SMILEY: AbFab – Jeanne is singing

[Post archiwalny, zawierający odnośniki i podlinkowane elementy, z których część nie jest już dostępna w sieci.]

Czy komuś trzeba przedstawiać wariatki powyżej? I don’t think so.

Z okazji gwiazdki BBC pokazało dwa premierowe odcinki Absolutely Fabulous, z udziałem specjalnym m.in. Emmy Bunton, La Roux, Lulu i innych. Epizody natychmiast trafiły do sieci, skąd po interwencji natychmiast zniknęły, po czym się pojawiły i tak dalej. Jeszcze dalej sięgają zapowiedzi, że Jennifer Saunders pracuje już nad kinową wersją perypetii Patsy i Ediny.

Zanim tego doczekamy, genialny fragment drugiego świątecznego odcinka, Job, w którym Edina, gnana kompleksem złej, bezużytecznej matki, postanawia przywrócić scenie przygasłą gwiazdę francuskiego filmu, która marzy o śpiewaniu w duchu Piaf. Edina nie zdaje sobie póki co sprawy, że piosenki w Parasolkach z Cherbourga były dubbingowane. Tymczasem Royal Albert Hall już wynajęte na występ, i czas przystąpić do prób:

[update: BBC już zadbało o zablokowanie klipu na YT, więc prezentujemy z innego źródła]

https://app.box.com/s/6lxg9e2o09k03m3kdos4

Oby ciąg dalszy nastąpił jak najszybciej. Komu mało, może na pociechę obejrzeć kilka innych, nowych klipów.

BEARDY: Sexy Santa

Jeśli kogoś tytuł zmylił i liczył na kolejną galeryjkę gładkogibkich młodzieńców, ustrojonych w czerwone czapeczki i inne gwiazdkowe atrybuty – nie tym razem. Takie czasy, że obiektem erotycznym może stać się każdy, więc czemu nie starszy (ekhm…: dojrzały), siwy, obszerny pan ze szczeciniastym zarostem wszędzie, kolczykiem w sutku, wąsiskami, brodą i worem, niekoniecznie na plecach? Kiedyś powiedziałoby się uprzejmie ‚słodki grubas’, dzisiaj z pełnym zachwytem: ‚silverfox’. Każdemu według potrzeb.

Don Chooi, artysta specjalizujący się w tworzeniu wizerunków takich właśnie facetów, puszcza co roku wodzy fantazji, z czego uzbierała się już niezła galeria seksownych mikołajów, niektórych nawet w akcji. Poniżej jeszcze jeden z kolekcji, po więcej zapraszamy tutaj [strona NSFW].

No po takim dictum cóż pozostaje: wesołych świąt, hohoho. A w wolnej chwili zajrzyjcie sobie pod nasz nowy adres. Po nowym roku ruszamy pełną parą na dwa gwizdki!

SMILEY: Pvek od święta


autor: pvek org. źródło: FB


Tak a propos, że kościelne i państwowe, na pierwszy długi weekend 2011. Pvek zwykle wali z dużo grubej rury, powyższy obrazek i tak zaliczyć należy do tych najgrzeczniejszych. Temat jest trudny, ale przecież przez to tym bardziej nie pomijany przez satyryków – nieco więcej przykładów po kliknięciu na ‚czytaj więcej’.
Przedtem nie możemy jednak darować sobie jeszcze jednego paseczka duetu Wulff & Morgenthaler, którzy zagościli u nas na gwiazdkę.



autor: Marc Murphy




Alexander Matthews, Altar Boys



autor: Gerhard Haderer. źródło: stern.de

PORTFOLIO: Sexy Santas

Drugi dzień świąt należy już do dużo spokojniejszych, więc też wyluzujemy.

Przez ostatni tydzień w ramach naszego fejsowego cyklu QueerPop (almost) Daily prezentowaliśmy – tym razem faktycznie codziennie! – panów rozebranych na bożonarodzeniową okoliczność. Na potrzeby poniższej galeryjki ubogaciliśmy portfolio o drugie tyle i oto voila: ponad trzydzieści chłopa, z których każdy stanowiłby doskonały prezent, nie tylko pod choinkę 🙂

Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer

http://www.db798.com/pictobrowser/swfobject.js var so = new SWFObject(„http://www.db798.com/pictobrowserp.swf”, „PictoBrowser”, „540”, „530”, „8”, „#CCDDBB”); so.addVariable(„source”, „album”); so.addVariable(„userName”, „timofieusz”); so.addVariable(„names”, „Xmas_2010”); so.addVariable(„albumId”, „5554735761650950897”); so.addVariable(„titles”, „off”); so.addVariable(„displayNotes”, „off”); so.addVariable(„thumbAutoHide”, „on”); so.addVariable(„imageSize”, „original”); so.addVariable(„vAlign”, „center”); so.addVariable(„vertOffset”, „0”); so.addVariable(„colorHexVar”, „CCDDBB”); so.addVariable(„initialScale”, „off”); so.addVariable(„bgAlpha”, „50”); so.write(„PictoBrowser101226015458”);
PS. Zdaje się, że jakiś seksowny Święty od Podarunków spełnił jedno z naszych życzeń: licznik przyjaciół naszego fanpejdża na FB skoczył właśnie do okrągłych 300. Dzię-ku-jeeeee-my 🙂

VINTAGE CORNER: Al Parker & Divine Reunited

W oldschoolowym prezencie gwiazdkowym dwie ikoniczne gwiazdy LGBT na świątecznych okładkach gejowskich pisemek: słodki Al Parker, uosobienie gejowskiej pornografii epoki przedlateksowej, oraz zdzirowata Divine, uosobienie wulgarnego dragu i kiczu. Dwóch świadków złotej epoki lat 70., kórzy odeszli przedwcześnie, w wieku niespełna 40 lat. Al na powikłania AIDS (jego studio było jednym z pierwszych, którego modele używali prezerwatyw), Divine – na serce, tydzień po premierze oryginalnego Hairspray.

SMILEY: Merry Xmas


Bo o czym by dzisiaj mogło być…?
Obrazek powyżej przypisywany jest ilustratorowi Glenowi Hansonowi, twórcy m.in. gejowskiego komiksu Chelsea Boys. Krąży już na tyle długo, że pojawia się już na pocztówkach  a gdzieniegdzie nawet w wersji polskiej (źródło).

Kilka kolejnych niepoważnych obrazków świątecznych – w tym z akcentem polskim oraz społecznościowym – po klinknięciu na ‚czytaj więcej’.
Wesołych, bo przecież jakich innych…?


autor: dronio

FILM: Make the Yuletide Gay ★★½

Ostatni studenci wyjeżdżają do domów na ferie świąteczne. Na uniwerku Olaf jest jawnym gejem: w kampusie mieszka z swoim partnerem, Nathanem, i aktywnie działa w organizacjach LGBT. Tymczasem w domu wciąż jeszcze nie wyoutował w obawie przed reakcją nieco dziwacznej ale kochającej rodziny. Nie wie o tym nawet Nathan, który – gdy dowiaduje się, że rodzice zostawiają go na dwa tygodnie samego – postanawia zrobić swojemu chłopakowi niespodziankę i w Wigilię przyjeżdża z niezapowiedzianą wizytą. Na miejscu zastaje Olafa odmienionego, ‚wyswatanego’ przez matkę z dawną przyjaciółką z sąsiedztwa.
zwiastun filmu
Ocena Queerpop ★★1/2
Skroma, niskobudżetowa, krzepiąca produkcja spod znaku ‚rodzina jest najważniejsza, a w święta nikt nie powinien być sam’. Opowiastka wigilijna, osnuta na dylematach 22-letniego studenta, nieujawnionego przed rodzicami, do którego w Boże Narodzenie z niespodziewaną wizytą przyjeżdża jego chłopak. Nierówny poziom humoru i realizacji oraz schematyzm wydarzeń w dużym stopniu zrównoważony przyzwoitą grą aktorską, przyjemną muzyką i umującymi postaciami głównych bohaterów. Gejowskie kino familijne – równie przyjemne, co niezobowiązujące.



[kliknij ‚czytaj więcej‚, aby zobaczyć pełną recenzję, obszerną galerię fotosów i info o filmie]


Z Make the Yuletide Gay jest dokładnie ten sam problem, co z wszelkimi gwiazdkowymi, masowymi produkcjami, które w większości denerwują nadprogramem kiczu, słodyczy i dźwięków dzwoneczków, są przewidywalne do bólu i – poza wybitnymi wyjątkami – kończą się happy-endem. Z drugiej strony – mimo psioczenia na amerykanizację i komercjalizację Bożego Narodzenia oraz na instytucję świąt jako taką – wiele z tych filmów jest na tyle sprytnie przyrządzonych, że nie sposób się od nich oderwać: kicz hipnotyzuje, dylematy i tragedie miłych ludzi wzruszają, a szczęśliwe zaskoczenie poprawia humor.

Podstawowym atutem tego niewymagającego filmiku są nieźle zagrani główni bohaterowie: Olaf i Nathan są uroczą, gejowską parą, która zapewne ćwierkała by sobie w pokoiku w akademiku, nie gnębiona przez nikogo, gdyby nie święta (znamy, znamy!). Każdy z nich ma powody, by stresować się obowiązkowymi wizytami w domu, i w obu przypadkach jest to rodzina. Od momentu gdy został zdemaskowany jako gej, Nathan żyje z rodzicami na lodowatej stopie, Olaf zaś przeciwnie – jest kochany i hołubiony, tyle że w domu, gdzie nikt nie ma pojęcia o jego gejostwie. I chwilowo tak właśnie, kosztem maskarady, ma pozostać.
Nietrudno domyślić się, co wyniknie ze zderzenia ze sobą niczego nieświadomych, małomiasteczkowych rodziców, panicznie maskującego się homoseksualnego synka i zamieszania, jakie wywoła niespodziewaną wizytą jego chłopak, który na potrzeby świątecznej szopki udawać będzie musiał zwykłego współlokatora, przygarniętego, gdy jego własna rodzina pozostawi go samego w ten szczególny czas. Dorzućcie jeszcze dziewczynę z sąsiedztwa, z którą synek niegdyś chodził, a teraz matka swata ich na nowo – bez problemu wymyślicie całą resztę. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, i tu już bywa różnie.
Rodzice Olafa to niezła para freaków: wiecznie opalony zielem z własnej hodowli, brodaty tatuś o tubalnym głosie i nieustannie chichocząca, rubaszna mamusia, oboje w świątecznych szlafroczkach i sweterkach, tworzą parę na miarę Śniętego Mikołaja i trzepniętej Pani Mikołajowej, tyle że zapewne nie dla wszystkich strawną (jakim cudem ten facet jest wykładowcą czegokolwiek…?). Tymczasem to na ich postaciach opiera się konflikt komediowy – w świątecznym amoku zdają się zupełnie nie orientować w faktycznym stanie rzeczy. Niestety, humor oparty na dwuznaczności ich paplaniny nie zawsze bywa najświeższy i wysublimowany.
Fruwają więc dowcipy o tym, kto w piętrowym łóżku ląduja na górze, o strojeniu bobra, oraz mądrości życiowe, jak to facetowi do szczęścia wystarczy w ustach porządny kawał mięcha (na obiad). Młodzieńcy krygują się wobec uwag o relacjach damsko-męskich, a widzowie razem z nimi mają odczuwać perwersyjną satysfakcję – znają przecież prawdę. Podobnie jak swatana dziewczyna z sąsiedztwa, Abby, która natychmiast chłopaków rozszyfrowuje i staje się powierniczką ich problemów. Epizody z jej udziałem są najautentyczniejsze, prawdziwie współczesne wobec archaicznego slapstiku wokoło i dobitnie pokazują, że niewiele brakowało, by Make the Yuletide Gay stał się filmem naprawdę frapującym.
Na szczęście autentyczne pozostają dylematy głównych bohaterów, z ktorych każdy ma swoje racje: zarówno Nathan rozczarowany, że jego partner tak starannie chowa w szafie ich miłość, jak i Olaf, który pracując w organizacji pomocowej ma świadomość, czym – mimo pozorów wszechogarniającej rodzicielskiej akceptacji – grozić może coming out. Mimo starań obu stron narasta frustracja, a konfrontacja postaw staje się nieunikniona. Ostateczny efekt jest do przewidzenia (to przecież komedia rodzinna), a jednak przedtem pojawiają się realne rozterki, z którymi znakomita większość gejów i lesbijek nieraz bywa konfrontowana.
Koniec końców mimo niedoróbek niskiego budżetu oraz schematów i grzechów, obciążających większość świątecznych propozycji, Make the Yuletide Gay ogląda się wartko i przyjemnie, w dużej mierze dzięki entuzjazmowi samych twórców, w tym przede wszystkim trójki młodych aktorów. Idealna propozycja na miły, gwiazdkowy wieczór dla wszystkich, u których tubalne ‚ho-ho-ho’ nie powoduje jeszcze kompulsywnego skrętu kiszek.
Galeria fotosów z filmu:








Make the Yuletide Gay
komedia, USA 2009, 89′
scenariusz i reżyseria: Rob Williams
wystepują: Keith Jordan, Adamo Ruggiero, Kelly Keaton, Derek Long, Hallee Hirsch

FLASHBACK: WAW, Kochanowski, Legierski, Ewa & Gosia, HIV, Depp, Transsmisja 2, Beatles


ojtam-ojtam, zdjęcie tygodnia nie musi być reportażowe. dziś 6 grudnia, pierwsze wejście Mikołaja 🙂



Tematem nr 1 w tym tygodniu – także u nas – były obchody Światowego Dnia AIDS. Żeby już nie zanudzać, tym razem zupełnie o czym innym.

W listopadzie ukazał się pierwszy numer warszawskiego, kulturalnego miesięcznika WAW, wydawany przez fundację Uptown dobrze znanego Mike’a Urbaniaka. Jeśli dobrze rozumiemy, z ambicjami; w każdym numerze pojawiać się będzie też tematyka LGBT. Cykl dużym kopem zainaugurował równie znany (albo i znańszy? znany inaczej?) dr Jacek Kochanowski, zadając odnośnie stolicy fundamentalne pytanie: dlaczego w Warszawie nie nawet zalążka gejowskiej dzielnicy? Oto kluczowe akapity artykułu Gdzie jest Soho?:

Nie ma dzielnicy, nie ma społeczności. Jest „branża” lub „środowiko”. Oba terminy mają wydźwięk raczej pejoratywny. (…) Większość warszawskich lesbijek i gejów głęboko uwewnętrzniła antyhomoseksualną paranoję i gotowa jest zaciekle zwalczać na forach internetowych zwolenników „afiszowania się”. Ideę miasteczka gej/les w Warszawie zapewne potraktowaliby jako co najmniej niesmaczną, kojarzącą się jedynie z gettem. Jej funkcję wspólnototwórczą zbyliby wzruszeniem ramion. Nie potrzebują wspólnoty, tylko świętego spokoju. A tę gwarantuje niewidzialność.
Warszawa ma orientację seksualną. Warszawa jest porządnym, bogobojnym heterykiem. Czczącym pamięć swych bohaterów w kolejnych muzeach. Dogadzającym sobie stadionami, gdzie może ryczeć (…), upamiętniającym papieża Polaka kolejnymi pomnikami. Warszawskie lesbijki i geje, osoby bi- i transpłciowe świetnie się w takiej hetero-Warszawie czują. Wolą udawać przed sobą, że to jest także ich miasto. Wydarcie choćby kawałka przestrzeni miejskiej i urządzenie tam czegoś „swojego” wymagałoby przecież rezygnacji z wygodnej niewidzialności. „Afiszowania się”.  W Warszawie nie ma lesbijek i gejów. Dlatego nie ma warszawskiego Soho. I nigdy nie będzie. (czytaj całość)

Całość artykułu (oraz pierwszego numeru WAW) do przeczytania tutaj. Linkujemy dopiero teraz, bo wcześniej online udostępniona była wyłącznie część przedwyborcza, poświęcona kandydatom na prezydenta stolicy. Pismo w wersji drukowanej dostępne jest na Chłodnej 25 oraz w Bęcu przy Mokotowskiej 65. Fanpage na FB. Serdecznie zachęcamy!

Pozostałe tematy tygodnia jak zwykle w zajawkach:

Jak widać, tym razem bardziej było kulturalnie, niż politycznie. Na koniec zatem sześć minut słodkości w postaci montażowego klipu z męsko-męskimi tańcami:

I w tym – oraz mikołajowym – duchu: miłego tygodnia!
Miłego tygodnia…

NEWS DNIA: Ertha Kitt zmarła na raka


W styczniu skończyła by 82 lata, była piosenkarką, aktorką, kabarecistką. Nie tylko z racji wieku i profesji, ale pewnie i pewnej wrodzonej niepokory – lub przekory – budzi w Redakcji skojarzenia z rodzimą Stefanią Grodzieńską.

Dała światu figlarną pastorałkę Santa Baby, najsłynniejsza stała się dzięki roli czarnej kociczki – czyli Catwoman – w amerykańskim serialu telewizyjnym o Batmanie z lat 60. Szczególne uwielbienie wśród braci gejowskiej zyskała trudnych latach 80., kiedy to do koszmarnie dyskotekowych rytmów wymrukiwała swoje Where Is My Man i podobne. W Polsce swego czasu mocno lansowana przez radiowego red. Kaczkowskiego, zakochanego w jej słynnym gardłowym ‚rrrr’ .

Występowała do końca. My, w ramach wspomnieniowych remanentów, wygrzebaliśmy piosenkę Cha Cha Heels z 1989 roku nagraną, z towarzyszeniem jednoznacznie zorientowanych Bronski Beat, wtedy już schyłkowych i dawno bez Jimmy’ego Sommervilla.
Niestety, nie jest to teledysk lecz sceniczna aranżacja z playbacku. Utwór pierwotnie wykonywać miała legenda dq, Divine (tekst oparty jest na cytacie z filmu Johna Watersa z jej udziałem), nie bez powodu więc wykonywana była później w ramach przeróżnych drag-shows.

Ale nie dajmy się zwieść eurobeatowym pozorom. Ertha była artystką dużo większej klasy, która – zwłaszcza na żywo – potrafiła dać popis zarówno w repertuarze tanecznym, jak i w klasyce songa, jazzu i swinga. Śpiewała Portera, Brella, Piaf czy Gershwina, każdej z piosenek nadając kabaretową w wyrazie, ale też i życiową interpretację.

O czym niech najlepiej zaświadczy jej przebojowe wykonanie gejowskiego hymnu, I Will Survive, który umiejętnie sprowadziła do podobnego poziomu (potencjałem tej piosenki zajmiemy się zresztą bliżej). Bigbandowa oprawa, decybeladą mogąca równać się z aranżacjami rockowymi, stała się tłem do chyba najagresywniejszej i najsilniejszej w wyrazie interpretacji.

Bo taka też była Ertha. Wyrazista do bólu.

http://www.box.net//static/flash/mp3player_player.swf?playlistURL=http://www.box.net/index.php?rm=box_v2_mp3_player_shared%26_playlist%26shared_name=yuie9rp7no%26node=f_449855420

HIT DNIA: Coming Out at Christmas

Z okazji dzisiejszej okazji życzymy.
A żeby nie było zbyt ortodoksyjnie, nieortodoksyjna wigilijna pieśń w dwóch różnych wykonaniach: nieco bardziej figlarnym, australijskim, oraz rzeczowo wykrzyczanym, brytyjskim.
Merry Xmas, everyone…

Sydney Gay & Lesbian Choir


London Gay Men’s Chorus