FLASHBACK: Belgrad, Homiki, Ferro, Yoko, Gaga, La Roux


zdjęcie tygodnia: bitwy uliczne podczas parady w centrum Belgradu. źródło: AP

Koniec tygodnia zdominował nie tylko finał szalonego podniebnego konkursu linii lotniczych, czy przygotowania do Coming Out Day, ale – niestety – echa serii samobójstw homoseksualnych nastolatków w USA oraz przerażające doniesienia z belgradzkiej parady, która wybudziła z letargu prawdziwe siły ciemności. I nie chodzi nawet o straty materialne, sięgające miliona euro, ale o skalę nienawiści, jaką wywołał pokojowy przemarsz.

Wobec tak przerażającej wizji trudno zebrać się do podsumowania rozrywkowych treści ubiegłego tygodnia, niemniej spróbujemy:

Jako że chłody atakują już podstępnie, zwłaszcza po zmroku, przypominamy o ciepłym przyodziewku:

Oczywiście zapraszamy na fejsa także w tym tygodniu.
Oby z nieco lepszymi wieściami, w myśl zasady – gorzej być nie może.

NEWS DNIA: Nagłówki jajkiem pisane


Przepis na nieudany plakat renomowanego wydarzenia gejowsko-lesbijskiego w stolicy dużego kraju środkowoeuropejskiego:

  1. wziąć niedoświetloną, szaro-błękitną fotkę Pałacu Kultury, zrobioną spod śmietników przy Rotundzie PKO, utrzymaną w estetyce pocztówek z późnych lat siedemdziesiątych;
  2. na tak spreparowanym, szaroburym tle umieścić w warunkach studyjnych troje modeli, prezentujących (i reprezentujących) typy od czapy, które nikomu z niczym się nie skojarzą, a już na pewno nie z gejami i lesbijkami (sory, ale nagi tors nie uprawomacnia każdej imrezy jako pedalskiej);
  3. w świadomości braku jasnego przekazu do grupy docelowej śmignąć dodatkowo po niebie tęczowymi torpedami; 
  4. sięgnąć po fikuśnie prowokacyjne hasło, nie przystające ostrością do niczego, co powyżej, za to w reakcji przeciwników akcji gwarantujące, że przychodząc na imprezę adresaci komunikatu akurat będą mieli się czego obawiać;
  5. nie zapomnieć o zareklamowaniu przy okazji komercyjnych imprez, które zapewne całość sfinansowały, dekomponując przy tym dodatkowo kompozycję obrzydliwą fioletową czcionką rodem z imprez metalowych, która – jak wszystko – nie przystaje do całości;
  6. uprzedzić dezaprobatę niehomoseksualnej większości społeczeństwa i w pojednawczym geście wyręczyć furiatów od rękoczynów  poprzez wkomponowanie a priori w dzieło rozbitego jajka, które przynajmniej nie zasłoni żadnej z kluczowych informacji;
  7. brak spójności powyższej koncepcji oraz pojęcia, jak zostanie odebrana, podkreślić nietrafioną inauguracją dzieła, w postaci niemrawego happeningu z udziałem kilku znanych osób, najlepiej w budynku jakiejś szacownej instytucji.

Fundacja Równości w ostatnich latach jak nie Palikotem nas zdzieli, to jajkiem. O kontekście politycznym rzucania nabiałem poczytacie dość u osób, które obnażyły miałkość tej koncepcji tu i tu. Mnie osobiście powala bezpłciowość strony koncepcyjnej i estetycznej.
Co to za przebierańcy na tym plakacie, i kogo właściwie mają uosabiać? Pióra z tego co wiem na paradach nosi się w tyłku, nie na głowie. Państwo z lewej gibają biodrami z wdziękiem studyjnych modeli, maturzysta nie tylko się nie lęka, ale najwyraźniej w ogóle niewiele myśli.
Do tego papieskie hasło. Pomijając, jak zostanie odebrane w kontekście ‚marszu europederastów’: jak ten plakat ma zachęcić kogokolwiek do czegokolwiek, skoro brak lęku wyrażać mają na nim trzy osoby upozowane w kompletnie pustej przestrzeni, w kontekstualnej próżni?
Hasło pod tym plakatem powinno brzmieć chyba: dziw nad dziwy, przyjeżdżajcie do Warszawy, jedynej europejskiej stolicy, w której w ogóle nie ma ludzi ani samochodów, ani w ogóle niczego, bo samolotowe desanty codzień rano rozpylają w jego centrum wielobarwną mieszankę toksycznych odpadów radioaktywnych.
Ale najlepsze na koniec: jajko. Jakie to dowcipne od razu umieścić je na plakacie, bo i tak przecież obrzucą. W dodatku pozbawione wyjaśnienia (jak choćby wczoraj w Muzeum), żółtko rozmazuje się brzydko po grafice nie tylko estetycznie, ale także jako metafora. Nie zostało niestety opatrzone opisem: „ostatnie jajko rzucone w pedała w tym kraju” (co zresztą byłoby ewidentną nieprawdą). Co z tego zrozumieć mają zwykli przechodnie, nie czytający doniesień prasowych, o cudzoziemcach już nie wspominając? Czy atutem dobrego plakatu eventowego nie jest prosty przekaz, nawiązanie do imprezy i zachęcenie do niej?
Krótko mówiąc: ani to nie wygląda, bo misz-masz bez wyrazu; ani nie przemawia, bo skierowane do nikogo. W kilku miejscach pomyślano o dużo za dużo, za to brakuje myśli tam, gdzie być powinna: u podstaw. Czy muszę komentować, że organizatorzy tegorocznego Europride zarzekają się, że nie widzieli wcześniej ‚dzieła’, które ma być wizytówką ich (w dużej mierze jednak i dla wielu – komercyjnego) przedsięwzięcia?