VINTAGE SCREEN CRUSH: Harrison Ford

Jak na standardy hollywodzkie, Harrison przebił się na dobre do pop-panteonu kina dosyć późno, bo w wieku trzydziestu pięciu lat jako Han Solo, by przypieczętować świeżą sławę jako Indiana Jones w 1980.

Pierwsze/czwarte „Gwiezdne wojny” przypadły na początek mojej podstawówki, do dziś pamiętam kolejki do premierowych kin: komuna nie komuna, ale Kino Nowej Przygody z impetem przebiło się na także na polskie ekrany, wiele z ówczesnych tytułów oglądało się na dużym ekranie po kilka razy (na przykład siedem).

Wraz z kolejnymi częściami jednej i drugiej sagi, Ford ze swoim szelmowskim uśmieszkiem i niedbałym zarostem na dobre zagościł w queerpopowym serduszku – kilka egzemplifikacji jego uroku osobistego na załączonych obrazkach. Dziś aktor, jak większość moich ulubieńców, dobiega osiemdziesiątki, co mówi samo za siebie, cieszmy się więc zakurzonymi zdjęciami idoli, zanim wszyscy w końcu trafimy wreszcie do zakurzonego kącika vintage.

VINTAGE CORNER: Raymond Castro

Nie, nie z tych Castro.

Portorykańczyk, który jako pięciolatek trafił z rodziną do Nowego Jorku, potem został piekarzem (specjalizował się m.in. w przygotowywaniu tortów weselnych). Nic nie zapowiadało, że w wieku 28 lat zostanie jedną z ikon pamiętnych zamieszek w gejowskim barze Stonewall, w powszechnej świadomości uważanych za początek ruchu gejowskiego jaki znamy.

Wedle legendy, Ray przebywał w klubie, gdy rozpoczął się kolejny z coraz częstszych nalotów policji. Wylegitymował się dowodem, więc został wypuszczony, wrócił jednak przez okno po przyjaciela, który dokumentu nie miał. Doszło do przeypachanek, policja wyprowadziła go w kajdankach, wśród okrzyków tłumu ‚puśćcie go!’ Gdy funkcjonariusze próbowali wpakować go do suki, zaparł się nogami o drzwi i przewrócił policjantów, co z kolei sprowokować miało wystarczająco już rozjuszony tłum.

Dla ciekawych – szczegóły historii i sylwetka bohatera mimo woli tutaj.

Ray zmarł po walce z rakiem w 2010 roku, miesiąc po antybohaterze wydarzeń, funkcjonariuszu Seymourze Pine, który dowodził tamtym nalotem na bar. Policjant objaśniał po latach, że podobne obławy były sprawdzonym sposobem na podbijanie statystyk aresztowań, bo cioty nie stawiały się i stanowiły łatwy cel. Przynajmniej do tamtego wieczoru. Sam Ray tak opisał tamten moment: to chyba motywacja ze strony tłumu popchnęła mnie do oporu. A może po prostu przebrała się miarka.

 Nie tylko funkcjonariusz Pine bardzo się wtedy zdziwił, zaskoczone wydawały się chyba obie strony. Z upływem czasu policjant wiele jednak przemyślał i po latach przeprosił. Obaj panowie doczekali czterdziestej rocznicy Stonewall, kiedy nic już nie było takie samo, i wystąpili w filmie, dokumentującym tamte wydarzenia:

Pierwszych legalnie poślubionych par homoseksualnych w Nowym Jorku nie dane im już jednak oglądać…

VINTAGE CORNER: Reflection in a Mirror Eye

Tak świat nad basenem wyglądał z perspektywy okularów-lustrzanek jeszcze trzydzieści lat temu. Poza basenem bardziej nawet tak.
A dziś nadmorskie tete-a-tete wyglądają zapewne raczej tak:

autor: Marcelo Rampazzo

Tak czy owak – lato w pełni, krew się gotuje, pioruny walą.
Czy jakoś tak…

PS.
Dla nieuświadomionych, tytuł posta zaczerpnęliśmy stąd.

VINTAGE CORNER: Krzysztof Jung

Krzysztof Jung, Paryż 1983 [źródło]

Urzekło nas to czupryniaste, krzaczaste i wąsiaste zdjęcie w flanelową kratę, retrolook z lat osiemdziesiątych, tu doprawiony liryzmem, który przebija z większości portretów tego pana.

Krzysztof Jung – przynajmniej od momentu wystawy Ars Homo Erotica w MN i wydania albumu Art Pride oficjalnie obwołany (nie tylko przez Pawła Leszkowicza) ‚prekursorem polskiej sztuki gejowskiej‚. Z okazji 60 rocznicy urodzin przedwcześnie zmarłego artysty homiki.pl publikują wspomnienie Wojciecha Karpińskiego, a Abiekt w ramach I Dni Homowarszawy zaprasza do odwiedzenia oryginalnego (w formie) grobu Junga na warszawskich Powązkach Wojskowych. W ostatnie zaduszki nie udało się sforsować przedwcześnie zamkniętej bramy, więc tym razem spotykamy się za dnia: 10 lipca o godzinie 13.00.

Oby nie padało…

Dwa malarskie autoportrety Junga po kliknięciu na ‚czytaj więcej’.


VINTAGE CORNER: The Marriage of Batman and Spiderman!

Bez komentarza właściwie. Lub raczej jako komentarz do tego.
Zwracamy tylko uwagę na zrezygnowaną postawę Robina, kto wie, czy nowożeńcy zechcą go teraz przy sobie zatrzymać. No i co na to wszystko Superman…!?

Może jednak wszystko gładko się ułoży i wszyscy stworzą jedną, wielką, queerową rodzinę?

http://www.dailymotion.com/swf/video/xx8rh?width=540

VINTAGE CORNER: Robert Cornelius & Co.

Robert Cornelius – autoportret (dagerotyp)

Dziś cofamy się o prawie dwieście lat, a to za sprawą jednego z pierwszych fotograficznych portretów człowieka (tak przynajmniej opisuje się ten autoportret z 1839 r., wykonany w Ameryce). Dagerotypia wymyślona została jednak – a jakże – w Europie i była też jedną z pierwszych technologii udostępnionych w czasach nowożytnych na zasadzie open source: bez zastrzeżeń patentowych, dzięki czemu upowszechniła się błyskawicznie.

Rzecz jasna nie zebrało nam się tu na ekspiacje na temat historii fotografii bez powodu, ale pod wpływem wizyt na kilku retro-blogach, których zawartość układa się powoli w większą całość. Najświeższą instalacją jest bodajże My Daguerreotype Boyfriend – zbiór ponadwiekowych portretów i fotografii mniej lub bardziej znanych osób płci męskiej, które w oczach autorów bloga uchodzą za antyczne ciacha i doskonały materiał na chłopaka.

Bohaterami tych – i podobnych stron – często zostają nie notable, ojcowie dzieciom i sportowcy (wśród których modne były takie nowinki) a… wyrzutki-kryminaliści. To im zdjęcia robiono może nie zawsze starannie, za to masowo, a dzięki cyfrowemu dostępowi do ówczesnych archiwów – jak np. tych z Nowego Jorku czy Newcastle – jest w czym wybierać. To ludzie wszelkiego pokroju, płci, usposobienia, wyrwani częstokroć z nagła spośród swoich codziennych czynności. Nie tak dawno furorę zrobiła kolekcja zdjęć z pewnego posterunku w Australii, wydana chyba nawet w formie albumowej.

Z blogów o podobnie zakreślonym polu tematycznym wymienić można inny, bardziej ironiczny, Banglable Dudes in History – tym razem to kolekcja atrakcyjnych postaci, które faktycznie zapisały się czymś szczególnym w historii (z młodym Józefem Stalinem na czele). Pod tym adresem z czasem pojawiać się zaczęły także sylwetki kobiece. A skoro już o paniach mowa, to nie sposób nie polecić ich uroczego, jednoznacznie romantycznego miejsca: Vintage Lesbian.

To dla wszystkich tych pań, które z rzadka tylko znajdują coś dla siebie w naszym odschoolowym, piątkowym kąciku. Nie wiedzieć czemu, poszukiwania podobnego sieciowego adresu dla panów kończą się owszem, odnalezieniem materiałów jak najbardziej archwiwalnych, ale też ściśle… erotycznych

Póki co wystarczyć więc musi bezwiednie artystyczny, niedookreślony autoportret Roberta Corneliusa. Na nas działa.

VINTAGE CORNER: Robert Jeffrey – Vogue

Pewnie już wszyscy widzieli, ale co tam, nigdy dość, a zawsze to ukłon w stronę przegapialskich: oto internetowa sensacja ubiegłego tygodnia, linkowana gdzie popadnie.

O impecie, z jakim klip wtargnął do gejowskiej blogosfery niech zaświadczą cyferki: o ile w pierwszych dniach obejrzało go ledwie kilka osób, to potem padały kolejne rekordy – dzień 4: 4,5 tysiąca, dzień 5: 350 tysięcy. Łącznie filmik doczekał już prawie miliona odsłon na samym serwisie vimeo.com, gdzie pierwotnie się pojawił.

Trudno się dziwić tej popularności, bo rzecz jest urocza: w 1991 roku pewien dziewięciolatek pojechał z rodzicami do Hampton. Tamtejsze kasyno oferowało wówczas swoim gościom atrakcję w postaci stoiska z kamerą, gdzie na tle bluscreenu (na którym jako tło pojawiał się wybrany motyw) można było zainscenizować swój występ do ulubionej piosenki.

Nie zgadniecie, co wybrał mały Jeffrey:

Jeśli nie podlinkowaliśmy tutaj tego cudeńka wcześniej, to tylko dlatego, że opowieść Jeffreya zapowiedział inny blog, którego treść idealnie wpasowuje się w profil tego kącika: Born This Way. Kto nie był, niech natychmiast nadrabia – to urokliwy zbiór ilustrowanych zdjęciami z dzieciństwa opowieści dorosłych już ludzi, którzy próbują zdefiniować moment, w którym odkryli, że są homoseksualni.

W swoich wspomnieniach na tej stronie, Jeffrey tak komentuje występ powyżej:

I barely knew what homosexuality was when I performed to „Vogue” at age 9. Back then, I was precocious, but innocent: carefree, unaware, and having a blast. People ask if my parents knew I was gay then, but they didn’t know for years.

Paradoksalnie, moment który przywołuje z pamięci jako pierwsze uświadomione doznanie homoseksualne, przypada post factum na kilka lat wcześniej:

[it] occurred around age 4, while watching a TV special hosted by Shari Lewis. During a musical number, one of the male performers onstage happened to be gorgeous, muscular, and clad only in a loin cloth and fez. And my body tingled in a way I couldn’t understand.

I taka właśnie jest idea tego bloga. Może nie mówi nachalnie i propagandowo ‚homoseksualizm jest wrodzony’. Ale na konkretnych przykładach i typowych opowieściach z dzieciństwa przywołuje stwierdzenie większości gejów i lesbijek nieobce i wspólne: że to po prostu w nich już było.

A ciekawych, co wyrosło z takiego ładnego chłopczyka odsyłamy na jego profil na vimeo, z jedynym oficjalnym, dorosłym zdjęciem oraz na jego kanał w jutubie, na którym aż roi się od oldschoolowych, ponadczasowych diw.