SMILEY: Diary of Zac Efron

Internetowe komedyjki w odcinkach mnożą się jak szalone, i może pora byłaby poświęcić im tu nieco uwagi. Na pierwszy ogień – absolutna, czerwcowa świeżynka, której powstały dopiero dwa epizody, każdy po całej minucie.

Już sam tytuł sugeruje, czego można się spodziewać. Zac pięknie wyrósł i dorósł z disneyowskiego chłopięcia na hollywoodzkiego bysiorka (wciąż jak z bajki). Pierwszy odcinek jego perypetii opowiada, skąd wziął się pomysł na pamiętniczek: młody gwiazdor zaczął w nim upamiętniać swe przeżycia, gdy otarł się o śmierć z rąk własnych fanek (płci żeńskiej)…

[źródło]
Druga odsłona odsłania skomplikowane relacje bożyszcza nastolatek z paparazzi, być może w nawiązaniu do tej sesji. Lub jakiejkolwiek innej:

[źródło]
Trudno przewidzieć, po ilu odcinkach konwencja się wyczerpie i na ile kolejne odsłony bazować będą bazowała na prawdziwych perypetiach prawdziwego Zaca. Zachęcamy do śledzenia rozwoju wydarzeń na fejsbuku lub stronie internetowej.

My osobiście bardzo chcielibyśmy obejrzeć odcinek, odnoszący się do plotek na temat nieheteroseksualności  młodego pięknisia. Zwłaszcza po takim obrazku. Aaaaaaaw…

COMMERCIAL BREAK: Asan Shower Gel for Men

Jedna z reklam wyróżnionych Brązowym Lwem w kategorii ‚film’ na zakończonym właśnie festiwalu Cannes Lions 2011. Powstała na zlecenie koncernu Cedderoth, ‚lidera środków higienicznych’ w Norwegii i Szwecji, a przy okazji właściciela polskich marek Soraya i Dermika.

Wszystko w tym filmiku łamie metroseksualny stereotyp, co zostaje ślicznie skontrapunktowane podkładem dźwiękowym, jakiego spodziewalibyśmy się właśnie po połyskliwym spocie z nieskazitelnie wygolonym i gładko umięśnionym młodzieńcem. „Delikatny masaż ciała” to tymczasem najczęściej grzebanie w pępku, a „higiena okolic intymnych” – w tyłku. Nic nie zostanie nam oszczędzone, nawet sikanie pod prysznicem (skądinąd bardzo proekologiczne).

Nie zmienia to faktu, że mimo ironii i prześmiewczego charakteru całości, misiak pozostaje na swój sposób zmysłowy. Ciekawi jesteśmy, czy ta produkcja to tylko festiwalowy gig, czy faktycznie zostanie zaprezentowana publiczności poza blogami poświęconymi reklamie. Oraz czy youtube zdecyduje się usunąć klip ze swoich zasobów z uwagi na dosdność i goliznę…

UPDATE
Plik zaczyna właśnie znikać z jutuba, na szczęście byliśmy zapobiegliwi:

http://www.box.net/embed/0v41xee3a5lknz0.swf

Nasza osobista nagroda za wytłumaczenie facetom, o co chodzi w potrójnym zastosowaniu kosmetyku ‚trzy w jednym’, gdzie shampoo, body & intim to po prostu hair, body & balls. Got it?

video credits:  Agency: LOS&CO, Oslo, Norway. Einar Film – Oslo, Norway [more]

SMILEY: Jizzle

W dzisiejszej edycji kącika humorystycznego zajrzymy na kanał telezakupowy, wykreowany przez twórców serii komediowej Whitest Kids U’Know:

Nic dodać (tu więcej filmików nowojorskiej trupy), nic ująć. Ze swojej strony znaleźliśmy nawet zastosowanie dla wyżętego w trakcie demonstracji nasienia:

źródło: 50 необычных визиток

No chyba, że to wizytówki wysoce spersonalizowane i personel Durexa załatwia wszystko we własnym zakresie. Ale w takim razie – co z paniami…?

CLIP DNIA: Kolejne 9 minut Lady KuKu

Dzięki za celebrację gejowskiej miłości, też Cię, KiKi, kochamy.
Ale wyświetlania Twoich kolejnych megalomańskich teledysków odmawia nawet mój pedalski komputer. Może to kara za to, że nie czatowaliśmy przy monitorze, z drżeniem kolan oczekując na moment premiery, by zaliczyć jak najniższą cyferkę oglądaczy ma youtube w skali globalnej? Może skutek oporu wobec pokrętnej myśli, że kiedy Aguilera nawiązuje do klasyków, to „bezczelnie kopiuje” i staje się pośmiewiskiem, za to LG zawsze „twórczo oddaje hołd” i kochają ją miliardy? A może po prostu serwery gigantów są tak przeciążone przez chętnych, że już za chwilę nikt nie będzie w stanie obejrzeć tego klipu do momentu, w którym zaczyna się (nienajlepsza zresztą) piosenka-zrzynka? Zresztą: kogo to tak naprawdę obchodzi…?
W związku z tym nie linkujemy, odszukanie namiarów do najnowszej produkcji Stefanii nie powinno nastręczać najmniejszych trudności – jest wszędzie. Zachwyty też, więc nie napiszemy nawet, czemu nas nie zachwyca: wystarczy zamienić wszystkie och-i-ach na znudzone wywracanie oczami do sufitu.
Dziadziejemy.

CLIP DNIA: Lady GaGa – Bad Romance

Dziś nie sposób napisać o czymś innym.
Niezależnie od tego, co myślimy o nowym kawałku lady G. od strony muzycznej, wideo jakie do niego zaprezentowała bije wszelkie transowo-dragowo-queerowo-glamowo rekordy, jest przegięty w stopniu, którego nie sposób nie docenić.
Na blogach już sypią się dane i zachwyty, ile tysięcy kostiumów, detale na paznokciach, feeria pomysłów, kunszt wykonania. My też ostatecznie wymiękliśmy w połowie czwartej minuty na widok złoto-zielonego kostiumu, rodem z szalonej ilustracji dziecięcych książek w stylu najlepszych radzieckich tradycji.
Co się nawet o tyle zgadza, że w klipie stworzenie, którym jest Gaga, zostaje zlicytowana na własność przez złotoszczękiego przedstawiciela rosyjskiej mafii (sory kto nie zgadł, Guga sama tak rozpowiada w wywiadach).
Nie najlepiej się to dla niego zresztą kończy, bo nawet jeśli gładkolicego samca nie wykończyły płomienie z ostatnich sekwencji, to jak pokazuje finał, i tak spłonął w zetknięciu ze śmiercionośną bielizną.

I niech nie będzie, że tylko ja to widzę: czy w 3’18” clipu, zaraz po ujęciu, na którym Gadze dynda na czarnym dessous kryształowy krzyż, ta wariatka faktycznie wplotła w katatoniczną choreografię znak krzyża, czyli się przeżegnała? Bo po piętnastym odtworzeniu sam już mam wątpliwości…

Tak czy owak, trudno o lepsze entrance przed wypuszczeniem na rynek reedycji multisprzedawalnej płyty The Fame (premiera 23.11), przygotowanej równie starannie, jak teledysk: oprócz przemianowania na adekwatne The Fame Monster, GaGa dorzuciła w ramach bonusa caluśkie osiem nowych kawałków, w tym ten powyżej.
I jednego jej odmówić nie można – w niespełna rok po aferze kto od kogo ściąga (Aguillera vs. Gaga), młoda piosenkarka osiągnęła tyle, że pisze się o niej niemal jeszcze częściej, niż o Madonnie, o której pisze się codziennie.
Jeśli nawet nie jest li tylko potworem żądnym sławy, to na pewno demonem pracy. Jak jej poprzedniczka.

CLIP: King & King

Pamiętacie jeszcze tę duńską bajeczkę, która wzbudziła tyle kontrowersji?

Dawno temu zrzędliwa królowa-rozwódka próbuje wymigać się od dalszego sprawowania władzy poprzez zmuszenie swojego synalka do ślubu, na co on przystaje. Przez zamek przewija się stado nietrafionych kandydatek, i sprawa wydaje się beznadziejna, aż do momentu, gdy jedna z nich przybywa w eskorcie brata.

Ciąg dalszy łatwo przewidzieć: gejowski ślub, mnóstwo rabanu i procesy sądowe w Stanach, przeciw szkołom, które wprowadziły książczynę bez wiedzy rodziców
Zresztą, co my tu opowiadamy, skoro właśnie powstała filmowa wersja tej opowieści, nakręcona przez stowarzyszenie Gay Family Values.

Osobiście jesteśmy tą wersję mocno rozczarowani. Mogli pokazać duuuuużo więcej tego drugiego królewicza 😀 Swoją drogą ciekawe, ile szczegółów z romantycznego pożycia zawiera kolejny tomik. Bo – tak, tak, drogie dzieci – jest ciąg dalszy…