OUTFILM: Skala szarości ★★★½

skala-szarosci_00

Bruno jest 35-letnim, niezależnym, nagradzanym architektem. Po 11 latach małżeństwa wyprowadził się od żony i syna do warsztatu dziadka w poczuciu, że w jego z pozoru udanym życiu czegoś brakuje. Zlecenie na projekt budowli, która miałaby stać się nowym symbolem stolicy, daje nadzieję na przełamanie impasu zawodowego. W poszukiwaniu inspiracji po mieście oprowadza go Fer, historyk-zapaleniec i zadeklarowany gej, który nie ukrywa swojego zauroczenia Brunem. Ten odkrywa w sobie tłumione instynkty i stanie przed wyborem nie tylko koncepcji na projekt, ale także na dalsze życie.

Ocena Queerpop ★★★½

Spokojnie opowiedziana, pięknie sfotografowana opowieść o odkrywaniu własnej tożsamości w wieku dojrzałym. Niekoniecznie odkrywcza, zyskująca jednak na autentyczności dzięki dobrze rozpisanemu scenariuszowi z kilkoma elementami zaskoczenia, naturalności dialogów oraz odtwórców głównych ról. Dyskretne, niemal melancholijne studium zderzenia temperamentów i postaw w obliczu pogłębiającego się uczucia, rozdarcia głównego bohatera wobec konieczności wpisania się w prosty podział „czarne-białe”.

skala-szarosci_03

Czytaj dalej „OUTFILM: Skala szarości ★★★½”

WFF: ‚Zostań ze mną’ vs. ‚Za murami’

kadr z filmu ‚Za murami’

W sobotni wieczór na Warszawskim Festiwalu Filmowym miał miejsce podwójny seans LGBT. Nie wiemy, czy aż tak nie zwróciliśmy uwagi, czy faktycznie tego roku ta ‚sekcja’ imprezy była dużo skromniejsza. Tym chętniej wybraliśmy się na branżowe double feature, zwłaszcza że jednym z pokazywanych tytułów był głośny ‚Zostań ze mną’, okrzyknięty już gdzieniegdzie następcą ‚Zupełnie innego weekendu’, o ile nie samego ‚Brokeback Mountain’. Festiwalowy pokaz miał być jednocześnie przedpremierowym – Tongariro Releasing wprowadza ten film na polskie ekrany już w najbliższy piątek.

I jak to w takich objawionych wypadkach bywa, potwierdziły się obawy, powzięte po obejrzeniu zwiastuna:

Film wpada niestety w większość pułapek fabuł z cyklu ‚moje życie z człowiekiem uzależnionym’, skompilowanych w wariancie tragicznym ‚trzeba zabić tę miłość’. Dramat rozmywa się gdzieś w impresjach kontemplowania miasta i chwil relaksu przy herbacie, zdarzeń mimo dramatyzmu sytuacji jakoś mało dramatycznych.

To jeszcze pewnie nie stanowiło by aż takiego problemu, gdyby nie chybiona obsada głównej postaci – niestety, Thure Lindthardt nie jest aktorem klasy, która pozwoliła by na przykrycie mielizn, czy nadanie rozterkom Erika dramatycznej głębi. A na nim właśnie spoczywa ciężar całości.

Zamiast rozdarcia na ekranie dominuje zestaw stałych grymasów i jojczenie. Paul jest ujmujący w swym niewzruszonym pięknie, niestety, jako że jego ćpuński dramat rozgrywa się głównie poza kamerą, także i on niezbyt wzrusza. Nawet odważne sceny seksu nie są w stanie tchnąć życia w niemrawą opowieść. Zdecydowanie najlepiej broni się muzyka Arthura Russella.

Wszystkie te słabości jeszcze dobitniej ujawnia zestawienie z drugim filmem wieczoru. Belgijskie ‚Za murami’ oparte jest na podobnym motywie – para poznaje się, szaleńczo zakochuje, a potem jeden z kochanków popełnia głupi błąd, który kończy się więzieniem i kosztuje obu bolesną rozłąkę. Ta próba okaże się ponad wytrzymałość szalonego uczucia, i mimo, że obaj nadal się kochają, będą musieli pójść oddzielnymi drogami.

W tym filmie są soczyste sytuacje i krwiste, pełnowymiarowe postaci, ewoluujące wraz z uczuciem, charakterologiczne niuanse pięknie wypunktowane aktorskimi kreacjami. Wygłupy zakochanych śmieszą do łez, a beznadzieja nawoływań pod ceglanym murem chwyta za serce.

Tu także reżyser skupia opowieść na tym, który czeka, ale w tym wydaniu to czekanie namacalnie dojmujące. Tu też jest jeszcze szansa, i jest bolesna decyzja. Jednak rozstanie nie zostanie skwitowane stwierdzeniem ‚zostawiłem u ciebie kaszmirowy sweter, zostaw go u portiera’. Tu po prostu brakuje słów.

O ile tylko czas pozwoli, napiszemy o tym filmie dużo więcej.

OUTFILM: Sierpień ★★★½


Jonathan wkrótce obchodzić będzie 30 urodziny. Od dłuższego czasu żyje w związku z Raulem, wciąż jednak nie może się zdecydować na mieszkanie razem. Tymczasem po dwóch latach nieobecności do miasta powraca jego były, Troy, który swego czasu rzucił go, by wyjechać do Hiszpanii. Szybko okazuje się, że stara namiętność nie wygasła, i cała trójka będzie musiała zmierzyć się z plątaniną własnych przeżyć, przeszłych i obecnych emocji i pretensji.

zwiastun filmu | źródło wideo

Ocena Queerpop ★★★½
Casus ‚kiedy wraca seksowny były, nawet najtrwalsze związki drżą w posadach’. Upalne lato pełne namiętności, ale i niespełnienia. Niespieszne studium zawirowań uczuciowych trzech mężczyzn z jednego trójkąta. Kino chwilami nieco zbyt kontemplacyjne, nie pozbawione jednak dramatyzmu i autentyczności. Doskonała obsada, piękne zdjęcia, zmysłowe ciała, szczypta erotyki i egzotyczna muzyka dopełniają całości.

Pojawienie się facetów takich jak Troy nie wróży nic dobrego. W sile wieku, acz niedojrzali emocjonalnie, niby zrównoważeni, a zmienni, kapryśni i manipulatywni, seksowni i odpychający jednocześnie, sami określają się mianem wiecznych kawalerów, ale kochają kroczyć swoją niezależną ścieżką po złamanych sercach. Dosadnie rzecz ujmując: skurwiele, którym nie sposób się oprzeć.

Kiedy więc Troy przylatuje z Hiszpanii do L.A. po dwóch latach nieobecności, rzekomo wiedziony tęsknotą za starymi stronami, z domniemanym zamiarem powrotu (film otwiera jego rozmowa kwalifikacyjna o pracę) – nie tylko upał, o którym w filmie słyszymy bez przerwy, sprawia, że na samą myśl o jego obecności w mieście wielu osobom robi się robi się gorąco.

W narastającym skwarze niepokój wręcz skrapla się w powietrzu, i powoli poznajemy jego przyczyny. Przed wyjazdem Troy przez trzy lata tworzył piękną parę z młodszym Jonathanem, by w imię nie-wiedzieć-czego zerwać z nim i zniknąć. Pod jego nieobecność Jonathan odnalazł się i stworzył kolejny, udany związek z seksownym i wyrozumiałym Raulem (o wciąż niepewnym statusie imigranta), jednak tak naprawdę nigdy do końca nie wyleczył się z namiętności do Troya. Kto wie, może podświadomie czekał wciąż na jakieś rozstrzygnięcia, skoro nigdy nie podjął decyzji o wspólnym mieszkaniu z nowym facetem?

Karty zostają rozdane już przy powitalnym spotkaniu po latach, w niegdyś ulubionej kafejce: zbyt długi dotyk dłoni na plecach, zbyt powłóczyste spojrzenie, zbyt słabo ukrywane rozczarowanie krótkością widzenia, melancholia niedoszłego pocałunku. Bohaterowie dramatu, podobnie jak widzowie, przeczuwają już wszystko, na szczęście nawet jeśli kolejne stacje podobnych opowieści są doskonale znane (i mocno przewidywalne), to mogą wieść do nich różne drogi.

Reżyser i scenarzysta Sierpnia wybrali nieco bardziej zawiłą, ukazując historię w porządku achronologicznym, co wzbogaca opowieść, gdy znając sceny z przeszłości, dużo lepiej rozumiemy bieżące motywacje i przeżycia postaci. Jednocześnie jednak ich historię poznajemy szczątkowo, na wyrywki. Mimo to, i nawet w chwilach, gdy twórcy obierają bardziej utarte szlaki, udało się zachować psychologiczną wiarygodność bohaterów: wiarygodna jest rozedrgana poczuciem winy, nawracająca fascynacja Jonathana Troyem, jak i pozorna bierność i ustępliwość Raula, który ostatecznie jednak w swoim ojczystym języku wyznaczy rywalowi granicę, i od razu da mu okazję do jej przekroczenia.

Mimo buchających z ekranu namiętności, akcja toczy się w sierpniowym upale powoli, jakby od niechcenia, punktowana z pozoru nie przystającą od tej opowieści egzotyczną muzyką z motywami arabskimi. Aktorzy, prowadzeni pewną ręką, nie przesadzają z ekspresją, grając na niższych rejestrach – jednym słowem, spojrzeniem, mową ciała, w każdym detalu zarejestrowaną w pięknych, barwnych, panoramicznych kadrach. Relacje trzech postaci przepełnione są czułością, namiętnością, ale też doprawioną solidną porcją wzajemnych pretensji i niespełnienia.

Troy będzie musiał wysłuchać wszystkiego, przed czym uciekał, a po co być może mimowolnie wrócił. Mimo że z jego ust padnie ‚przepraszam’, nie wygląda, by sprawiło mu to jakąkolwiek różnicę – faceci tacy jak on przychodzą i odchodzą. To apatyczni, dobrze ułożeni chłopcy pokroju Jonathana – bezwolni, ulegli – zostają po raz kolejny złamani, popełniają błędy, których mimo pełnej świadomości, uniknąć nie sposób. Raul zmierzyć się będzie musiał za to ze zwątpieniem, w walce o swoje zaryzykuje wszystko. I choć triumfujący, raz zmaterializowanych wątpliwości się w ten sposób nie pozbędzie. Zwycięstwo jest pyrrusowe.

Sierpień jest rozwinięciem nagradzanej krótkometrażówki Post Mortem z 2005 roku, tego samego reżysera, z tą samą parą głównych aktorów. Adaptacja najwyraźniej udana, skoro także jako film długometrażowy zdobywała nagrody i wyróżnienia na branżowych festiwalach. W stosunku do wersji 15-minutowej dopowiada zbyt wiele, ale z drugiej strony – na szczęście nie wszystko. Dokładnie tyle, ile trzeba na frapujący film o tym, że owszem, do tej samej rzeki można wchodzić wiele razy. Po takiej kąpieli nic już nie będzie takie samo. Może poza upałem, o wiele bardziej doskwierającym, gdy opadną gładkie maski.

Galeria fotosów z filmu:








Sierpień (August
)
★★★½ 
dramat, USA 2011, 94′
reżyseria: Eldar Rapaport
scenariusz: Brian Sloan, Eldar Rapaport

wystepują: Murray Bartlett, Daniel Dugan, Adrian Gonzalez, Hillary Banks
Polska premiera: maj 2012 (outfilm), DVD (bearbook.pl)
 dla seriwsu OutFilm, oprócz standardowej oceny w skali 1-5 gwiazdek, wprowadziliśmy oznaczenie specjalne: 3 –  koniecznie | 2 – warto | 1 – niekoniecznie

OUTFILM: W pułapce pożądania ★★★½


Młody chłopak, przedstawiający się jako Alex, przychodzi na płatny seks do mieszkania klienta w starej kamienicy. Okazuje się, że dla tamtego będzie to pierwszy raz, mężczyźni zwierzają się sobie z przeżyć młodości. Gdy ‚Alex’ wychodzi, spotyka na korytarzu Leona, który ‚rozpoznaje’ w nim swojego dawnego przyjaciela i zaprasza do siebie na imprezę. Przy kolejnej próbie opuszczenia budynku, zaczepia go kolejny mężczyna, sfrustrowany młody małżonek o tłumionych skłonnościach homoseksualnych. To niebezpieczne spotkanie nie będzie bynajmniej ostatnim tej nocy, w domu który coraz bardziej zaczyna przypominać pułapkę.


zwiastun filmu | źródło wideo

Ocena Queerpop ★★★½
Oniryczna opowieść o chłopaku-prostytutce. Przyprowadzony przez klienta do budynku, po którym błądzi przez całą noc, spotyka jego kolejnych mieszkańców. Wypadki stają się coraz dziwniejsze, a wędrówka przez mroczniejące korytarze okazuje się drogą do własnego wnętrza. Niekoniecznie nowatorska, nieco teatralna opowieść z cyklu ‚każdy potrzebuje ciepła i miłości’, której głównym atutem jest ujmujący główny bohater, oraz niepokojący klimat, wykreowany zdjęciami, muzyką oraz przekonującą grą aktorską.

Czytaj dalej „OUTFILM: W pułapce pożądania ★★★½”

OUTFILM: Ten jedyny ★★★



Tommy jest młodym prawnikiem, po latach przypadkowo natyka się na Daniela, w któym podkochiwał się na studiach. Zagaduje do niego, po wspólnym popołudniu spędzają razem noc. Rano Daniel oznajmia, że jest zaręczony z Jen, którą wkrótce mu przedstawia. Pod pretekstem zlotu klasowego Tommy wywabia Daniela na weekend do domu rodzinnego, gdzie po kolejnej nocy wyznaje mu miłość. Romantyczny epizod wciąga Daniela, jednak nie wpływa na decyzję o ślubie. Znajomość Tommy’ego i Jen pogłębia się, podobnie jak frustracja Daniela, który nie wyobraża sobie życia poza stereotypowo rozumianą rodziną.


zwiastun filmu
Ocena Queerpop ★★★☆☆
Trójkąt on-on-ona w wydaniu zaprzyjaźnionych trzydziestolatków. Przypadkowe spotkanie z natarczywym adoratorem uświadamia młodemu małżonkowi tłumiony homoseksualizm. Z chwilą gdy dojrzeje, by to przyznać przed sobą i kochankiem, żona ogłasza, że jest w ciąży. Rozdarty między nowo odkrytymi potrzebami a głęboko wpojonymi zasadami, wydaje się pozostawiony samemu sobie. Zaskakująca mieszanka komedii romantycznej z dramatyczną wariacją na temat samoakceptacji. Mimo niedociągnięć scenariuszowych i ułomności niskiego budżetu, historia uwiarygodniona udaną obsadą i grą aktorską, nie grzęznąca w mieliznach ogranego tematu.

Czytaj dalej „OUTFILM: Ten jedyny ★★★”

FILM: Sekret Saszy ★★★1/2

Sasza dorasta w Kolonii, w emigranckiej rodzinie z Czarnogóry. Matka. która wraz z rozpadem Jugosławii porzuciła z mężem ojczyznę, wielkie nadzieje pokładają w obiecującej karierze pianistycznej syna. Nie wiedzą, że ten zakochał się beznadziejnie w swoim nauczycielu fortepianu. Sasza starannie ukrywa swoje gejostwo przed bratem i rodzicami, pozorując, że spotyka się ze swoją chińską przyjaciółką. Jednak gdy okazuje się, że profesor Weber wyjeżdża na stałe do Wiednia, musi szybko coś przedsięwziąć, by uratować swoją miłość. Utrzymanie pozorów stanie się jeszcze trudniejsze.

zwiastun filmu

Ocena Queerpop ★★★1/2
Klasyczna opowieść o dojrzewaniu nastolatka do zaakceptowania swoich uczuć i do ujawnienia, wzbogacona o wątki wyobcowania emigranta w sprzyjającym, kosmopolitycznym, ale jednak wciaż obcym świecie. Film równie wiele uwagi poświęca procesowi comingoutu syna, co rozterkom niezasymilowanej do końca, tradycjonalistycznej rodziny, zwłaszcza poczuciu przegranej starszego pokolenia, które niegdyś porzuciło obiecujące życie w ‚starym’ kraju. Pięknie sfotografowana, wyważona, ciepła opowieść, zgrabnie mieszająca dramat z elementami komediowymi. Przyzwoite aktorstwo, dobry scenariusz i energetyczna muzyka sprawiają, że film tworzy spójną, niebanalną całość.


Sekret nastoletniego Saszy poznajemy już w pierwszych scenach filmu – gdy podczas postoju w drodze powrotnej z wakacji w rodzinnej Czarnogórze, pod wpływem przelotnego spojrzenia ojca zrzuca w panice z półki w sklepie magazyny gejowskie. Po czym – jeszcze bardziej zestrachany – jeden kupuje. Niedługo później odnajdą go w jego plecaku celnicy, a jego zdenerwowanie skomentują krótkim „dla Serba to poważny problem”.

Nie bez racji: rodzice Saszy od dwudziestu lat mieszkają w kosmopolitycznej Kolonii, jednak jak to z pierwszym pokoleniem emigracji bywa – żyją przeszłością, przywiązaniem do tradycyjnego porządku, sercem i jedną nogą w ojczyźnie, wciąż rozprawiając o powrocie przy każdym śniadaniu. Matka pracuje chałupniczo i pomaga mężowi w prowadzeniu małego pubu, z trzema stałymi bywalcami na krzyż, wielkie nadzieje oraz większość finansów pokładając w rokujących karierach synów: wioślarskiej i pianistycznej.

Oni sami – od urodzenia chowani w Niemczech – nie znają patriotycznych tęsknot, chwilowo ich największą bolączką są awantury z ojcem o tatuaż na ramieniu, choć mimo pozornego luzu też nie czują się w Kolonii do końca ‚u siebie’. Nie bez kozery ich najbliższą koleżanką jest Jiao, córka imigranta z Chin, skrycie kochająca się w Saszy.

Ten jednak zupełnie tego nie dostrzega, ma własny sercowy problem – zakochał się w swoim nauczycielu fortepianu. Do Kolonii wraca jak na skrzydłach: wprawdzie za chwilę czeka go ciężki egzamin do konserwatorium muzycznego, ale przecież szykuje się do niego pod okiem ukochanego profesora. Ten jednak oznajmia, że dostał wymarzoną pracę i lada dzień przenosi się do Wiednia. Świat Saszy w jednej chwili wywraca się do góry nogami, a rozpacz popchnie go do kroków, o jakie jeszcze przed chwilą by się nie podejrzewał.

Nietrudno wyobrazić sobie perypetie, jakie wynikną z desperackich zabiegów zakochanego po uszy, impulsywnego nastolatka, który rzuci się do walki o swoją miłość, jednocześnie próbując zachować przed rodziną wszelkie możliwe pozory. A to niełatwe, bo podejrzliwie obserwują go wszyscy: matka, dla której studia muzyczne Saszy są spełnieniem jej własnych ambicji i marzeń o ucieczce do ‚lepszego świata’; porywczy ojciec z obsesją na punkcie męskości syna, któremu wybaczyć można wiele, dopóki uprawia sport i spotyka się z dziewczynami; i wreszcie wrednawy starszy brat, który jako pierwszy zgadnie, że oficjalne zapewnienia o związku z Jiao to zwyczajna ściema. Szybko zrobi z tego odkrycia użytek, bo jemu akurat drobna Chinka bardzo się podoba.

Każdy w tym filmie ma swój sekret, swoją rację i swoje emocje. Pokolenie emigrantów żyje poczuciem porażki, ich relacje podszyte są wzajemnymi pretensjami, zabiegają więc, by ich dzieciom w nowym kraju ułożyło się lepiej, są kontrolujący i nadopiekuńczy. Problem w tym, że – jak to z rodzicami bywa – gdy ojciec i matka wypowiadają sakramentalne ‚mój Sasza!’, mają na myśli zupełnie co innego. A on sam w sekrecie chwilowo myśli tylko o jednym, i też zupełnie innym. Zderzenie tych wszystkich oczekiwań doprowadzi do prawdziwie dramatycznych wydarzeń, po których wszystko trzeba będzie ułożyć od nowa.

„Sekret Saszy” opowiada historię nienową i niekoniecznie odkrywczą, toczącą się utartymi torami w przewidywalnym kierunku. Tym bardziej liczy się nie tyle ‚co’ ale ‚jak’, które ten akurat film wyróżnia zdecydowanie pozytywnie. Mimo wagi życiowych rozterek i konfliktów – podlany jest sporą dozą ciepłej ironii, nie stroni od wzruszeń, ale pozbawionych taniego sentymentalizmu. Niuansuje humor, balansując na pograniczu komedii, czasem nazbyt slapstickowej, gdy do akcji wkracza niezbyt rozgarnięty szwagier z prowincji, przywieziony do Niemiec do pomocy przy remoncie łazienki. Scenariusz nie popada jednak w generalizacje i łatwe uproszczenia, nawet problem tożsamościowy zyskuje dodatkowy kontekst – Sasza zmaga się ze swoją ‚odmiennością’ nie tylko w wymiarze seksualnym. Na propozycję Jiao pójścia do klubu gejowskiego w pierwszym odruchu odpowie: ‚Przecież nie jestem Niemcem’. W odpowiedzi usłyszy: ‚To tak jak ja’.

Todorovič zgrabnie splata wątki i racje, pozwalając każdej z postaci mówić swoim językiem (chorwackim, niemieckim, chińskim) oraz zyskać pełnokrwisty wymiar, w dużej mierze dzięki staraniom doskonałej obsady. Przystojny Saša Kekez w tytułowej roli – jeszcze chłopiec a już mężczyzna – świetnie oddaje emocjonalne rozchwianie i proces przyspieszonego dojrzewania swojego bohatera. Na oklaski zasługuje Pedja Bjelac w obronie patriarchalnego ojca, któremu w najgorszych momentach potrafi nadać rys czułości i tęsknoty. Zelka Preksavec trwa wycofana u boku męża, ale gdy trzeba stając zdecydowanie w obronie swoich racji i bezpieczeństwa dzieci. Szkoda tylko trochę, że Tim Bergmann nie dostał możliwości pogłębienia postaci nauczyciela, choć i jemu daleko do jednoznaczności.

Na wyróżnienie zasługują też energetyczna muzyka z motywami bałkańskimi i piękne plastycznie zdjęcia – najlepszy z powodów, by na film wybrać się do jednak kina, nie ograniczając się do Internetu czy czekania na DVD. Tak czy owak to nie będzie seans stracony: „Sekret Saszy” to słodko-gorzka coming-out story na poziomie, za który kiedyś publiczność pokochała „Wspaniałą rzecz” czy „Zejdź na ziemię”.

[recenzja ukazała się na portalu innastrona.pl]


 

Sekret Saszy (Saša)
komediodramat, Niemcy 2011, 102′
scenariusz i reżyseria: Dennis Todorovič
wystepują: Saša Kekez, Pedja Bjelac, Tim Bergmann, Zeljka Preksavec, Yvonne Yung Hee, Ljubisa Gruicic
Polska premiera kinowa – 21 października 2011

FILM: Segunda piel (Podwójna osobowość) ★★★★


Alberto jest inżynierem lotnictwa, prowadzi przykładne życie małżeńskie z Eleną i synkiem, podczas gdy potajemnie spotyka się na gorących schadzkach z chirurgiem Diego, który z kolei nie zdaje sobie sprawy z istnienia żony. Gdy Elena stopniowo odkrywa prawdę, Alberto nadal zwodzi ich oboje ale też samego siebie. Wciąż lawirując, nie potrafi dokonać ostatecznego wyboru, tracąc w ten sposób zaufanie tak żony, jak i kochanka.


zwiastun filmu
Ocena Queerpop ★★★★
Wzorcowy melodramat o małżeńskim trójkącie w konfiguracji żona-mąż+kochanek. Klaustrofobiczne studium uwikłania, z którego zdemaskowany Alberto stara się wyplątać w desperackiej próbie zachowania twarzy oraz status quo. Jego niezdecydowanie zmusza do działania Elenę i Diego, jednak i oni nie potrafią zrezygnować, co prowadzi do uczuciowego klinczu. Przyzwoicie zagrany i świetnie sfotografowany film ociera się chwilami o klimaty telenoweli. Trudno sympatyzować z egocentrycznym i autystycznym emocjonalnie bohaterem, nawet mimo próby uczłowieczenia go w dramatycznym finale. Pozycja obowiązkowa dla wielbicieli podobnych opowieści oraz Javiera Bardema jako kochanka w rozterce. Oraz w scenach gorącego męskiego seksu, za który dajemy dodatkową gwiazdkę.

[kliknij ‚czytaj więcej’, aby zobaczyć pełną recenzję, galerię zdjęć oraz info o filmie]


Od pierwszych kadrów animowanej czołówki z koturnowo melodramatycznym tematem muzycznym wiadomo, do kogo odwołuje się Gerardo Vera. Po napisach końcowych konkluzja może być niestety tylko jedna: Almodovar pozostaje niedoścignionym mistrzem w odmalowywaniu ludzkich namiętności w sposób niebanalny. Swoje opowieści okrasza queerowanym spojrzeniem i zjadliwym acz życzliwym humorem. Jeśli coś doskwiera Podwójnej osobowości, to właśnie fakt, że sztampowa historia mimo swego potencjału opowiedziana została nazbyt poważnie i konwencjonalnie. Nie zmienia to faktu, że swoją klaustrofobiczną atmosferą wciąga, choć od pierwszych scen nietrudno wysnuć, jak potoczy się akcja, która niczym w greckiej tragedii rozegrać się musi wedle określonych wzorców.

Alberto i jego sprawki poznajemy w momencie, kiedy jego z takim mozołem konstruowany świat, oparty na małych i dużych kłamstwach, zaczyna się kruszyć. Żadne z jego partnerów nie ma poczucia komfortu: Elena czuje się osamotniona i nie rozumie zdystansowania męża, Diego – mimo pozorów spełnienia też przeczuwa, że coś jest mocno nie w porządku, skoro każdy skrawek intymności musi od Alberta wydzierać niemal siłą. Spotkania zawsze nie o ustalonej porze, wcześniejsze wyjścia, uniki, brak odpowiedzi na telefony. Nawet ‚kocham cię’ w łóżkowych chwilach uniesienia przestanie rekompensować niepokoje, a od pewnego momentu zacznie brzmieć irytująco banalnie.

Jak to w klasycznym romansie bywa, żona znajduje pewien rachunek, potem mąż przypadkiem zostawia w domu komórkę. Niewykluczone, że podświadomie (lub świadomie) tego właśnie pragnie: by sprawa się wydała, by doszło wreszcie do jakichś rozstrzygnięć. Szamoce się coraz bardziej, mizernieje w oczach: z samca, rozdającego karty w domu żony i łóżku kochanka przekształca się w znerwicowanego, nieporadnego kłamczucha, małego chłopca o zaczerwienionych, podkrążonych oczach, który tylko czeka, aż ktoś coś za niego zdecyduje. Rację ma Diego mówiąc „odwalamy za ciebie całą brudną robotę” – Alberto budzi coraz większą irytację, trudno wprost uwierzyć, co dwoje inteligentnych skądinąd i spełnionych zawodowo ludzi mogło kiedykolwiek w nim zobaczyć.

A jednak przecież kiedyś czymś ich uwiódł i po scenach seksu nietrudno sobie wyobrazić, czym. Druga skóra to opowieść o szamotaninie trojga ludzi, z których każde próbuje się uwolnić od swoich splątanych emocji. Mimo ogromu rozczarowania po ostatecznym opadnięciu maski, nawet w jego coraz bardziej żałosnym stanie, tak Elena jak i Diego wciąż kochają Alberta, wracają do niego niczym lunatycy, wiedzeni wspomnieniem dawnych namiętności. Alberto zdaje się szamotać między nimi, ale może przede wszystkim – sam ze sobą: ze swoimi kłamstwami, pomieszanymi uczuciami, niechęcią do samego siebie i swojej homoseksualności, która stanowi dla niego (i chyba tylko dla niego) poważny problem. Poza światem wymyślonym nie potrafi komunikować swych emocji, popada w coraz większy autyzm wobec najbliższych.

Do pewnego momentu bezkarny w swych kłamstwach, będzie musiał w końcu zmierzyć się z ich konsekwencjami. Czy kochał którekolwiek z nich? (Nazbyt) dramatyczny finał sugeruje, jak bardzo chciałby wiedzieć, jak bardzo zagubił we własnej fikcji. Niestety, antypatia, jaką zdążył do tego momentu wzbudzić, może sprawić, że widza mało to już będzie obchodzić. Odbiór tego filmu w dużej mierze zależy od stopnia empatii, jaki będzie w sobie w stanie wykrzesać głównie dla niego, ale także dla losów Eleny i Diega. To oni staną się głównymi bohaterami opowieści, nękani przez nawiedzające ich widmo ukochanego, który zjawia się coraz rzadziej tylko po to, by jeszcze bardziej namieszać swoimi matactwami. Jak to zwykle bywa – decyzja o rozstaniu nie rozwiąże żadnego z problemów.

Mimo chwilami irytującego dociskania pedału melodramatyzmu, Podwójna osobowość nie przekracza w tym względzie granic przyzwoitości. Jest sprawnie rozegrana i zagrana (przez po części almodovarowe i sprawdzone twarze), no i pięknie sfotografowana – prawdziwie gorąca scena męsko-męskiego seksu z udziałem Bardema zapewne wielu zrekompensuje najbardziej nawet rozczarowujące pozostałe dziewięćdziesiąt minut seansu. A że Vera nie jest Almodovarem? No cóż, gdyby był, to nie nakręcił by Drugiej skóry, tylko Skórę, w której żyję. I to jest właśnie ta różnica…

Trudno mu mieć za złe. W końcu stara się równać do najlepszych.




















Podwójna osobowość / Druga skóra (Segunda piel / Second Skin)
melodramat, Hiszpania 1999, 100′
scenariusz: Ángeles González Sinde
reżyseria: Gerardo Vera

wystepują: Javier Bardem, Jordi Mollà, Ariadna Gil, Cecilia Roth
film prezentowany na pokazie filmowym LGBT, Krytyka Polityczna, Warszawa, 29 sierpnia 2011 r.

HIT DNIA: Madonna – Celebration

Zaczyna się nowy tydzień, i nie sposób chociaż pokrótce nie podsumować przedkoncertowego szaleństwa madonnowego. Trudno ocenić jego faktyczną skalę, skoro jeszcze 2 tygodnie temu udało mi się całkiem bez problemu za normalną cenę kupić w EMPiKU bilet w sekcji golden circle. Natomiast medialnie na pewno dzieje się sporo.

Dokładnie w tym samym momencie pod koniec lipca, pojawiły się przecieki co do kształtu kolejnej składanki the best of Madonny, internet kapał po kolei projektem okładki, 30-sekundowym fragmentem tytułowego singla, trailerami składanki, potem remiksami, by wreszcie tydzień temu rozgrzany do czerwoności rynek mógł wchłonąć najnowszą produkcję tandemu Magde – Paul Oakenfold. Kto jakimś cudem nie słyszał – proszę bardzo:

http://www.dailymotion.pl/swf/xa0g7c_madonna-celebration_music&related=1

I cóż, tak do końca to nie podoba nam się ani jedno, ani drugie.
Okładka koncepcyjnie pięknie, warhalowski collage dwóch fotek, dzięki któremu Madonna wygląda jak skrzyżowanie Marleny Dietrich z Marilyn Monroe, z niejakimi oznakami wodogłowia. A może to ten wyraz pustki na twarzy, skrzętnie wydobyty przez artystę, tak nas zmylił?

Treściowo – niewiele lepiej. Typowe brzmienia dj’a O., towarzyszącego artystce podczas tournee, niewiele pomagają. To znaczy, oczywiście, dobrze się to tańczy na parkiecie, ale wymuszony charakter święta, muzycznie noszącego niestety głębokie piętno zblazowania, sprawia, że szału nie ma. Nawet biedny Benassi nie bardzo wiedział, co wycisnąć z tego kawałka, może dlatego jego remiks dostępny był w sieci za darmochę.

Co do samej płyty – cóż. O ile ktoś kolekcjonuje zestawy Największych z Największych Przebojów, edycja 32,5 – pozycja jak najbardziej obowiązkowa. Nie wątpimy (chociaż nie śledzimy), że ukaże się w kilku alternatywnych wersjach specjalnych. Fani są cierpliwi, a rynek ogromny – sprzeda się najpóźniej na gwiazdkę.

Na szczęście zagorzali didżejofani nie dają się zrazić, i przygotowują propozycje alternatywne.

Jak choćby te dwie, które proponujemy poniżej:


FCJ Megamix ze strony musiconlyforfriends.blogspot.com


set remiksów ze strony amenpraizejesus.blogspot.com

Czy można się dziwić, że do samego koncertu podchodzimy z coraz większą rezerwą?
Może ktoś reflektuje na bilet…? 😀