HIT DNIA: Kylie & Danii – Winner Takes It All

Tak, tak, Robaczki Drogie, nic się nie mylicie…

Chodzi o nieśmiertelnika ABBY, który dopiero co z taką pasją wyśpiewywała z siebie na wzgórzu Meryl Streep. Ubiegły rok to najwyraźniej jakieś mamma-miczne apogeum. Tym razem piosnka szwedzkiego kwartetu zdziałała jeszcze więcej, bo połączyła siły dwóch ikonicznych siostrzyczek Minogue. Jedna od dawna ugruntowała swoją pozycję jako gejowska ikona, druga poczyna sobie regularnie na europejskim rynku muzyki tanecznej, z całkiem przyzwoitym skutkiem. Osobiście mam z nimi tylko jeden problem: pomijając podobieństwo fizyczne, nigdy nie potrafiłbym odróżnić ich po głosie, gdyby wymieniły się piosenkami 😀

W 2008 roku zaśpiewały wreszcie w duecie na potrzeby soundtracku do miniserialu produkcji BBC, Beautiful People, samego w sobie też nieźle przegiętego. Jak brytyjczycy to robią, że kręcą komedyjki o prowincji, które bawią masy opowieścią o queerowym dzieciństwie dwóch chłopców? Kiedy amerykanie nakręcili serial o tym samym tytule, to musiał być 3 razy dłuższy i oczywiście rozgrywać się w metropolitarnym świecie wielkiej mody… Well.

No ale nie ma się co dziwić brytyjskiej klasie, skoro serial napisał pan od Gimme Gimme Gimme, a wyprodukował osobnik, odpowiedzialny za Absolutely Fabulous.

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=5st6ait1nv%26node=f_449853966

HIT DNIA: Edyta Górniak – Sylwester 2008/2009

Witajcie w Nowym Roku, wedle naszej rachuby, 2009 😀

Jeśli było warto odczekać ten tydzień stawiania sprzętu na warszawskim placu Konstytucji, a potem przecierpieć Wyjca Sezonu z zespołem Feel, reanimację discopolo wcielonego w nieśmiertelnych Bojsów, oraz wszystkie przeboje ABBY przemielone pod gust carycy Terentiew, to między innymi po to, żeby doczekać najnowszego występu Edyty Górniak, i przekonać się, że może jeszcze nie wszystko stracone.

Wersja Jestem kobietą świeżo elektrotyzująca, aż szkoda że w ledwie-dwuminutowym wycinku:

Także Impossible w ciekawym, mniej znanym miksie, choć chyba raczej z playbacku.

Gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, czemu to pokazujemy, zapraszamy do skonfrontowania z wykonaniem na poprzednim polsatowskim wieczorze Sylwestrowym, w Krakowie. Rok później Edytę ktoś ubrał dużo stosowniej do mrozów, zmuszając ją też strojem do stylowych poruszeń, i wkomponował choreograficznie w modne sweterki na kilku panach.
No i co tu dużo kryć, filmik kończy się życzeniami, pod którymi podpisujemy się wszystkimi możliwymi rękoma.

Całujcie się dużo, to odmładza!

PS. Samej Edycie życzymy, aby po tym przedsmaczku i obietnicach, odbiła się wreszcie od dna pt. E.K.G. i pokazała, że potrafi.

HIT DNIA: The Ones – When we get together


W przypadku tak młodego blożka, jak QueerTunes, nie możemy pokusić się o redakcyjne podsumowanie sezonu, więc idziemy w drugą stronę, przypominając w wigilię Nowego Roku The Ones, przegięte trio, podchwycone i wylansowane na skalę światową przez George’a Michaela.
Jakkolwiek twórczość The Ones bywa bardziej alternatywna, When We Get Together z połowy mijającego 2008 roku, pozostaje jak najbardziej w klimacie najpopularniejszego jak dotąd hitu zespołu, Flawless.
Jeśli przyszło nam do głowy przypomnieć teledysk w wieczór sylwestrowy, to dlatego, że kawałek świetnie się tańczy, a sam filmik niesie dodatkowe atrakcje: W migawkach gościnnie pojawia się w nim śmietanka nowojorskiej queerowej bohemy muzycznej, i nie tylko.
Obok oczywistych nazwisk, jak Jake Shears, Debbie Harry, Ari Gold czy UltraNate, pojawia się szereg innych: Cazwell, Colton Ford, Adam Joseph, Keo Nazari – to o nich, i o wielu innych, pisać będziemy w 2009 roku.
Tymczasem – szampańskiej zabawy.
‚cos we all are the ones…

HIT DNIA: Sam Harris – You Are So Beautiful

Ten gościu ma głos. I lubi to pokazywać, czasem do przesady. Trudno uwierzyć, ale już paręnaście lat temu, jako półfinalista amerykańskiego StarSearch (tak-tak, Idol nie jest taką znów nowością), udało mu się w popisowych manieryzmach zarżnąć gejowskiego klasyka, Over the Rainbow. Co nie przeszkodziło mu podobnymi popisami zwyciężyć, dzięki czemu miał okazję popisywać się w podobny sposób wielokrotnie.
Na szczęście potrafi też inaczej, stonowanie. W pełni rehabilituje się innym coverem: You Are So Beautiful (najlepiej znane z chrypy Joe Cockera), brzmi w jego interpretacji niezwykle delikatnie.

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=ybakncfetx%26node=f_449854756

HIT DNIA: Luis Miguélez ft. Bianca Fox – Lonely Julia


Luiz to klasyczny performer o setkach twarzy. To przesada, ale kilka alter ego ma na pewno. Jako Sanlui zaczął dwoma singlami w 1990 roku, współprodukując w tamtym czasie m.in. słynne duo żeńske, Barracuda (to te paniusie, co to ‚yes sir, I can boogie‚).

W głowie miał jednak dużo bardziej pomieszane, czego dowiódł nagrywając po hiszpańsku, niemiecku i śmiesznoangielsku najpierw pod szyldem Glamour to Kill, a ostatnio pod własnym nazwiskiem w trio The Glitters (aka Glitter Klinik).
Specjalizuje się w mniej lub bardziej agresywnej elektronice – do tej ostatniej zaliczyć należy z pewnością dwa covery – In Your Eyes Kylie Minogue oraz Boys Sabriny.

Lonely Julia to na tym tle niemal tradycyjny pop, gdyby nie opowiadał o transseksualnej prostytutce. Duet ze steraną życiem, ‚starszą panią’ o wyrazistym głosie, zdartym zapewne alkoholem i dymem nocnego życia, jest prawdziwie ujmujący, a towarzyszący mu teledysk należycie i po berlińsku dekadencki, aż się z Kabaretem i jego dziwadłami łza w oku kręci…

HIT DNIA: Lily Allen – Womanizer

Imeem.com zachęca do głosowania, która wersja Womanizera jest lepsza. QueerTunes ma swoje zdanie o rozdmuchanym za wielką kasę „comebacku” Britney. Nie taka znów wybitna piosenka w ustach Lilly Allen i w lindoperrowej aranżacji pokazuje swój urok. Gdyby tylko odrzeć najnowszą płytę pani Spears z całego studyjnego hokus-pokus, okaże się, że Circus zawiera całkiem ładne melodie. Szkoda tylko, że zagłuszone elektronicznym popiskiwaniem i mnóstwem pustych dźwięków, jakie próbuje wydobyć z siebie wokalistka.

KIT GRUDNIA: Britney Spears – Circus

premiera: 2 grudnia 2008 r, wytwórnia: Jive Records

Cyrk prawdziwy.

Krótko: ostatnia płyta Brit to jakaś kompletna pomyłka. Udawanie, że oto wróciła popowa księżniczka zakrawa na śmieszność, gdy wokalistka zbiera komplementy, że podczas któregoś z występów nareszcie udało jej się zbornie poruszać ciałem i ustami do playbacku. Imeem.com udostępnił listę z płytą Circus na tydzień przed premierą (teraz okrojoną do 30-sekundowych fragmentów), ale szczerze – do dziś nie udało mi się dobrnąć nawet do połowy.

I nie chodzi nawet o to, że każdy utwór zaczyna się identycznie popierdująco-stukającymi dźwiękami. Jeszcze bardziej od warstwy ‘muzycznej’ irytuje tekstowa i mentalna, bo ileż lat dorosła kobieta po przejściach, które dokładnie zna cały świat, może postękiwać bez końca swoje ‘baby-baby’ na emocjonalnym poziomie czternastolatki. Nie mówiąc już o tym, że Circus jest tak wtórny do poprzedniej płyty, że na ucho trudno odróżnić, której się akurat słucha (to także przypadłość najnowszej Madonny, w tym względzie panie idą ramię w ramię).

Britney dała ciała. I nazwiska. I – niestety – głosu. Byle wschodząca gwiazdka 17 edycji albańskiego Idola poradziłaby sobie pewnie z tym samym materiałem dużo lepiej…

http://media.imeem.com/pl/F0FRnof90H/aus=false/

HIT DNIA: Sugababes – No Can Do

Ok., przyznajemy, wstawiamy to wideo bez jednego przesłuchania. Przecież nikt nie będzie udawał, że ogląda Womanizera dla ociężałej, przytupującej Brit w różnokolorowych perukach… O ile jednak tam mamy do czynienia z jednym gładkolicym samcem, tu przewija się ich całe stado, w dodatku z założenia w zachęcającym braku odzieży.
Wprawdzie podobnie kiedyś poczynała sobie już niestrudzona Kylie, ale na nas ta zagrywka działa jednak niezawodnie…

PS. Po przesłuchaniu klipu dodajmy, że spodobał nam się także nieco oldskulowy klimacik muzyczny. Trzeba posłuchać jeszcze raz…

Funplex by B52’s


Legendarna, queeerowa grupa powraca po 15 latach z nowym, a jednak znajomo brzmiącym repertuarem. Na rynku pojawiła się właśnie najnowsza płyta kwartetu, Funplex, będąca efektem spotkania na okazjonalnym, wspominkowym tournee. Charakterystyczny, kampowy styl muzyczny zespołu wzbogacony został przez nowych muzyków o brzmienia elektroniczne – tyle cytatów, bo przesłuchanie tytułowego singla pozostawia wrażenie, że od przełomu lat 80. i 90. ubiegłego stulecia niewiele się zmieniło. W tym wypadku to nie zarzut, w końcu jest tyle przeciętniejszych wykonawców, którzy po latach próbują udawać, że nic się nie stało. Photoshop, młodzi producenci oraz chirurgia plastyczna może nas wszystkich utrzymywać jeszcze przez chwilę w tej słodkiej ułudzie…