SMILEY: #kinktober by Rafael Bastos

rafabrilustra_000.jpg

Rafael Bastos, na insta i innych społecznościówkach znany pod nickiem Rafabr, jest autorem serii #pornolhices, wykonuje grafiki na zlecenie, i cały październik fantazjuje o fetyszach w ramach akcji #kinktober: powyżej wariacje na temat nipple – collaring – dirty talkbiting, poniżej kilka innych.

Przykłady bardziej explicite na TumblrTwitterze, InstagramieFacebooku.
Tak, są też prace w kolorze…

https://www.instagram.com/p/BhCvcs1grFr/?utm_source=ig_web_button_share_sheet

https://www.instagram.com/p/Bd-XRtyAEDI/?utm_source=ig_web_button_share_sheet

https://www.instagram.com/p/BZ1Kw7pgOux/?utm_source=ig_web_button_share_sheet

https://www.instagram.com/p/BWStfXQAxD8/?utm_source=ig_web_button_share_sheet

FLASHBACK: 11 listopada, Jackson, Ars Homo Erotica, Scarnici, Madonna, Sporniak, PSB, Randy Blue


zdjęcie tygodnia: kontrmanifestacje w czasie marszu narodowców w Warszawie (źródło: gazeta.pl)

Ubiegły tydzień zdominowały przygotowania do marszów 11 listopada, a później – relacje z ich burzliwego przebiegu. Wobec blokad przeciwników spod szyldu Porozumienia 11 Listopada, przemarsz połączonych sił faszyzujących ONRu i Młodzieży Wszechpolskiej skierowany został przez policję na inną trasę, i tam właśnie doszło ostatecznie do starć. Ofiarą zdarzeń padł m.in. Robert Biedroń, który po zatrzymaniu oskarżył policję o pobicie. Rzecz jasna rozwój wydarzeń komentowali obszernie blogerzy, oto kilka głosów:

Dazzlite: Gdyż jakkolwiek zgadzam się, że symetrii takiej nie powinno być, kontrmanifestacja antyfaszystów w przerażający sposób zbliżała się do symetrii właśnie. A skutki mogą być bardzo złe. (…) Ja też widziałem tych przeciwników MW. I też odniosłem wrażenie że to oni są faszystami. O narodowcach mówili oni: „trzeba wyplenić te chwasty” czy też „w tym mieście nie ma miejsca na te śmieci”. DOKŁADNIE te same słowa wypowiadali skini mówiąc o gejach przed EuroPride.

Abiekt: Mam poczucie, że niezależnie od tego co się stało, wiele osób zaczęło się zachowywać nielogicznie. Prawo nie jest od tego by chronić „moralnie wyższych”, a od tego by chronić wszystkich. Hipokryzja polega na tym, że jakoś nikt do tej pory nie przyglądał się „delikatności” zatrzymań przeciwników parad, ale gdy nas to dotyka – jest krzyk. Należy pamiętać, że policja też pracuje w stresie… to są ludzie, nie faszyści – jak by chciała Antifa. Zapominamy też o tym, że de facto policja mogła zatrzymać wszystkich, którzy znajdowali się na nielegalnej demonstracji. Z tego co wiem nawet nie wylegitymowano jej uczestników i uczestniczek. To akurat umyka komentującym.

Zmyślnik: Jeszcze ta kwestia rzekomo symetrycznej przemocy. Na kogo polują narodowcy? Na wszystkich za wyjątkiem innych narodowców i „nieuświadomionych mas” – materiału do konwersji na „masy uświadomione” i narodowe. Może jestem naiwny – ale nie wydaje mi się, by cokolwiek podobnego miało miejsce w przypadku anarchistów. Tak, darzą oni niechęcią faszystów. Jasne – wierzę, że jak w każdej ludzkiej populacji znajdą się wśród nich bydlaki, gotowe pobić gdy im się napatoczy ktoś „z przeciwnego obozu”. Tylko ten „przeciwny obóz” w przypadku narodowców jest niewspółmiernie większy.

Emocje wrzały nie tylko na forach prasowych, ale także na FB, gdzie ze swojej strony skontatowałem m.in. ze smutkiem:

nie ma zwycięzców.
marsz się odbył, na nim też zgromadzili się ludzie, którzy są przekonani o sukcesie. że mimo zadymy lewaków i zboczuchów dotarli gdzie chcieli.
we własnej głowie każdy może być zwycięzcą. problem w tym, że wielu narodowców przychodzi z tym samym przekonaniem, i z tym samym wychodzi. i trochę nie mamy na to wpływu, niezależnie od tego, ilu ludzi siądzie na tym asfalcie (całość dyskusji tutaj)

Sprawa Roberta Biedronia i pobić przez policję trafiła do prokuratury, ma również zostać zbadana przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Przebieg akcji policyjnej, jak również udzielenie przez władze stolicy zgody na przemarsz parafaszystowskich organizacji, skrytykowany został przez organizacje praw człowieka, m.in. fundację helsińską oraz polityków lewicowych. Wydarzenia warszwskie podsumowane zostały także w niedzielę podczas dyskusji w siedzibie Krytyki Politycznej.

Wobec powyższego trudno się dziwić, jak nieliczne okazują się pozostałe queerpopowe ‚wrzuty’ na FB zeszłego tygodnia:

Na koniec milusińska piosnka, skręcona z disneyowskiej ramotki przez tego pana:

I to by było na tyle. Przynajmniej na tydzień…

CLIP DNIA: François Sagat for Lukas Beyeler


Szczerze przyznamy, że nie przepadamy za jego filmami stricte ekhm… erotycznymi, natomiast nie możemy odmówić temu zawodowemu ekhm… modelowi, że jako jednemu z nielicznych przedstawicieli branży dla dorosłych udało mu się awansować do rangi ikony pozapornograficznej (patrz na przykład tu i tu). Charakterystyczna uroda François Sagata, wsparta jeszcze bardziej znamiennym tatuażem skalpu, muskularna budowa, w połączeniu ze słabością do mody, otwartością na eksperymenty z własnym wizerunkiem i – najwyraźniej – sporą dawką autodystansu, sprawiły, że uczestniczył w najróżniejszych projektach (para)artystycznych (np. jako muza słynnego tandemu Exterface). Jego tyłek trafiał nie tylko na okładki pornoli, ale także magazynów modowych.

Jak wielu zdołał zainspirować, niech zaświadczy choćby zdjęcie poniżej, zapewne więcej niż znajome.

Niedawno rozpoczął przygodę z kinem w szerszym pojęciu. Po epizodziku w szóstej Pile zadebiutował w głównych rolach w niezależnych produkcjach: ostatnim hardcorowym dziele Bruce’a LaBruce, L.A. Zombie, oraz w dramacie Homme au bain / Man in Bath. Przy okazji premiery tych tytułów przeszedł do historii festiwalu w Locarno jako jedyny aktor, który pojawił się na nim w dwóch filmach jednocześnie. W ubiegłym tygodniu zaś trafił do sieci klip, jaki przygotował we współpracy z Lukasem Beyelerem, którym przebił nawet swoją słynną sesję jako Britney Spears (to jego wcielenie pojawia się zresztą w filmiku):

Czekamy niecierpliwie na takie nocne programy, w obojętnie krótej polskiej telewizji. Nam szczególnie przypadła do gustu druga połowa klipu, w której zabawa rozkręca się na dobre, ukazując cały słoniowy wdzięk pornoaktora. Ciekawych jego dalszych (a właściwie wcześniejszych) eksperymentów z ciałem, modą i fotografią, zapraszamy na obszerne archiwum bloga fsagat.blogspot.com – rzecz jasna w dużej mierze dla dorosłych.

VINTAGE CORNER: Przyszłość – aktywacja!

Archaiczna moda sportowa końca lat 70. i początku 80. – dziś rozczula tak samo jak liternictwo i niemal wszystko inne z tamtej epoki. No i rzecz jasna – obowiązkowy wąsik. Jak to być może, że kiedyś wszyscy bez wyjątku wyglądali z nimi sexy?
Powabny pan nazywa się Ty Granger i różnych wspominkowych serwisach można odnaleźć klipy z filmów z jego udziałem.

CLIP DNIA: Colton Ford – Loosing My Religion

Swego czasu Abiekcik skwitował muzyczne dokonania Coltona Forda krótkim „wolę, jak się j…bie, niż śpiewa”. W wypadku singla promującego nową płytę z coverami w wykonaniu masywnego porno(ekhm)modela, trudno się z tym zdaniem nie zgodzić. Michael Stipe, gdyby nie żył, to by się pewnie teraz w grobie przewracał, a tak może przynajmniej się pogibie, bo przynajmniej rytmicznie jest…

HIT DNIA: Colton Ford – Thug of War


Spod poduszek, roześmiany, gibie się czterdziestoparolatek, Colton Ford. Były aktor filmów dla dorosłych nadal siłuje się z karierą piosenkarską: właśnie zapowiedział wydanie już w marcu 2009 płyty Under the Covers, jak tytuł wskazuje – z samymi kowerami. W pierwszym rzędzie ujawnił fragmenty swoich przeróbek mniej znanej piosenki Britney Spears, Trouble, oraz przeboju grupy Stardust, Music Sounds Better Without You. Obydwu kawałków można posłuchać tutaj.

A my tymczasem przypominamy jeden z ubiegłorocznych singli ex-porno-gwiazdy, Thug of War. Musimy przyznać, że oprócz sporej ilości ciała wymodelowanego ciała, Colton dysponuje też całkiem sprawnym głosem, trenowanym w kierunku r’n’b.

Jeśli komu mało jednego i drugiego, zapraszamy do wysłuchania (obejrzenia) innego kawałka, urozmaiconego obecnością Cazwella. That’s him.

Fabryka Gwiazd – prequel

No niech szczekają co chcą.
Polsat wiedział – nie wiedział, Szymański werbował – nie werbował, a może był, szantażowany, bity, a może nie. Obejrzałem w końcu to arcydzieło w dwóch częściach.
Okazało się ono – jak na nasze przaśne, krajowe warunki – całkiem znośne. Na początek lekki szok, jakim stało się potwierdzenie bajdur pewnego chłopca, z którym się onegdaj zetknąłem w innym mieście. Przechwalał się zawsze, że jest pornogwiazdą, otaczał go niesławny nimb deprawatora i werbownika właśnie (ha! co za zbieg okoliczności), i proszę, oto widzę, że kitu nie wciskał, tylko organy, zgodnie ze scenariuszem. Na szczęście nie miał za dużo do gadania, dzięki czemu wylewała się z niego tylko sperma, nie wrodzona głupota.
Ale ja właściwie nie o tym. W kwestii Marcinka najbardziej wzruszają napisane dla niego dialogi o roli przywódczej („rządziłem już od podstawówki”, „sam decyduję z kim się będę pieprzyć” itepe). Ostatecznie jednak moje wieczorne double feature – including nieudolne double penetration – ujawniło szczegół najbardziej mnie w tej aferze interesujący: kutasa nasz narodowy pornofryzjer ma fajnego.
A że aparycja nieco się Marcinkowi przez te parę lat poprawiła, nie powiem – uściśnięcia ręki bym chłopcu nie odmówił.