CLIP DNIA: Ari Gold – Make My Body Rock

Przyznajemy, są kawałki tego pana, które wpadły nam w ucho i oko dużo szybciej, ale najnowszy teledysk bardzo ładnie wpasowuje się w nową świecką tradycję Halloween, co do którego – przyznajemy bez ogródek – nie mamy nigdy pewności, kiedy wypada (wczoraj czy dziś). I nawet nie będziemy tego sprawdzać.

Teledysk wydaje się nam na miarę ery Czystej krwi, czy może bardziej serii Brotherhood – jest stosownie kiczowaty i plastikowy, a stopniem wyretuszowania dorównuje niejednemu softporno, w czym zresztą doskonale odpowiada jakości podkładu muzycznego. Nie wiemy, czy już tak zostanie, ale od momentu, gdy Ari samowolnie nadał sobie tytuł ‚sir’, brzmi dużo bardziej elektronicznie i podkręca korektory głosu na maksa.

Szkoła LadyG zrobiła swoje, zwrotkę od refrenu można odróżnić jeszcze jakoś dzięki intensywniejszym beatom:

Singiel Make My Body Rock to zapowiedź czwartego albumu Golda, którego premiera przewidziana jest w styczniu 2011. Clip powyżej to produkt, wobec którego nie jesteśmy już do końca pewni, czy to już pastisz, czy jeszcze nie. Jeśli miało być na poważnie, to chyba sobie całość zupełnie darujemy…

OKŁADKA TYGODNIA: True Blood w Rolling Stone


oryginalna okładka z udziałem Anny Paquin, Alexandra Skarsgarda,
i Stephena Moyera

Ręka w górę, kto nie słyszał o Czystej krwi.

Prawdziwy szał wampirzych ciał, coming out krwiopijczego podziemia, kwintesencja współczesnego serialu – dla jednych w swym posmodernistycznym geniuszu, dla innych – w niezmierzonej infantylności. Tak czy owak kult, który – jak widać powyżej – trafił na okładkę szaconego Rolling Stone. Bardzo rozebrany. Bo – wiadomo to przynajmniej od czasów Blade’a oraz Buffy – stereotyp mizernego w posturze wampira wychudzonego brakiem życia, przeminął bezpowrotnie już dawno (czyli co najmniej kilkanaście lat temu).

Nie trzeba było czekać dłużej niż dwa dni, by internet odpowiedział, co myśli tak o samym serialu, jak i – w konsekwencji – o rzeczonej okładce. W pierwszym rzędzie mistrzowie fotoszopa wyeliminowali z obnażonego towarzystwa jedyną kobietę, potem – w obliczu pustki po trzeciej postaci – do grona dołączył kolejny seksowny mężczyzna. To zdaje się odpowiadać na zamieszanie, jakie w mediach wywołał wpis z twittera jednego z graczy Philadelphia Eagles, jakoby serial stał się już ostoją homoseskualistów i jest too gay (do sprawy odniósł się także Advocate.com). Chwilę później musiał się z tego wpisu tłumaczyć.

I słusznie, bo prawda jest taka, że nie ma czegoś takiego, jak zbyt gejowskie. Zawsze może być gejowskie jeszcze bardziej. By zobaczyć, jak bardzo, kliknij czytaj więcej.


wersja 2.0 – poprawiona


wersja 3.0 – optymalna (choć też nie dla wszystkich)
Przy okazji co bardziej wiekowi obserwatorzy amerykańskiego rynku prasowego zwrócili uwagę na zabawne nawiązanie hedalineami do okładki Rolling Stone’a sprzed niemal 20 lat. Znamienna różnica – wtedy poświęcona była idolowi żywemu. I ubranemu.