HIT DNIA: Jimmy & Rufus


Zbyt dużo dobra na jeden raz! Niemal jednocześnie pojawiły się nowe nagrania dwóch Pedalskich Diw, edycja taneczna oraz zblazowana. Chociaż ani to taneczne nie takie taneczne, ani zblazowane takie nieprzystępne. Tak czy owak miło usłyszeć po dluższej przerwie znajome głosy.
Jimmy Somerville (tak, tak, żyje) został zaproszony do współpracy przez paryską, damsko-męską parę dj’ów, działającą pod szyldem Scratch Massive. Efekt współpracy, kawałek Take Me There  przynosi efekt zaskakujący, aż szkoda że to tylko jednorazowy występ gościnny:

[źródło] [queerpop na soundcloud]


Rufus za to wraca z pełnowymiarową płytą, której oczekiwanie podkręca ciekawość, jak też brzmieć będzie w materiale, wyprodukowanym przez Marka Ronsona. Sądzą z pierwszego singla, podobnie jak w przypadku Bjork i róznych innych rozbuchanych indywidualności, nie dają się oni łatwo przydeptać buciorom producenta.

Co nie znaczy, że nie znać jego ręki:

[źródło] [queerpop na soundcloud]

Oba kawałki, acz trochę do siebie nieprzystawalne, trafiły od razu na naszą playlistę. Wiosna wisi w powietrzu…

FLASHBACK: G+, Flavors, Debiutanci, Tilda Swinton, Matt Alber, Penguin Prison, Madox

[Post archiwalny, zawierający odnośniki i podlinkowane elementy, z których część nie jest już dostępna w sieci.]
QueerPop – teraz także na Google+

Syndrom lata ani chybi, bo po przejrzeniu fejsowych wrzutek z tygodnia dochodzimy do konstatacji, że na QP nastał sezon ogórkowy, co bynajmniej nie znaczy, że nic się nie dzieje.
Zmęczyliśmy się chyba linkowaniem do polityki, której dość wszędzie wokół i do znalezienia bez trudu. Dostaliśmy jednak dzisiaj w tej kwestii dyskretne napomnienie – powoli doszliśmy bowiem do etapu, kiedy nasi fani, zniecierpliwieni brakiem interesujących ich tematów, wrzucają je na naszej tablicy sami. Obiecujemy więc poprawę w tym względzie.
Na swoje usprawiedliwienie mamy jedynie inaugurację konta na platformie Google+, osławionym anty-fejsbuku (zwanym pieszczotliwie gie-plus), chwilowo w stadium raczkującym, więc niewiele się tam dzieje. Ze dwa popołudnia zajęło nam przedyskutowywanie z innymi użytkownikami wad i zalet jednego i drugiego (w wyniku czego obwołani zostaliśmy hejterami).
Póki co G+ z klucza ruguje profile firmowe (ponoć oficjalnie wprowadzi je jesienią), więc już raz QP został na platformie zawieszony, niemniej działamy: kto ma konto, znajdzie nas tutaj.

QueerPop teraz także na Flavors.me


Dla tych, którzy nie zauważyli pojawienia się wielokolorowego kwadracika w górnym rogu naszej strony, bądź nie odważyli się/nie pomyśleli w niego kliknąć, donosimy, że uruchomiliśmy także profil na serwisie Flavors.me, który zestawia najświeższe wpisy z twittera oraz ulubione pliki z różnych serwisów (w naszym wypadku: vimeo, youtube, soundcloud i flickr). Kto więc ciekaw, co tam ostatnio gdzie polubiliśmy, znajdzie to teraz w jednym miejscu. Warto zajrzeć, zważywszy, jak niewiele z tego trafia tutaj, czy nawet na FB. Nie ma za co 🙂
Zanim się zorientowaliśmy, wciągnęło nas też wykazywanie, dlaczego tak bardzo rozczarował nas film Debiutanciod ostatniej wspominki nasze zdanie tylko się umocniło. I znów – po wielogodzinnych elaboratach – uznani zostaliśmy za hejterów, więc chyba jednak coś w tym jest.
Dla relaksu oraz w zachwycie jeden cały wieczór zaś przesiedzieliśmy na balkonie, podziwiając burzowe widowisko nad stolicą.

W przerwach w zrzędzeniu na to i tamto, i wszystko inne, zdążyliśmy donieść o następujących pierdołach:

Jak zwykle trochę też było muzyki:

Jako teledysk tygodnia pokażemy alternatywną (niezależną) wersję klipu do The Edge of Glory Lady G. W pierwszym odruchu próbowaliśmy wyłączyć muzykę zastanawiając się, czemu do cholery ktoś nakręcił tak miłą etiudkę akurat do tego kawałka, potem jednak jakoś się nam nawet wszystko ze sobą skomponowało:

Dlaczego ta wersja jest pod każdym względem lepsza od oryginału, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć…

CLIP DNIA: Kylie & Rufus – Locomotion


Ok. Walczyliśmy ze sobą, żeby tego pokazać, bo to w końcu nie fanowska strona Kylie.
Ale okazja taka jak doroczny koncert w centrum artystycznym Watermill nie nadarza się rzadko, klipy nas ujęły i po prostu nie potrafimy się przemóc. Oto dwie gejowskie divy pojawiły się i zaśpiewały wspólnie niejeden kawałek na koncercie zamykającym sezon letnich warsztatów ośrodka, biletowanym za niebanalną kwotę od 150 do 1.000 dolarów za sztukę (ta ostatnia kwota uwzględniała uścisk dłoni primadonn po występie).

Naczelna drama queen amerykańskiej sceny, Rufus Czerwonowłosy (na zdjęciach powyżej nie bardzo to widać), zmierzyła się niniejszym z repertuarem dużo lżejszym niż zazwyczaj, bo też Minożka przecież przy nim malutka i zwiewna, choć bynajmniej nie bardziej przegięta. Kylie najwyraźniej nieźle się bawiła, pokazując sporo dystansu do siebie, oraz że radzi sobie nie tylko przy wsparciu łupanek z playbacku i feerii brokatów na muskułach wyprężonych tancerzy w tle. Swoją Aphrodite zaśpiewała a capella.

W repertuarze dominowały piosenki Kylie (Locomotion, Can’t Get You Ouf of My Head, All the Lovers), pojawiły się jednak także klasyki: Don’t Go Breaking My Heart i Somewhere Over the Rainbow. Poniżej najlepszy jak dotąd technicznie fragment występu z tubki, więcej linków, pełen repertuar i wrażenia z koncertu m.in. tutaj i tutaj.

NEWS DNIA: Muzyczna inauguracja

A imię jego Czterdzieści i Cztery, a pomijając polską romantologię: Barack O.


Oczywiście nie piszemy o polityce, ale w tym tygodniu nie sposób: inauguracja prezydencka w USA to kilkudniowa uroczystość, obrosła licznymi imprezami towarzyszącymi. I tak na przykład dzień wcześniej, pod auspicjami telewizji HBO, odbył się na schodach Lincoln Memorial koncert, rzecz jasna transmitowany, w trakcie którego, m.in. po raz pierwszy w takich okolicznościach wystąpił gejowski chór, towarzysząc popowym solistom, Joshowi Grobanowi i Heather Headley w pro-amerykańskich przyśpiewkach.

Jako że żaden z chórów podczas tego koncertu nie był podpisywany, ten jeden wyróżniał się nie tylko szczególnie urodziwymi śpiewakami, ale także czerwonymi wstążeczkami, wpiętymi w czarne klapy. Koncert uświetnili także m.in. Aretha Franklin w legendarnym już kapelutku, która nadała patriotycznej pieśni nieprzystojne podteksty (my count…ry) oraz strofowała niesfornych widzów. O ile ona na chłodzie nieco zawodziła (a na biedną Edytę takie oburzenie!), to legenda wiolonczeli, Yoyo Ma, zdecydował ze swoim kwartetem wręcz grać z playbacku.

Ogólnie zainteresowanie zaprzysiężeniem było przeogromne. Tak ogromne, że przybyli nań ponoć nawet nawet kosmici (to nie żart). Zapewne uczestniczyli także w paradzie inauguracyjnej, w której trakcie – znów: po raz pierwszy – zajaśniała tęcza na bębnach orkiestry Lesbian & Gay Band Association, zrzeszającej muzyków z 21 Stanów.


Piątkowy bal ‚Out for Equality‚ pod auspicjami Human Rights Association, uświetnili obecnością m.in. wspomniany już Gay Men’s Chorus, Cyndi Lauper oraz największa pedalina wśród queerowych bardów, Rufus Wainwright. Niezwykle głęboki wywiad z artystą (ironia! ironia!), przeprowadził wysłannik coraz bardziej multimedialnego bloga, Towleroad.

Ogólnie rzecz biorąc, tym razem queerowych atrakcji nie brakowało. Gdyby ktoś jeszcze zastanawiał się, jakim stopniem uwielbienia cieszy się nowy prez, niech zajrzy tutaj. Można rzec, że to uwielbienie… dogłębne.

(źródło zdjęć: Towleroad)

HIT GRUDNIA: Matt Alber – Hide Nothing

premiera: 4 listopada 2008 r., wytwórnia: Tommy Boy

Chyba nieprzypadkiem pierwsze słowa, jakie padają na płycie Matta Albera, to ‘warm invitation’ – ciepłe zaproszenie. Bo od pierwszych taktów tego więcej niż uroczego albumu, ogarnia nas przytulna miękkość dźwięków, składających się w kojący strumień melodyjnych refleksji, i radosnych melancholii. Już pierwszy utwór (i zarazem pierwszy singiel), Monarch, uświadamia, że mamy do czynienia z muzyką pop, ale na pograniczu ballady poetyckiej, wyciszonej i osobistej w wyrazie.

Szybko wyjaśnia się tytuł całości: Hide Nothing. Leniwe rytmy unoszą się, zapętlają i opadają, a Matt otwarcie opowiada swoją historię, otwiera przed nami swoje intymne dzienniki, przede wszystkim jako gej, nie ukrywając do jakich podmiotów lirycznych śpiewa.

A wyśpiewuje właściwie wszystko. Od odkrywania własnej tożsamości (The Monarch), poprzez emocje inicjacji i szkolnego zauroczenia (pierwsze elektroniczno-liryczne apogeum – Field-Trip Buddy), aż po namiętności dorosłe. Głównie te głębokie, które nie lubią pośpiechu (smolikopodobne Slow Club), ale gdy już się rozwiną, to rozpędzają człowieka do prędkości kolejki górskiej, że potem to już tylko koniec świata (End of the World). Jeśli związek przetrwa te perturbacje, pozostaje powiedzieć sakramentalne słowo kocham, ale i to Alber robi ostrożnie (drugie liryczne apogeum – Walk With Me).

Na tle akustycznych instrumentów, uprzestrzennionych elektroniką i wzbogaconych orkiestracjami, wokalizami i chórami, Matt z umiarem acz w pełni demonstruje swoje możliwości głosowe. Pod tym względem szczególnie wybrzmiewa nieco orientalna Beoatia, w której pieśniarz z harfą tle prowadzi duet sam ze sobą, jako baryton oraz efektownym falsetem (kto nie wierzy, że można aż tak, niech zajrzy najpierw tutaj).

Jeden z amerykańskich krytyków napisał o piosenkach Albera, że tak zapewne brzmiałby Rufus Wainwright, gdyby wysłać go w kosmos i kazać nagrywać w stanie nieważkości. O ile przy pierwszym przesłuchaniu The Slow Club czy Walk with Me trudno nie dostrzec podobieństw w barwie głosu i stylu prowadzenia melodii, to Matt ma w stosunku do znamienitego barda jeszcze jedną, kolosalną zaletę: jest całkowicie odarty z manieryzmów i egzaltowanych zapędów scenicznej diwy (bez urazy, Rufus). Także w warstwie tekstowej pozostaje bardziej introwertyczny, w skupieniu przyglądając się detalom życia.

Jeżeli czegoś w tym obrazie z Rufusa brakuje, to czasem odrobiny więcej energii, ba! szaleństwa. Na płycie nie znalazły się ostatecznie gitarowe kawałki Your Birthday czy Anyone Out There, znane z wcześniejszego singla. To zapewne zabieg celowy, dzięki któremu czterdzieści minut klasyczno-popowej muzyki tworzy zamkniętą, kameralną całość, doskonałą do słuchania w intymne wieczory we dwoje. A zwłaszcza we dwóch

więcej: cała płyta Hide Nothing online na stronie artysty.

Bonus energetyczny, wcześniejsza piosenka Matta, Anyone Out There:
http://www.box.net/embed/jylr3ev49k14afb.swf


TRIVIA

  • Matt był uczestnikiem nigdy nie wyemitowanego show MTV w stylu Idola dla muzyków country.
  • Matt studiował śpiew klasyczny, występował także z chórem a capella Chanticleer, który za jego obecności wydał 7 płyt i zdobył 2 nagrody Grammy.
  • Matt zarejestrował i zmiksował płytę w całości na domowym Macu, z pomocą swojego ex-partnera, który ostatecznie został jej producentem.
  • Większość materiału muzycznego została opublikowana już w 2006 r. na samodzielnie wydanym singlu, Nonchalant.
  • Piosenka End of the World wykorzystana została na ścieżce dźwiękowej do filmu Noah’s Arch: Jumping the Broom – artysta uświetnił premierę swoim występem
  • pieśń Beotia opowiada o armii kochanków w starożytnej Grecji i napisana została specjalnie na otwarcie igrzysk Gay Games w 2006 roku
  • Hide and Seek jest coverem piosenki, pierwotnie śpiewanej a capella przez Imogen Heap, i w jej wykonaniu spopularyzowanej w kilku serialach, m.in. Heroes i L-Word
  • Matt udziela się społecznie, spotykając się w ramach żywych bibliotek jako wyoutowany artysta, biorąc udział w akcjach przeciw Prop. 8, a także na rzecz bezdomnej młodzieży LGBT.