VINTAGE SCREEN CRUSH: Harrison Ford

Jak na standardy hollywodzkie, Harrison przebił się na dobre do pop-panteonu kina dosyć późno, bo w wieku trzydziestu pięciu lat jako Han Solo, by przypieczętować świeżą sławę jako Indiana Jones w 1980.

Pierwsze/czwarte „Gwiezdne wojny” przypadły na początek mojej podstawówki, do dziś pamiętam kolejki do premierowych kin: komuna nie komuna, ale Kino Nowej Przygody z impetem przebiło się na także na polskie ekrany, wiele z ówczesnych tytułów oglądało się na dużym ekranie po kilka razy (na przykład siedem).

Wraz z kolejnymi częściami jednej i drugiej sagi, Ford ze swoim szelmowskim uśmieszkiem i niedbałym zarostem na dobre zagościł w queerpopowym serduszku – kilka egzemplifikacji jego uroku osobistego na załączonych obrazkach. Dziś aktor, jak większość moich ulubieńców, dobiega osiemdziesiątki, co mówi samo za siebie, cieszmy się więc zakurzonymi zdjęciami idoli, zanim wszyscy w końcu trafimy wreszcie do zakurzonego kącika vintage.

PIECE OF ART: José Pedro Godoy

José Pedro Godoy pochodzi z Chile, urodził się w 1985 roku, jest absolwentem sztuki na Katolickim Uniwersytecie Pontyfikalnym w Chile. Specjalizuje się w przedstawieniach natury, egzotycznych roślin, zwierząt, an bazie których zaprojektował wzory do kolekcji odzieży Roberto Cavalli PreFall2019, a także (przeważająco) męskich aktów i scen erotycznych, maluje zarówno w formach małych, jak i panoramicznych scenach rodzajowych. Oprócz Chile wystawiał także w USA, Hiszpanii, Panamie i Argentynie.

Więcej prac artysty: josepedrogodoy.com | Instagram

BEARDY: Cold.Dude by SHB Project

beardy_shbp_00.jpg

Zdjęcie w czapeczce i szaliku wprawdzie wpisuje się w aktualny klimat pogodowy, lecz w portfolio SHBProject stanowi wyjątek, bowiem jeśli już jego bohater się w cokolwiek owija, to w zwiewne tkaniny i elementy odzieży, które raczej na niemal malarskich w charakterze portretach więcej uwypuklają, niż cokolwiek zasłaniają.

beardy_shbp_24.jpg

Trwający od 2015 roku Projekt SHB początkowo nie miał nawet autora: na niektórych zdjęciach wciąż widnieje podpis IAmTheAnonymousPhotographer. Dopiero z czasem anonimem okazał się Alex Etimoff, także akronim SHB został rozszyfrowany – pod trzema literkami krył się ze swoją brodą i zgrabnym ciałem Slayton Hurst Bourdon z Nowej Zelandii.

beardy_shbp_19
beardy_shbp_22

Strony projektu na Tumblr, Flickr i EtsyStrona autora, fanpage na FB.

Co do Slaytona, to jeszcze przed spotkaniem z Etimoffem miał na koncie film krótkometrażowy, a bez brody mierzył się wokalnie z repertuarem jazzowym. Taka artystyczna dusza…

Komu mało, znajdzie na jutubie obszerniejsze fragmenty tego koncertu. Na jesienną słotę jak znalazł…


Podoba Ci się ten post? Postaw kawę Autorowi!
Płatność CC na byumeacoffee.com Płatność PayPal na ko-fi.com

REDALERT: ginger.thom on Instagram

ginger_thom_02

Tym razem dwa w jednym: łysy, ale rudy.  W dodatku lekarz i lubi zwierzęta.

Na zdjęciu z sesji @superchargedguys prezentuje więcej wdzięków. O ile to w ogóle możliwe…

ginger_thom_01

W ujęciach niestudyjnych też prezentuje się całkiem dobrze. Na długie, coraz bardziej jesienne wieczory – jak znalazł.

ginger_thom_00

https://www.instagram.com/p/1vys-9ycGh/?utm_source=ig_web_button_share_sheet

BEARDY: Paul Rudd

beardy_paul-rudd_01.png

W sekcji LGBT na HBOgo premiera komedii Idealny dom (2018), który zamierzałem obejrzeć od jakiegoś czasu, głównie z uwagi na obsadę i reżysera, do którego Ich troje z 1994 roku do dziś mam słabość. Najnowszy film okazuje się nieco sztampową przypowiastką o rodzinie, którą jednak – mimo mielizn i zastrzeżeń – ogląda się z przyjemnością.

No dobra, przecież i tak wiadomo, że chodzi o słodziaka, Paula Rudda, którego wdzięk ratuje dużo słabsze produkcje. I który pojawiał się w nich już z różnymi brodami, ale na taką stylówkę nie byłem przygotowany – w pierwszych ujęciach nawet nie poznałem nawet, że już pojawił się na ekranie.

ideal-home_10

O samym filmie więcej napiszę nieco później, jak tylko przestanę kompulsywnie przeklikiwać galerię poniżej.

 

Dla porównania kilka innych potretów Paula, w różnych stadiach zarostu:

 

I jeszcze dwa portrety autorstwa Matthew Brookesa:

beardy_paul-rudd_10

beardy_paul-rudd_11

Tak więc, rozumiecie, recka filmowa chyba nieprędko…

REDALERT: Brandon Connelly by Thomas Knights

redhot100_001m

Projekt Red Hot 100 datuje się na rok 2014 i od tego czasu trudno było nie natknąć się chociaż raz na charakterystyczne, ogniste portrety na błękitnym tle. Zwłaszcza przy lekkiej obsesji na tle rudzielców (myśleliście, że skąd te qpopowe kolorki…)

Jak stwierdził autor przedsięwzięcia, przyświecał mu nadrzędny cel:

I want to rebrand the ginger male stereotype.

motywacja tym bardziej chwalebna i słuszna, że sam fotograf sroce spod ogona pod tym względem nie wypadł (ani pod żadnym innym też):

https://www.instagram.com/p/BmkzT-wFIKs/?utm_source=ig_web_button_share_sheet

Idea okazała się chwytliwa i rozwojowa, że kolejne kalendarze 2018 i 2019 zyskały już podział na podkategorie ‚rudzielce brytyjskie’, ‚rudzielce amerykańskie’, ale też ‚red butts’ i ‚red cocks’. Komu mało, poniżej kilka innych książkowych przykładów z pierwszego wydawnictwa, jednak przeważająco ‚portretowego’.

 

 

 

 

 

 

 

A dla tych, którym do gustu przypadł szczególnie tytułowy obiekt dzisiejszego posta, Brandon Connelly, jeszcze kilka miłych oku obrazków z jego instagrama:

https://www.instagram.com/p/Bj_glaXAvgO/?utm_source=ig_web_button_share_sheet

VINTAGE CORNER: RuPaul (Selfportrait, 1981)

vintage-rupaul_1981

Mama Ru. Instytucja. Ikona. Showbiz. Kontrowersja. DQ. Emmy. Netflix (jak wszystko w dzisiejszych czasach). Rok 2018 jest zdecydowanie dobry dla Ru Paula. Jak słusznie zauważył niegdyś Queerty: osobowości tej rangi nie rodzą się ot tak, z dnia nadzień, ale wyrastają przez długie lata – w dużym skrócie fotograficzno-jutubowym przedstawione tu.

Na qpop. tymczasem minigaleria zdjęć tak starych (tak, znów mowa o latach osiemdziesiątych!), że ze świecą ich szukać na oficjalnych kontach myspace.com (o dziwo, ciągle jeszcze istnieją!), czy na innych stronach tak starych, że wyglądają jak klejone z bibuł na starych internetowych powielaczach.

 

BEARDY: Mathu Andersen


Dzisiaj brodacz ‚z okładki’ – jak widać przekomponowaliśmy nieco bloga, który teraz zwieńczony jest czymś, co w erze fejsbuka nie da się nazwać inaczej, jak cover photo (wcześniejsze zdjęcia z tej sekcji do obejrzenia tutaj).

Mathu Andersen to brodacz nietypowy, bowiem w jego przypadku broda, włosy i ostry makijaż to wyraz kreacji, bardzo często genderowej. I tak, kto skojarzył malunki na jego twarzy z przerysowanymi makijażami Amandy Lepore, Sharon Needles czy wreszcie – w wersji stonowanej – z tapetą RuPaula, nie jest bynajmniej w błędzie. Mathu jest współproducentem, makijażystą i konsultantem artystycznym Drag Race.

Uderzające zresztą, że sam siebie kreuje podobnie jak RuPaula – drobniutcy, mizerni wręcz panowie, teraz już w średnim wieku, których alter ego rosłe divy, do których pasuje tylko inne modne obecnie słowo cudzoziemskie – fierce.


Poszperaliśmy trochę w poszukiwaniu portretów mniej ucharakteryzowanych, i okazuje się, że także z całkiem regularnym zarostem Mathu jak najbardziej do twarzy. Nas po przejrzeniu zdjęć bardziej prywatnych (także na blogu) uderzyła powaga ich bohatera, na niektórych z jego oczu bije przenikliwy smutek.

Czyżby kolejny szaleniec sceniczny, który po zdarciu warstw makijażu i misternie utrefionych peruk (czy sztuczne brody to także peruki?) okazuje się cichym, z pozoru nudnym, zahukanym mizerotą, którego nikt nie podejrzewałby o nocne szaleństwa w charakterze brodatej drag queen z białymi szkłami kontaktowymi?

Andersen prawdziwie godny swego nazwiska…


Kilka kolejnych autoportretów Mathu po kliknięciu na ‚ciąg dalszy posta’. Jeszcze więcej – na jego fotoblogu.






VINTAGE CORNER: Summertime in the 1940s

Lato w rozkwicie, najbliższe dni wciąż z perspektywą ponad 40 stopni w słońcu – rzetelna pogoda wakacyjna, chociaż do nieklimatyzowanych pociągów czy autobusów wsiadać niebezpiecznie. Z tej okazji, na pół gwizdka, wrzucamy garść amerykańskich zdjęć okołourlopowych z lat czterdziestych ubiegłego stulecia.
Niestety, nasza skleroza nie podsuwa nam wspomnienia, z jakiego adresu pełnego setki podobnych obrazów kiedyś je ściągnęliśmy.


Jeszcze więcej zdjęć po kliknięciu na ‚ciąg dalszy posta’.





VINTAGE CORNER: Polaroids by Tom Bianchi


Dziś w temacie lato i wakacje, choć niekoniecznie do końca beztrosko.

W czasach, gdy nie trzeba było godzinami zastanawiać się, który z filtrów instagramu nada zdjęciu odpowiedni retrolook a-la-70s, zanim Tom Bianchi wyspecjalizował się fotografowaniu ciał rzeźbionych na kształt kloca, jako młody jeszcze człowiek, prawnik z wykształcenia, wyruszył w 1975 roku na Fire Island.

Wędrując przez pełną słońca i nagich ciał gejowską oazę, krainę nieskrępowanego seksu i radości życia, nie przeczuwającą drążącego ją wirusa, który już za chwilę miał uśmiercić większość jej bywalców, Bianchi znalazł cudowne zastosowanie dla swojego służbowego Polaroida. Pstrykał jak oszalały: na plażach, spotkaniach, imprezach, randkach, orgiach, w zatraceniu, zabawie oraz w chwilach wytchnienia.


Na ponad 6.000 zdjęć uwiecznił dekadencką epokę, ludzi z wszystkich sfer, znanych oraz całkiem anonimowych, którzy znaleźli swój raj, by w ogromnej większości stać się za chwilę ofiarami pandemii. Wycinek zbiorów doczekał w 2008 wystawy, teraz szykowane jest ich wydanie w formie książkowej oraz film dokumentalny

Jak przekonuje autor, to nie tylko zbiór pięknych wizualnie krajobrazów i seksownych ciał:

It’s our history, the birth of gay culture. The discos, the circuit parties. The cult of body idealization was also fostered in the Pines. We viewed America as a distant place, certainly physically distant. When we got onto the ferry we entered our own world. It was a hyper-active atmosphere. When AIDS hit, the Pines was dead center, ground zero. It would happen within the space of a summer. If there was a house that had six friends, come spring you would discover that everyone in the house had died. [źródło]

Więcej na temat polaroidów w artykułach na portalu GuySpy, Advocate.com oraz na stronie artysty. Trzy kolejne fotografie po kliknięciu na ‚czytaj więcej’.