SHORTS: Trophy Boy

shorts_trophy_00

A co, jeśli stateczny, starszy partner, elegancki dom, wystawne życie i soszialmediowy blichtr to tylko ułuda i tuż przed trzydziestką, z dnia na dzień nie tylko lądujesz w realnym i średnio przyjemnym świecie, ale – co gorsza – okazujesz się pięknym, ale pustym i średnio przyjemnym człowiekiem?

Pomysłodawca i odtwórca głównej roli, a także reżyser Emrhys Cooper w 10 minut zgrabnie zarysowuje tak fabułę, jak i główne postaci. Napisy końcowe pozostawiają niedosyt, jakby historia dopiero się rozkręcała. Wrażenie o tyle słuszne, że Cooper nosi się z zamiarem zbudowania na bazie Trophy Boy serialu.

shorts_trophy_emrhys.jpg

VINTAGE CORNER: Freddie’s Drag Ball

vintage_freddy_06.jpg

Po dekadzie produkcyjnych zawirowań, bólach odejść i zmian koncepcji, Bohemian Rhapsody wreszcie trafia na ekrany kin. Nie jest tak źle, jak się niektórzy obawiali, ale też pierwsze recenzje potwierdzają, że jednak lepiej by było, gdyby zrealizowano film dla dorosłych, bliżej koncepcji Sashy Barona Cohena. Zabieranie się za biopic sławy, gdy większość partycypujących w tej sławie wciąż ma sporo do powiedzenia – ba! finansuje przedsięwzięcie jako kolejny etap spieniężania przeszłości – raczej nie daje szansy na szersze wyjście poza ramy laurki.

Z różnych – także etycznych – względów nie rozumiem nowej fali filmów poświęconych przygodom i losom osób wciąż w czasie zdjęć żyjących i wpływowych (Thatcher, Mandela, Elżbieta II i inni wielkiej polityki)   – a już nakręca się hype na kolejną osobowość sceniczną na wielkim ekranie: premiera filmu o Eltonie tylko przypadkiem zbiega się z jego pożegnalnym, światowym tournee. Liczy się staranność w oddaniu rekwizytów epoki, talent w małpowaniu sławy pod toną charakteryzacji (lub bez), walory poznawczo-artystyczne produkcji zwykle omawiane są na końcu lub wcale. Ważne, że Streep tak realistycznie zagrała Żelazną Maggie.

Anyhow, jako że historia Queen zamyka się na ekranie legendarnym występem zespołu na koncercie Live Aid (i te sceny w filmie uważane są na najlepsze), uzupełnijmy obrazek wydarzeniami niespełna dwa miesiące późniejszymi – przyjęciem z okazji 39 urodzin Freddiego w Monachium, 5 września 1985 roku.

Impreza zorganizowana została przez gospodarza w konwencji drag ball „i wtedy wchodzę ja, cały na biało (lub czarno)”.

Nocna extravaganza została zresztą oficjalnie uwieczniona w teledysku do singla z solowej płyty Freddiego, Living On My Own.

Dodajmy, że w Bohemian Rhapsody siłą rzeczy rozwinięcia nie doczekał się również wątek późniejszych losów związku Freddiego z Jimem Huttonem, parokrotnie pojawiającym się w klipie powyżej. Ale to już temat na kolejny wpis. Lub film…

vintage_freddy_08.jpg

źródła zdjęć: Klik.gr / Dangerous Minds

BEARDY: Paul Rudd

beardy_paul-rudd_01.png

W sekcji LGBT na HBOgo premiera komedii Idealny dom (2018), który zamierzałem obejrzeć od jakiegoś czasu, głównie z uwagi na obsadę i reżysera, do którego Ich troje z 1994 roku do dziś mam słabość. Najnowszy film okazuje się nieco sztampową przypowiastką o rodzinie, którą jednak – mimo mielizn i zastrzeżeń – ogląda się z przyjemnością.

No dobra, przecież i tak wiadomo, że chodzi o słodziaka, Paula Rudda, którego wdzięk ratuje dużo słabsze produkcje. I który pojawiał się w nich już z różnymi brodami, ale na taką stylówkę nie byłem przygotowany – w pierwszych ujęciach nawet nie poznałem nawet, że już pojawił się na ekranie.

ideal-home_10

O samym filmie więcej napiszę nieco później, jak tylko przestanę kompulsywnie przeklikiwać galerię poniżej.

 

Dla porównania kilka innych potretów Paula, w różnych stadiach zarostu:

 

I jeszcze dwa portrety autorstwa Matthew Brookesa:

beardy_paul-rudd_10

beardy_paul-rudd_11

Tak więc, rozumiecie, recka filmowa chyba nieprędko…

OUTFILM: Skala szarości ★★★½

skala-szarosci_00

Bruno jest 35-letnim, niezależnym, nagradzanym architektem. Po 11 latach małżeństwa wyprowadził się od żony i syna do warsztatu dziadka w poczuciu, że w jego z pozoru udanym życiu czegoś brakuje. Zlecenie na projekt budowli, która miałaby stać się nowym symbolem stolicy, daje nadzieję na przełamanie impasu zawodowego. W poszukiwaniu inspiracji po mieście oprowadza go Fer, historyk-zapaleniec i zadeklarowany gej, który nie ukrywa swojego zauroczenia Brunem. Ten odkrywa w sobie tłumione instynkty i stanie przed wyborem nie tylko koncepcji na projekt, ale także na dalsze życie.

Ocena Queerpop ★★★½

Spokojnie opowiedziana, pięknie sfotografowana opowieść o odkrywaniu własnej tożsamości w wieku dojrzałym. Niekoniecznie odkrywcza, zyskująca jednak na autentyczności dzięki dobrze rozpisanemu scenariuszowi z kilkoma elementami zaskoczenia, naturalności dialogów oraz odtwórców głównych ról. Dyskretne, niemal melancholijne studium zderzenia temperamentów i postaw w obliczu pogłębiającego się uczucia, rozdarcia głównego bohatera wobec konieczności wpisania się w prosty podział „czarne-białe”.

skala-szarosci_03

Czytaj dalej „OUTFILM: Skala szarości ★★★½”

WFF: ‚Zostań ze mną’ vs. ‚Za murami’

kadr z filmu ‚Za murami’

W sobotni wieczór na Warszawskim Festiwalu Filmowym miał miejsce podwójny seans LGBT. Nie wiemy, czy aż tak nie zwróciliśmy uwagi, czy faktycznie tego roku ta ‚sekcja’ imprezy była dużo skromniejsza. Tym chętniej wybraliśmy się na branżowe double feature, zwłaszcza że jednym z pokazywanych tytułów był głośny ‚Zostań ze mną’, okrzyknięty już gdzieniegdzie następcą ‚Zupełnie innego weekendu’, o ile nie samego ‚Brokeback Mountain’. Festiwalowy pokaz miał być jednocześnie przedpremierowym – Tongariro Releasing wprowadza ten film na polskie ekrany już w najbliższy piątek.

I jak to w takich objawionych wypadkach bywa, potwierdziły się obawy, powzięte po obejrzeniu zwiastuna:

Film wpada niestety w większość pułapek fabuł z cyklu ‚moje życie z człowiekiem uzależnionym’, skompilowanych w wariancie tragicznym ‚trzeba zabić tę miłość’. Dramat rozmywa się gdzieś w impresjach kontemplowania miasta i chwil relaksu przy herbacie, zdarzeń mimo dramatyzmu sytuacji jakoś mało dramatycznych.

To jeszcze pewnie nie stanowiło by aż takiego problemu, gdyby nie chybiona obsada głównej postaci – niestety, Thure Lindthardt nie jest aktorem klasy, która pozwoliła by na przykrycie mielizn, czy nadanie rozterkom Erika dramatycznej głębi. A na nim właśnie spoczywa ciężar całości.

Zamiast rozdarcia na ekranie dominuje zestaw stałych grymasów i jojczenie. Paul jest ujmujący w swym niewzruszonym pięknie, niestety, jako że jego ćpuński dramat rozgrywa się głównie poza kamerą, także i on niezbyt wzrusza. Nawet odważne sceny seksu nie są w stanie tchnąć życia w niemrawą opowieść. Zdecydowanie najlepiej broni się muzyka Arthura Russella.

Wszystkie te słabości jeszcze dobitniej ujawnia zestawienie z drugim filmem wieczoru. Belgijskie ‚Za murami’ oparte jest na podobnym motywie – para poznaje się, szaleńczo zakochuje, a potem jeden z kochanków popełnia głupi błąd, który kończy się więzieniem i kosztuje obu bolesną rozłąkę. Ta próba okaże się ponad wytrzymałość szalonego uczucia, i mimo, że obaj nadal się kochają, będą musieli pójść oddzielnymi drogami.

W tym filmie są soczyste sytuacje i krwiste, pełnowymiarowe postaci, ewoluujące wraz z uczuciem, charakterologiczne niuanse pięknie wypunktowane aktorskimi kreacjami. Wygłupy zakochanych śmieszą do łez, a beznadzieja nawoływań pod ceglanym murem chwyta za serce.

Tu także reżyser skupia opowieść na tym, który czeka, ale w tym wydaniu to czekanie namacalnie dojmujące. Tu też jest jeszcze szansa, i jest bolesna decyzja. Jednak rozstanie nie zostanie skwitowane stwierdzeniem ‚zostawiłem u ciebie kaszmirowy sweter, zostaw go u portiera’. Tu po prostu brakuje słów.

O ile tylko czas pozwoli, napiszemy o tym filmie dużo więcej.

SHORTS: Caught

Nie, nie zapomnielismy o naszym cyklu krótkometrażowym.
Cały czas czeszemy sieć w poszukiwaniu źródeł. Okazuje się, że sporo znaleźć można na Dailymotion, o wiele mniej restrykcyjnym od jutuba w zakresie praw autorskich. Tam niedawno odkryliśmy jedną z naszych ulubionych swego czasu krótkometrażówek, Caught, wydaną w roku 2002 na kompilacji Boxer Shorts.

Historia ograna do cna: romantyczny chłopiec poznaje przystojnego chłopca, który jak się okazuje – ma faceta. Wspólny kurs tańca i tak ich do siebie zbliża, następują uniesienia, długie rozmowy, potem czekanie na każdą chwilę intymności, desperackie zatrzymywanie kochanka, który koniec końców i tak wybierze swoją małą stabilizację:

Nic nowego pod słońcem, jednak ogląda się dobrze (nawet w tej mizernej technicznie kopii) – rzecz jest bowiem zgrabnie napisana i dobrze zagrana. Całość spaja postać Jamiego o ujmującym spojrzeniu – Chad Lindsey hipnotyzuje swoją łagodnością która z wiekiem jeszcze tylko wyszlachetniała…

OUTFILM: Sierpień ★★★½


Jonathan wkrótce obchodzić będzie 30 urodziny. Od dłuższego czasu żyje w związku z Raulem, wciąż jednak nie może się zdecydować na mieszkanie razem. Tymczasem po dwóch latach nieobecności do miasta powraca jego były, Troy, który swego czasu rzucił go, by wyjechać do Hiszpanii. Szybko okazuje się, że stara namiętność nie wygasła, i cała trójka będzie musiała zmierzyć się z plątaniną własnych przeżyć, przeszłych i obecnych emocji i pretensji.

zwiastun filmu | źródło wideo

Ocena Queerpop ★★★½
Casus ‚kiedy wraca seksowny były, nawet najtrwalsze związki drżą w posadach’. Upalne lato pełne namiętności, ale i niespełnienia. Niespieszne studium zawirowań uczuciowych trzech mężczyzn z jednego trójkąta. Kino chwilami nieco zbyt kontemplacyjne, nie pozbawione jednak dramatyzmu i autentyczności. Doskonała obsada, piękne zdjęcia, zmysłowe ciała, szczypta erotyki i egzotyczna muzyka dopełniają całości.

Pojawienie się facetów takich jak Troy nie wróży nic dobrego. W sile wieku, acz niedojrzali emocjonalnie, niby zrównoważeni, a zmienni, kapryśni i manipulatywni, seksowni i odpychający jednocześnie, sami określają się mianem wiecznych kawalerów, ale kochają kroczyć swoją niezależną ścieżką po złamanych sercach. Dosadnie rzecz ujmując: skurwiele, którym nie sposób się oprzeć.

Kiedy więc Troy przylatuje z Hiszpanii do L.A. po dwóch latach nieobecności, rzekomo wiedziony tęsknotą za starymi stronami, z domniemanym zamiarem powrotu (film otwiera jego rozmowa kwalifikacyjna o pracę) – nie tylko upał, o którym w filmie słyszymy bez przerwy, sprawia, że na samą myśl o jego obecności w mieście wielu osobom robi się robi się gorąco.

W narastającym skwarze niepokój wręcz skrapla się w powietrzu, i powoli poznajemy jego przyczyny. Przed wyjazdem Troy przez trzy lata tworzył piękną parę z młodszym Jonathanem, by w imię nie-wiedzieć-czego zerwać z nim i zniknąć. Pod jego nieobecność Jonathan odnalazł się i stworzył kolejny, udany związek z seksownym i wyrozumiałym Raulem (o wciąż niepewnym statusie imigranta), jednak tak naprawdę nigdy do końca nie wyleczył się z namiętności do Troya. Kto wie, może podświadomie czekał wciąż na jakieś rozstrzygnięcia, skoro nigdy nie podjął decyzji o wspólnym mieszkaniu z nowym facetem?

Karty zostają rozdane już przy powitalnym spotkaniu po latach, w niegdyś ulubionej kafejce: zbyt długi dotyk dłoni na plecach, zbyt powłóczyste spojrzenie, zbyt słabo ukrywane rozczarowanie krótkością widzenia, melancholia niedoszłego pocałunku. Bohaterowie dramatu, podobnie jak widzowie, przeczuwają już wszystko, na szczęście nawet jeśli kolejne stacje podobnych opowieści są doskonale znane (i mocno przewidywalne), to mogą wieść do nich różne drogi.

Reżyser i scenarzysta Sierpnia wybrali nieco bardziej zawiłą, ukazując historię w porządku achronologicznym, co wzbogaca opowieść, gdy znając sceny z przeszłości, dużo lepiej rozumiemy bieżące motywacje i przeżycia postaci. Jednocześnie jednak ich historię poznajemy szczątkowo, na wyrywki. Mimo to, i nawet w chwilach, gdy twórcy obierają bardziej utarte szlaki, udało się zachować psychologiczną wiarygodność bohaterów: wiarygodna jest rozedrgana poczuciem winy, nawracająca fascynacja Jonathana Troyem, jak i pozorna bierność i ustępliwość Raula, który ostatecznie jednak w swoim ojczystym języku wyznaczy rywalowi granicę, i od razu da mu okazję do jej przekroczenia.

Mimo buchających z ekranu namiętności, akcja toczy się w sierpniowym upale powoli, jakby od niechcenia, punktowana z pozoru nie przystającą od tej opowieści egzotyczną muzyką z motywami arabskimi. Aktorzy, prowadzeni pewną ręką, nie przesadzają z ekspresją, grając na niższych rejestrach – jednym słowem, spojrzeniem, mową ciała, w każdym detalu zarejestrowaną w pięknych, barwnych, panoramicznych kadrach. Relacje trzech postaci przepełnione są czułością, namiętnością, ale też doprawioną solidną porcją wzajemnych pretensji i niespełnienia.

Troy będzie musiał wysłuchać wszystkiego, przed czym uciekał, a po co być może mimowolnie wrócił. Mimo że z jego ust padnie ‚przepraszam’, nie wygląda, by sprawiło mu to jakąkolwiek różnicę – faceci tacy jak on przychodzą i odchodzą. To apatyczni, dobrze ułożeni chłopcy pokroju Jonathana – bezwolni, ulegli – zostają po raz kolejny złamani, popełniają błędy, których mimo pełnej świadomości, uniknąć nie sposób. Raul zmierzyć się będzie musiał za to ze zwątpieniem, w walce o swoje zaryzykuje wszystko. I choć triumfujący, raz zmaterializowanych wątpliwości się w ten sposób nie pozbędzie. Zwycięstwo jest pyrrusowe.

Sierpień jest rozwinięciem nagradzanej krótkometrażówki Post Mortem z 2005 roku, tego samego reżysera, z tą samą parą głównych aktorów. Adaptacja najwyraźniej udana, skoro także jako film długometrażowy zdobywała nagrody i wyróżnienia na branżowych festiwalach. W stosunku do wersji 15-minutowej dopowiada zbyt wiele, ale z drugiej strony – na szczęście nie wszystko. Dokładnie tyle, ile trzeba na frapujący film o tym, że owszem, do tej samej rzeki można wchodzić wiele razy. Po takiej kąpieli nic już nie będzie takie samo. Może poza upałem, o wiele bardziej doskwierającym, gdy opadną gładkie maski.

Galeria fotosów z filmu:








Sierpień (August
)
★★★½ 
dramat, USA 2011, 94′
reżyseria: Eldar Rapaport
scenariusz: Brian Sloan, Eldar Rapaport

wystepują: Murray Bartlett, Daniel Dugan, Adrian Gonzalez, Hillary Banks
Polska premiera: maj 2012 (outfilm), DVD (bearbook.pl)
 dla seriwsu OutFilm, oprócz standardowej oceny w skali 1-5 gwiazdek, wprowadziliśmy oznaczenie specjalne: 3 –  koniecznie | 2 – warto | 1 – niekoniecznie

FILM: Segunda piel (Podwójna osobowość) ★★★★


Alberto jest inżynierem lotnictwa, prowadzi przykładne życie małżeńskie z Eleną i synkiem, podczas gdy potajemnie spotyka się na gorących schadzkach z chirurgiem Diego, który z kolei nie zdaje sobie sprawy z istnienia żony. Gdy Elena stopniowo odkrywa prawdę, Alberto nadal zwodzi ich oboje ale też samego siebie. Wciąż lawirując, nie potrafi dokonać ostatecznego wyboru, tracąc w ten sposób zaufanie tak żony, jak i kochanka.


zwiastun filmu
Ocena Queerpop ★★★★
Wzorcowy melodramat o małżeńskim trójkącie w konfiguracji żona-mąż+kochanek. Klaustrofobiczne studium uwikłania, z którego zdemaskowany Alberto stara się wyplątać w desperackiej próbie zachowania twarzy oraz status quo. Jego niezdecydowanie zmusza do działania Elenę i Diego, jednak i oni nie potrafią zrezygnować, co prowadzi do uczuciowego klinczu. Przyzwoicie zagrany i świetnie sfotografowany film ociera się chwilami o klimaty telenoweli. Trudno sympatyzować z egocentrycznym i autystycznym emocjonalnie bohaterem, nawet mimo próby uczłowieczenia go w dramatycznym finale. Pozycja obowiązkowa dla wielbicieli podobnych opowieści oraz Javiera Bardema jako kochanka w rozterce. Oraz w scenach gorącego męskiego seksu, za który dajemy dodatkową gwiazdkę.

[kliknij ‚czytaj więcej’, aby zobaczyć pełną recenzję, galerię zdjęć oraz info o filmie]


Od pierwszych kadrów animowanej czołówki z koturnowo melodramatycznym tematem muzycznym wiadomo, do kogo odwołuje się Gerardo Vera. Po napisach końcowych konkluzja może być niestety tylko jedna: Almodovar pozostaje niedoścignionym mistrzem w odmalowywaniu ludzkich namiętności w sposób niebanalny. Swoje opowieści okrasza queerowanym spojrzeniem i zjadliwym acz życzliwym humorem. Jeśli coś doskwiera Podwójnej osobowości, to właśnie fakt, że sztampowa historia mimo swego potencjału opowiedziana została nazbyt poważnie i konwencjonalnie. Nie zmienia to faktu, że swoją klaustrofobiczną atmosferą wciąga, choć od pierwszych scen nietrudno wysnuć, jak potoczy się akcja, która niczym w greckiej tragedii rozegrać się musi wedle określonych wzorców.

Alberto i jego sprawki poznajemy w momencie, kiedy jego z takim mozołem konstruowany świat, oparty na małych i dużych kłamstwach, zaczyna się kruszyć. Żadne z jego partnerów nie ma poczucia komfortu: Elena czuje się osamotniona i nie rozumie zdystansowania męża, Diego – mimo pozorów spełnienia też przeczuwa, że coś jest mocno nie w porządku, skoro każdy skrawek intymności musi od Alberta wydzierać niemal siłą. Spotkania zawsze nie o ustalonej porze, wcześniejsze wyjścia, uniki, brak odpowiedzi na telefony. Nawet ‚kocham cię’ w łóżkowych chwilach uniesienia przestanie rekompensować niepokoje, a od pewnego momentu zacznie brzmieć irytująco banalnie.

Jak to w klasycznym romansie bywa, żona znajduje pewien rachunek, potem mąż przypadkiem zostawia w domu komórkę. Niewykluczone, że podświadomie (lub świadomie) tego właśnie pragnie: by sprawa się wydała, by doszło wreszcie do jakichś rozstrzygnięć. Szamoce się coraz bardziej, mizernieje w oczach: z samca, rozdającego karty w domu żony i łóżku kochanka przekształca się w znerwicowanego, nieporadnego kłamczucha, małego chłopca o zaczerwienionych, podkrążonych oczach, który tylko czeka, aż ktoś coś za niego zdecyduje. Rację ma Diego mówiąc „odwalamy za ciebie całą brudną robotę” – Alberto budzi coraz większą irytację, trudno wprost uwierzyć, co dwoje inteligentnych skądinąd i spełnionych zawodowo ludzi mogło kiedykolwiek w nim zobaczyć.

A jednak przecież kiedyś czymś ich uwiódł i po scenach seksu nietrudno sobie wyobrazić, czym. Druga skóra to opowieść o szamotaninie trojga ludzi, z których każde próbuje się uwolnić od swoich splątanych emocji. Mimo ogromu rozczarowania po ostatecznym opadnięciu maski, nawet w jego coraz bardziej żałosnym stanie, tak Elena jak i Diego wciąż kochają Alberta, wracają do niego niczym lunatycy, wiedzeni wspomnieniem dawnych namiętności. Alberto zdaje się szamotać między nimi, ale może przede wszystkim – sam ze sobą: ze swoimi kłamstwami, pomieszanymi uczuciami, niechęcią do samego siebie i swojej homoseksualności, która stanowi dla niego (i chyba tylko dla niego) poważny problem. Poza światem wymyślonym nie potrafi komunikować swych emocji, popada w coraz większy autyzm wobec najbliższych.

Do pewnego momentu bezkarny w swych kłamstwach, będzie musiał w końcu zmierzyć się z ich konsekwencjami. Czy kochał którekolwiek z nich? (Nazbyt) dramatyczny finał sugeruje, jak bardzo chciałby wiedzieć, jak bardzo zagubił we własnej fikcji. Niestety, antypatia, jaką zdążył do tego momentu wzbudzić, może sprawić, że widza mało to już będzie obchodzić. Odbiór tego filmu w dużej mierze zależy od stopnia empatii, jaki będzie w sobie w stanie wykrzesać głównie dla niego, ale także dla losów Eleny i Diega. To oni staną się głównymi bohaterami opowieści, nękani przez nawiedzające ich widmo ukochanego, który zjawia się coraz rzadziej tylko po to, by jeszcze bardziej namieszać swoimi matactwami. Jak to zwykle bywa – decyzja o rozstaniu nie rozwiąże żadnego z problemów.

Mimo chwilami irytującego dociskania pedału melodramatyzmu, Podwójna osobowość nie przekracza w tym względzie granic przyzwoitości. Jest sprawnie rozegrana i zagrana (przez po części almodovarowe i sprawdzone twarze), no i pięknie sfotografowana – prawdziwie gorąca scena męsko-męskiego seksu z udziałem Bardema zapewne wielu zrekompensuje najbardziej nawet rozczarowujące pozostałe dziewięćdziesiąt minut seansu. A że Vera nie jest Almodovarem? No cóż, gdyby był, to nie nakręcił by Drugiej skóry, tylko Skórę, w której żyję. I to jest właśnie ta różnica…

Trudno mu mieć za złe. W końcu stara się równać do najlepszych.




















Podwójna osobowość / Druga skóra (Segunda piel / Second Skin)
melodramat, Hiszpania 1999, 100′
scenariusz: Ángeles González Sinde
reżyseria: Gerardo Vera

wystepują: Javier Bardem, Jordi Mollà, Ariadna Gil, Cecilia Roth
film prezentowany na pokazie filmowym LGBT, Krytyka Polityczna, Warszawa, 29 sierpnia 2011 r.