FLASHBACK: GayEye, vimeo, Smolarek, Parada Równości, mowa nienawiści, WhoMadeWho, Parenthetical Girls

cytat tygodnia [źródło grafiki]

Zaniedbujemy się nieco z podsumowaniami tygodnia, ale to tylko dlatego, że zanim się orientujemy, już jest piątek, i tak naprawdę czas na kolejne podsumowanie, a nie na poprzednie 🙂

Tak czy owak tym razem w miarę na czas donosimy, że w ostatnich dniach na fejsowym fanpejdżu pojawiły się m.in. następujące tematy:

W ramach autopromocji trzy razy dziennie do fejsbuka wpadały obrazki z naszego reaktywowanego właśnie foto-archiwum na serwisie tumblr. W ramach wiosennych porządków zmieniliśmy nieco jego wygląd i wystawiliśmy na ogląd pod historyczną, dla niektórych swojsko brzmiącą nazwą GayEye (być może niektórzy wypatrzyli już nowe logo w również przebudowanym panelu po prawej). GayEye by queerpop o propozycja dla wszystkich, stęsknionych kolejnych red alertów i innych galerii ładnych zdjęć i grafik z panami (często również ładnymi). Jest ich w sieci tak dużo, że już zabezpieczyliśmy zbiory na całe miesiące, o czym czasami tutaj będziemy przypominać.

[zobacz oryginalny post na GayEye]

Uruchomiliśmy też konto na serwisie vimeo.com, przeznaczonym bardziej do promocji twórców i ich pracy, niż wrzutek fanowskich. Sporo klipów, filmików, teledysków pojawia się teraz właśnie tam, tak z uwagi na możliwość wgrywania produkcji o wyższych parametrach, jak i z uwagi na brak ograniczeń czasowych, więc znaleźć można na nim także pełne filmy godzinne i dłuższe.

Ciekawych zapraszamy do obejrzenia listy naszych lajksów, z których w ubiegłym tygodniu pokazaliśmy kilka:

Na koniec jeden z hitów ubiegłego tygodnia (tym razem jutubka): zmysłowy klip do najnowszego singla grupy Parenthetical Girls, o stosownym tytule The Pornographer – nie dziw, że pokazał się na GayEye zgodnie z tradycją queerpopowej ‚rudej środy’ 🙂

I to by było na tyle. Ciąg dalszy nastąpi (być może) za tydzień…

O-my-gaygod! Superhero!

Z caluśkiej olimpiady nie obejrzałem ani-ani kawałeczka.
Raz z braku telewizora, dwa z braku czasu, trzy z braku laku. Nie czuję z tego powodu cienia niedosytu.
Nie sposób jednak było odnotować procesu narodzin na tej imprezie nowego gejowskiego, wszechświatowego superbohatera. Jego losów także nie śledziłem, bo kibicowanie komuś li tylko dlatego, że jest jedynym wyoutowanym gejem na imprezie zbytnio trąci regułami politycznej poprawności, współczynników procentowych równych szans dla kolorowych etc. etc. i – brutalnie rzecz mówiąc – ośmiokrotny złoty medalista amerykański Phelps imponował mi o niebo bardziej.
Teraz jednak mamy do czynienia z sytuacją odwrotną: mistrz olimpijski, który przełamał monopol gospodarzy w swojej dyscyplinie, jest otwartym gejem. Swoją homoseksualność traktuje jako rzecz oczywistą, nie ukrywa partnera po szafach, w zasadzie nic się nie zmieniło ponad to, że na szyi dynda mu złoto.
Lubię ludzi, których sukces nie odmienia. Cenię ludzi pewnych kim są, tak w biedzie jak i w chwili chwały.
Teraz mogę bić brawo, chociaż z innego powodu.
Nie wiem, czy ktokolwiek dostrzeże tę subtelną róznicę…
A o samym medaliście troszkę więcej tutaj…