PLAYLIST: Remixy na jesień

Dawno nie pisaliśmy, co u nas słychać 🙂

Ostatnio największe, bo kilkudniowe poruszenie oraz wymianę sporej ilości komentów na FB, wywołało przedhalloweenowe odkrycie w postaci świeżutkiego remiksu klasyka na tę oraz inne okazje – nieśmiertelnego Thrillera śp. Jacko. Parę dni później, czesząc swój ostatnio ulubiony pod tym względem serwis Soundcloud.com w poszukiwaniu nowych dźwięków, natkęliśmy się na równie chrupiący świeżym ukręceniem remiks tanecznego klasyka naszej ólubionej Anki deLenożanki, Little Bird.

Dorzuciwszy do tego równie sensacyjne Kazaky (także lekko zmiksowane), suitę wyczarowaną z aguilerowego You Lost Me oraz odkrycie ostatnich miesięcy – duet Hurts, zorientowaliśmy się, że właściwie niczego nie słuchamy chwilowo w nużącym oryginale.

Może potrzeba nam na jesień nieco bardziej energetyzujących, parkietowych dźwięków? Też nieprawda, bo część z nich jest raczej bardziej hipnotyczna niż porywająca. Na wszelki wypadek upichciliśmy mały, godzinny zestaw także dla naszych PT Bywalców. Część z nich wrzucaliśmy już zapewne tu i ówdzie, ale co tam. Smacznego 🙂

http://www.box.net//static/flash/box_explorer.swf?widget_hash=rf2n5tquop&v=1&cl=0&s=0
uwaga! kompletna playlista dostępna tylko przez ograniczony czas

PS. Gdyby się ktoś zastanawiał: dancing shoes w kolorach kurteczki MJ z Thrillera naprawdę istnieją – model uwieczniający wokalistę z datami jego życia wypuściła na rynek firma Sole Brothers. Komu zbyt sportowo – polecamy model na bardziej eleganckie wyjścia.

EVENT NOCY: American Music Awards

O nocnej uroczystości American Music Awards trzeba wspomnieć przynajmniej z dwóch powodów. Po potyczkach z magazynem OUT Adam Lambert bez ogródek zaznaczył swoją seksualność, która we wszystkich doniesieniach przykrywa szczęśliwie walory muzyczne prezentacji. Operatorzy telewizyjni robili co mogli, ale migawki Adama z tancerzem u krocza oraz całującego się z klawiszowcem i tak przedostały się do świadomości publicznej. Chociaż trzeba oglądać uważnie – wspomniane momenty: 1’00” i 3’24”.

No i jakże moglibyśmy pominąć Lady G., która zaprezentowała fragmenty dwóch swoich utworów, o nieco odmiennej stylistyce. Najpierw było bardzo ciemno, a potem na scenie płonął fortepian.

Oprócz tego występowały inne gwiazdy, jak choćby… eeee… Janet Jackson oraz JLo, która nieszczęśliwie wylądowała podczas wygibasów na parkiecie całym swym siedzeniem (2’43”). I dobrze jej tak, zawsze powtarzamy, żeby jednak nie przesadzać ze skakaniem z faceta na faceta…

Aha, no i przecież, były też nagrody 😀
Najwięcej zdobył ś.p. Michael Jackson, a z żyjących – Taylor Swift. Poza tym jak zwykle: Black Eyed Peas, Beyonce, Jay-Z, Whitney Houston i takie tam…

NEWS MIESIĄCA: MJ wciąż nie żyje

Czy za wcześnie takie dowcipy?

W sprzedaży już makabryczne maski, a jedna z anegdot mówi, że przynajmniej po śmierci Jakcson nareszcie jest w jednym kawałku – już przykręcili mu nos. Joan Rivers, niewyparzona twarz amerykańskiej TV, opowiada w swoim programie taki joke: Dzwoniła do mnie Cher w sprawie śmierci MJ. Stwierdziła z ulgą, że nareszcie może wypuszczać dzieci do ogrodu bez nadzoru.

O okolicznościach śmierci Króla Popu wciąż wiadomo mniej, niż więcej, a to dzięki napływającym hiperlawinowo doniesieniom, najczęściej sprzecznym. Czy faktycznie był kompletnie wychudzony, wyłysiały, poobijany i ponakłuwany igłami? Jak się ma do tego upubliczniony wczoraj zapis dwóch minut próby do czekającego MJ wkrótce wielkiego comeback-show?

Jeśli nawet nieprawdą są histeryczne plotki, wszystko wskazuje na to, że faktycznie miał poważny problem z lekami i paranarkotykami. Przy okazji dostało się zresztą słynnemu Perezowi Hilton, pedalskiem megablogerowi, który na pierwsze doniesienia o hospitalizacji Jacko jako jedyny zareagował zgryźliwym komentarzem, sugerując, że gwiazdor jak zwykle symuluje, bo zżera go trema.

Raz słychać, że jego dzieci MJ nie są jego, innym razem, że przeciwnie, raz ma je wziąć biologiczna matka, innym razem ich nie chce, a w ogóle, to Michael w testamencie zapisał, żeby adoptowała je wszystkie jego mentorka i idolka, Diana Ross.

Ktoś donosi, że Michael był gejem, a już inny podsuwa życzliwie, że spotykał się potajemnie z jakąś kobietą. Rzecz jasna nieujawnioną.

Tymczasem niepewność dotyczy nawet pogrzebu, jeszcze wczoraj pisano ze zdumieniem, że wstęp do 20-tysięcznej kaplicy będzie biletowany po 25 dolarów za osobę. Dziś nastąpiło dementi.
Koncert inaugurujący niedoszłe tournee już został przekształcony w fetę ku czci, na której – jak się powiada – wystąpić ma nawet ABBA w pełnym składzie.

Niedługo przekonamy się, jak będzie naprawdę. Póki co nie chce się nawet pisać, bo i tak nie sposób nadążyć…

NEWS MIESIĄCA: MJ nie żyje

News miesiąca nie tylko dlatego, że niewiele się tu przez ostatnie trzy miesiące działo.

Wczoraj wieczorem zakończyła się pewna epoka.

Był pionierem pod wieloma względami. Pierwszy, najdroższy, wizjonerski. Całe światowe pokolenie wyssało go z mlekiem matki. Wzrastali z nim. Trwali w wierze. Młodzi kolejnych pokoleń odkrywali go wciąż na nowo, przejmowali pałeczkę (vide styl śpiewania młodego giganta, Justina T.). Zanim do reszty mu odbiło, zdążył położyć w muzyce prawdziwe podwaliny.

Potem zaczął funkcjonować dzięki sensacyjnym newsom: freakowate zwyczaje, zboczone upodobania, zdrowotne obsesje, finansowe bankructwo, procesy, wyprzedaże. Artystycznie już dawno uznawano go nawet jeśli nie za martwego, to co najmniej wypalonego.

Czym były zapowiedzi gigantycznego tournee, 200 koncertów na całym świecie, którym MJ i tak by już nie podołał? Utwierdzeniem się w przekonaniu, że Michael wciąż jest niekwestionowanym Królem Popu? Że bilety dowolnej ilości wykupione zostaną na pniu?

Czy to nie właśnie przygotowania do tego przedsięwzięcia zaważyły na ostatecznym pogorszeniu? O domniemanych chorobach skóry/serca/płuc pisano od lat. Czy nie właśnie w taki sposób chciałby odejść – znów obserwowany przez miliardy, których zainteresowanie blokuje najpopularniejsze serwisy – Google i Twitter?

Teraz, w pół dnia po śmierci, stawia się go w jednym rzędzie z Lennonem, Elvisem, Monroe. Bo do takiej miary ikon niewątpliwie zaliczyć go trzeba. Wprawdzie Królem koronował się sam, ale zdążył dorosnąć do własnych wyobrażeń. I jak prawdziwy król, usunął się ze sceny przed ostatecznym upadkiem…

GOSSIP BOY, Week 10: Jackson, PSB, Brit, No Doubt

Tak się jakoś złożyło, że dzisiejszą (krótką) edycję plotek poświęcimy w całości mniej lub bardziej spekakularnym powrotom.


  • Wiadomością tygodnia niewątpliwie pozostaje powrót Króla Popu, który własnoustnie zapowiedział serię koncertów na londyńskiej O2 Arena w czerwcu 2009. Nie milkną spekulacje co do kondycji starzejącego się Michaela, stąd doradza się zakup biletów na pierwsze koncerty w obawie, że ostatnie już się nie odbędą. Taka perspektywa robi wrażenie na fanach – strona piosenkarza zbombardowana została (i zawieszona) 16.000 odwiedzin na sekundę, mimo że sprzedaż biletów rusza – nomen omen – 13 marca.
  • Cały świat zelektryzowało wyznanie, którym Brit podzieliła się po jednym z numerów tanecznych przez niewyłączony mikrofon z publicznością koncertu w Tampie. Ledwie kilka godzin trwało ogólnonarodowe poszukiwanie nagrania ze zdarzenia, dzięki któremu mamy dowód: Brit ma tak skąpe kostiumy, że zwisa jej z nich cipka.
  • Pet Shop Boys nie ustają w promocji. Wraz z niedzielnym wydaniem Mail on Sunday, rozdali rodakom ponad 2 miliony egzemplarzy kompilacji z remiksami swoich największych hitów, zamkniętej utworem Did You See Me Coming? z najnowszej płyty.
  • Powraca także inna legenda, biały z natury Eminem. Singiel już bije rekordy pobrań, płyta w maju, a – jak zauważył Perez Hilton – gościu zeszczuplał i wygląda bardziej gejowsko, niż kiedykolwiek.
  • Z pań powrót z nową płytą zapowiada Natalia Imbruglia, która póki co wystąpiła w filmie. Z kolei na serię koncertów reaktywuje się kolebka Gwen Stefani, No Doubt.

GOSSIP BOY, Week 5: Clarkson, Rozynek, Piasek, Kaas

Niedziela w nocy, czyli krótkie pedalsko-muzyczne podsumowanie tygodnia:

  • To jest Idol na amerykańską skalę: Kelly Clarkson bije rekordy, skacząc ze swoją najnowszą piosenką z pozycji 97 notowania Billboardu, wprost na… pierwszą. Cóż za zbieg okoliczności: ten sam kompozytor popełnił dwie inne jedynki ostatnich miesięcy: I Kissed the Girl Kate Perry i So What Pink.

  • Rozynek nam mężnieje, przynajmniej z założenia. Najwyraźniej nikt mu nie powiedział, że nie wystarczy założyć garnitur i się groźnie zmarszczyć, by wyglądać męsko, lub choćby przystojnie. Ale może chociaż przejdzie wreszcie mutację…?
  • Komu mało musicali na motywach twórczości poszczególnych zespołów czy hitów kinowych, może już cieszyć się na kolejnego pewniaka: o ile recesja i zawiść pozwolą, na scenę przeniesiony zostanie Thriller Michaela Jacksona. Oparty fabularnie na teledysku z 1983 r., w którym Mike jeszcze był czarny i przechadzał się z dziewczętami, muzycznie obejmie albumy Thriller oraz wcześniejszy Off the Wall. Zwietrzywszy kasę, reżyser 15-minutowego klipu, John Landis, już wysuwa roszczenia finansowe.
  • News za newsem, o ile za news uznać można taką podrzutkę: Pet Shop Boys pokazują okładkę najnowszego albumu, już okrzykniętą fascynującą. Każdy kwadracik grafiki symbolizuje jeden utwór, tylko niewiadomo, który który. Przyczynek do niejednej pracy magisterskiej z PSB.
  • Za dwie płyty, Andrzej Piaseczny robi sobie urlop. Wychodzi oksymoron czy jakiś inny paradoks, bo nie kojarzymy, żeby robił coś w tej chwili…
  • Za to chłopcy panowie z Take That pracują niestrudzenie: pokazują sympatyczny, nowy teledysk, w którym grają prawie po bitelsowsku. Miło też usłyszeć, że Barlow nie jest jedynym w tym wokalnym zespole.
  • Do życia wrócił inny boysband, New Kinds on the Block (to ci brzydsi, rememba? nawet singiel mają upiorny, na szczęście polski jutub nie pokazuje…). Na blogach królują głównie dzięki perypetiom uczuciowym swego członka, Jonathana Knighta. Jego były grozi wyoutowaniem, ponoć odsprzedał już brukowcom stosowne zestawy zdjęć.
  • Bob Dylan w reklamowym amoku z okazji Super Bowl. W tym wieku wygląda na wystarczająco stetryczałego statecznego by się uchować w ostrej selekcji spotów, które dostąpią zaszczytu emisji w Wielki Dzień. Mniej krępacji wykazuje 50-letni Morrisey, który wewnątrz nowego singla umieścił zbiorowy akt całego zespołu, z płytami w charakterze listków figowych.
  • Na gejstiwalu Eurowizji Francję reprezentować będzie Patricia Kaas. Słusznie, nie tylko wśród Rosjan jest szalenie popularna…
  • Wspominaliśmy już, że ta kobieta jest szalona w strojach? Oto dowody – Londyn AD 2009.

Ciąg dalszy – za tydzień…