COMMERCIAL BREAK: Sequoia snail – czy wyglądam zniewieściało?

Oglądamy ten spot po raz kolejny i nie możemy się oderwać.

Monolog neurotycznego ślimaka, niepewnego nie tylko swojej orientacji ale nawet płci, podany w duchu młodego Woody Allena (młodego ze względu na głos, bo rozterki mu pozostały), jest po prostu rozbrajający. Wprawdzie całość zmierza do puenty, że ślimaki są jadalne, bo to przecież reklama sklepu ze zdrową żywnością. Ale to akurat nie ma żadnego znaczenia, bo kto by tam na to zwracał uwagę wobec tak istotnych życiowych rozterek:

(via: copyranter)

COMMERCIAL BREAK: Asan Shower Gel for Men

Jedna z reklam wyróżnionych Brązowym Lwem w kategorii ‚film’ na zakończonym właśnie festiwalu Cannes Lions 2011. Powstała na zlecenie koncernu Cedderoth, ‚lidera środków higienicznych’ w Norwegii i Szwecji, a przy okazji właściciela polskich marek Soraya i Dermika.

Wszystko w tym filmiku łamie metroseksualny stereotyp, co zostaje ślicznie skontrapunktowane podkładem dźwiękowym, jakiego spodziewalibyśmy się właśnie po połyskliwym spocie z nieskazitelnie wygolonym i gładko umięśnionym młodzieńcem. „Delikatny masaż ciała” to tymczasem najczęściej grzebanie w pępku, a „higiena okolic intymnych” – w tyłku. Nic nie zostanie nam oszczędzone, nawet sikanie pod prysznicem (skądinąd bardzo proekologiczne).

Nie zmienia to faktu, że mimo ironii i prześmiewczego charakteru całości, misiak pozostaje na swój sposób zmysłowy. Ciekawi jesteśmy, czy ta produkcja to tylko festiwalowy gig, czy faktycznie zostanie zaprezentowana publiczności poza blogami poświęconymi reklamie. Oraz czy youtube zdecyduje się usunąć klip ze swoich zasobów z uwagi na dosdność i goliznę…

UPDATE
Plik zaczyna właśnie znikać z jutuba, na szczęście byliśmy zapobiegliwi:

http://www.box.net/embed/0v41xee3a5lknz0.swf

Nasza osobista nagroda za wytłumaczenie facetom, o co chodzi w potrójnym zastosowaniu kosmetyku ‚trzy w jednym’, gdzie shampoo, body & intim to po prostu hair, body & balls. Got it?

video credits:  Agency: LOS&CO, Oslo, Norway. Einar Film – Oslo, Norway [more]

SMILEY: Gay-Ville Ad

[Post archiwalny, zawierający odnośniki i podlinkowane elementy, z których część nie jest już dostępna w sieci.]
Całe szczeście, że upały nieco zelżały, bo oglądanie takich filmików przy trzydziestu stopniach w cieniu groziłoby poważnymi skutkami zdrowotnymi. Z drugiej strony autorzy doskonale wstrzelili się w plażową atmosferę, chociaż zapewnie niekoniecznie samej scenerii zawdzięczają 100.000 odsłon po pierwszych czterech dniach na youtube:

Reklama wyprodukowana została przez serwis Gay-Ville.com, pośredniczący we wzajemnym wynajmie miejscówek gejom podróżującym na światowe eventy LGBT (ale nie tylko). Póki co próżno szukać na liście atrakcyjnych celów podróży Warszawy, co akurat nieszczególnie nas dziwi – nieco bojowo i tradycyjnie zgryźliwie podsumował światowość stolicy Mike Urbaniak na stronie WAW.

Co ciekawe, filmik, masowo teraz linkowany na fejsie, został przez niektórych użytkowników serwisu zgłoszony jako obraźliwy. Na qpop.fb padła sugestia, że oprócz niezbyt eleganckiej zagrywki ejdżystowsko-seksistowskiej, można by też podnieść zarzut o uprzedmiotowanie męskiego ciała. O ile z pierwszym potrafimy się zgodzić i zdecydowanie nie pochwalamy, drugiego prosimy zdecydowanie więcej 🙂

VINTAGE CORNER: Esquire Socks

Właściwie nie mamy chyba nic do dodania. Hasło ‚you’re looking at a revolution’ mówi samo za siebie. Do naszych ulubionych rewolucjonistów mody (nie mylić z krzykiem mody) należy łyso-rudy jegomość w najciemniejszych okularach na szczycie tej piramidki wyrafinowanego gustu, skrywającego nieśmiało każde ze swych powabnych oblicz za obszernymi okularami przeciwsłonecznymi.

Rodzi się wprawdzie podejrzenie, że według twórców reklamy, ekskluzywne skarpetki odciągną swą jaskrawością uwagę od wszystkiego, ale chyba jednak nie do końca, bo w niektórych przypadkach wręcz uwagę przukuwają…

Ech, złote lata siedemdziesiąte… Tres chic…

SMILEY: Jizzle

W dzisiejszej edycji kącika humorystycznego zajrzymy na kanał telezakupowy, wykreowany przez twórców serii komediowej Whitest Kids U’Know:

Nic dodać (tu więcej filmików nowojorskiej trupy), nic ująć. Ze swojej strony znaleźliśmy nawet zastosowanie dla wyżętego w trakcie demonstracji nasienia:

źródło: 50 необычных визиток

No chyba, że to wizytówki wysoce spersonalizowane i personel Durexa załatwia wszystko we własnym zakresie. Ale w takim razie – co z paniami…?

VINTAGE CORNER: Green Lantern

O homoerotycznych podtekstach w opowieściach o superherosach w lycrze i innych opijajacych muskularne ciała materiałach napisano już całe tomy (poszukiwania tradycyjnie rozpocząć można od Wiki – tu i tu, a tu wręcz detalicznie). Do myślenia daje fakt, że podejrzenie pobocznego gejowskiego pocałunku na okładce zeszytu o Spidermanie wciąż budzi sensację AD 2010.
Jednak na długo zanim doczekaliśmy Rage’a – queerasfolkowego obrońcy Gaypolis, czy innego autentycznego bohatera w tęczowej pelerynce, gejowskiej braci bronić musieli klasyczni superherosi. Dziś przykład – jak byśmy to dziś powiedzieli – reklam społecznych, w których postaci DC Comics uświadamiają swoich czytelników w sprawach HIV/AIDS.
Plansze ukazywały się w zeszytach z lat 1992-1994. Oprócz gorących dyskusji fanów komksu, analizujących jakość artystyczną plansz czy warianty strojów postaci (ale nie tylko strojów), historyjki te budziły raczej rozbawienie swoją nieporadnością w podejściu do tematu – jak choćby ta powyżej, w której Green Lantern uznaje, że po pogadance do tłumu linczującego gejów, może spokojnie odlecieć, bo wszyscy będą się od tej pory kochali miłością bliźniego.
Ale cóż, taka rola superbohatera na etacie – nie do takich rzeczy ich zatrudniano

Dwie inne plansze z kampanii po kliknięciu na ‚czytaj więcej’.

VINTAGE CORNER: Gay Boy Polish

Owszem, wiemy: tytuł tego posta jest więcej niż mylący (już widzimy, jak trafiają na niego poprzez guglowe sidła amatorzy przaśnych wdzięków polskich chłopaków-amatorów). Tymczasem gay boy polish odnosi się do zupełnie innej działalności…

W szale przedświątecznych porządków trafiliśmy na swoim dysku na etykiety (jak się zdaje) australijskich produktów z lat 20. i 30. ubiegłego stulecia, kiedy słówko gay nosiło jeszcze tylko wesołe konotacje, nie to co teraz, w epoce rozpasania XXI wieku. Na gejowsko można było w tamtych pięknych czasach nie tylko wypolerować i nawoskować stół, ale także wypastować buty przed świątecznym przyjęciem. A zapewne także dużo więcej rzeczy, ze skoczną pieśnią na ustach.

Rzecz jasna wypastować, nawoskować i śpiewać mogła służba swojemu jaśnie-panu względnie wielmożnemu pracodawcy. Dziś nie spotykamy już tylu radośnie krzątających się boyów – no, chyba że w Buckingham przed weselem księcia lub u innych milionerów z Forbesa. En masse produkty czyszczące i chemię gospodarczą zawłaszczyły bowiem gospodynie domowe, wyemancypowane ostatecznie w ostatnich dekadach.

I nie wiedzieć czemu uśmiechają się w reklamach równie szeroko, jak niepolski chłopiec powyżej. Ani chybi coś im do tych specyfików dodają, i to od wieków 🙂

No nic, wracamy do sprzątania. Święta za pasem, a my – za lasem. Chociaż nie, za chwilę. Właśnie przekonaliśmy się, czego można się dowiedzieć, wrzucając w google tytuł tego posta. Wielce frapujące.