojawiły się i zaśpiewały wspólnie niejeden kawałek na koncercie zamykającym sezon letnich warsztatów ośrodka, biletowanym za niebanalną kwotę od 150 do 1.000 dolarów za sztukę (ta ostatnia kwota uwzględniała uścisk dłoni primadonn po występie).

Naczelna drama queen amerykańskiej sceny, Rufus Czerwonowłosy (na zdjęciach powyżej nie bardzo to widać), zmierzyła się niniejszym z repertuarem dużo lżejszym niż zazwyczaj, bo też Minożka przecież przy nim malutka i zwiewna, choć bynajmniej nie bardziej przegięta. Kylie najwyraźniej nieźle się bawiła, pokazując sporo dystansu do siebie, oraz że radzi sobie nie tylko przy wsparciu łupanek z playbacku i feerii brokatów na muskułach wyprężonych tancerzy w tle. Swoją Aphrodite zaśpiewała a capella.

W repertuarze dominowały piosenki Kylie (Locomotion, Can’t Get You Ouf of My Head, All the Lovers), pojawiły się jednak także klasyki: Don’t Go Breaking My Heart i Somewhere Over the Rainbow. Poniżej najlepszy jak dotąd technicznie fragment występu z tubki, więcej linków, pełen repertuar i wrażenia z koncertu m.in. tutaj i tutaj.

EVENT DNIA: Dolce & Gabbana ft. Annie Lennox

(a) Lubimy ładnych panów w ładnych ciuszkach – bez ciuszków zresztą też.
(b) Lubimy Annie Lennox – nawet akustycznie (a czasem zwłaszcza akustycznie).
Jednak tym razem (a) + (b) zdecydowanie nie równa się (c).
Pomysł, by najnowszy pokaz D&G, Spring/Summer Collection 2011 podczas Milan Fashion Week (którym para obchodziła zresztą 20-lecie swojej działalności), uświetniła naczelna walkiria muzyki pop, niestety… ekhm… nie zagrał. La Lennoxa, uzbrojona na tę uroczystą okoliczność w zawiesistą kolię, wybębniła poruszające wersje swoich hitów: No More I Love You’s, WhyWhiter Shade of Pale, There Must Be An Angel i Little Bird.
I owszem, były poruszające. I kolekcja była poruszająca. Niestety, nie poruszały się nawzajem. Zastępy umięśnionych ciał maszerujące rytmicznie do wokalno-klawiszowych improwizacji, wyglądały kuriozalnie. Proponujemy się więc zapoznać z zapisem filmowym dwa razy: najpierw ze ściszonym dźwiękiem, potem z zamkniętymi oczami.
Jednoczesne słuchanie i oglądanie grozi schizofrenią.

druga część występu na Youtube

http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=12692228&server=vimeo.com&show_title=1&show_byline=1&show_portrait=0&color=&fullscreen=1
całość pokazu na vimeo

oficjalna strona, poświęcona pokazowi.
kampania reklamowa nowej kolekcji – zdjęcia Stevena Kleina.

NEWS DNIA: Fopa Eltona


foto – źródło: wiadomości24.pl

Dziwnie niewielki odzew w mediach znalazł ubiegłotygodniowy koncert Sir Eltona Johna w Warszawie. Pewnie dlatego, że odbył się podczas ulewy, i wprawdzie wszyscy dziennikarze zgodnie twierdzą, że nikomu to nie przeszkadzało, ale wygląda, jakby sami zmyli się po pięciu minutach, bo wszystkie dzienniki drukują relację w równie bezosobowym stylu notki prasowej (vide chociażby Dziennik czy Życie Warszawy).
Tymczasem muzyk zrobił sobie małą przerwę w trasie, by w sobotę, na Hawajach, uświetnić swym występem wesele, i to nie byle kogo, bo najbardziej słuchalnego radiowca w USA, Rusha Limbaugha, kilkakrotnego zdobywcy tytułu Radiowej Osobowości Roku.
Kłopot w tym, że Rush należy do ostoi i piewców konserwatyzmu, za co także był wielokrotnie (przez konserwatystów) uznawany. Do leitmotiwów jego światopoglądu należą m.in. krytyka feminizmu (spopularyzował słowo „feminazi”), teorii globalnego ocieplenia, imigracji, podkopywania idei wojskowości (bagatelizował odkryte przypadki torturowania irackich jeńców w Abu Dabi). Popiera za to karę śmierci i z niecierpliwością wyczekuje upadku idei liberalizmu.
Nie trzeba więc chyba dodawać, jaki ma stosunek do gejów w ogóle, a do idei zawierania przez nich związków w szczególności. Branżowe portale piszą o wtopie na poziomie występu na gali Grammy w 2001 r. ze z znanym z homofobicznych tekstów Eminemem, w dodatku w charakterze kwiatka do kożucha:

O ile w przypadku ‚króla rapu’ obu artystów najwyraźniej połączyła (być może niełatwa) prawdziwa męska przyjaźń, to w przypadku Limbaugha motywacja do występu wydaje się bardziej prozaiczna: honorarium w wysokości 1.000.000 dolarów.
Niby wiadomo, Elton już na pieniądze lecieć nie musi. Ale na waciki albo kilka aranżacji kwiatowych do domu wystarczy i póki co przyjmujemy takie wyjaśnienie. A gdyby ktoś był ciekaw: Rush, ostoja amerykańskiego konserwatyzmu i wartości rodzinnych, wstąpił w związek małżeński po raz… czwarty, z panią młodszą o 20 lat. Co starcza za całą puentę…