HIT DNIA: Nigel Kennedy ft. Boy George – River Man

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, Boy George nawiedzi Warszawę w połowie lipca, w ramach wydarzeń wokół EuroPride 2010. Wystąpi w klubie M25, jednak nie jako piosenkarz, a dj. Praca za dekami to ostatnio jego główne zajęcie, często pojawia się ze swoimi setami na imprezach prajdowych. Jednym z ostatnich jego dzieci jest remiksowy singiel Amandy Lear oraz zapowiadana na ‚wkrótce’ płyta, Extraordinary Alien (szczegóły na Facebooku).

Na całe szczęście, Boy nie zarzucił jednak śpiewania (jak dowodzą upublicznione kawałki Brand New, czy singlowe Amazing Grace).

Ostatnie tygodnie obfitują także w efekty współpracy z innymi artystami, z rozpiętością gościnnego wokalu u rapera Titchy (gdzie sparafrazował swoje najsłynniejsze do you really want to hurt me…), aż po rzewną balladę, gościnnie zaśpiewaną na najnowszym krążku Nigela Kennedy, Shhh!

Najwyraźniej Boy wychodzi na prostą po ostatnich perypetiach kryminalno-sądowych. Idzie dalej, krokiem zdecydowanie tanecznym, co cieszy. My posłuchamy go na żywo z przyjemnością…

PRASA: Newsweek – Muzeum Narodowe spenetrowane

tekst opublikowany na innastrona.pl. zobacz ocenę i komentarze >>>

Zapewne z okazji Święta Narodowego obudził się kolejny bulwersant, przerażony reinterpretowaniem Kultury i zawłaszczaniem jej przez homosiów (tu ukłon w stronę Janusza K.-M.). Kto jeszcze nie wie, przypominamy: Muzeum Narodowe w Warszawie zamierza rękoma dr. Pawła Leszkowicza* przeczesać swoje zbiory i latem przyszłego roku powyciągać na światło dzienne dzieła o potencjale homoseksualnym. Wszelkie egzemplifikacje, podteksty, motywy oraz motywacje – mile widziane, zwłaszcza około Europarady 2010 – marketingowo ruch iście imponujący.

Mile widziane rzecz jasna nie dla wszystkich, już dzień po zaanonsowaniu wystawy odbrzdąknęły coś nożyce czyjegoś dziennika (nie, nie podlinkujemy do nich :D), posypały się lamenty i Skargi (tu nie podlinkujemy tym bardziej). Oto jednak po miesiącu odezwał się głos głębszy – pretekstem do obszernej wypowiedzi stał się zapewne mail od muzealników, przybliżający ideę wystawy. W odpowiedzi na te idee, Newsweek odpowiada piórem Szymona Hołowni:

Doktor Leszkowicz ma niezwykłą wrażliwość, która pozwala mu widzieć geja nawet tam, gdzie inny widzi drzewo, ptaka, kamień. Oto Dawid i Goliat. Opowieść o słabszym, który sprytem pokonuje silniejszego? A może dwóch gejów, którzy brzydko się bawili, no i jeden stracił głowę? Czytam doktora Leszkowicza i zachodzę w głowę: gdzie ja miałem oczy? Skoro święty Sebastian przeszyty strzałami to penetrowane męskie ciało, zrobię wystawę o fetyszystach (patron: męczony na rozpalonej kracie św. Wawrzyniec Diakon). Święty Franciszek, u którego stóp maluje się na obrazach czaszkę, otworzy nam biennale nekrofilów. Święty Błażej? Mmm, lubieżne ciarki już chodzą po krzyżu. W jego święto w kościołach gardeł wiernych dotyka się dwiema świecami…

Hołownia strzela na oślep, przeciwstawiając nadmiernie skupionym na swej seksualności gejom ludzi poczciwych, którzy nie mieli czasu na zgłębianie pederastycznych obsesji, bo zajęci byli studiowaniem Matejki i Caravaggia – nie wiadomo w czym to się wyklucza, a przykład Caravaggia jest akurat więcej niż chybiony 😀

O wiele zabawniej robi się, gdy w zacytowanym fragmencie zestawia gejów – a jakże – z nekrofilami. Jak widać, jedna koza wiosny nie czyni. Co ma na myśli pisząc o ‚akcie lesbijskim w temperaturze jajecznej’ – doprawdy, trudno zgadnąć.

czytaj dalej na innastrona.pl

* kropka po skrócie dr tym razem i póki co jak najbardziej uzasadniona 😀

Torebki w ruch, odsłona 372.

Echa parady opadły ostatecznie, to się nam i równościowa solidarność skończyła.
Jeśli w piątek, trzynastego, zastanawiano się jeszcze w troskliwej zadumie nad przyszłością polskiego ruchu LGBT, wspólnym frontem, celami, postulatami i różnymi wzniosłymi pojęciami, które nam przyświecają, to uprzejmie donoszę, że wszystko po staremu – nadal najważniejsze jest, co w trakcie tejże dyskusji Pani B. powiedziała o Pani N., a co skwapliwie skomentuje na swoim portalu Pani A.
Tylko że teraz można okładać się na medialnie masową skalę przy pomocy Rzepy, która na szczęście już jakiś czas temu zmieniła format na poręczniejszy, i łatwiej się w rulon daje zwinąć.

NEWS DNIA: Przedfestiwalowo…

Gdyby się kto zastanawiał, czemu ostatnio tak mało w tym miejscu się dzieje, to informuję, że po prostu tak wiele dzieje się gdzie indziej. Na przykład:

Albo na przykład:

Albo jeszcze tak:

Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, to trwa produkcja materiałów reklamowych do Festiwalu.
Wszystkie fakty zebrane pod adresem www.festiwalrownosci.pl. Bierzcie i czytajcie! Program imprezy – jeszcze w tym tygodniu 😀

25 lat z Ralfem Königiem


Jedna z niezliczonych pocztówek okolicznościowych, autorstwa R. Königa.
Ten i inne eksponaty pojawią się na wystawie podczas Festiwalu Równości.

Ralf König obchodził niedawno 25-lecie działalności artystycznej. Bez kozery można stwierdzić, że przez te ćwierć wieku stał się w Niemczech instytucją. Zaczynał od publikacji branżowych, w czasopismach i zeszytach gejowskich, gdzie szybko wyrobił sobie swoimi trafnymi, krótkimi formami markę i renomę.
Wkrótce jednak wkroczył prosto do księgarń. Jako pierwszy autor komiksów, w dodatku o tematyce jednoznacznie naznaczonej homoseksualizmem autora, w dodatku w formie długiej fabuły, podpisał kontrakt z wydawniczym gigantem Rowohlt. Sukces okazał się oszałamiający, powstały więc kolejne powieści, adaptacje, kontynuacje.
O skali rażenia świadczy fakt, że interes szybko zwietrzyli także producenci filmowi. I niech sobie Amerykanie przenoszą na ekran swoją ponuracką wizję Gotham City, z facetem w rajtuzach, z asystentem w postaci uroczego chłopca w rajtuzach. Niemcy, po swojemu, walną ciotą prosto z mostu: ekranizacja Der bewegte Mann (Mężczyzna, przedmiot pożądania, 1994) stał się jedną z najbardziej dochodowych komedii powojennej kinematografii niemieckiej, i otworzył drogę kolejnym produkcjom. Nie doczekał wprawdzie sequela jako takiego ale potencjał sukcesy wystarczył na, decyzję o produkcji… serialu telewizyjnego. W ten sposób przemielony König, choć już wbrew swojej woli, wkroczył ze swoimi przegiętymi bohaterami do domów przeciętnej gawiedzi.
Były kolejne filmy, Kondom des Grauens, Lisistrata – poczyniona przez zachwyconych Koenigiem Hiszpanów. Jeśli doliczyć do tego całkiem udane sountracki, oraz – rzecz oczywista – gadżety, wydawnictwa kolekcjonerskie, adaptacje teatralne (tak-tak!) mamy już do czynienia ze znaczącym zjawiskiem popkulturalnym.
Bez kozery można stwierdzić, że nie jest bynajmniej przypadkiem nadreprezentacja w niemieckich massmediach homoseksualnych i jednocześnie niezwykle popularnych postaci w dziedzinie rozrywki , a kino naszych zachodnich sąsiadów nadal największą kasę zbija ekranizując z rozmachem coraz to bardziej przegięte pomysły Bully’ego Herbiga. Sam König mocno się od nich zresztą odcina, jako jednowymiarowych i powielających najgorsze stereotypy o pedałach.
Oczywiste, że trudno, by masowa rozrywka czyniła samej sobie refleksje na temat głębi postaci czy tematyki, ale jednocześnie trudno zaprzeczyć, że to właśnie gigantyczne powodzenie kolejnych tomów spod pióra rysownika napędziło koniunkturę w zakresie obecności tematyki i postaci LGBT w świadomości Niemców, także tej niekoniecznie zbyt rozbudowanej.
Wszystkich ciekawych, co przesądziło o sukcesie przegadanych opowieści, zaludnionych kartoflanonosymi indywiduami, mówiącymi dużo niezbyt czytelną czcionką, zapraszamy na Festiwal Równości w Warszawie, gdzie 1 czerwca nie tylko odbędzie się premiera pierwszego polskiego tłumaczenia powieści Ralfa Königa, Konrad i Paul, ale także otwarta zostanie wystawa, poświęcona artyście.
Dalsze niespodzianki niewykluczone 😀

Queer Duck – przed projekcją


Przygotowania do majowego festiwalu buzują pełną parą.
Po raz kolejny oglądam Queer Duck: The Movie, filmu opartego na krótkich animacjach telewizji Showtime, i coraz bardziej wsiąkam.
To wariactwo wciąga, szalone przygody kaczki-dziwaczki (kaczora, w tym wypadku) obejmują stały związek, znajomość z przebrzmiałą diwą, małżeństwo, leczenie z homoseksualizmu, problemy z identyfikacją płciową, dramat coming-outu, starości, bezwzględność świata i ludzi.
Brzmi poważnie? Nic bardziej mylnego! To jedno wielkie prześmiewcze, w dodatku musicalowe, szyderstwo, nie uznające świętości, propaganda jak się patrzy, zakończona przemianą konserwatywnego parku rozrywki Happyland w tęczowy raj na tej ziemi, Fairy Land.
W niespełna godzinnym filmie słowo queer, homo lub gay pada średnio co 20 sekund, akcja gna jak szalona krowa, gag goni gag, nie ma niemal ujęcia, tekstu, migawki, która nie nawiązywałby do jakiegoś filmu, postaci, cytatu, piosenki. Nie sposób nadążyć za błyskotliwymi pomysłami, których starczyłoby na niejedną komedię fabularną.
Lubisz bezpośredniość Simpsonów? Życzliwą bezwzględność Family Guy? Świętokradcze zapędy South Park? A do tego kręci cię totalny camp, przegięcie, zgrywa? Oto idealny film dla ciebie…
A tych, którzy nie nadążają za ilością tekstu, zapraszamy 1 czerwca na seans dla nieco większych dzieci – Pride Festival w Warszawie zapowiada się, uch!, zapowiada…

Tyle zapowiedzi filmu pełnometrażowego. Bardziej ciekawych tematów i klimatów pedalskiej kaczki zapraszam na stronę Showtime, gdzie dostępne są wszystkie oryginalne odcinki serialu (w dużej mierze ujęte w filmie pełnometrażowym), gry i zabawy towarzyskie w stylu ‚typuj geja’ itepe.
Ja już tam nie wchodzę. Mogę oglądać bez końca.
Nie zapominajmy też o stronie festiwalu, zajrzyjcie tam czasem, już za chwilę dostępny będzie pełen program imprezy.

Konrad i Paul po polsku

Walka dobiegła końca, ale warto było. Po całych tygodniach redakcji, poprawek, niekończących się dyskusji o partykułach i wykrzyknikach, gotowy jest skład pierwszego polskojęzycznego komiksu Ralfa Koniga.
Na pierwszy ogień (bo ufam, że ciąg dalszy nastąpi) poszedł tomik Konrad i Paul: Big Dick o przygodach gejowskiej pary z wieloletnim stażem. Te 2-3 stronicowe historyjki o perkatonosych ludzikach, to kronika codziennego pożycia, anegdoty mniej i bardziej poważne, czasem banalne – jak tylko banalna potrafi być codzienność, czasem rozbrajająco zabawne. Książka stanowi przy tym dla czytelników heterycznych prawdziwie antropologiczny przyczynek do przyjrzenia się, jak to po tej drugiej stronie bywa, niekoniecznie od razu z poziomu ‚a kto u was robi za żonę, a kto za męża’.
Zainteresowanych tematem zapraszam na stronę abiektowego wydawnictwa, oraz – jakże by inaczej – na festiwal do Warszawy. Premiera książki będzie miała miejsce właśnie podczas tej imprezy, 1 czerwca 2008 roku w kinie Luna. Przewidziane są atrakcje oraz możliwość nieco tańszego zakupienia. Więcej w programie imprezy już wkrótce!