SMILEY: Mind Palace


[źródło]

Cóż, który/która z nas tego nie zna. Powyższy obrazek to wprawdzie fanowski komentarz do czego innego, ale uniwersalna prawda przebije w każdym kontekście, nawet po francusku.

Na takiej stronie nie może rzecz jasna zabraknąć odniesienia do najnowszej edycji Sherlocka z Robertem i Judem, podsycającego odwieczne już domniemania o charakterze ich relacji.

VINTAGE CORNER: Robert Jeffrey – Vogue

Pewnie już wszyscy widzieli, ale co tam, nigdy dość, a zawsze to ukłon w stronę przegapialskich: oto internetowa sensacja ubiegłego tygodnia, linkowana gdzie popadnie.

O impecie, z jakim klip wtargnął do gejowskiej blogosfery niech zaświadczą cyferki: o ile w pierwszych dniach obejrzało go ledwie kilka osób, to potem padały kolejne rekordy – dzień 4: 4,5 tysiąca, dzień 5: 350 tysięcy. Łącznie filmik doczekał już prawie miliona odsłon na samym serwisie vimeo.com, gdzie pierwotnie się pojawił.

Trudno się dziwić tej popularności, bo rzecz jest urocza: w 1991 roku pewien dziewięciolatek pojechał z rodzicami do Hampton. Tamtejsze kasyno oferowało wówczas swoim gościom atrakcję w postaci stoiska z kamerą, gdzie na tle bluscreenu (na którym jako tło pojawiał się wybrany motyw) można było zainscenizować swój występ do ulubionej piosenki.

Nie zgadniecie, co wybrał mały Jeffrey:

Jeśli nie podlinkowaliśmy tutaj tego cudeńka wcześniej, to tylko dlatego, że opowieść Jeffreya zapowiedział inny blog, którego treść idealnie wpasowuje się w profil tego kącika: Born This Way. Kto nie był, niech natychmiast nadrabia – to urokliwy zbiór ilustrowanych zdjęciami z dzieciństwa opowieści dorosłych już ludzi, którzy próbują zdefiniować moment, w którym odkryli, że są homoseksualni.

W swoich wspomnieniach na tej stronie, Jeffrey tak komentuje występ powyżej:

I barely knew what homosexuality was when I performed to „Vogue” at age 9. Back then, I was precocious, but innocent: carefree, unaware, and having a blast. People ask if my parents knew I was gay then, but they didn’t know for years.

Paradoksalnie, moment który przywołuje z pamięci jako pierwsze uświadomione doznanie homoseksualne, przypada post factum na kilka lat wcześniej:

[it] occurred around age 4, while watching a TV special hosted by Shari Lewis. During a musical number, one of the male performers onstage happened to be gorgeous, muscular, and clad only in a loin cloth and fez. And my body tingled in a way I couldn’t understand.

I taka właśnie jest idea tego bloga. Może nie mówi nachalnie i propagandowo ‚homoseksualizm jest wrodzony’. Ale na konkretnych przykładach i typowych opowieściach z dzieciństwa przywołuje stwierdzenie większości gejów i lesbijek nieobce i wspólne: że to po prostu w nich już było.

A ciekawych, co wyrosło z takiego ładnego chłopczyka odsyłamy na jego profil na vimeo, z jedynym oficjalnym, dorosłym zdjęciem oraz na jego kanał w jutubie, na którym aż roi się od oldschoolowych, ponadczasowych diw.

CLIP DNIA: Daniel Joseph Baker – Bad Romance @ AGT

[Post archiwalny, zawierający odnośniki i podlinkowane elementy, z których część nie jest już dostępna w sieci.]
Mnóstwo tupetu i prawdziwie amerykańskiego entuzjazmu, z nieodłącznymi mu spazmami, piskami i szlochami teatralnego wzruszenia. Dość trafnie zdiagnozowany przez jurorkę, Sharon Osbourne jako Daniel Josephine Baker i nowy Liberace. Ale o ile całokształtem może drażnić, to rozdrażnienie natychmiast ulatuje, gdy siada do swojego KORGA i zaczyna śpiewać.

Bo na szczęście oprócz tupetu faktycznie ma talent:

[podrzucone przez Darka K.]

OKŁADKA TYGODNIA: True Blood w Rolling Stone


oryginalna okładka z udziałem Anny Paquin, Alexandra Skarsgarda,
i Stephena Moyera

Ręka w górę, kto nie słyszał o Czystej krwi.

Prawdziwy szał wampirzych ciał, coming out krwiopijczego podziemia, kwintesencja współczesnego serialu – dla jednych w swym posmodernistycznym geniuszu, dla innych – w niezmierzonej infantylności. Tak czy owak kult, który – jak widać powyżej – trafił na okładkę szaconego Rolling Stone. Bardzo rozebrany. Bo – wiadomo to przynajmniej od czasów Blade’a oraz Buffy – stereotyp mizernego w posturze wampira wychudzonego brakiem życia, przeminął bezpowrotnie już dawno (czyli co najmniej kilkanaście lat temu).

Nie trzeba było czekać dłużej niż dwa dni, by internet odpowiedział, co myśli tak o samym serialu, jak i – w konsekwencji – o rzeczonej okładce. W pierwszym rzędzie mistrzowie fotoszopa wyeliminowali z obnażonego towarzystwa jedyną kobietę, potem – w obliczu pustki po trzeciej postaci – do grona dołączył kolejny seksowny mężczyzna. To zdaje się odpowiadać na zamieszanie, jakie w mediach wywołał wpis z twittera jednego z graczy Philadelphia Eagles, jakoby serial stał się już ostoją homoseskualistów i jest too gay (do sprawy odniósł się także Advocate.com). Chwilę później musiał się z tego wpisu tłumaczyć.

I słusznie, bo prawda jest taka, że nie ma czegoś takiego, jak zbyt gejowskie. Zawsze może być gejowskie jeszcze bardziej. By zobaczyć, jak bardzo, kliknij czytaj więcej.


wersja 2.0 – poprawiona


wersja 3.0 – optymalna (choć też nie dla wszystkich)
Przy okazji co bardziej wiekowi obserwatorzy amerykańskiego rynku prasowego zwrócili uwagę na zabawne nawiązanie hedalineami do okładki Rolling Stone’a sprzed niemal 20 lat. Znamienna różnica – wtedy poświęcona była idolowi żywemu. I ubranemu.

EVENT NOCY: American Music Awards

O nocnej uroczystości American Music Awards trzeba wspomnieć przynajmniej z dwóch powodów. Po potyczkach z magazynem OUT Adam Lambert bez ogródek zaznaczył swoją seksualność, która we wszystkich doniesieniach przykrywa szczęśliwie walory muzyczne prezentacji. Operatorzy telewizyjni robili co mogli, ale migawki Adama z tancerzem u krocza oraz całującego się z klawiszowcem i tak przedostały się do świadomości publicznej. Chociaż trzeba oglądać uważnie – wspomniane momenty: 1’00” i 3’24”.

No i jakże moglibyśmy pominąć Lady G., która zaprezentowała fragmenty dwóch swoich utworów, o nieco odmiennej stylistyce. Najpierw było bardzo ciemno, a potem na scenie płonął fortepian.

Oprócz tego występowały inne gwiazdy, jak choćby… eeee… Janet Jackson oraz JLo, która nieszczęśliwie wylądowała podczas wygibasów na parkiecie całym swym siedzeniem (2’43”). I dobrze jej tak, zawsze powtarzamy, żeby jednak nie przesadzać ze skakaniem z faceta na faceta…

Aha, no i przecież, były też nagrody 😀
Najwięcej zdobył ś.p. Michael Jackson, a z żyjących – Taylor Swift. Poza tym jak zwykle: Black Eyed Peas, Beyonce, Jay-Z, Whitney Houston i takie tam…

CLIP: Gejowskie momenty w amerykańskiej TV

W ramach wklejki – dosyć pouczający klip, ilustrujący na paru przykładach ewolucję, jaką przez ostatnie 25 lat przeszły postaci gejowskie w amerykańskich operach mydlanych i serialach o najwyższej oglądalności. Od tonów gorszących, wskazujących na zgubność pedalstwa oraz stada nieszczęść, jakie niesie, aż po ceremonię zaślubin z hitu ostatnich lat, Bracia i siostry. Gdzieś pośrodku uplasował się Dawson’s Creek z pierwszym odnotowanym pocałunkiem męsko-męskim (2001). Podobna próba z Melrose Place parę lat wcześniej została ponoć ocenzurowana w obawie przed reklamodawcami… Jednym słowem: różowo nie jest. W przeciwieństwie do kina i teatru, oraz kablówki, telewizja jawi się niemal jako homofobiczny bastion nie do zdobycia.
Na zdjęciu: młodzieżowy romans z Gotowych na wszystko.
Więcej szczegółów w opisie klipu na Youtube.

HIT DNIA: Naomi – So Beautiful

No więc kolejność jest taka, że oglądam ten serial dla tego pana.
Ogólnie rzecz biorąc nic wielkiego i trudno się dziwić, że skończyło się po pierwszym sezonie. Za to w jednym z odcinków usłyszałem kawałek, który na tyle mnie poruszył, że chwilę później został wygooglany. I cóż, nie jestem dużo mądrzejszy ponad to, że pochodzi z 2002 roku, a wykonuje go niemieckie elektroduo o myląco żeńskim pseudo Naomi.
Towarzyszy mi wszędzie od dwóch dni. Coraz głębiej przemawia do mnie liryzmem niż rytmem, ale to kwestia nastroju. Komu taki skakany nie odpowiada, oto wersja spokojniejsza.

CLIP DNIA: Léoméo + Julien Doré

Tak jakoś wychodzi, że nam dobre klipy chodzą ostatnio parami 😀
W końcu czemu nie.
Dziś dwa czarno-białe, w kompletnie różnych stylach muzyczno-estetycznych. Za to ich twórcy (obaj zresztą z Francji) zastosowali podobny chwyt reklamowy dla ich wypromowania.

Giv Me Luv to taneczny projekt didżeja Leomeo, który tęczową flagą macha nam już na stronie startowej. Wziąwszy na warsztat disko-klasyk z lat 70., uwspółcześniony już nieco w połowie lat 90., ten egzotyczny mikser stworzył podwaliny do platformy twórczej, promującej miłość, równość, braterstwo we współczesnej, liberalnej formie. Efekty do pobrania na stronie GIVMELUV.

Do energetycznego kawałka, powstał teledysk z udziałem Wielkich Branży Erotycznej (z Francois Sagatem na czele):

Klip zapowiadany był przedpremierowo teaserami, opartymi właśnie na półminutowych, zmysłowych sekwencjach z udziałem gości (do obejrzenia tu: Sagat, Frédéric, Johan, Raph).

Podobny chwyt zastosował inny Francuz, operujący w skrajnie odmiennej stylistyce.
Julien Doré grywał w różnych zespołach, ale na szczyty solowej popularności wyniósł go dopiero udział w rodzimej wersji Idola, Le Nouvelle Star. Premierę teledysku z pierwszej płyty w połowie ubiegłego roku, poprzedziła filmowa zajawka, w której skupiły się wszystkie rewiowo-cyrkowe elementy, jakie później przewijały się wizualnie podczas promocji singla:

Właściwy teledysk – oparty zresztą na śmiesznie prostym pomyśle – pojawił się w trzech wariantach, w których wymienione elementy: farbowana blondyna z kogutem, nagi anioł, muł, kucyk oraz bębniarz – pojawiały się w różnych konfiguracjach (wersja 1, wersja 2).

Nam najbardziej przypadła do gustu wersja oznaczona numerkiem 3, w której gibki wokalista osobiście gnie się w nerwowym tańcu, ilustrującym piosenkę:
http://www.dailymotion.pl/swf/k2B9EZuiLDj87fCdhv&related=1

Prosta strategia przyniosła spodziewany efekt marketingowy, bowiem na jutubie od razu pojawiły się niezliczone wersje parodiujące tę prostą inscenizację. Sam autor postawił kropkę nad i tych wariacji, jednocześnie dając do zrozumienia, że doskonale orientuje się, w jakiej rzeczywistości medialnej funkcjonuje: z lekkiej piosnki w stylu francuskiego varieté, wypichcił na tegorocznym wręczeniu nagród radia NRJ bombastyczne widowisko, podczas którego po nosie dostało się za podobne podskakiwania nie komu innemu, jak samej Britney.

Przy okazji Julien obnażył nieco bardziej zgrabne ciałko i wykonał kilka nieprzyzwoitych ruchów bioderkami. Ale to już kwestie jakby pozamuzyczne…?

GOSSIP BOY, Week 9: RuPaul, Madonna, Doherty, Prop8

  • Wokół outingów, w tym tygodniu:
    Jakby mało było sensacji, Amy Whinehouse podejrzana została o lesbijskie ciągoty do obcych kobiet.
    Z kolei wokalista Babyshambles, Pete Doherty, próbuje chyba przekazać coś światu pocałunkiem piłkarzy w swoim najnowszym teledysku, który nie dziwi tak wobec zdjęć, do jakich pozował w przeszłości (patrz powyżej).
    Także zdjęcia (w dragu i bez) zdradziły kolejnego finalistę amerykańskiego Idola.
    Cycatka Wszechczasów, Dolly Parton, tłumaczy się w CNN, że nie jest lesbijką.
    Hugh Jackman się nie tłumaczy, za niego mówi żona
  • RuPaul idzie jak burza, zamiatając wszystkich swoimi perukami: najnowszy singiel króluje na iTunes i Billboardzie, a Drag’s Race jest nawiększym hitem Logo! w historii stacji. Do jednego z kawałków powstał też quasi-teledysk, relacjonujący przebieg nowojorskich prostestów przeciw Prop 8.
  • W tym samym szczytnym celu z udziałem celebrytów pokroju Cyndi Lauper, Marc Shaiman czy Jane Fonda, na Brodwayu odbył się Defying Inequality Brodway Concert, w trakcie którego na żywo zreinscenizowany został słynny musicalowy numer, Prop 8.
  • W najnowszym teledysku Jamiego Foxxa pojawiło się gościnnie stadko uznanych aktorów, ze słodkim Jackiem Gyllenhallem na czele. Powiada się także, że wystąpi niedługo w remake’u musicalu Damn Jankees z lat 60., w którym przyjdzie mu skakać do klasycznych choregorafii Boba Fosse u boku Jima Carreya. Czy taki duet obsadowy ma coś wspólnego z faktem, że obaj zagrali niedawno gejów…?
  • A propos musicali: po co zwlekać z przeniesieniem na scenę dopiero co obsypanego Oskarami Milionera z ulicy?
  • Madonna to ma dobrze, nie ma dnia, żeby coś o niej nie napisali.
    Spędza zimowe wieczory w ramionach chłopca, tak gorącego, że nawet szalika nie musi nosić. Cyndi broni związku, słusznie odwracając proporcje pytaniem, ilu starych capów obnasza się z nieletnimi panienkami.
    Z kolei Tony Ward przypomina mimochodem wspólne fotki z Madge sprzed osiemnastu lat.
    Łyżką dziegciu stały się doniesienia o nastrojach Guy’a Ritchie wobec małżonki.
  • Pete Wentz ma wizje Johnny Deppa oraz śmierci z rąk mordercy, w związku z czym nie otwiera nikomu drzwi.
  • Povia jednak zaśpiewał w San Remo, że Luca był gejem. 14 milionów widzów oniemiało już wcześniej, po wypowiedziach Begnigniego.
  • To nie jest Antony Hegarty ani daleka kuzynka Liz Taylor.
    To aktualne zdjęcie wokalisty The Cure.

HIT DNIA: Yehonathan – Children of the Sun

Ok. Wokalista z niego, jak z koziej brody trąbka, zdecydowanie lepiej wypada w wyższych partiach i do żywszych rytmów. W seksownym teledysku i w swoim rodzimym języku. Albo w homoerotycznych, serialowych scenach łóżkowych, gdzie śpiewa na łóżkową nutę. Za to na pewno nie powninien przymierzać się do kowerowania romantycznych klasyków.
Ok. Strona śpiewającego Izraelczyka, osiadłego już na stałe w USA nie działa wcale. A bez wizji, fonia wypada co najmniej blado, w związku z czym na pewno nie nazwiemy nadciągającej premiery najnowszej płyty Yehonathana wydarzeniem roku, ani nawet miesiąca. Ani w ogóle.
Ok. Do tej piosenki nie ma nawet porządnego teledysku. Ale lubimy te zdjęcia, nadmorskie czułości w wykonaniu dwóch zgrabnych facetów zawsze są wystarczającym powodem, żeby olinkować klip.
Chyba rozumiecie, o co nam chodzi…?