HIT DNIA: My Robot Friend ft. A. Moyet – Waiting

My Robot Friend to idealna odpowiedź na głód prostych, elektronicznych brzmień z początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Na poprzedniej płycie wspomógł go wokalnie Antony Hegarty, na drugim – Alison Moyet. Skojarzenie jak najbardziej oczywiste wobec jej wczesnego dorobku z Vincem Clarkiem w duecie Yazoo – któż, także współcześnie, nie zna tych dramatycznych okrzyków, czy tej prostej ballady?

Alison próbowała też potem sił na polu poprocka z całkiem udaną płytą i singlem Hoodoo), ale prosty kawałek, który dziś prezentujemy, potwierdza niezbicie, że jej ciepły, matowy głos idealnie nadaje się do wrzucenia na mniej lub bardziej syntetyczne podkłady, z którymi doskonale się nawzajem uzupełniają:

Poniżej jeszcze mały przykładzik całkiem udanego utaniecznienia tego kawałka, a kto ciekaw, może posłuchać też jakże odmiennej w klimacie wersji balladowej, tym razem opartej na głosie męskim (tak, tak, jak na Queerpop przystało, lubimy takie zakrętasy międzypłciowe).

http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fsoundcloud.com%2Fmyrobotfriend%2Fwaiting-juan

A komu jeszcze mało Alison (gdzież ja upchnałem jej płyty?), uprzejmie donosimy, że już we wrześniu Yazoo przypomną się fanom oficjalnym wydawnictwem ze swoich koncertów w 2008 roku. Bo jak pokazuje życie, ich żywot jako duetu mimo że króciutki, okazał się wielce znamienny dla muzyki pop.

ETO kontratakuje

Dzięki bogu za radia internetowe i wszelkie tego typu wynalazki. Ochłonąwszy nieco po paradowych wrażeniach, odczułem pustkę muzyczną, którą skrupulatnie wypełnił last.fm. O ETO (projekt niemieckiego dj’a Voltaxx) pisałem już tutaj w kontekście gejowskiego teledysku, pokazałem nawet jego tors. Teraz powróciłem do niego w szerszym wymiarze ubiegłorocznej płyty, i przyznam: oderwać mi się trudno. Nowoczesna syntezatornia, czerpiąca co najlepsze z klasyki gatunku (czyli z lat 1980.): sporo w tym Erasure, Commodores, tu i ówdzie Depesze, tam trochę Yazoo, Camouflage, New Order i inne zespoły nowej fali. Ale elektronikę jeszcze trzeba umieć zaprogramować – ETO nie epatuje ewidentnymi rozwiązaniami. Różnorodne kawałki cechuje przede wszystkim melodyjność, ślicznie wyśpiewana miłym i pewnym, nieco matowym głosem, w wyższych partiach przywodzącym czasem na myśl Tracy Horn. Zgodnie z tytułem płyty, Plastic Poetry, teksty lirycznie i zręcznie podchodzą do tematyki relacji uczuciowych, głównie w kontekście niespełnienia, odbiegając mimo wszystko od sztampowych metafor i przemyśleń na poziomie nastolatki w stylu ‚don’t go away’.
Ciekawe tylko, ile w tym wszystkim studyjnej realizacji, a ile natury. Nausznie będą mogli się o tym przekonać uczestnicy zbliżających się parad CSD w Kolonii i Sztokholmie.
http://www.box.net/static/flash/box_explorer.swf?widgetHash=lfr0b6y0oc&v=1