CLIP DNIA: Madonna’s Gaga Nightmare

Wklejamy to z co najmniej trzydniowym opóźnieniem, bo za każdym razem gdy wejdziemy na stronę youtube, by skopiować kod, oglądamy ten skecz kompulsywnie do upadłego. Po przejrzeniu innych produkcji Charliego przyznamy, że w tej wizji przeszedł samego siebie:

Ileż tu perełek, gotowych haseł, rozmowa z najbardziej w tym zestawie chyba udaną Cher – powalająca. Nam nie wiedzieć czemu przypomniał się całkiem inny kawałek naszego własnego autorstwa, z prehistorycznej epoki przedgagoidalnej.

Miłej niedzieli…

FLASHBACK: Stara Praga, Polaroid, Polityka, Belve, Raja, Mitchell, NPH, Robyn, The Killers, Wolf

[Post archiwalny, zawierający odnośniki i podlinkowane elementy, z których część nie jest już dostępna w sieci.]
zdjęcie tygodnia: miłosne igraszki dwóch panów na Pradze [źródło]


W ubiegłym tygodniu działo się na warszawskiej Pradze. Napierw Fakt opublikował relację z wydarzeń paradowej soboty, kiedy to w ramach rozgrzewki parze chłopców zebrało się na amory na dachu pewnego garażu. Ich zapał ostudziła dopiero policja, wezwana przez obserwującą ich przez okno panią Magdalenę (33), która jednak uprzednio starannie ich sfotografowała. Pocieszające, że zbulwersowała ją nadmierna wylewność pary, a nie jej jednopłciowość. Miała wyrozumiale powiedzieć: ja rozumiem, że miłość jest ślepa i w każdej chwili może nas dopaść. I jak wiadomo – nikogo nie wyklucza.

Zdecydowanie mniej zrozumienia dla gejów przejawił na fejsie admin profilu pewnej knajpki (2.200 znajomych), publikując status: Kawiarnia Stara Praga mówi krótko i pedofilia i homoseksualizm jest chorobą. Nie wmawiajcie, że jest inaczej. Sprawę podchwycił najpierw Fejsik.pl, a za nim Gazeta Wyborcza, na której pytania właściciel odpowiedział prostolinijnie: Pedały nie są u nas mile widziani, to choroba naszego społeczeństwa. Zło i chuj (swoją drogą dożyliśmy czasów, kiedy wulgaryzmów nie próbuje się już nawet kropkować). Dopiero po dwóch dniach zamieszania wyraził coś w rodzaju ubolewania, wpis usunięto, ale nie sądzimy by Tęczowe Oko Saurona popuściło – należy spodziewać się ciągu dalszego.

Oprócz śledzenia nastrojów na Pradze linkowaliśmy także m.in.:

Muzycznie zaś pokazaliśmy m.in. hymn Lady G. skompilowany z klasykiem pokręconego kina. Nie wiedzieć czemu, tak się nam chyba bardziej podoba:

Inne kawałki:

I na koniec wiadomość dzisiejsza, wsparta filmikiem krótkometrażowym: Patrick Wolf wraca w listopadzie do Polski.

Tym razem sobie nie podarujemy.

FLASHBACK: Tęczowa flaga, Parada, Konarzewska, Gaga, Kostrzewa, Kataryna, MWN, Björk, Kazaky, B. Scott

[Post archiwalny, zawierający odnośniki i podlinkowane elementy, z których część nie jest już dostępna w sieci.]
Instytut Teatralny – miejsce gdzie tęczowa flaga wisi bez propagandowej szopki


Miniony tydzień bardzo był monotematyczny, nie trzeba chyba tłumaczyć, dlaczego. Już od poniedziałku sprawa tęczowych flag rozgrzała nie tylko branżowe łamy: na Ursynowie miała wisieć tydzień, a zniknęła tak szybko, że przeciwnicy eurosodomy nie mieli pod czym protestować. Potem miały zawisnąć kolejne, ba! nawet postalinowski Pałac miał rozbłysnąć branżowymi kolorami (ponoć świecił przez moment). Nic z tego nie wyszło (czy ktoś sprawdził burmistrza Guziała, czy powiesił flagę z powrotem na sobotę?), ale zawsze to jakieś pomysły na przyszłość. Obietnicy dotrzymał zato Googiel, który w polskiej domenie przez weekend opatrywał wyszukiwania haseł LGBT tęczowym ozdobnikiem (przetestowane m.in. na hasłach ‚parada równości’, ‚kph’, ‚lambda’, ‚gejowski’, ‚lesbijka’).

kamienica w centrum stolicy, gdzie tęczowa flaga wisi cały rok, bez łaski


Oficjalną relację dla homików pisali wszyscy wspólnie, teraz przyszedł czas na indywidualne refleksje i wnioski – wczoraj na Trzyczęściowym, dzisiaj u Abiekta. Jako przeciwwagę dla wszelkich środowiskowych swar i dyskusji oraz dla przywrócenia proporcji proponujęmy lekturę krótkiego wpisu u Maćq. Mamy dokładnie tak samo – ideolo swoją drogą, ale dla idących często najważniejsza jest własna perspektywa, poczucie, że otacza ich przyjazny tłum, który tak samo potrzebuje utwierdzenia. Powtarzajmy bez końca: parada to ci wszyscy ludzie obok. Dobrze, że są.

Poza tym na naszym fanpejdżyku mignęły takie tematy:

Pojawiło się też kilka propozycji okołomuzycznych:

Na koniec jeszcze raz o paradzie: skoro narzekamy na bezbarwność polskiej kampanii, plakatów i haseł, to niech pewną pociechę stanowi fakt, że inni mają problemy w drugą stronę – oto zachęta do udziału w tegorocznej edycji Pride Week w Toronto, która wywołała kontrowersje swoją obrazowością:

Nie wiemy, jak wy. Nam się takie powielanie stereotypów całkiem podoba 🙂

FLASHBACK: Carrey, Ward, Swinton, Martin, Hercules, Weir, Ditto, Abiekt, Gaga, Oprah, Ambrosius


Jim Carrey jako Black Swann i gospodarz SNL (źródło)



Niemrawo, wciąż niemrawo, ale to nie znaczy, że śpimy. Oto tematy ubiegłego tygodnia:

Koniec zimy najciekawiej zapowiada się muzycznie, zwłaszcza do tańca. My jednak dziś na koniec na smutną nutę. Tragiczna historia oparta na faktach – piosenka Far Away i klip, które Marshia Ambrosius poświęciła swojemu zmarłemu przyjacielowi:

http://www.worldstarhiphop.com/videos/e/16711680/wshhSLTBcpSbKTpTTxv4

PRASA: Rzeczpospolita – Lady Mistyfikacja


grafika: Rose Emanuela Briccetti

W dzisiejszym, weekendowym dodatku do Rzepy, PlusMinus (tak, czytujemy, czytujemy) obszerny esej Pauliny Wilk na temat fenomenu Lady Gagi. Teskt odwołuje się i bazuje na wrześniowym, bezkompromisowym artykule feministki, medioznawczyni i krytyczki kultury, Camilli Paglia, Lady Gaga and the death of sex, a w dużej mierze rozwija jego tezy. O ile Paglia, która niegdyś na przykładzie Madonny obwieściła nową erę feminizmu, wieszczy w Gadze koniec rewolucji seksualnej jaką znamy, Wilk idzie krok dalej i prorokuje także śmierć muzyki pop.

Obie panie nie szczędzą Gaguli słodkich epitetów, nazywając ją królową déjà vu, aseksualną marionetką, sztucznym i pustym tworem z przemielonych resztek, szkieletem coraz to nowych dekoracji, z których żadna nie jest prawdziwa. Gaga ma być już nawet nie alter ego piosenkarki Germanotty, ale absolutną kreacją, którą bezkrytycznie zachwycają się masy, zwłaszcza te małoletnie, nie pamiętające nawet końca ubiegłego wieku, bombardowane miliardami informacji, obrazów i esemesów.

[kliknij czytaj więcej, żeby przeczytać obszerne fragmenty artykułu, dostępnego w sieci tylko po wykupieniu]

Germanotta wymyśliła Gagę nie jako swój wizerunek, ale osobną postać, oddzieloną od realnego życia, co więcej – oderwaną od ciała. (…) Taki zabieg zapewnia złudzenie nieśmiertelności, bo zaciera istnienie czasu. (…) Gaga nie jest człowiekiem z krwi i kości, a jej ciało to jedynie giętki szkielet, na którym montowana jest rozbudowana stylizacja: krzykliwa, niedorzeczna, surrealistyczna, kiczowata i bulwersująca. (…)

A twarz – lśniąca woskowa rzeźba, pozbawiona wyrazu – jest niczyja. Łatwo ją podmienić, wystarczy kliknięcie. Na teledyskach Germanotta często zasłania twarz – okularami, makijażem, specyficznymi konstrukcjami z pogranicza masek i ozdób. Ale nawet, gdy ją odkrywa, przybliża do kamery i wypełnia cały kadr, pozostaje dziwnie niewidzialna – ani ładna, ani brzydka, sterylna i kamienna. Zdarza się, że po policzkach płyną łzy, a usta wyginają się w grymasie sygnalizującym cierpienie, ale pracą mięśni nie kierują uczucia, tylko scenariusz. (…)

Każda piosenka, teledysk i występ Gagi jest poddany teatralizacji, radykalnie przerysowany, by zdusić ludzką wyobraźnię. Gaga reprezentuje pop totalitarny – chce mieć władzę nad wszystkimi aspektami twórczości i pragnieniami odbiorców.  Fantazja ludzi, ich nieprzewidywalne i zmieniające się potrzeby są dla niej groźne. Dlatego stara się je tłamsić, używając hiperformy. (…)

Wszystko, co do tej pory pokazała, było użyciem cudzych pomysłów, bezwzględnym recyklingiem, który jeszcze niedawno nazywano pospolitym złodziejstwem. Ale czasy się zmieniły, a wirtualnemu robotowi trudno zarzucać kradzież. (…) Przebojowe piosenki i towarzysząca im oprawa to wyniesiona na piedestał tandeta – camp poddany gloryfikacji, uświęcony akceptacją najmłodszych odbiorców, którzy nie mają dość wiedzy, by przejrzeć trik. Nowe dzieci popu nie znają historii. Świat zwala im na głowę tyle atrakcji, że nie mają czasu wyobrazić sobie niczego poza „tu i teraz”.

Paglia udowadnia, że Gaga jest odwróconą ikoną: przyciąga uwagę, czerpiąc z sadomasochistycznej, gejowskiej i transwestyckiej estetyki, epatując pornograficznymi i agresywnymi obrazami. Ale jest całkowicie pozbawiona seksapilu i zmysłowości. W jej wideoklipach widać tancerzy w szpilkach, (…) obcisłych lateksowych kombinezonach i maskach, prężących się w jednoznacznych pozach. Ale równocześnie pojawia się mroczna symbolika śmierci: trucizny, plamy sztucznej krwi, trumna, seryjne zabójczynie, czerń, wyrwane serce. Erotyka zostaje zamordowana, pozostają kompulsywne gesty. Odruchowe pchnięcia bioder w rytmie dance.

Obie panie polemizują także z szałem przyrównywania Lady G. do Madonny, dowodząc, że ta druga (a właściwie pierwsza) należała jeszcze do epoki analogowej, kiedy gwiazdę wyróżniała osobowość, prawdziwa (nawet jeśli podrasowana) historia, podczas gdy współczesne ikony, choć żonglują tymi samymi znakami, to używają ich wyłącznie jako kreacji, za którymi nie stoi nic. W podsumowaniu kilkustronicowego tekstu, Paulina Wilk wieszczy:

Gaga jest – wbrew spektakularnym pozorom – nużąca i nijaka. Jedyny wehikuł jej popularności to oprawa graficzna. Ale publiczności wkrótce przestanie robić różnicę, czy diwa ma na głowie surowe mięso, czy szklany żyrandol. Zbiorowy szok ustąpi, a wtedy może być za późno. Nawet jeśli Germanotta zrobi wreszcie użytek ze swojej prawdziwego atutu – umiejętności muzycznych, ogłupiona publiczność może nie być nim zainteresowana. Gaga traktuje piosenki instrumentalnie, udowodniła już fanom, że muzyka jest jedynie ścieżką dźwiękową hedonistycznej, konsumpcyjnej masturbacji.

Nawet jeśli obie damy przesadzają w mocnych słowach, nie sposób odmówić tym spostrzeżeniom racji. Teraz lepiej rozumiemy, dlaczego nas osobiście całokształt Gagi nie zachwyca tak, jak zapewne sami byśmy oczekiwali. Nawet muzycznie (czego po ‚piosenkarce’ można by oczekiwać w pierwszym rzędzie). Że jeszcze na chwilę zacytujemy: „Gaga śpiewa piosenki pozbawione treści i charakterystycznej formy – nie da się o nich powiedzieć niczego sensownego. Można tylko żonglować pojęciami i przyklejać etykiety, ale tak dziwacznie opakowana pustka wymyka się opisowi.”

Na koniec jeszcze obszerne omówienie artykułu Paglii w Daily Mail, z ilustracjami 🙂

FLASHBACK: Belgrad, Homiki, Ferro, Yoko, Gaga, La Roux


zdjęcie tygodnia: bitwy uliczne podczas parady w centrum Belgradu. źródło: AP

Koniec tygodnia zdominował nie tylko finał szalonego podniebnego konkursu linii lotniczych, czy przygotowania do Coming Out Day, ale – niestety – echa serii samobójstw homoseksualnych nastolatków w USA oraz przerażające doniesienia z belgradzkiej parady, która wybudziła z letargu prawdziwe siły ciemności. I nie chodzi nawet o straty materialne, sięgające miliona euro, ale o skalę nienawiści, jaką wywołał pokojowy przemarsz.

Wobec tak przerażającej wizji trudno zebrać się do podsumowania rozrywkowych treści ubiegłego tygodnia, niemniej spróbujemy:

Jako że chłody atakują już podstępnie, zwłaszcza po zmroku, przypominamy o ciepłym przyodziewku:

Oczywiście zapraszamy na fejsa także w tym tygodniu.
Oby z nieco lepszymi wieściami, w myśl zasady – gorzej być nie może.

FLASHBACK: Nikita, SAS, Gaydar, Lady G., Bigwood, Ronaldo, Irving


 zdjęcie tygodnia: Cher odbiera od Gagi skórzaną torebkę do potrzymania,
 by za chwilę móc jej wręczyć jedną z licznych nagród.

Narzekaliśmy sobie tydzień temu pod nosem, że trochę mało dociera w to miejsce idei, podrzucanych na fanowskiej stronie QueerPopa, newsów i tematów, które nierzadko wymagały by poszerzenia. Niniejszym próbujemy to nadrobić. Pomysł jest taki, żeby tu co tydzień podsumowywać, co pokazywaliśmy tam, a tu nie. Oto próbka za tydzień ubiegły, kiedy to na FB linkowaliśmy do następujących tematów/artykułów:

Kolejność zdarzeń odwrotnie chronolgiczna. Na osłodę przywołamy jednego z nielicznych chłopców z cyklu QueerPop Daily, jakich pokazaliśmy przez tydzień (tak, tam też się obijamy). No i rzecz jasna (kto tego jeszcze nie zrobił) – zachęcamy do kliknięcia przy najbliższej okazji przycisku QueerPop – lubię to.

HIT DNIA: Christina Aguilera – You Lost Me

O najnowszej płycie Christiny nie było tu nie przez przypadek, chociaż skandalizujący teledysk do Not Myself Tonight powinniśmy właściwie zamieścić w podskokach. Wydaje się jednak, że Xtina (przez niektórych bloggerów przechrzczona ostatnio na Floptinę) faktycznie na dobre pogubiła się, kiedy sobą jest, a kiedy nie, i wyniki sprzedaży ostatniego albumu, Bionic, pokazują boleśnie, że jej fani też. Swego czasu na podsumowanie swojego dorobku wybrała równie bezpłciową piosenkę o jakże chybionym tytule, Keeps Gettin’ Better. Czas pokazał, że bardzo się myliła.

Konkurencja wszechobecnej Lady G. dodatkowo ją pogrąża. I choć wielbiciele Xtiny nie ustają w wykazywaniu, że to Gagula zrzyna od niej, a nie odwrotnie, to ich głosy pozostaną wołaniem na puszczy wobec faktu, że tak naprawdę to Gaga zrzyna z kogo tylko może, ale robi to na tyle sugestywnie, że mało komu to przeszkadza. Ba! Przy jej sile przebicia, wszyscy inni są i będą jeszcze przez czas jakiś posądzani o kopiowanie z niej.

Im szybciej więc Xtina i inni zrozumieją, że nie ma się co ścigać z ogólnoświatową maniaczką, tylko robić swoje – tym lepiej dla nich samych. Najlepszy dowód: drugi singiel, na szczęście dość przytomnie wybrany z całego tego bałaganu muzycznego. You Lost Me to wysoko oceniana ballada w starym, aguilerowym, nieco przeszarżowanym, ale własnym stylu. Na szczęście ktoś powstrzymał artystkę przed szarżami wizualnymi, dając jej się za to wdzięcznie wytarzać w stylu godnym co najmniej Scarlett O’Hara:

http://www.dailymotion.pl/swf/video/xe4aph_christina-aguilera-you-lost-me-offi_music?additionalInfos=0

A kto ciekaw, jak ten sam hymn wypadłby w wersji bliższej jednak trendom, narzuconym przez wszechobecną Lady G., proszę bardzo – może posłuchać parkietowej wersji didżejskiego duo, Hexa Hectora i Maca Quayle.

My póki co czekamy na ostatni ratunek dla Christiny A., której z odsieczą przychodzi Cher: w listopadzie premiera ich wspólnego filmu muzycznego, Burlesque. Oby nie okazał się drugim Showgirls, który miano kultowego zyskał w kręgach uwielbiających największe wtopy hollywoodu.

CLIP DNIA: Kolejne 9 minut Lady KuKu

Dzięki za celebrację gejowskiej miłości, też Cię, KiKi, kochamy.
Ale wyświetlania Twoich kolejnych megalomańskich teledysków odmawia nawet mój pedalski komputer. Może to kara za to, że nie czatowaliśmy przy monitorze, z drżeniem kolan oczekując na moment premiery, by zaliczyć jak najniższą cyferkę oglądaczy ma youtube w skali globalnej? Może skutek oporu wobec pokrętnej myśli, że kiedy Aguilera nawiązuje do klasyków, to „bezczelnie kopiuje” i staje się pośmiewiskiem, za to LG zawsze „twórczo oddaje hołd” i kochają ją miliardy? A może po prostu serwery gigantów są tak przeciążone przez chętnych, że już za chwilę nikt nie będzie w stanie obejrzeć tego klipu do momentu, w którym zaczyna się (nienajlepsza zresztą) piosenka-zrzynka? Zresztą: kogo to tak naprawdę obchodzi…?
W związku z tym nie linkujemy, odszukanie namiarów do najnowszej produkcji Stefanii nie powinno nastręczać najmniejszych trudności – jest wszędzie. Zachwyty też, więc nie napiszemy nawet, czemu nas nie zachwyca: wystarczy zamienić wszystkie och-i-ach na znudzone wywracanie oczami do sufitu.
Dziadziejemy.