HIT DNIA: MaJiKer – Flesh and Bone

Dziś odrobina impresjonistycznej elektroniki z wytwórni o wdzięcznie brzmiącej nazwie Gaymonkey (z guru Melnykiem na czele).
MaJiKer to producent angielskiego pochodzenia, osiadły i pracujący w Paryżewie. Do powszechnej świadomości wyniosła go produkcja płyty Camille, która dzięki klasie tej produkcji zdobyła uznanie i popularność. A wraz z nią – człowiek za konsoletą.
Matthew Ker, bo tak naprawdę się nazywa, fascynuje się dźwiękami. Nie bez przyczyny krążek solowy, którego premiera zapowiedziana została na 27 kwietnia, nosi tytuł Body-Piano-Machine (BPM): to trzy instrumenty, na których tworzy, a jednocześnie skrót beats-per-minute – wyznacznika tempa i rytmu, który determinuje przebieg zdarzeń.
Body to ciało, z którego MaJiKer wydobywa nie tylko melodie. Jak sam twierdzi, uważa, że ważny jest splot tła z brzmieniem słów, ale nie tylko: jest beatboxerem – spora część sekcji rytmicznej w jego utworach, to nagrania odgłosów paszczą, którymi bawi się i eksperymentuje (vide paravangelisowe Tongue).
Piano – wiadomo, instrument (a MaJiKer opanował też grę na kilku innych), ale także rodzaj pewnej wrażliwości, właściwej pianistom, nadającej kompozycjom sznyt z lekka klasyczny (wsłuchajcie się uważnie w drugi plan Flesh and Bone).
Machine zaś, to nawiązanie do syntezatora, zdobytego za młodu, do którego brzmień autor wciąż ma spory sentyment, tak w sferze prymitywnych dźwięków, jak i przetwarzania, np. głosu.
Wszystko to jednak byłoby na nic, gdyby nie muzyczne ucho Matthew i zdolność kompozycji, która każe mu budować suity, o zabójczym dla popu czasie trwania 5-6 minut. Otrzymujemy zwartą, przemyślaną całość, nowoczesną i retro jednocześnie, a w tym wszystkim jeszcze: liryczną. I szczerze pisząc, mimo plejady zaproszonych na płytę wokalistek (słabość autora do damskich… głosów), najbardziej chyba chwytają nas za szyję kompozycje, które ten z wyglądu cichy i nieśmiały młodzieniec wyszeptuje, wybitowuje i kląska sam.
Czego ujmująco piękny przykład poniżej…