FLASHBACK: Nikita, SAS, Gaydar, Lady G., Bigwood, Ronaldo, Irving


 zdjęcie tygodnia: Cher odbiera od Gagi skórzaną torebkę do potrzymania,
 by za chwilę móc jej wręczyć jedną z licznych nagród.

Narzekaliśmy sobie tydzień temu pod nosem, że trochę mało dociera w to miejsce idei, podrzucanych na fanowskiej stronie QueerPopa, newsów i tematów, które nierzadko wymagały by poszerzenia. Niniejszym próbujemy to nadrobić. Pomysł jest taki, żeby tu co tydzień podsumowywać, co pokazywaliśmy tam, a tu nie. Oto próbka za tydzień ubiegły, kiedy to na FB linkowaliśmy do następujących tematów/artykułów:

Kolejność zdarzeń odwrotnie chronolgiczna. Na osłodę przywołamy jednego z nielicznych chłopców z cyklu QueerPop Daily, jakich pokazaliśmy przez tydzień (tak, tam też się obijamy). No i rzecz jasna (kto tego jeszcze nie zrobił) – zachęcamy do kliknięcia przy najbliższej okazji przycisku QueerPop – lubię to.

FOTO-SZOP DNIA: Ronaldino dla Armaniego

A jakże, te zdjęcia obiegły internetowy świat już ze dwa razy dookoła. I po raz pierwszy spojrzeliśmy na Ronalda bez poczucia lekkiej żenady. Próby wylaszczenia tego portugalskiego klocka z urąbaną miednicą na ikonę stylu (oraz gejów), budziły w nas od początku uśmiech politowania. Rozumiemy doskonale, że Armani potrzebuje kształtnych ciał, bo na innych ich bielizna wygląda co najmniej ironicznie, ale żeby od razu naciągać ją na taką górę mięcha, z daleka trącącą jakimiś sterydami?

To już nawet nie chodzi o to, że metroseksualny do szpiku kości Beckham może być tylko jeden: powabny, wyrzeźbiony ale bez przesady, męski ale gładki jednocześnie. Ma to w naturze, i tak samo pokaże się przed obiektywem w studio, jak i na zakupach czy wakacjach. 
Problem w tym, że Armani poszedł w przeciwległy bazar, na którym wszystko musi być duże, mięsite, wypomadowane i błyszczące. Ronaldina można ładnie upozować do czarno-białych zdjęć, ale i tak wiadomo, że prywatnie, do przyhotelowego basenu, założy na rękę złotą busolę, a na szyję toporny łańcuch. 

Chociaż poniekąd jest konsekwentnie – ten sam problem mamy z większością produktów Armaniego: najwięcej miejsca zajmuje na nich megalomańskie logo, jakby jakość i design nie mogły przemawiać same za siebie. I ta brylantyna-gancpomada wychodzi nawet na studyjnych zdjęciach z poprzedniego rzutu reklamowego Ronalda. To chyba dlatego nie pofatygowaliśmy się wtedy, żeby je pokazać.
Chociaż – jak powiadają – dla każdego coś miłego, więc proszę bardzo, nadrabiamy: portugalski gigolo w półpełnej krasie!